Trwa aktualizacja forum. Pisać już można, skorzystajcie z opcji przypomnij hasło, gdyż hasła przepadły. Nowe hasło dostaniecie mailem, na email podany podczas rejestracji.

Dream Big

Teksty jakie zamieściłem w tym roku na swoich blogach: www.polonus.alleluja.pl, www.polon.us, www.hiob.us i www.jaskiernia.com
Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11135
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Dream Big

Post autor: hiob » 27-10-12, 19:19

Jakub i Jan zawsze byli wyróżniani. Obok Piotra, który był niekwestionowanym przywódcą, zawsze w Biblii wymienianym na pierwszym miejscu wśród apostołów, to oni byli najbliższymi współpracownikami Jezusa. To ich, wraz z Piotrem, Jezus zabrał do domu Jaira, by przywrócić do życia jego córeczkę, to ich zabrał na Górę Przeistoczenia, by się spotkać z Mojżeszem i Eliaszem, to ich poprosił, by się modlili z nim na Górze Oliwnej. Zatem nic dziwnego, że czuli się oni lepszymi w jakiś sposób od innych apostołów i że poprosili Jezusa o pewne zaszczyty.

Ewangelia według św. Marka, odczytana na Mszy w poprzednią niedzielę:

Jakub i Jan synowie Zebedeusza zbliżyli się do Jezusa i rzekli: Nauczycielu, chcemy, żebyś nam uczynił to, o co Cię poprosimy. On ich zapytał: Co chcecie, żebym wam uczynił? Rzekli Mu: Daj nam, żebyśmy w Twojej chwale siedzieli jeden po prawej, drugi po lewej Twej stronie. Jezus im odparł: Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić, albo przyjąć chrzest, którym Ja mam być ochrzczony? Odpowiedzieli Mu: Możemy. Lecz Jezus rzekł do nich: Kielich, który Ja mam pić, pić będziecie; i chrzest, który Ja mam przyjąć, wy również przyjmiecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej lub lewej, ale [dostanie się ono] tym, dla których zostało przygotowane. Gdy dziesięciu [pozostałych] to usłyszało, poczęli oburzać się na Jakuba i Jana. A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł do nich: Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je, a ich wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich. Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu. (Mk 10,35-45)

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że chcieli oni zbyt wiele. Jezus ich skarcił, pouczył, że w Jego Królestwie jest inaczej: Największe zaszczyty osiągają ci, którzy służą, nie ci, którzy rządzą. Ale ja ośmielę się zaproponować tu inne odczytanie tego fragmentu Dobrej Nowiny. Oni nie chcieli za wiele. Oni chcieli za mało.

Jakub i Jan, nawet mówiąc o przyszłym Królestwie Bożym, o czasach, gdy Jezus będzie "w swej chwale", pojmowali to bardzo po ludzku. Oni ciągle nie do końca rozumieli misję Mesjasza. Ciągle oczekiwali na króla, który wyzwoli Izraela spod panowania Rzymu i przywróci mu blask i chwałę. Spodziewali się czegoś na miarę swych wyobrażeń. Ale boskie plany zazwyczaj przerastają nasze wyobrażenia.

Kościół dobrał do tej Ewangelii taki fragment ze Starego Testamentu:

Spodobało się Panu zmiażdżyć Go cierpieniem. Jeśli On wyda swe życie na ofiarę za grzechy, ujrzy potomstwo, dni swe przedłuży, a wola Pańska spełni się przez Niego. Po udrękach swej duszy, ujrzy światło i nim się nasyci. Zacny mój Sługa usprawiedliwi wielu, ich nieprawości On sam dźwigać będzie. (Iz 53,10-11)

Nie jest to przypadek, zawsze w niedzielnych czytaniach Ewangelia wyjaśnia nam znaczenie fragmentu ze Starego Testamentu. Jezus triumfalny powróci na Ziemię, ale by to się mogło stać, wcześniej musiał przyjść jako Baranek Ofiarny i odkupić nasze grzechy. A gdy powróci jako zwycięzca, powróci nie jako król Izraela, ale jako Król całego Świata. Nie będzie przywracał potęgi militarnej swej ziemskiej ojczyzny, pokaże nam zupełnie inne Królestwo.

By stać się kimś wielkim w Jego Królestwie musimy tu być sługą wszystkich. Musimy być pokorni, musimy pokochać aż do śmierci wszystkich naszych braci. Tak, jak On to zrobił. Musimy Go naśladować. Tymczasem my jakże często staramy się naśladować Jana i Jakuba z tej Ewangelii.

Oczywiście Święci Jan i Jakub zrozumieli w końcu czym był ten Kielich, który zgodzili się wypić. Jakub sam został męczennikiem, oddając swe życie za wiarę. Święty Jan dożył późnej starości, ale przeżył śmierć męczeńską wszystkich swoich współbraci - apostołów, był świadkiem prześladowań całego Kościoła, sam był też wygnańcem i uchodźcą przed prześladowaniami. I dziś zapewne zasiadają na swych tronach w Królestwie, po bokach Jezusa, ale nie dlatego, że Go o to prosili, ale dlatego, że Go słuchali i Mu służyli.

Jakie znaczenie ma to, że Jerozolima nie odzyskała w czasach Jezusa niepodległości? Nie tylko jej nie odzyskała, ale przyszły na nią czasy dużo gorsze, wielkie prześladowania, aż do zburzenia Świątyni w roku 70 włącznie. Jakie to ma znaczenie dla globalnego planu Boga, dla zbawienia wszystkich ludzi? Dla Żydów z pewnością olbrzymie, to był dla nich koniec świata, ale ilu z nich zrozumiało słowa Jezusa: "Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo"?

