Najtrudniej być prorokiem we własnym domu.

Teksty jakie zamieściłem w tym roku na swoich blogach: www.polonus.alleluja.pl, www.polon.us, www.hiob.us i www.jaskiernia.com
Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11141
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Najtrudniej być prorokiem we własnym domu.

Post autor: hiob » 12-08-12, 23:42

Jacek Fedorowicz wpadł kiedyś na kapitalny pomysł wybicia zębów bestii. Bestiami byli politycy i dziennikarze PRL-u, a idea Fedorowicza polegała na podstawianiu głosu pod obraz z widokiem innej osoby. Gdy raz się usłyszało polityka, czy dziennikarza mówiącego po raz pierwszy prawdę o tym, co sądzi o rodakach, o jego kłamstwach, oszustwach i krętactwach, nagle przestawał być groźny. Przede wszystkim zaś przestawał być skuteczny.

Pomysł Fedorowicza wyewoluował w satyryczny program "Dziennik Telewizyjny", ale ja tu wspominam te "podziemne" produkcje, z czasów PRL-u. Jakościowo marne, ale merytorycznie znacznie lepsze od tego, co było już niejako "oficjalne" i technicznie dopracowane do końca.

Wspominam o tym, bo tak się zdarzyło ostatnio, że i mnie spotkał podobny zaszczyt. Co prawda nie ze strony pana Jacka (którego poznałem osobiście przed laty i nawet przez tydzień gościłem w swoim domu), ale ze strony jakiegoś osobnika, który koniecznie mnie chce wybić zęby. Pojawiły się na YouTube filmy, wkładające w me usta wulgaryzmy, bluźnierstwa i inne podobne badziewie.

Pojawili się też na YouTube użytkownicy podpisujący się moim prawdziwym imieniem i nazwiskiem, albo moim wszystkim dobrze znanym nickiem - hiob, czy trucker hiob. Cel tego jest taki sam: Zniszczyć moje dobre imię, obrzucić mnie błotem, sprawić, bym stał się nieskuteczny.

Sama technika, którą stosował Fedorowicz, nie jest moralnie ani dobra, ani zła. Jest skuteczna. To, czy staje się moralnie problematyczna, wynika z kontekstu, w jakim jest używana. Gdy służy głoszeniu prawdy, służy dobremu celowi. Ale może też służyć niszczeniu kogoś i wtedy, uwierzcie mi, to naprawdę boli.

YouTube na szczęście usuwa takie konta. Nie wolno się tam pod nikogo podszywać. Poszkodowany musi jedynie wypełnić odpowiednią formę, wskazać na czym polega naruszenie jego praw i zwykle za dzień, czy dwa takie konta są usuwane. Tylko po to zresztą, by za jakiś czas powrócić.

Na YouTube spotykają mnie także inne "przyjemności". Parę osób poświęciło swój czas i energię by krytykować moją osobę, moje życie i filmy. Ktoś posunął się nawet do tego, że podał mój numer telefonu, namawiając do wydzwaniania do mnie i obiecał, że ogłosi wszystkie moje ciemne sprawki: Bankructwa, rekord kryminalny itp. Żeby pokazać, że ja tylko udaję takiego świętego. Pomijam już wszystkie epitety, jakie kierują oni pod moim adresem. Gdy się jest obecnym w Necie, nie da się tego uniknąć.

Mój numer telefonu nigdy nie był zastrzeżony, Wystarczy w google wpisać moje nazwisko i się go znajdzie bez problemu. Historii kryminalnej także nie posiadam, bankructwa nigdy nie ogłaszałem, podatki płacę uczciwie, a największymi moimi przestępstwami były wykroczenia drogowe. Nie boję się więc takich pogróżek, jednak w jakiś sposób uprzykrzają one moje życie.

Dlaczego ludziom się to chce robić? Przecież ja nie jestem jakimś unikatem, jeżeli chodzi o produkcję moich filmików na YouTube. Wiele osób kręci filmy o życiu w USA, czy innych krajach, o pracy kierowcy, czy w ogóle o niczym. Jednak nikogo z nich nie spotykają takie ataki, jak moją skromną osobę. Co jest tego przyczyną?

Odpowiedź jest oczywista: Tylko ja spośród nich mówię także o wierze. Moje filmy nie są o życiu w Ameryce. Moje filmy są o Nowej Ewangelizacji. Wszystkie. Nawet te, w których nie wspominam Boga ani razu. Dlaczego? Bo na każdym z filmów daję świadectwo i reklamuję swoje forum. Na każdym mam duży krucyfiks na piersi. Na każdym niemal jest choćby pośrednio nawiązanie do czegoś, co ma prowadzić ludzi do Chrystusa. A to, jestem pewien, wielu osobom się nie podoba.

My dziś żyjemy w bardzo komfortowych czasach. Nikt nas nie rzuca na pożarcie lwom. Ani w USA, ani w Polsce. Jedyne, co nas może spotkać za głoszenie swej wiary to wyśmianie, czy takie próby dokuczania, jakimi mnie raczą moi adwersarze. Ale to i tak idzie na chwałę Pana, bo kontrowersje zwiększają oglądalność, a oglądalność pozwala docierać do tych, którzy być może nigdy by nie mieli okazji spotkać się z moją osobą. A zatem: Bogu dzięki za wszystko! Za te małe szpileczki też.

Słyszałem kiedyś, gdy jedna z sióstr ze zgromadzenia Matki Teresy z Kalkuty opowiadała, że dowiedziała się o ordynarnym i kłamliwym ataku na Matkę w jednej z gazet i powiedziała jej: "Musisz koniecznie żądać sprostowania, inaczej cała twoja reputacja przepadnie". Matka Teresa odparła: "Będzie jedna mniej rzecz do dźwigania".

Ja się też o swoją reputację nie boję. Osoby, które mnie znają, wiedzą jaki jestem. Do świętości mi ciągle bardzo daleko i nigdy tego nie ukrywałem. Nie potrzebuję, by mi przypisywano nie moje grzechy, mam dość własnych. Ale jak ktoś się musi dowartościować poniżając mnie, niech to robi. Będę miał coś, co mogę ofiarować Panu Bogu.

