Ile zarabiają kierowcy?

Opisy i zdjęcia amerykańskich trucków i fotoreportaż z mojej podróży dookoła Stanów Zjednoczonych. Zapraszam, miejsca sporo. :-D
Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11190
Rejestracja: 24-10-07, 22:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Ile zarabiają kierowcy?

Post autor: hiob » 02-11-12, 05:24

Często zadawane pytanie i nie ma tu jednej odpowiedzi. Ale znalazłem tabelkę, która pokazuje ile dostaje na początek doświadczony kierowca, po zmianie pracy:

Obrazek ( Źródło )

Jak widać najwięcej, 39 centów na milę, dostają kierowcy "na flatbedach", czyli ciągnący naczepy - platformy, takie "firanki bez firanki", choć sporadycznie i firanki się u nas spotyka.

Mniej zarabiają kierowcy "na vanach", czyli ciągnący takie naczepy, z jaką ja od lat jeżdżę. Ich średnia płaca na początek to 36,5 centa na milę. Najmniej, poniżej 35 centów, dostają kierowcy lodówek. Wynika to zapewne z faktu, że mają oni zazwyczaj najdłuższe trasy, a zwykle mamy taką zależność: Im dalej się jeździ, tym mniej na milę się zarabia.

Oczywiście po latach przychodzą jakieś podwyżki, choć nie takie wielkie. Są znacznie lepsze firmy, gdzie dostaje się 45-50 centów na milę, ale wielu kierowców nigdy nie przekracza 40 centów. Na przykład w mojej firmie, w tych "dedicated accounts", czyli pracując dla jednego klienta - sieci sklepów, maksymalna stawka to 38 centów na milę, a na początek kierowcy dostają po 32 centy na milę.

Pracując dla takich sklepów, gdzie kierowca musi rozładować towar, ma on za to dodatkowo płacone. Gdy się jedynie zawozi załadowaną naczepę i przywozi pustą, otrzymuje on tylko pieniądze za milę, a tych jest pewnie nie więcej, niż 2- 2,5 tys tygodniowo.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

bigguy
Przyjaciel forum
Posty: 337
Rejestracja: 20-04-11, 16:44
Lokalizacja: Chicago

Post autor: bigguy » 03-11-12, 20:50

stawki w Moultigroup Logistics ...

do 250 mil - 48 cpm
od 250 do 500 - 46 cpm
od 500 do 1150 - 44 cpm
od 1150 w gore - 42 cpm

dla porownania
West Wind :
west coast - 35 cpm
south - 36-38 cpm
east coast - 42 cpm

wiele firm duzych, Werner, Schneider, JB Hunt, Swift stosuja niezle techniki prania mozgow , przyklad video jakim nie nalezy byc ale niestety sie jest gdy sie mysli tak jak wiekszosc
http://www.youtube.com/watch?v=pG20gacNLYc

za 2200 usd na miesiac sie w ogole nie oplaca pracowac jako kierowca ktory niestety musi sie rozstawac z rodzina na czas wyjazdu ... za takie pieniadze mozna znalezc sobie normalna prace i byc w domu codziennie. Nie rozumiem ze inteligentnie wygladajacy czlowiek godzi sie na stawke 25 cpm a potem dostaje podwyzke na 30 cpm i sie cieszy ....

nevesu
Przyjaciel forum
Posty: 174
Rejestracja: 13-02-11, 20:22
Lokalizacja: Mrągowo

Post autor: nevesu » 07-11-12, 14:52

O/O na chłodni między Cali a MidWestem około 2$ na mili, zostaje jakieś 1$ na mili po paliwie.

Słyszałem, że wożąc mięso, stawki nawet do 3$/mile.

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11190
Rejestracja: 24-10-07, 22:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Post autor: hiob » 17-12-12, 01:15

nevesu pisze:O/O na chłodni między Cali a MidWestem około 2$ na mili, zostaje jakieś 1$ na mili po paliwie.

Słyszałem, że wożąc mięso, stawki nawet do 3$/mile.
Niestety to tak nie działa. Jak jest sezon, to można dostać dwa dolary na milę, prawda, można i znacznie więcej - ale potem trzeba wrócić, a w drugą stronę nikt już nie chce płacić. Zresztą często w sezonie bywa, że kierowcy jeżdżą pusto na zachód, bo i tak im się to opłaca.

