EWTN

Teksty jakie zamieściłem w tym roku na swoich blogach: www.polonus.alleluja.pl, www.polon.us, www.hiob.us i www.jaskiernia.com
Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11157
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

EWTN

Post autor: hiob » 18-01-04, 01:00

Dziś napiszę troszkę o Matce Angelice.

Mam teraz w aucie satelitarne radio i między innymi mogę słuchać wspaniałego radia katolickiego, EWTN, które ona założyła.

Jej życie jest niezwykle ciekawe, pełne cudów, znaków i niesamowitych "przypadków". Nie będę tu opisywał wszystkich. Dla znających angielski tutaj jest link do historii jej i jej "imperium medialnego": http://www.nationalreview.com/nr_commen ... 501a.shtml

W kilku słowach tylko powiem, że Matka Angelica mając 200 dolarów na koncie na wszystkie potrzeby klasztoru, w garażu założyła studio telewizyjne i rozpoczęła nadawanie programu. Początkowo w bardzo ograniczonym zakresie i tylko kilka godzin dziennie. Teraz, po 21 latach jest on oglądany w 110 krajach i w 85 milionach gospodarstw domowych. Budżet stacji wzrósł do 29 milionów dolarów rocznie, pracuje tam 300 osób i wprost zdumiewający jest rozwój tej stacji telewizyjnej.

Mnie szczególnie cieszy fakt, że jest to stacja gdzie stosunkowo często się mówi o Polsce i zawsze w ciepłych słowach. Stacja ta bardzo spopularyzowała naszych świętych, Faustynę, Maksymiliana Kolbe i o naszy papieżu także najczęściej mówią jako o Janie Pawle Wielkim :).

W 1993 do programów telewizyjnych dołączyły radiowe, najpierw na falach krótkich, 3 lata później na srednich i UKF-ie, choć w dość ograniczonym zakresie. Od tego zaś roku sygnał radia EWTN jest transmitowany przez radio satelitarne Sirius. Ja właśnie głównie w ten sposób ich teraz słucham.

Można też ich słuchać i oglądać przez internet, na ich stronie jest też audioteka, tysiące archiwalnych audycji do darmowego ściągnięcia albo odsłuchania bezpośrednio z sieci. Ich stronka domowa jest tutaj: www.ewtn.com a archiwalne audycje tu: http://www.ewtn.com/vondemand/audio/intro.asp

Nadając programy w języku angielskim i hiszpańskim, przez internet, na krótkich falach i teraz także przez satelitę, jest to największy i najpopularniejszy chrześcijański program radiowo-telewizyjny na świecie.

Co mnie się najbardziej podoba w programach radiowych i telewizyjnych EWTN to wierność nauce Kościoła i doskonałe tłumaczenie tej nauki. Przybliżanie ludziom dokumentów Soboru Watykańskiego, encyklik papieskich, katechizmu. Dużo świadectw osób, które wstąpiły do Kościoła jako już ludzie dorośli, ich zmagania i motywy. Dużo wspaniałych teologów i apologetów współpracuje z EWTN, jak Scott Hahn, genialny teolog, były pastor kościoła prezbiteriańskiego (kalwińskiego), a teraz profesor teologii na Franciszkańskim Uniwersytecie w Steubenville w Ohio, (wywiad z nim po polsku można przeczytać tutaj: http://apologetyka.katolik.net.pl/content/view/687/63/ ), czy ojciec Mitch Pacwa, jezuita polskiego pochodzenia, niezwykle utalentowany kapłan, znający wiele języków, łącznie z aramejskim, hebrajskim i greką, znawca New Age i filozofii, czy też Franciszkanin, ojciec Benedict Groschel, jeden z założycieli Wspólnoty Franciszkańskich Braci Odnowy, wspólnoty umiejscowionej w nowojorskiej dzielnicy Bronx, o której tu można przeczytać po polsku: http://www.franciscanfriars.com/RMH/RMHpolish.htm

Dzięki Ci, Boże, że dałeś nam takie wspaniałe narzędzie ewangelizacyjne. I dzięki za Matkę Angelicę. Ja wiem, że dzięki jej idei moja praca stała się dużo łatwiejsza, bo słuchając jej audycji nawet nie wiem, kiedy mi noc mija. Wiem też, że dzięki tej rozgłośni wielu katolików wraca na łono Kościoła, wielu antykatolicko nastawionych chrześcijan zmienia zdanie o Kościele i wiele osób zaczyna lepiej rozumieć naszą wiarę.