Zabieram się za ten tekst od miesiąca. Impulsem do jego napisania były czytania, jakie usłyszeliśmy w Kościele ósmego lipca. Prorok Ezechiel mówi:

Wstąpił we mnie duch i postawił mnie na nogi; potem słuchałem Tego, który do mnie mówił. Powiedział mi: Synu człowieczy, posyłam cię do synów Izraela, do ludu buntowników, którzy Mi się sprzeciwili. Oni i przodkowie ich występowali przeciwko Mnie aż do dnia dzisiejszego. To ludzie o bezczelnych twarzach i zatwardziałych sercach; posyłam cię do nich, abyś im powiedział: Tak mówi Pan Bóg. A oni czy będą słuchać, czy też zaprzestaną - są bowiem ludem opornym - przecież będą wiedzieli, że prorok jest wśród nich. (Ez 2,2-5)

Kto to jest prorok? To nie jest ktoś, kto zna i przepowiada przyszłość. Przynajmniej nie jest to konieczne w życiu proroka. Prorok przede wszystkim głosi prawdę na dziś. Głosi Słowo Boże na teraz. I w tym sensie każdy z nas jest potencjalnym prorokiem. Każdy z nas może to Słowo poznać i zanieść braciom.

Oczywiście nie każdy jest do tego powołany w takim samym stopniu. Niektórzy są wybrani ponad innych, jak Ezechiel. Ale i Jan Paweł II był prorokiem i jestem nim ja i Ty.

Fajnie to brzmi, tylko, że proroków nikt nie lubi. Albo się ich zabija, albo ośmiesza, albo ignoruje. Funkcja nie bardzo zaszczytna. Prawdę mówiąc gdy ktoś nie spotyka się z krytyką, gdy mu nikt kłód pod nogi nie rzuca, to znaczy, że jako prorok jest zupełnie do bani. Tak mało skuteczny, że i przeszkadzać mu nie ma po co, sam sobie jest największym wrogiem. Dlatego te przykrości, jakich mi nie szczędzą moi oponenci odbieram także jako potwierdzenie, że jednak to, co robię jest ważne i skuteczne.

Tylko martwe ryby płyną z prądem. A my, gdy mamy nieść innym życie, sami musimy je posiadać i płynąc pod prąd musimy chlapać tak, by nas było widać z daleka.

Psalm na Mszy przed miesiącem brzmiał tak:

Do Ciebie wznoszę oczy,
który mieszkasz w niebie.
Jak oczy sług są zwrócone
na ręce ich panów.

Jak oczy służebnicy
na ręce jej pani,
tak oczy nasze ku Panu, Bogu naszemu,
dopóki nie zmiłuje się nad nami.

Zmiłuj się nad nami, zmiłuj się, Panie,
bo mamy już dosyć pogardy.
Ponad miarę nasza dusza jest nasycona
szyderstwem zarozumialców i pogardą pysznych.
(Ps 123,1-4)

I to jest nasza nadzieja. Jesteśmy w rękach Boga, czego więc mamy się obawiać? Utraty reputacji? Szyderstwa? Przecież nawet lwów nami nie poczęstują, a pierwsi chrześcijanie nawet tego się nie obawiali.

Święty Paweł także miał ciężkie życie. Opuszczając obóz faryzeuszy stał się celem ich prześladowań, chrześcijanie bali się go początkowo zaakceptować, znosił trudy wielu podróży misyjnych, w których czekały go tylko więzienia, cięgi, sądy, niewygody i morskie katastrofy, a do tego zmagał się z jakaś nieznaną nam bliżej dolegliwością. W drugim czytaniu on sam o tym opowiada:

Aby zaś nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował - żebym się nie unosił pychą. Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie, lecz /Pan/ mi powiedział: Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali. Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa. Dlatego mam upodobanie w moich słabościach, w obelgach, w niedostatkach, w prześladowaniach, w uciskach z powodu Chrystusa. Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny.
(2 Kor 12,7-10)

Jaka piękna wskazówka dla nas, którzy tak kochamy biadolić. Moc bowiem w słabości się doskonali.

Wszystkie czytania tego dnia jakoś docierały do mnie bardzo osobiście. Jakby sam Bóg właśnie do mnie przemawiał. Werset śpiewany przed Ewangelią brzmiał tak:

Duch Pański spoczywa na Mnie, posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę. (Łk 4,18)

A sama Ewangelia mówiła o innej trudności, z jaką prorok się spotyka:

Jezus przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: Skąd On to ma? I co za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce. Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry? I powątpiewali o Nim. A Jezus mówił im: Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony. I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał. (Mk 6,1-6)

Jakie mądre słowa. I jak się doskonale odnoszą do każdego z nas. "A kim on jest, żeby mi narzucać swoje poglądy? Przecież to zwykły kierowca. Niech zostawi księdzu głoszenie kazań i niech lepiej się zajmie mówieniem o truckach". Ile razy to już słyszałem...

Mógłbym skończyć tutaj te swoje rozmyślania, ale ponieważ Bóg jeden wie kiedy znajdę czas na napisanie kolejnych, pozwólcie, że będę kontynuował. Jak za długie, można przerwać, wrócić do nich za parę dni. Chciałem bowiem jeszcze napisać o kolejnych czytaniach, jakie usłyszałem w kościele przez ten miesiąc. Bóg bowiem nie przestał do mnie mówić w tamtą niedzielę, pięć tygodni temu. Mam wrażenie, że na każdej Mszy, na której jestem, mówi właśnie do mnie.