Dla Żydów Jezus miał lepszy plan. Chciał, by w Nim uznali Mesjasza, swego Króla. By zrozumieli, że jest On wypełnieniem Prawa i Proroków. Istnienie niepodległej Judei nie było tu wcale takie istotne. Izrael, czyli 10 pozostałych pokoleń synów Jakuba, i tak już nie istniał od kilku stuleci. I niektórzy z nich rzeczywiście uwierzyli. Były takich tysiące, może nawet setki tysięcy. Większa część jednak odrzuciła Go, bo dla nich patriotyzm, a może nacjonalizm, a więc także militarne i polityczne sukcesy były najwyższym dobrem.

Co jednak się stało przez następne wieki? Judea jako państwo przestała istnieć, Żydzi rozproszyli się po całym świecie, by dopiero 19 wieków później powrócić na swe ziemie i utworzyć państwo. Tymczasem ci, którzy uwierzyli w Jezusa stali się twórcami zupełnie innej rzeczywistości. Odmienili cały świat. Pokonali potężne królestwa, powalili całe imperia, stworzyli nowe państwa i potęgi. Kto zatem, spoglądając z perspektywy wieków, okazał się tu zwycięzcą?

Jakie znaczenie za sto lat będzie miało to, kto wygra najbliższe wybory? Kto to w ogóle będzie pamiętał? Czy my nie chcemy przypadkiem za mało? Nie chcę być tu źle zrozumiany: Ważne jest to, by uczestniczyć w politycznym życiu, by brać udział w wyborach. U nas będą one za parę tygodni, ale ja już kilka dni temu oddałem swój głos - bo można to zrobić wcześniej, a w dniu wyborów być może będę daleko od domu. Ale wybory, polityczne zwycięstwo nigdy nie mogą być naszym celem. To musi być niejako uboczny skutek tego, co się dzieje w naszych sercach, a tam na pierwszym miejscu musi być Bóg. Bóg, nie Partia Republikańska, czy Prawo i Sprawiedliwość.

Najbardziej znanym "Charlotczaninem" na świecie jest chyba Billy Graham. Ja jeszcze w Polsce, w 1978 roku, kupiłem jego książkę "Musicie się na nowo narodzić". On ma dziś już 94 lata. Jest uznawany za największy autorytet wśród protestanckich pastorów i ewangelizatorów. Zaczął on właśnie kampanię reklamową przed zbliżającymi się wyborami, zamieszczając całostronicowe ogłoszenia w Wall Street Journal, USA Today i innych gazetach. Nie popiera on tam jednak żadnej partii, ani żadnego kandydata. Namawia: "Głosujecie na biblijne wartości" - i to powinno zawsze być także naszą motywacją.

My musimy mieć swoje marzenia, musimy je mieć potężne i wspaniałe. Nie rozdrabniajmy się bez sensu. Czy moje sześćset konne auto za czterdzieści lat będzie także czymś na co warto spojrzeć z zachwytem? Przede wszystkim ja sam już tu pewnie nie będę, chyba, że miałbym żyć tak długo, jak Billy Graham, a gdyby dobry Bóg dal mi tak długie życia, inne pojazdy będą mnie zachwycać. A samo auto już dawno będzie na jakimś złomowisku, rdzewiejące i porośnięte chwastami. Kto wie, jakie partie polityczne będą wtedy istniały? Kto będzie ich przywódcą, a kto będzie zasiadał po jego prawej stronie? Kto wie i kogo to obchodzi?

My podążajmy za Jezusem. Naszym marzeniem powinno być, by się spełniła Jego wola. I powinniśmy wierzyć, że to się stanie. Nie zgadzajmy się na kompromisy tylko dlatego, że są ciężko wywalczone. Tym bardziej, że nasi adwersarze też nigdy się na nie nie zgodzą i zawsze będą dążyć do ich obalenia. Są pewne rzeczy, które nie podlegają dyskusji. Bądźmy jak skała, ale nie wyniośli i pełni pychy. Bądźmy jak skała w naszej ortodoksji.

Musimy tłumaczyć, dlaczego wierzymy i w co wierzymy i dlaczego jest to ważne. Lecz żeby tłumaczyć, musimy sami wiedzieć. Musimy zatem się dokształcać, pogłębiać naszą wiedzę. Wielu z nas uczy się cale życie wszystkiego, oprócz tego, co powinno być najważniejsze. A nasza wiedza teologiczna, nasza znajomość wiary skończyła się na poziomie gimnazjum, a i wtedy nie była zachwycająca.

My naprawdę możemy odmienić ten świat, gdy tylko zaczniemy służyć innym, a nie zabiegać o honorowe miejsca. Służyć także swą wiedzą, dzieleniem się Dobrą Nowiną. Odmienimy ten świat, gdy celem naszym będzie Królestwo, a nie Biały Dom, czy Belweder. Gdy zrozumiemy, że biegniemy w maratonie, a nie w sprincie. I choć w maratonie także nie ma czasu na odpoczynek, to przecież na wynik naszego wysiłku trzeba trochę poczekać. Biegnijmy więc swym własnym rytmem i na pewno zwyciężymy. A wtedy i na premiach lotnych, takich, jak np. najbliższe wybory, niejako mimochodem, automatycznie odniesiemy zwycięstwa.

<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/XBj3JAyrWUo" frameborder="0" allow="autoplay; encrypted-media" allowfullscreen></iframe>
Ostatnio zmieniony 06-03-18, 18:10 przez hiob, łącznie zmieniany 1 raz.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

ODPOWIEDZ