PS. Zarówno Matka Angelika jak ojciec Groschel wymagają naszych modlitw. Matka Angelika miała dwa lata temu wylew i nie odzyskała w pełni zdrowia, ma ona już 80 lat. Ojciec Groschel zawsze miał kłopoty z sercem, a parę dni temu miał wypadek, przechodząc przez ulicę na Florydzie został potrącony przez samochód. Przeszedł już kilka operacji, lekarze określają jego stan zdrowia na ciężki. Pamiętajmy o nich w naszych modlitwach.
Ostatnio zmieniony 15-07-08, 17:18 przez hiob, łącznie zmieniany 3 razy.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Alex
Przyjaciel forum
Posty: 1424
Rejestracja: 24-10-07, 21:24
Lokalizacja: Gdynia

Re: EWTN

Post autor: Alex » 01-11-07, 21:00

Witam. Z zainteresowaniem przeczytałam Twój tekst o EWTN. Historia powstania tej stacji jest rzeczywiście zaskakująca jeśli weźmie się pod uwagę jej obecną kondycję. Od kiedy wspomniałeś jakiś czas temu o EWTN w którymś z postów, zaglądam do niej kiedy siadam do komputera.

Na tyle, na ile moja znajomość angielskiego pozwoliła mi się zorientować, jest to stacja, można powiedzieć "ortodoksyjnie katolicka" w dobrym tego słowa znaczeniu: bez upiększeń, bez zbędnych dodatków i uatrakcyjnień obliczonych na łatwe pozyskanie telewidzów. Czasami stylistyka jest taka stricte amerykańska, trochę obca naszej estetyce - no, ale w końcu to amerykańska telewizja.

Różnica czasu sprawia, że niektóre interesujące mnie pogramy idą w nocy - ale z tego, co widziałam podobają mi się szczególnie programy z udziałem "zwykłych" ludzi, dzielących się swoim świadectwem wiary.
A z programów modlitewnych - Koronka do Milosierdzia Bożego - to prawdziwa perełka.

Aby dowiedzieć się więcej na temat tej stacji szukałam informacji w necie i natrafiłam na ten artykuł: http://www.tygodnik.com.pl/numer/277941/listy.html
napisał go ks. Mieczysław Oniśkiewicz, proboszcz parafii w Kinde, Michigan.

Hiobie, czy mógłbyś odnieść się do krytycznych ocen ks. Oniśkiewicza dotyczących zwłaszcza niełatwych relacji EWTN- episkopat. Czy rzeczywiście w EWTN " nie ma miejsca na głos epikopatu"? Słowa o "wypowiedzeniu posłuszeństwa niektórym biskupom" brzmią bardzo poważnie - czy są bezpodstawne? Stacja bardzo dba o zgodność programu z nauką Kościoła - w tym świetle powyższe informacje brzmią zaskakująco.

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11157
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Re: EWTN

Post autor: hiob » 02-11-07, 17:45

Alex pisze: ...
Hiobie, czy mógłbyś odnieść się do krytycznych ocen ks. Oniśkiewicza dotyczących zwłaszcza niełatwych relacji EWTN- episkopat. Czy rzeczywiście w EWTN " nie ma miejsca na głos epikopatu"? Słowa o "wypowiedzeniu posłuszeństwa niektórym biskupom" brzmią bardzo poważnie - czy są bezpodstawne? Stacja bardzo dba o zgodność programu z nauką Kościoła - w tym świetle powyższe informacje brzmią zaskakująco.
Właśnie. List księdza Oniśkiewicza jest na tyle interesujący, że powinienem chyba szerzej odpowiedzieć na jego zarzuty. Postaram się to zrobić w formie osobnego felietonu. Jakbym się ociągał, albo zapomniał, proszę o przypomnienie. Wiem, że parę obiecanych tekstów nigdy się nie pojawiło. Ta sprawa jednak jest dość ważna dla mnie.