W kolejną niedzielę, piętnastego lipca, słuchaliśmy czytać z Księgi Amosa:

Amazjasz, kapłan w Betel, rzekł do Amosa: Widzący, idź, uciekaj sobie do ziemi Judy! I tam jedz chleb, i tam prorokuj! A w Betel więcej nie prorokuj, bo jest ono królewską świątynią i królewską budowlą. I odpowiedział Amos Amazjaszowi: Nie jestem ja prorokiem ani nie jestem uczniem proroków, gdyż jestem pasterzem i tym, który nacina sykomory. Od trzody bowiem wziął mnie Pan i rzekł do mnie Pan: Idź, prorokuj do narodu mego, izraelskiego!
(Am 7,12-15)

Amos był pasterzem, nie "uczniem proroków". Nie należał do żadnej szkoły, nie planowal takiej kariery. To spośród jego zwierząt, z jego miejsca pracy powołał go Pan. I nas także powołuje tam, gdzie jesteśmy.

Psalmista mówi:

Będę słuchał tego, co mówi Pan Bóg [...]

Pan sam obdarzy szczęściem,
a nasza ziemia wyda swój owoc.
(Ps 85)

Przed Ewangelią usłyszeliśmy fragment Listu do Efezjan 1,17-18:

Niech Ojciec naszego Pana Jezusa Chrystusa, przeniknie nasze serca swoim światłem, abyśmy wiedzieli, czym jest nadzieja naszego powołania.

... a Ewangelia mówiła o tym, że Pan posłał apostołów bez niczego, bez środków do życia, ale z władzą uzdrawiania i wyrzucania złych duchów:

Jezus przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch. Dał im też władzę nad duchami nieczystymi i przykazał im, żeby nic z sobą nie brali na drogę prócz laski: ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie. Ale idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie dwóch sukien. I mówił do nich: Gdy do jakiego domu wejdziecie, zostańcie tam, aż stamtąd wyjdziecie. Jeśli w jakim miejscu was nie przyjmą i nie będą słuchać, wychodząc stamtąd strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo dla nich. Oni więc wyszli i wzywali do nawrócenia. Wyrzucali też wiele złych duchów oraz wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali. (Mk 6,7-13)

"Oni więc wyszli i wzywali do nawrócenia". A my? My często nie wyjdziemy, dopóki nie załatwimy najpierw wszystkich spraw logistycznych: trasy, zaopatrzenia, noclegów... Tymczasem trzeba jedynie wiary, jednej sukni i sandałów na nogach. O resztę On sam się zatroszczy.

W kolejną niedzielę słyszeliśmy jeden z najpiękniejszych, moim zdaniem, psalmów:

Pan jest moim pasterzem,
niczego mi nie braknie.
Pozwala mi leżeć
na zielonych pastwiskach.

Prowadzi mnie nad wody gdzie mogę odpocząć,
orzeźwia moją duszę.
Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach
przez wzgląd na swoją chwałę.

Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę,
zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.
Kij Twój i laska pasterska
są moją pociechą.

Stół dla mnie zastawiasz
na oczach mych wrogów.
Namaszczasz mi głowę olejkiem,
a kielich mój pełny po brzegi.

Dobroć i łaska pójdą w ślad za mną
przez wszystkie dni mego życia
zamieszkam w domu Pana
o najdłuższe czasy.
(Ps 23,1-6)

I jak można się obawiać czegoś, czy kogoś, gdy wiemy, że Pan jest moim pasterzem, gotowym oddać za mnie swoje życie?

29. lipca czytania były na temat cudownego rozmnożenia chleba. Pisałem o tym parokrotnie przy innych okazjach, przypomnę więc tu jedynie List św. Pawła, nie związany w jakiś bezpośredni sposób z pozostałymi czytaniami:

Zachęcam was ja, więzień w Panu, abyście postępowali w sposób godny powołania, jakim zostaliście wezwani, z całą pokorą i cichością, z cierpliwością, znosząc siebie nawzajem w miłości. Usiłujcie zachować jedność Ducha dzięki więzi, jaką jest pokój. Jedno jest Ciało i jeden Duch, bo też zostaliście wezwani do jednej nadziei, jaką daje wasze powołanie. Jeden jest Pan, jedna wiara, jeden chrzest. Jeden jest Bóg i Ojciec wszystkich, który [jest i działa] ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich. (Ef 4,1-6)

Mądre, ważne słowa, przypominające o potrzebie kontynuacji działań ekumenicznych. Pan Jezus nie jest podzielony i nie powinno być podzielone Jego Ciało. To ważne, by zrobić wszystko, co w naszej mocy, by przywrócić jedność chrześcijan. Czytanie także bardzo na czasie, gdyż zbliża się historyczna wizyta moskiewskiego patriarchy w Polsce. Ale równie ważne jest dążenie każdego z nas do jedności, która może się zmaterializować jedynie w Prawdzie. Zatem głoszenie Prawdy, którą jest Jezus, zawsze jest działaniem ekumenicznym.

W środę, 1. sierpnia, usłyszeliśmy dwie przypowieści o Królestwie Bożym:

Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Z radości poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę. Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do kupca, poszukującego pięknych pereł. Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją. (Mt 13, 44-46)

Bardzo proste, ale jakże trudne do zrozumienia przez nas przesłanie. Liczy się tylko jedno. Liczy się tylko Królestwo Boże. Nic innego nie jest ważne. Każdy z nas dla Królestwa powinien poświęcić wszystko. Wszystko sprzedać, wszystkiego się pozbyć, by zdobyć ten jeden Największy Skarb.

Czy to znaczy, że naprawdę mamy wszystko oddać? I tak i nie. Mamy wszystko oddać, co nam uniemożliwia zdobycie Królestwa. Ale nie znaczy to wcale, że nie możemy posiadać rzeczy materialnych. Jak tylko służą one nam i przez nas innym, a nie są naszym bożkiem, jak długo to nie my im służymy, jak długo nie zagradzają nam drogi do Królestwa, to nie są w niczym przeszkodą. Mogą stać się za to doskonałym narzędziem, pomocą w ewangelizacji. Ale emocjonalnie musimy się pozbyć wszelkiego nadmiernego przywiązania do nich, bo cała nasza miłość musi być skierowana do Boga.

