Koniec postu, telewizja i neokatechumeni

Teksty jakie zamieściłem w tym roku na swoich blogach: www.polonus.alleluja.pl, www.polon.us, www.hiob.us i www.jaskiernia.com
Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11190
Rejestracja: 24-10-07, 22:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Koniec postu, telewizja i neokatechumeni

Post autor: hiob » 11-04-04, 02:00

U nas w kościele pierwsza "wielkanocna" msza jest, jak w większości amerykańskich parafii, w sobotę wieczorem. Konkretnie o 19:30. I jest to msza, podczas której tradycyjnie przyjmowani są do Kościoła neokatechumeni, a także osoby przyjmujące pełnię wiary zawartą w KK, którzy do tej pory byli związani z innymi kościołami chrześcijańskimi. Ci ostatni otrzymali sakrament bierzmowania i Eucharystię, ci pierwsi dodatkowo sakrament chrztu. W sumie neokatechumenów było u nas dwunastu, braci chrześcijan dodatkowo pięćdziesięciu. W całych Stanach Kościół przyjął dziś 150 tysięcy osób.

Nie wiem, czy to dużo, czy mało. Wiem, że wiele osób opuszcza szeregi Kościoła. Ale wiem też, że opuścić jest łatwo, nic to człowieka nie kosztuje, no, może poza duszą. Ale kto patrzy na takie drobiazgi jak życie wieczne? Ale wstąpić do Kościoła nie jest tak łatwo. Chyba, że jest się niemowlakiem. W innym przypadku trzeba przejść przez program RCIA, Rite of Christian Initiation for Adults, Obrządek Wprowadzenia do Chrześcijaństwa dla Dorosłych, nauczyć się wszystkiego, czego uczy Kościół i dopiero można być dopuszczonym do sakramentów.

To trochę tak, jak z egzaminem na obywatelstwo. Ja musiałem nauczyć się całej masy wiadomości o ustroju Stanów, o historii, konstytucji, kto jest moim kongresmanem, a kto senatorem, itd., itp. Każdy Amerykanin "z urodzenia" uczy się tego kiedyś tam w szkole, ale zwykle nic po kilku latach nie pamięta. I zwykle tacy jak ja, którzy musieli nauczyć się tych wiadomości jako dorosłe osoby, mają większą wiedzę na te tematy. Podobnie z nauką o Kościele, o nasze wierze. Wszyscy uczą się tego na religii, ale kto pamięta, czego pani katechetka uczyła w czwartej klasie? A osoby dorosłe zwykle jak już się nauczą, pamiętają całe życie.

I jeszcze muszę dodać, że jestem bardzo dumny z moich dzieci. Mimo, że je uprzedzałem, że msza ta trwa zwykle 3 godziny, koniecznie chciały iść na nią. Co prawda ich motywacja nie była całkiem taka, jakiej bym sobie życzył, ale co tam. Nie dlatego chciały iść na trzygodzinną mszę, że nie mogły się doczekać na uroczystość Zmartwychwstania i uwielbiają przesiadywać w kościele, ale dlatego, że msza kończy okres postu.


U nas w domu, jak w wielu innych domach, wszyscy mieliśmy jakieś postanowienia wielkopostne. Moje dzieci postanowiły, że nie będą jadły słodyczy, oglądały telewizji ani grały w gry komputerowe. I wiedzą też, że post kończy się wraz z uczestnictwem w Wielkanocnej mszy. Stąd to taka ich ochota na to, żeby pójść na pierwszą mszę, nawet jak trwa ona trzy godziny. Ale za to teraz, (a jest 2 rano w tej chwili), siedzą przed telewizorem, zajadając się czekoladowymi zającami, z mocnym postanowieniem, że nie zmrużą oczu do rana. Co prawda ziewają tak, że mnie chyba zaraz połkną, ale co tam. I tak jestem z nich dumny, że wytrzymały. Tym bardziej, że wśród niektórych ze swych rówieśników uchodzą za, powiedzmy, dziwaków. Ale kilku z ich przyjaciół postanowiło je naśladować i też powyłączało telewizory.

A już całkiem ubocznym skutkiem tego postanowienia było to, że się im podniosły oceny w szkole, bo okazało się, że z nudów nie miały co robić, więc się zabrały za naukę. A więc same pozytywy, i dla duszy i dla ciała. :) Chyba w przyszłym roku tradycję będziemy kontynuować.

Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

ODPOWIEDZ