Stawki za przewóz mięsa też zależą od odległości, kierunku, klienta itp. Dlatego właśnie są publikowane takie tabelki, jak ta przeze mnie zamieszczona. One pokazują średnie stawki dla całego transportu w USA. A średnia, wiadomo, składa się także z ekstremów. Podawanie tych ekstremalnych wartości nie ma jednak zbyt wielkiego sensu, bo jedynie wypacza obiektywny obraz transportu w USA.

Jak widać na przykładzie Big Guya, da się stosunkowo szybko znaleźć uczciwą firmę, uczciwie płacącą swym kierowcom. Nie zmienia to w niczym faktu, że znakomita większość kierowców w USA pracuje dla firm płacących mniej, zwykle dla potężnych firm takich jak Schneider, czy Swift, ale i te średniej wielkości zwykle nie płacą wcale więcej.

Nie ma aż tyle miejsc pracy w dobrych firmach, by każdy z tych, którzy zarabiają po 700 dolarów brutto na tydzień, czy nawet mniej, mógł się tam przenieść. Statystycznie zostanie i tak spora grupa ludzi, którzy chcą jeździć i będą skazani na Swifta, czy Schneidera.

Do tego wiele mniejszych firm ma dość wygórowane wymagania, nie do przeskoczenia dla młodego kierowcy. Ta, w której ja teraz pracuję, wymaga pięć lat stażu, ale nie przyjmuje nikogo z tak "małym" stażem. Przyjmują bowiem najwyżej paru kierowców rocznie i zawsze mają kandydatów jeżdżących po kilkanaście, czy kilkadziesiąt lat - do tego z doskonalą historią pracy (rzadkie zmiany pracodawców) i bez żadnych mandatów na koncie.

Nawiasem mówiąc w mojej firmie nie zarabiamy "na milę", ale mamy stawkę godzinową. zaczyna się od około 17,50 na godzinę, po kilku latach dochodzi do 23 dolarów. Na dodatek płacone jest nie za faktycznie przepracowany czas, ale za czas "komputerowy". Wygląda to tak, że ja przychodzę do pracy, dyspozytor daje mi wydruk - zlecenie, gdzie mam wypisane co będę robił, gdzie jechał, ile to jest mil i ile powinno zająć czasu. Gdy to jest, powiedzmy, 10 godzin, a mam 17,50 na godzinę, dostanę 175 dolarów brutto. Niezależnie od tego, czy będę to robił 10, czy 8 godzin. Jednak, gdy z niezależnych ode mnie przyczyn, np. korka na drodze, zajmie mi to więcej czasu, otrzymuję "wyrównanie".

Jak to wygląda w praktyce? Średnia wydajność całej firmy to 118%, czyli kierowca, który tam jeździ kilka lat i ma 23 dolary na godzinę, faktycznie zarabia 27. Ten, który przez dwa dni mnie przyuczał powiedział, że w ubiegłym roku zarobił 80 tysięcy dolarów. Z tym, że on zawsze stara się pracować 6 dni w tygodniu. A ja, za pierwsze dwa tygodnie, otrzymałem brutto 2300 dolarów, przy pięciodniowym tygodniu i niskiej, początkowej stawce. Gdyby się to utrzymało, dałoby to w skali roku 60 tysięcy brutto, czy też, licząc "po polsku" pięć tysięcy dolarów miesięcznie.

Może nie jest to stawka powalająca na ziemię, ale biorąc pod uwagę fakt, że praca lekka, lokalna, spanie we własnym łóżku każdej nocy - plus dodatkowe benefisy, jak "trzynastka", składka emerytalna - firma dopłaca 50%, aż do tysiąca dolarów rocznie, bonus za bezwypadkową i bez mandatów jazdę itp, to nic dziwnego, że ludzie trzymają się tej firmy i mój "trener", pracujący tam od ponad siedmiu lat, jest dopiero w połowie listy pracowników, pod względem starszeństwa. Wielu z nich pracuje tam po kilkanaście i kilkadziesiąt lat.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

ODPOWIEDZ