To Boga musimy kochać z całej naszej duszy i serca. On jest Bogiem zazdrosnym i nie toleruje naszych innych miłości. Kochać mamy tylko Jego i Jego dzieci, naszych bliźnich, a reszta ma nam jedynie służyć. Gdy zaczynamy rzeczy materialne adorować, czas się ich pozbyć.

W kolejnym dniu, 2. sierpnia, ten psalm był czytany w naszym Kościele:

Chwal, duszo moja, Pana.
Będę chwalił Pana do końca swego życia,
będę śpiewał mojemu Bogu,
dopóki istnieję.

Nie pokładajcie ufności w książętach
ani w człowieku, który zbawić nie może.
Gdy duch go opuści, znowu w proch się obraca
i przepadają wszystkie jego zamiary.

Szczęśliwy ten, kogo wspiera Bóg Jakuba,
kto pokłada nadzieję w Panu Bogu.
On stworzył niebo i ziemię, i morze
ze wszystkim, co w nich istnieje.
(Ps 146,1-6)

Nie pokładajcie ufności w książętach, ani w człowieku, który zbawić nie może. Szczęśliwy ten, kto pokłada nadzieję w Panu Bogu.

Przy autostradzie I-77 w Zachodniej Wirginii, przed Charleston, był przez wiele lat billboard, reklamujący piekarnię Sunbeam. Na opakowaniach chleba z tej piekarni jest główka małejl kilkuletniej dziewczynki. Na billboardzie była ta sama dziewczynka, klęcząca, z rękami złożonymi do modlitwy i napis: "Nie samym chlebem człowiek żyje". W niedzielę, 5. sierpnia, właśnie ten werset usłyszeliśmy przed Ewangelią:

Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych. (Mt 4,4b) A w samej Ewangelii, święty Jan, rozdział szósty, Pan Jezus mówi: "Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie."

W poniedziałek, szóstego sierpnia było Święto Przemienienia Pańskiego. Święty Marek tak to opisuje:

Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam przemienił się wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe tak, jak żaden folusznik na ziemi wybielić nie zdoła. I ukazał się im Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. Nie wiedział bowiem, co należy mówić, tak byli przestraszeni. I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie. I zaraz potem, gdy się rozejrzeli, nikogo już nie widzieli przy sobie, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, przykazał im, aby nikomu nie rozpowiadali o tym, co widzieli, zanim Syn Człowieczy nie powstanie z martwych. Zachowali to polecenie, rozprawiając tylko między sobą, co znaczy powstać z martwych.
(Mk 9,2-10)

Piotr chciał tam postawić dla Jezusa, Eliasza i Mojżesza namioty. Namioty pozwoliłyby im zostać tam dłużej. Ja go rozumiem. My wszyscy pragniemy odczuwać emocjonalnie uniesienie, doświadczać zmysłowo spotkania z Bogiem. Przeżycie na Górze było czymś niesamowitym, dawało wiarę, że to, co się robi, czemu się poświęciło życie, jest prawdziwe. Ale góry mają do siebie to, że się z nich schodzi do ciemnej doliny, gdzie łatwo zapomnieć, że Pan jest naszym pasterzem. I nie minęło wiele czasu, gdy ten sam Piotr, widząc swego Pana pojmanego i pobitego zaparł się go pod przysięgą. I to przed dziewką służebną.

Dlatego tak lubimy przebywać wśród nam podobnych, lubimy doświadczać niezwykłych rzeczy w ruchach Odnowy w Duchu Świętym, lubimy nasze spotkania w Oazach i równocześnie tak łatwo się zapieramy Jezusa "w świecie". Czasem zapieramy się go słowem, ale zwykle czynem. Zachowujemy się jak poganie. Bo nam wstyd? Bo tu też chcemy być uznani za "swojego"? Łatwo jest głosić swą wiarę na Górze. Musimy się nauczyć głosić ją też wtedy, gdy z nas inni szydzą. Bo Bóg nie pozwolił nam stawiać naszych namiotów na Górze. My musimy ruszyć w drogę. w jednej sukni i sandałach.

No i doszliśmy do dzisiejszej niedzieli, dwunastego sierpnia. A skoro mówimy dziś o Eliaszu i w ogóle o prorokach, przypomnijmy pierwsze czytanie z dzisiejszej Mszy:

Eliasz poszedł na pustynię na odległość jednego dnia drogi. Przyszedłszy, usiadł pod jednym z janowców i pragnąc umrzeć, rzekł: Wielki już czas, o Panie! Odbierz mi życie, bo nie jestem lepszy od moich przodków. Po czym położył się tam i zasnął. A oto anioł, trącając go, powiedział mu: Wstań, jedz! Eliasz spojrzał, a oto przy jego głowie podpłomyk i dzban z wodą. Zjadł więc i wypił, i znów się położył. Powtórnie anioł Pański wrócił i trącając go, powiedział: Wstań, jedz, bo przed tobą długa droga. Powstawszy zatem, zjadł i wypił. Następnie mocą tego pożywienia szedł czterdzieści dni i czterdzieści nocy aż do Bożej góry Horeb. (1 Krl 19,4-8)

Eliasz miał po prostu wszystkiego dość. Całkiem niedawno odniósł spektakularne zwycięstwo nad kilkuset prorokami Baala i Aszery i jedyne co zyskał, to wyrok śmierci z wyroku królowej Izebel. Uciekł więc i, zniechęcony, pragnął umrzeć. Ale Pan miał dla niego inne plany.

Lubię ten fragment Księgi Królewskiej także dlatego, że mówi on nam, że jakiś podpłomyk i trochę wody daje tyle energii, że można przez czterdzieści dni i nocy maszerować i to jeszcze na końcu wyjść na dużą górę. Ja ostatnio ciężko fizycznie pracuję. Muszę rozładować średnio trzy 20-tonowe naczepy w każdym tygodniu. Ręcznie. Pudełko za pudelkiem, po trzy tysiące paczek na naczepę. I nieraz mnie pytają, czy mam do tego siłę, jak nie jem mięsa? Czy po śniadaniu z chleba i wody można kilka godzin tak harować? Trzeba by zapytać proroka. :DDD Nie tylko można, ale można się przy tym doskonale czuć. Ważne tylko, by to był post, a nie dieta, po pewnie na takiej diecie człowiek by się przewrócił. A jak to jest post, to siły daje sam Pan Bóg.