Tutaj zaznaczę tylko może, że odczytałem ten list jako bardzo nieobiektywny i stronniczy. A dlaczego, postaram się uzasadnić w obiecanym felietonie.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11157
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Re: EWTN

Post autor: hiob » 04-11-07, 08:24

Jak obiecałem, postaram się odpowiedzieć na zarzuty zawarte w tym liście. Myślałem, że zamieszczę to jako felieton na moim blogu, ale jednak po przemyśleniu stwierdzam, że tak nie zrobię. Głownie dlatego, że list ten jest już sprzed wielu lat i sytuacja wokół EWTN także się zmieniła. Przychodzą nowi biskupi, wyświęcani są nowi kapłani, którzy "wychowali się na EWTN". Coraz mniej jest rebeliantów wśród duchownych, coraz więcej bardzo ortodoksyjnych kapłanów i biskupów. Coraz mniej jest więc kontrowersji wokół EWTN. I jeszcze jedna uwaga: Słowa "ortodoksyjny" używam w takim znaczeniu, jaki podaje ta definicja, przytoczona za Słownikiem Języka Polskiego PWN, i nie ma ono nic wspólnego z kościołem prawosławnym:

ortodoksyjny

1. «o ideologii, doktrynie itp.: zakładający ścisłą wierność swoim zasadom»
2. «rygorystycznie przestrzegający zasad jakiejś doktryny»


A to cytat z listu, do którego nawiązuje Alex i moja odpowiedź. Cytat będzie w innym kolorze, niż moje słowa:

"Wśród setek amerykańskich stacji telewizyjnych istnieje niestety tylko jedna, tzw. katolicka – EWTN (Eternal Word Television Network). Telewizji nie założył najliczniejszy i najzamożniejszy episkopat na tej planecie (nie jest też przez niego sponsorowana czy afirmowana), ale uboga, kontemplacyjna zakonnica – matka Angelika. Osoba bez menadżerskiego, reżyserskiego czy teologiczno-duszpasterskiego przygotowania. Jako ksieni klasztoru Matki Boskiej Anielskiej w Birmingham, kontemplacyjnego i ściśle klauzurowego zakonu rodziny franciszkańskiej (w Polsce znany jako zakon sióstr klarysek od wieczystej adoracji), w zdominowanym przez baptystów stanie Alabama wydawała na początku lat 70. poczytne książki religijne, które pozwoliły zakupić sprzęt drukarski dla jej klasztoru. Później matka Angelika wydawała na taśmach wideo programy religijne i rozprowadzała je po lokalnych stacjach telewizyjnych. Własne studio telewizyjne założyła w klasztornym garażu, ponieważ przeszkadzało jej, że jej programy nadawane były przez stacje telewizyjne rozpowszechniające również "nieprzyzwoite filmy"."


Jak na razie wszystko się mniej-więcej zgadza. Może poza stwierdzeniem, że matka Angelika wydawała poczytne książki religijne. Pisała ona krótkie eseje, które rozprowadzała za darmo, albo za pokrycie kosztów wysyłki, a to jest jednak różnica. I przyczyną założenia własnego studia nie było to, że stacja telewizyjna rozpowszechniała "nieprzyzwoite filmy". Przyczyną było to, że nadali oni bluźnierczy film o Jezusie. Ponieważ film ten miał tytuł "Odwieczne Słowo", "Eternal Word", a stacja telewizyjna odmówiła prośbie matki Angeliki, która nalegała, by wstrzymali się z emisją tego filmu, to ona postanowiła w budowanym właśnie garażu zbudować własne studio i nazwała go "Eternal Word Television Network".

"Kiedy 15 sierpnia 1981 r. nadała pierwszy program telewizyjny nawet najwięksi optymiści nie przypuszczali, że 20 lat później jej program będzie transmitowany do ponad 50 milionów domostw (nie tylko katolickich) w 38 krajach świata, stając się przez to jedyną w USA i największą na świecie kablową telewizją katolicką (jej program transmituje 1500 systemów kablowych oraz 5 satelitarnych).
Przez refleksję, codzienne Msze św., modlitwy różańcowe, filmy religijne itp. wpływ popularnej obecnie telewizji na życie religijne amerykańskich katolików jest niepodważalny. Wiele duchowego pożytku przynosi zwłaszcza ludziom samotnym i cierpiącym. Telewizyjna posługa matki Angeliki przyniosła jednak również, na pewno niezamierzone, rozdarcia w Kościele amerykańskim."