Czas kończyć te przydługie rozważania. Święty Paweł w Liście do Efezjan, nasze drugie dzisiejsze czytanie mówi:

Nie zasmucajcie Bożego Ducha Świętego, którym zostaliście opieczętowani na dzień odkupienia. Niech zniknie spośród was wszelka gorycz, uniesienie, gniew, wrzaskliwość, znieważenie - wraz z wszelką złością. Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni! Przebaczajcie sobie, tak jak i Bóg nam przebaczył w Chrystusie. Bądźcie więc naśladowcami Boga, jako dzieci umiłowane, i postępujcie drogą miłości, bo i Chrystus was umiłował i samego siebie wydał za nas w ofierze i dani na wdzięczną wonność Bogu. (Ef 4,30-5,2)

Trudna nauka, ale ważna dla mnie wskazówka. Ważne, bym w tej "YouTubowskiej ewangelizacji" nie zapomniał, że żaden człowiek nie jest moim wrogiem. Walczyć trzeba nawet o tych, którzy starają się mnie skrzywdzić, bo oni są większymi przegranymi. Oni są tu biedniejsi ode mnie. Oni już się dostali w łapska kudłatego i trzeba ich starać się z nich wyrwać. To także są dzieci boże.

Modlitwą i postem można wyrzucić każdego złego ducha. A na pokorę kudłaty nie ma sposobu. Natomiast gdy człowiek zniży się do jego poziomu, zawsze przegra. Co nam zatem da złość, dopominanie się swych praw, procesy sądowe, pyskówki, żądanie przeprosin? Jasne, że gdy jest prosta możliwość naprawy zła, warto z niej skorzystać. Gdy ktoś podszywa się pod moją osobę, będę prosił YouTube o zamknięcie takich kont. Ale na pewno nie będę się wdawał w dyskusję z tymi, którzy właśnie tego pragną: Bym się dal sprowokować i zniżył się do poziomu rynsztoka, w którym oni tak kochają się pławić.

Wolę robić swoje, a ich jedynie będę polecał Bogu. I mam nadzieję, że dzięki takim szydercom trafią do mnie kolejne zagubione owieczki. Nie tracę też nadziei, że i sami szydercy przejrzą kiedyś na oczy i przejdą do naszego obozu.

Mówiąc o obozie mam oczywiście na myśli obozy wojska. Bo wokół nas toczy się wojna. Wojna o dusze. Do tego się to wszystko sprowadza. I choć zwycięstwo będzie nasze, to po drodze możemy przegrać wiele walk. Zbyt wiele. Przegramy je jednak tylko dlatego, że tak wielu ludziom, dobrym ludziom, nie chce się walczyć. Albo wydaje im się, że stojąc na murach i lżąc przeciwnika spełnili już swój obowiązek.

Ale taki przeciwnik nie daje się prowokować. Kudłaty jest od nas przebieglejszy. Poznaje nasze zamysły w lot. I z naszych pokrzykiwań się tylko śmieje. Jedyne, czego nie potrafi pokonać, to miłość, Jedyne, z czym sobie nie radzi, to nasze dobrowolne ofiary. Jedyne, co go zawsze pokonuje, to post i modlitwa. I choć wszyscy muszą sobie zdawać sprawę, że gdy naprawdę zaczniemy z nim walczyć, to konsekwencją tego będą jakieś rany, pamiętajmy kto jest naszym pasterzem. Z takim wodzem, z takim Królem owce pokonają każdego wilka. Zwłaszcza, gdy oprócz sandałów i sukni mają w ręce kij. A kijem tym jest nasza pokora i posłuszeństwo Królowi.
Ostatnio zmieniony 13-08-12, 00:21 przez hiob, łącznie zmieniany 1 raz.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Wojciech_Domini
Przyjaciel forum
Posty: 317
Rejestracja: 27-12-08, 13:04
Lokalizacja: Kraków

Post autor: Wojciech_Domini » 15-08-12, 12:42

Witam Hiobie!

Z całego serca muszę Ci podziękować, zarówno za ten wpis jak i pozostałe inne. Wpis jest jakże na czasie, chyba każdy z nas ma już dosyć patrzenia na rynsztok, przekleństwa i totalną durnotę na forum najpopularniejszych portali informacyjnych. Ponadto napełnia goryczą czyny "Internetowych Troli" podszywających się pod Hioba, szydzących z każdej świętości tudzież czatujący na najmniejszy błąd ortograficzno-stylistyczny(jakby to miało przełożenie na merytoryczną treść dyskusji)...

Odnośnie reputacji Hiobie nie martw się! Zapewniam z całym przekonaniem, iż dla poważnego człowieka wulgaryzmy, tudzież podkładanie głosu pod twoje wypowiedzi to zwykła dziecinada świadcząca o tym jak bardzo oszczercy są żałośni. Jedynie kogo to bawi, to wyłącznie grono wzajemnej adoracji, ludzi o podobnej kulturze i wychowaniu co oszczercy.
Odpowiedź jest oczywista: Tylko ja spośród nich mówię także o wierze. Moje filmy nie są o życiu w Ameryce. Moje filmy są o Nowej Ewangelizacji. Wszystkie. Nawet te, w których nie wspominam Boga ani razu. Dlaczego? Bo na każdym z filmów daję świadectwo i reklamuję swoje forum. Na każdym mam duży krucyfiks na piersi. Na każdym niemal jest choćby pośrednio nawiązanie do czegoś, co ma prowadzić ludzi do Chrystusa. A to, jestem pewien, wielu osobom się nie podoba.
Nigdy tego nie mogłem pojąć. Miałem kiedyś w gimnazjum kolegę, nie chcę publicznie ujawniać danych personalnych ale zawsze zastanawiało mnie. Skąd ta u niego awersja do Kościoła? Te chore uprzedzenia nie poparte żadnymi, absolutnie żadnymi dowodami? Do dzisiaj nie jestem w stanie znaleść na to pytanie. Zastanawia fakt, niektórych ludzi stwierdzających coś takiego - Film "Księga Ocalenia"(The Book of Eli) mógłby być filmem wybitnym gdyby nie motyw przewodni Biblii".... Co to ma znaczyć? Czemu kwestie religii, nawet najmniejsza wzmianka, powoduje tak głębokie reakcje? Jakoś nigdy nie widzę przekleństw, wulgaryzmów pod adresem prac Sama Harrisa, bądź Richarda Dawkinsa ze strony wierzących.
My dziś żyjemy w bardzo komfortowych czasach. Nikt nas nie rzuca na pożarcie lwom. Ani w USA, ani w Polsce. Jedyne, co nas może spotkać za głoszenie swej wiary to wyśmianie, czy takie próby dokuczania, jakimi mnie raczą moi adwersarze. Ale to i tak idzie na chwałę Pana, bo kontrowersje zwiększają oglądalność, a oglądalność pozwala docierać do tych, którzy być może nigdy by nie mieli okazji spotkać się z moją osobą. A zatem: Bogu dzięki za wszystko! Za te małe szpileczki też.
Obawiam się, że jeszcze wszystko przed nami. Nie tak dawno temu w Brazylii o mały włos nie weszło prawo podciągający księży krytykujących homoseksualizm pod odpowiedzialność karną. Pewien zielonoświątkowy Pastor w Norwegii już ma proces. Laicyzacja w Europie idzie w sposób lawinowy i najgorsze ludzie dają się wodzić jak owce na rzeź. Co druga osoba wyciera sobie gębę słowami "tolerancja", zarazem będąc zażarcie nietolerancyjni do konserwatywnych poglądów... "Rozumiem każdą opinię ale nie znoszę nawracania.." Co to ma znaczyć "nawracanie?" Gdzie tutaj jest jakiś przymus? Co z "wolnością słowa?" Obawiam się, iż to co jest nienormalne staję się normalne i w dzisiejszym świecie ku czci Świętej Dziewicy, modlitwą, postem i czynnym słowem starajmy się przywrócić równowagę...

Na zakończenie mojego postu. Hiobie nie łam się. Zawsze od małego od Ateizmu odrzucała mnie ta "drapieżność". Szydzenie, brak kultury, wulgaryzmy i totalne zezwierzęcenie. Nie raz na chat'ach można dostrzec pewne swoiste błędne koło. Chrześcijan, którzy starają się słowem i spokojem tłumaczyć szyderstwa internetowych troli jak i w/w ateistów którzy nic sobie z tego nie robią, szydzą i klną napełniając tym swoje ego. To ostatecznie odrzuciło mnie od ateistycznej głupoty, która głosząc nietrwałość i niepewność degeneruje człowieka...

Pozdrawiam!

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11141
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Post autor: hiob » 16-08-12, 03:22

Dziękuję, Wojciech_Domini. Bardzo dużo ciepłych słów usłyszałem także na Frondzie. Jeden z komentujących przypomniał myśl z "Drogi" św. Josemarii Escrivy, Myślę, że jak znalazł dla mnie ;-) :


14 Nie trać czasu i energii — one należą do Boga — na odpędzanie kamieniami psów ujadających po drodze. Pogardzaj nimi.

Choć z tym pogardzaniem bym się nie zgodził, chyba, że święty Josemaria miał na myśli kudłatego. Na pewno nie wolno nam pogardzać żadnym człowiekiem, nawet tym, a może szczególnie tym, który stal się pachołkiem złego. Musimy walczyć o każdego człowieka.

Inna sprawa, że niektórzy ludzie są poza naszym zasięgiem i jakiekolwiek słowa rozsądku skierowane do nich i tak trafią w próżnię. Ale zawsze pozostaje modlitwa i ofiarowanie czegoś za nich.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Awatar użytkownika
konik
Przyjaciel forum
Posty: 2390
Rejestracja: 16-12-10, 21:14
Lokalizacja: neunkirchen

od konika

Post autor: konik » 16-08-12, 21:58

Drogi hiobie - kazda najmniejsza chocby dobroci kropla powoduje, ze w oceanie dobra przybywa tego dobra.
Zly duch chce dobre krople zafalszowac zlymi.
I w tym i w tamtym przypadku wzrosnie oceanu poziom - Ty powodujesz, ze to poziom dobra wzrasta; w jaki sposob zlemu ma to sie podobac - dlatego tak stara sie z tym dobrem walczyc ... niewazne, czy to ma sens, wazne, aby przeciwko Bogu.
Jestem Ci wdzieczny za te krople Bozego dobra, ktora umiesciles w necie. Bo to ma sens - konie tez na tym skorzystaly :angel:
konik

Anteas

Post autor: Anteas » 16-08-12, 22:18

"Nie jestci uczeń nad mistrza, ani sługa nad Pana swego;
Dosyć uczniowi, aby był jako mistrz jego, a sługa jako Pan jego; jeźlić gospodarza Beelzebubem nazywali, czem więcej domowniki jego nazywać będą."
Mt 10;24-25 Biblia Gdańska
Pana Jezusa Belzebubem nazywali, ale dla nas mniejszego kalibru wyzwiska rezerwują. W końcu jakaś hierarchia musi być na świecie. A gdy Szatanowi przeszkadzamy, to w samoobronie nas atakuję.