Rozdarcie w Kościele istniało niezależnie od EWTN. Na pewno nie spowodowało go nadawanie filmów o siostrze Faustynie, transmitowanie modlitwy różańcowej, czy Mszy Świętej. Rozdarcie w Kościele powodowały osoby, którym nie podobało się to, że po Pawle VI papieżem został ktoś, kto zamiast reformować Kościół, pozostał wierny nauczani Jezusa. Nie podobało im się to, że EWTN jest wierne papieżowi i Soborowi Watykańskiemu II. Zamiast bredzić o "duchu Soboru Watykańskiego" przedstawiano dokumenty Soboru, zamiast mówić o potrzebie zmian uczono, dlaczego Kościół uczy tak, jak uczy. Niestety wielu osobom, także pośród hierarchów Kościoła, takie podejście bardzo się nie podobało.

"Pobożna (niektórzy już ją kanonizują), z włoskim temperamentem, ponad 80-letnia zakonnica zgromadziła wokół siebie rodzinę (złośliwi nazywają ich Mother Angelica’s Club) o fundamentalistycznej, ultrakonserwatywnej i agresywnej duchowości."

Jeżeli ortodoksyjne chrześcijaństwo jest "fundamentalistyczne, ultrakonserwatywne i agresywne", to na pewno mogę się zgodzić z opinią księdza Oniśkiewicza. Ja także, wraz z Janem Pawłem II i Benedyktem XVI jestem "fundamentalistyczny i ultrakonserwatywny". Nie bardzo tylko rozumiem, co to jest "agresywna duchowość". Jeżeli ksiądz Oniśkiewicz przez nią rozumie różaniec, koronkę do Miłosierdzia Bożego, czy drogę krzyżową, to jasne, ma rację. Taką duchowość rzeczywiście propaguje EWTN. Ale ja zawsze myślałem, że jest to normalna, neutralna, popularna duchowość katolików. Nie wiem, co jest w niej agresywnego? Chyba, że ma on coś innego na myśli, ale co? Nie mogę się domyśleć. Dalej pisze on:

"Kilku księży i świeckich prowadzących program to zbuntowani anglikanie episkopalni, którzy opuścili swój Kościół po tym, gdy wprowadzono w nim święcenia kobiet, a jeden z księży, "utalentowany" w prowadzeniu programów dla młodzieży, okazał się pedofilem. "

Cóż. Pomieszanie z poplątaniem. Faktem jest, że wśród ludzi związanych z radiem EWTN jest dużo konwertytów. Dużo osób, które nawróciły się na katolicyzm. Ale wcale nie są one "zbuntowanymi anglikanami". Nawrócili się, bo dostrzegli, że Kościół Katolicki jest tym Kościołem, który założył Jezus i który posiada pełnię Prawdy. Decyzje te były zawsze trudne, a dlaczego tak jest, pisałem kiedyś w innym tekście. I są to byli baptyści, prezbiterianie, członkowie wielu różnych denominacji. Nie można jednak powiedzieć, że jest to "kilku księży". Prawdę mówiąc nie znam żadnego księdza na stałe związanego z EWTN, który byłby konwertytą. Ojciec Mitch Pacwa, jezuita, który prowadzi parę audycji, jest synem polskich imigrantów i od dziecka katolikiem. Także ojcowie prowadzący program dla młodzieży "Life on the Rock", franciszkanie, nie są, z tego co wiem, konwertytami.

Natomiast co do "jednego z nich, który okazał się pedofilem" to po pierwsze nie słyszałem o czymś takim, a po drugie chciałbym tu skorzystać z okazji i przypomnieć pewne fakty. Przede wszystkim księża powszechnie nazywani "pedofilami" w ponad 99% przypadków są homoseksualistami. Powód dla którego media nazywają ich pedofilami jest prosty: Te same media głośno krzyczą, że homoseksualizm nie jest grzechem i że nie ma nic złego w takich praktykach. Co innego pedofilia. Tutaj można liczyć na powszechną dezaprobatę czytelników, więc lepiej przylepić księżom etykietkę pedofilów.

Po drugie nie jest to problem katolickiego kleru, ale problem homoseksualistów. To nie dlatego ktoś postępuje w taki sposób, że był księdzem, ale dlatego został księdzem, że był homoseksualistą i szukał sposobu do praktykowania grzesznego stylu życia. Dlatego też wśród kleru, nauczycieli, trenerów sportowych, opiekunów harcerzy itd., itp., zdarzają się czasem osoby o takich skłonnościach. I wcale wśród katolickich księży nie ma ich procentowo więcej, niż wśród pastorów innych denominacji, czy wśród, powiedzmy, nauczycieli.

Oczywistą rzeczą jest, że nie powinno być ich wcale. Jednak nie rozumiem, w jakim celu ksiądz Oniśkiewicz dał tę uwagę. Nawet, jak była ona prawdziwa, to jaki był jej cel? Każdy człowiek związany z EWTN, z tego co wiem, jest grzesznikiem. Matka Angelica sama zawsze podkreślała, żeby nie robić z niej lukrowanej ikony. Nikt nie chronił nigdy żadnego grzesznika w EWTN i problem z homoseksualizmem wśród kleru był często i dogłębnie poruszany w ich audycjach. A to, że rzeczywiście któryś z kapłanów związanych z tą rozgłośnią mógł mieć taki problem nie świadczy w żaden sposób o tym, że sama rozgłośnia ma problem.

W ostatni czwartek słuchałem audycji "Life on the Rock". Rozpoczęła się ona od odczytania komunikatu, że ojciec Francis Mary Stone, który zazwyczaj prowadził ten program, nie będzie tego robił więcej. Opuścił braci w celu zastanowienia się nad swoją przyszłością. Opiekował się on od jakiegoś czasu pewną wdową i z powodu rozwoju wypadków, których nie podano ze zrozumiałych względów, postanowił odsunąć się na bok i przemyśleć swą sytuację. Prosił on o modlitwy i przeprosił tych, których zawiódł. A ja piszę o tym, bo choć sama ta sytuacja bardzo mnie zmartwiła i rozczarowała, to z drugiej strony jestem dumny z EWTN i ojca Francisa, że postanowili właśnie tak ukazać tę smutną sytuację. Nie ukrywali niczego, nie wmietli pod dywan, ale poinformowali telewidzów i radiosłuchaczy o tym, co się wydarzyło. Może nie podali wszystkich szczegółów, ale, prawdę mówiąc, to nie nasz interes. EWTN to nie jest "pismo kobiece" zajmujące się włażeniem z butami do cudzego życia. Dowiedzieliśmy się wystarczająco dużo, a reszta to jest sprawa między ojcem Francisem, jego spowiednikiem i Panem Bogiem.

"Matka Angelika krytykuje w telewizji większość amerykańskich biskupów, a kilka lat temu namawiała widzów do wypowiedzenia posłuszeństwa kilku z nich, w tym kardynałowi Los Angeles. Sprawa trafiła do trybunału watykańskiego, ale i Rzym nie zdołał sprawy rozwikłać."

Totalne nieporozumienie. Biskupi są częstymi gośćmi w audycjach EWTN. Matka Angelica miała konflikt z kardynałem Mahony z Los Angeles, to prawda. Ale przyczyną było to, że kardynał nauczał rzeczy niezgodnych z nauczaniem Kościoła. Konkretnie chodziło o nauczanie o "prawdziwej obecności Jezusa w Eucharystii“. A dla matki Angeliki ważniejsze jest, by bronić prawdziwego nauczania Kościoła, niż słuchać biskupa, który się myli. Albo co najmniej wyraża się mętnie. Zwłaszcza w tak ważnej sprawie, jak nauka o prawdziwej obecności Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Kardynał Mahony mógł po prostu sprostować, co miał na myśli, ale zamiast tego postanowił walczyć. Co samo w sobie jest już żałosne, zważywszy na fakt, że walczył ze starą zakonnicą, przełożoną klasztoru mającego kilka sióstr, nie posiadającej nic, poza miłością do swego Oblubieńca, Jezusa. Aha, i miała też ona swoją telewizję i pewnie to było solą w oku kardynała. Uważał on, że matka Angelica złamała kanon 753 Kodeksu Prawa Kanonicznego, który mówi:

Kan. 753 - ... biskupi, ... są jednak w odniesieniu do wiernych powierzonych ich trosce autentycznymi nauczycielami i mistrzami wiary. Temu autentycznemu przepowiadaniu swoich biskupów wierni obowiązani są okazać religijne posłuszeństwo.

Ale ani matka Angelica nie była "powierzona trosce“ kardynała z Los Angeles (EWTN jest w Alabamie), ani też nie można stosować prawa a taki sposób, że się oposzcza połowę kanonu. Cały bowiem brzmi tak:

Kan. 753 - Chociaż biskupi, pozostający we wspólnocie z głową Kolegium i członkami, czy to pojedynczy, czy też zebrani na Konferencjach Episkopatu lub na synodach partykularnych nie posiadają nieomylności w nauczaniu, są jednak w odniesieniu do wiernych powierzonych ich trosce autentycznymi nauczycielami i mistrzami wiary. Temu autentycznemu przepowiadaniu swoich biskupów wierni obowiązani są okazać religijne posłuszeństwo.