Awatar użytkownika
Lawnowerman
Przyjaciel forum
Posty: 9
Rejestracja: 18-03-12, 11:30
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: Lawnowerman » 19-08-12, 18:35

Odpowiedź jest oczywista: Tylko ja spośród nich mówię także o wierze. Moje filmy nie są o życiu w Ameryce. Moje filmy są o Nowej Ewangelizacji. Wszystkie. Nawet te, w których nie wspominam Boga ani razu. Dlaczego? Bo na każdym z filmów daję świadectwo i reklamuję swoje forum. Na każdym mam duży krucyfiks na piersi. Na każdym niemal jest choćby pośrednio nawiązanie do czegoś, co ma prowadzić ludzi do Chrystusa. A to, jestem pewien, wielu osobom się nie podoba.
Hiobie, myślę, że w pewien sposób przeceniasz jak i nie doceniasz siebie.
Przeceniasz, bo nie sądzę, iż to, że dajesz świadectwo i reklamujesz forum nie zmieni nagle ludzi i ich mentalności.
Ale jednoczesne nie doceniasz siebie bo wielu ludzi umacniasz w wierze a nawet jeżeli nie w wierze [bo sądzę, że czytają i oglądają Cie nie-Katolicy] to w poglądach, czynieniu dobra.
Ktoś Cię ogląda i mówi, ten facet z krzyżem na piersi jest ok. On się nie boi pokazać w co wierzy, nie boi się swoich poglądów.
Nie bójmy się i my.
pozdrawiam
Bartek

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11141
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Post autor: hiob » 19-08-12, 19:34

Lawnowerman pisze: ... nie sądzę, iż to, że dajesz świadectwo i reklamujesz forum nie zmieni nagle ludzi i ich mentalności.
Myślę, że miałeś na myśli to, że "sądzisz, że to, że daję świadectwo nie zmieni nagle tych ludzi". Oczywiście masz rację. Żaden człowiek nikogo nie nawróci. To może zrobić tylko Bóg. Ale my możemy przygotować glebę do siewu. Możemy, poprzez dawanie świadectwa, pomóc w kształtowaniu innych ludzi. Bo my wszyscy jesteśmy pielgrzymami, wszyscy się uczymy i zmieniamy swe poglądy. zmieniamy je pod wpływem rodziców, kolegów, nauczycieli, książek, które czytamy i także Internetu, który ma na nas coraz większy wpływ.

Dlatego ważne jest, by coś robić. Cokolwiek. Choć odrobinę, ale w dobrym kierunku. By każdego choć trochę przybliżyć do Boga. Zwykle bowiem to, że ktoś tego Boga pozna, jest zasługą całego łańcucha dobrych ludzi spotkanych na tego "ktosia" drodze.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Przemek prorok
Przyjaciel forum
Posty: 7
Rejestracja: 14-09-12, 11:57
Lokalizacja: Rzepin

Post autor: Przemek prorok » 14-09-12, 14:12

A być prorokiem wysłanym, żeby pouczyć księży, biskupów i kardynałów to dopiero jest ciekawe. Jeśli chcesz pokazać im prawdę to te chodzące doskonałości zawsze powiedzą mi 'do widzenia'. Jeśli chcą iść do piekła to niech idą tylko niech innych ludzi nie pociągają za sobą! Najwyższy jest dla nich zbyt miłosierny bo ja bym im dał nocne konfrontacje ze sługami szatana!!!

Awatar użytkownika
Vul
Administrator
Posty: 1251
Rejestracja: 26-09-08, 08:26
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Post autor: Vul » 14-09-12, 18:21

Przemek prorok pisze: to te chodzące doskonałości zawsze powiedzą mi 'do widzenia'. Jeśli chcą iść do piekła to niech idą tylko niech innych ludzi nie pociągają za sobą!
Na tym forum nie obrażamy i nie obmawiamy innych, szczególnie przy takiej generalizacji jaką zastosowałeś to stwierdzenie jest zawsze fałszywe.
Przemek prorok pisze:Najwyższy jest dla nich zbyt miłosierny bo ja bym im dał nocne konfrontacje ze sługami szatana!!!
Nie wchodź proszę "w buty" Pana Boga i nie oceniaj Jego Miłosierdzia.
Za powyższe stwierdzenia dostajesz ostrzeżenie.
Wspólnota Domowego Kościoła
天無絕人之路 (天无绝人之路)
Niebo nigdy nie zamyka wszystkich drzwi (chiń)

Przemek prorok
Przyjaciel forum
Posty: 7
Rejestracja: 14-09-12, 11:57
Lokalizacja: Rzepin

Post autor: Przemek prorok » 14-09-12, 19:13

Księża, słudzy Mego Syna, z
powodu złego życia,
lekceważącego i bluźnierczego
sprawowania świętych
Tajemnic, z powodu
zamiłowania do pieniędzy,
zamiłowania do zaszczytów i
przyjemności, stali się ściekiem
nieczystości.
Tak, duchowni zasługują na
pomstę i pomsta zawisła nad
ich głowami. Biada księżom i
osobom Bogu poświęconym,
które swą niewiernością i złym
życiem krzyżują na nowo
mego Syna!

Przepowiednia z La Salette.

MATKA BOŻA też fałszywie się o nich wypowiedziała i nazywając ich ŚCIEKIEM NIECZYSTOŚCI obraziła ich i powiedziała nieprawdę?

dummy
Przyjaciel forum
Posty: 2
Rejestracja: 12-02-12, 16:40
Lokalizacja: Polska

Post autor: dummy » 14-09-12, 19:22

Przemek prorok pisze:Przepowiednia z La Salette.
Poproszę o źródło tej informacji. Jaka jest jego wiarygodność? Bo teraz każdy może dowolną głupotę w Internecie napisać i powiedzieć, że np. powiedział to Piłsudski, albo Matka Teresa z Kalkuty, albo np. że jest to proroctwo z Częstochowy itp.
Ostatnio zmieniony 14-09-12, 19:23 przez dummy, łącznie zmieniany 1 raz.