Sam kanon więc zaznacza, że pojedynczy biskupi nie są nieomylni. I jasne, że można przypomnieć choćby przypadek padre Pio, który bez słowa skargi dostosował się do zakazu wydanego przez papieża, zabraniającego mu spowiadania wiernych i publicznego odprawiania mszy. Ale papież miał władzę nad ojcem Pio, a kardynał Mahony nie miał władzy nad matką Angeliką, a jak kardynał pojechał do Rzymu, do Jana Pawła II, żeby uzyskać poparcie w sporze z EWTN, nie tylko wrócił z niczym, ale po powrocie ani raz już nie wspomniał o tym konflikcie. To, co usłyszał w Rzymie na zawsze pozostanie już tajemnicą.

"Zakonnica jest antyfeministką i krytykuje nawet żądania racjonalnej dyskusji na temat niedopuszczania kobiet do święceń."

Hmmm… zdumiewające stwierdzenie. Co to jest "racjonalna dyskusja na temat niedopuszczania kobiet do święceń"? To tak, jakbyśmy mieli racjonalnie dyskutować, czy Jezus jest Bogiem, czy Bóg jest Trójcą Świętą, czy Maryja była Niepokalanie Poczęta, albo czy była Dziewicą. Dogmaty wiary się przyjmuje, a nie dyskutuje się "racjonalnie" na ich temat. To, że kobiety nie mogę być księżmi, i dlaczego tak jest, Kościół określił jednoznacznie. Albo raczej powinienem powiedzieć, że określił to Jezus. Katechizm Kościoła Katolickiego tak o tym mówi:

1577 "Święcenia ważnie przyjmuje tylko mężczyzna (vir) ochrzczony". Pan Jezus wybrał mężczyzn (viri), by utworzyć kolegium Dwunastu Apostołów, i tak samo czynili Apostołowie, gdy wybierali swoich współpracowników, którzy mieli przejąć ich misję. Kolegium Biskupów, z którym prezbiterzy są zjednoczeni w kapłaństwie, uobecnia i aktualizuje aż do powrotu Chrystusa kolegium Dwunastu. Kościół czuje się związany tym wyborem dokonanym przez samego Pana. Z tego powodu nie są możliwe święcenia kobiet.


O czym więc ksiądz Oniśkiewicz chciałby tu dyskutować?

"Episkopat amerykański jest bezradny wobec jej "duszpasterskich" poczynań i nie ma żadnej kontroli nad jej programami. Na jego głos nie ma tam zresztą w ogóle miejsca. Nadane ostatnio bezpośrednie sprawozdania z posiedzeń konferencji episkopatu, symultanicznie "interpretowali" eksperci programu EWTN."

Jakże to więc? Nie ma miejsca na głos episkopatu, czy też nadają oni bezpośrednie sprawozdania z posiedzeń konferencji episkopatu? Może ksiądz Oniśkiewicz by się na coś zdecydował? Bo prawda jest taka, że nie tylko EWTN jest jedynym medium, które umożliwia wiernym śledzenie obrad konferencji episkopatu, ale do tego grupa ekspertów doskonale wprowadza nas w problemy, którymi się biskupi zajmują. A że eksperci są życzliwiej nastawieni do tych biskupów, którzy są wierni Rzymowi i nauczaniu Kościoła? Cóż, ja nie będę za to nikogo przepraszał.

Natomiast co do tego, że nie mają oni wpływu na EWTN, to już tylko ich wina. Gdy matka Angelica zakładała EWTN, mając 300 dolarów całego majątku, których i tak nie mogła przeznaczyć na studio, bo były to pieniądze na żywność dla sióstr, biskupi uchwalili, że zainwestują 5 milionów dolarów w produkcję katolickich programów telewizyjnych. Minęło parę lat i EWTN stawało się coraz popularniejszym programem radiowo-telewizyjnym, a pomysł biskupów doprowadził tylko do tego, że zmarnowali oni swoje miliony. Nic dziwnego, że sukces matki Angeliki był dla nich solą w oku. Do tego stopnia, że niektórzy postanowili przejąć kontrolę nad EWTN. Wcześniej jednak wymuszono na matce Angelice zgodę na dostęp do czasu antenowego. Zgodziła się, pod warunkiem, że będzie jurorem tych programów, oceniając, czy nie nauczają one niczego niezgodnego z nauką Kościoła. Oczywiście możecie się domyśleć, co było dalej. Większość z tych programów była potem odrzucona i nigdy nie szła w eter poprzez studio EWTN.