Przemek prorok
Przyjaciel forum
Posty: 7
Rejestracja: 14-09-12, 11:57
Lokalizacja: Rzepin

Post autor: Przemek prorok » 14-09-12, 21:21

Katolickie wydawnictwo
ewangelizacyjne
Vox Domini

http://www.voxdomini.pl/roz/salette/la_salette.html

Przemek prorok
Przyjaciel forum
Posty: 7
Rejestracja: 14-09-12, 11:57
Lokalizacja: Rzepin

Post autor: Przemek prorok » 14-09-12, 21:31

"Nastąpią wielkie próby.
Kardynałowie przeciw
kardynałom, biskupi przeciw
biskupom. Szatan będzie
chodził pośród nich jak wśród
stada wygłodniałych wilków.
Będą zmiany... To, co zepsute,
przepadnie i nigdy już nie
powróci na świat".

skrzydlaty
Administrator
Posty: 1179
Rejestracja: 09-03-10, 19:43
Lokalizacja: Polska

Post autor: skrzydlaty » 14-09-12, 22:05

Przemek prorok pisze:Katolickie wydawnictwo
ewangelizacyjne
Vox Domini
To wydawnictwo na swojej witrynie promuje mocno kontrowersyjne materiały dot. np. świadectwa Glorii Polo o czym mieliśmy już tu viewtopic.php?t=2200 dyskusję.
Dlatego proszę tu nie przeklejać rewelacji z witryny Vox Domini.

Przemek prorok
Przyjaciel forum
Posty: 7
Rejestracja: 14-09-12, 11:57
Lokalizacja: Rzepin

Post autor: Przemek prorok » 15-09-12, 09:56

http://www.zaufaj.com/sekret-z-la-salette.html

http://www.traditia.fora.pl/objawienia- ... e,325.html

http://www.duchprawdy.com/lasalette.htm

Niezwykła wiadomość
rozchodziła się szybko.
Pielgrzymi, ciekawscy,
niewierzący, obserwatorzy,
przychodzili, aby się wypytać,
grozić, kusić dwoje świadków
lub też przyłapać ich na
sprzeczności. Wśród nich byli
dziennikarze, wysłannicy
władzy państwowej, a także
przedstawiciele kurii, którzy na
polecenie biskupa Grenoble
mieli przeprowadzić
dochodzenie. Biskup był
bowiem upoważniony do
wydania oświadczenia. Dlatego
9 października 1846 r. wydał
list zakazujący księżom mówić
na temat wydarzenia, do czasu
aż on wyda swoje orzeczenie
"po przeprowadzeniu badania,
które powinno być dokładne i
surowe". W rzeczywistości
biskup był na bieżąco
informowany o wszystkim, co
działo się na górze objawienia,
oraz o rozwoju i zachowaniu
się dzieci. Ks. Melin, dziekan z
Corps, przekazywał mu wszelkie
informacje.
Wysłannicy biskupa byli
zobowiązani zebrać dokumenty
i sporządzić raport o
wydarzeniu, o dzieciach oraz o
skutkach tego wydarzenia.
Następnie złożyli swoje
sprawozdanie przed komisją,
powołaną specjalnie w tym
celu, a złożoną ze zwolenników
i przeciwników tego
wydarzenia. Ta komisja, której
przewodniczył sam biskup,
zapoznała się z dokumentami,
przesłuchała obydwoje
świadków oraz ich
wychowawców, dając swobodę
wypowiedzi
wszystkim, którzy
mieli jakiekolwiek zastrzeżenia.
Orzeczenie komisji było bardzo
przekonujące: "Dzieci, nie
zostały oszukane, ani nie są
oszustami. Gdyby nawet chciały
oszukać, nie byłyby w stanie
czegoś takiego wymyśleć". Od
1847 r. biskup był już
przekonany o prawdziwości
objawienia. Jednak z wielką
roztropnością jeszcze przez 4
lata zbierał informacje i radził
sie innych. W tym czasie
zmieniali się prowadzący
badania.
Zwróćmy uwagę na nieoficjalne,
lecz
godne uwagi prace dwóch
księży. Pierwsza, księdza Lagier,
pochodzącego z Corps (luty
1847), i druga, księdza Lamber
z Avignon (maj 1847). Obydwaj
księża zadawali dzieciom
pytania używając ich gwary i
skrupulatnie zapisywali
uzyskane odpowiedzi. Możnaby
jeszcze przytoczyć wiele innych.
ORZECZENIE
19
września
1851
r.
biskup
Philibert
de
Bruillard,
ordynariusz
diecezji
Grenoble,
ogłosił "oficjalny dekret".
Oto jego istotna część:
"Sądzimy, że objawienie się
Najświętszej Maryi Panny
dwojgu pastuszkom dnia 19
września 1846 r. na jednej z
gór, należących do łańcucha Alp,
położonej
w parafii La Salette,
w dekanacie Corps, posiada w
sobie wszystkie cechy
prawdziwości i że wierni mają
uzasadnione podstawy uznać je
za niewątpliwe i pewne."
Maksymin i Melania wypełnili
swoje zadanie. 19 września
1855 r. nowy ordynariusz
Grenoble, biskup Ginoulhiac,
stwierdził: "Misja pastuszków
się skończyła, a zaczęła się
misja Kościoła". Dzisiaj jest już
niezliczona ilość mężczyzn i
kobiet, ze wszystkich ras i
narodów, którzy znaleźli w
orędziu z La Salette drogę do
nawrócenia, pogłębienia wiary,
siłę do codziennego życia i
uzasadnienie swego
zaangażowania z Chrystusem i
w Chrystusie służbę ludziom.

Nazajutrz
była niedziela. Dzieci zostały
zaprowadzone do proboszcza.
Proboszcz wysłuchał
opowiadania przed Mszą św.
Był bardzo wzruszony. I zaraz
podczas Mszy św. opowiedział
o tym z ambony. Wzruszony do
łez mówił tak niewyraźnie, że
ludzie mało co z tego
zrozumieli. Ale wiadomość
rozchodziłą się szybko. Czujny
wójt postanowił udać się po
południu do Ablandis i na
miejscu wypytać obydwoje
pastuszków. Lecz Maksymin
skończywszy właśnie swoją
służbę u Piotra Selme, wrócił już
do Corps. Wójt zatem stracił całe
popołudnie
i wieczór, starając
się skłonić Melanię, aby
odwołała swoje opowiadanie.
Obiecywał, groził, chciał nawet
za cenę złota kupić jej milczenie.
Ale
nic nie osiągnął. "Pani
kazała mi mówić i będę
mówiła."

ODPOWIEDZ