Może jeszcze wyjaśnię tutaj mechanizm takiej sytuacji. Większość biskupów nie tylko jest bardzo ortodoksyjna, ale też niezwykle wdzięczna matce Angelice za to, co ona stworzyła. Jak już wspominałem wcześniej, biskupi są częstymi gośćmi w EWTN. Program EWTN jest w wielu kościołach, za zgodą proboszczów i biskupów. Jest jednak grupa osób związanych z episkopatem, niewątpliwie mający poparcie niektórych biskupów, którzy są aktywistami mającymi swój cel i dążącymi wszelkimi środkami do jego realizacji. Przypomnę, że EWTN powstało 25 lat temu, na początku lat 80. A lata osiemdziesiąte były w ubiegłym stuleciu tuż po latach siedemdziesiątych, które z kolei były okresem rebelii, eksperymentów, buntu i wpływu "New Age". To właśnie wyjaśnia w pewien sposób dlaczego pewne grupy związane z episkopatem nie tylko nie mogły ścierpieć ortodoksyjności EWTN, ale chciały przejąć nad tą stacją kontrolę. Jednak matka Angelica, ta schorowana, stara, niewykształcona zakonnica ponownie okazała się mądrzejsza od wszystkich liberałów i po prostu przekazała swe imperium medialne zaufanym przyjaciołom, osobom świeckim, którzy pomagali tę rozgłośnię prowadzić. Pomagali także oddając często całe swoje majątki, gdy EWTN przechodziło przez trudne finansowo okresy. Teraz jest to świecka instytucja, do której żadna władza kościelna nic nie ma. I tylko trochę smutne, że była to jedyna droga, żeby móc głosić bez przeszkód prawdziwą naukę Kościoła Katolickiego.

"Wielu nie-katolików, obserwując tak przedsoborowy obraz katolików, sceptycznie postrzega cały Kościół rzymskokatolicki.
Matka Angelika z powodu częściowego paraliżu twarzy nie występuje już w wieczornym show "Mother Angelica live". Duch "oblężonej twierdzy" podtrzymywany jest jednak nadal. Niemal w każdej parafii istnieją grupy zwolenników telewizji, krytykujących współczesny Kościół i donoszący na "nierzymskokatolickich" księży i biskupów. W największej na świecie katolickiej telewizji wiele jest tęsknoty za old good days, lęku przed światem i zmianami, nieracjonalnej religijnej goryczy. I chociaż (dzięki Bogu!) matka Angelika nie wykorzystuje nacjonalistyczno-religijnych haseł dla zdobycia popularności, prezentowana przez EWTN katolicka (czy jeszcze katolicka?) religijność nie harmonizuje z Chrystusową Dobrą Nowiną. Tchnie też brakiem wiary w moc Jego słów: "Nie lękajcie się. Jam zwyciężył świat!" (Jan 16, 33).

Ks. MIECZYSŁAW ONIŚKIEWICZ"


Cóż, tych zdań zupełnie nie jestem w stanie zrozumieć. O czym tu ks. Oniśkiewicz mówi? "Wielu nie-katolików, obserwując tak przedsoborowy obraz katolików, sceptycznie postrzega cały Kościół rzymskokatolicki."?!?! :shock: Akurat jest dokładnie przeciwnie. Wielu nie-katolików zostało katolikami dzięki EWTN, bo pierwszy raz zobaczyli, że katolicy to są prawdziwi chrześcijanie, kochający Jezusa i wierzący w Ewangelię.

Jeżeli jedynym argumentem, jaki można znaleźć przeciw EWTN jest to, że "(dzięki Bogu!) matka Angelika nie wykorzystuje nacjonalistyczno-religijnych haseł" i że "istnieją grupy zwolenników telewizji, krytykujących współczesny Kościół i donoszący na "nierzymskokatolickich" księży i biskupów", to może szkoda czasu i energii na walczenie z czymś, co nie istnieje? Może problemem nie jest EWTN, ale ksiądz Oniśkiewicz i to, co siedziw jego głowie? Bo ja, po przeczytaniu tego listu, takie odniosłem wrażenie. Jeżeli najcięższym zarzutem przeciw EWTN jest to, że jest to program wierny tradycyjnemu katolicyzmowi, że są wierni papieżowi i Watykanowi, to dla mnie nie jest to krytyka, ale laurka pochwalna. Szkoda tylko, że czytelnicy Tygodnika Powszechnego, który ten list zamieścił, a którzy nie znają EWTN, wyrobili sobie błędne zdanie na temat tej wspaniałej rozgłośni i na temat samej matki Angeliki, nie opierając się na faktach, ale na sugestiach i opiniach księdza Oniśkiewicza.
Ostatnio zmieniony 06-11-07, 07:25 przez hiob, łącznie zmieniany 1 raz.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Alex
Przyjaciel forum
Posty: 1424
Rejestracja: 24-10-07, 21:24
Lokalizacja: Gdynia

Re: EWTN

Post autor: Alex » 04-11-07, 19:36

Dzięki, Hiobie, za obszerny komentarz. Muszę powiedzieć, że temat bardzo mnie zainteresował i szukając informacji w internecie natrafiłam na wiele ciekawych stron i artykułów.

Przeczytałam kilka tekstów ks. Oniśkiewicza: np. tu: http://www.tygodnik.com.pl/numer/276931/listy.html
potem poszukałam informacji o biskupie Untenerze ( bardzo ciekawy polemiczny artykuł: http://www.bibula.com/19/main.php?page=pasterze, a także http://www.fotmix.republika.pl/multimedia/Kryzys.pdf ) i w zasadzie te klocki zaczęły do siebie pasować. Szczerze mówiąc te wszystkie informacje są zatrważające i szokujące. Na tym tle dzieło siostry Angeliki jawi się wręcz jako opatrznościowe.

Trudno mi sobie wyobrazić, jakim wielkim wyzwaniem jest w tej sytuacji obrona autorytetu Kościoła w oczach młodzieży. W Polsce osoba biskupa czy kardynała jest wciąż jeszcze autorytetem (choć też już mocno nadszarpniętym m.in. przez zawirowania wokół arcybiskup Paetza). Lecz kiedy czytam o lobby homoseksualnym w Episkopacie amerykańskim, wręcz czynnym popieraniu organizacji gejowskich (spotkania w kościołach, specjalne msze, nadużycia liturgiczne, afery w seminariach ), a nawet powoływaniu takich organizacji ( a to za sprawą Josepha Kardynała Bernardin, który założył pierwszą w Stanach Zjednoczonych Archidiecezjalną Organizację Gejów i Lezbijek (Archdiocesan Gay and Lesbian Organization -AGLO) - wychowanie dzieci i ich religijna formacja, w sytuacji gdy rodzice nie mogą odwołać się m.in. do autorytetu Kościoła instytucjonalnego jest zadaniem niesamowicie trudnym.
W ostatni czwartek słuchałem audycji "Life on the Rock". Rozpoczęła się ona od odczytania komunikatu, że ojciec Francis Mary Stone, który zazwyczaj prowadził ten program, nie będzie tego robił więcej. Opuścił braci w celu zastanowienia się nad swoją przyszłością. Opiekował się on od jakiegoś czasu pewną wdową i z powodu rozwoju wypadków, których nie podano ze zrozumiałych względów, postanowił odsunąć się na bok i przemyśleć swą sytuację. Prosił on o modlitwy i przeprosił tych, których zawiódł.
to smutna wiadomość, bo mnie również bardzo podobał się ten program i sposób jego prowadzenia: trafiłam akurat na wywiad z zawodnikiem ligi footbolu amerykańskiego. Mam nadzieję, że ojciec Francis odnajdzie swoją drogę. Dołączam swoją modlitwę w tej intencji.

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11157
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Re: EWTN

Post autor: hiob » 04-11-07, 20:45

Dla mnie ważne jest parę wniosków, które się tu nasuwają. Po pierwsze w naszym życiu wszystko jest wzajemnie powiązane. Nie można propagować wszem i wobec, że homoseksualizm jest normalną rzeczą, ich praktyki nie mogą być potępiane, a zachowanie aktywnych homoseksualistów jest zwyczajnym, prawidłowym sposobem życia i równocześnie dziwić się, że mamy problem w Kościele. To przecież wynika jedno z drugiego.

Po drugie widzimy, że Kościół wyciągnął wnioski ze swoich błędów. Kosztowało Go to wiele, tak w sferze duchowej, jak i materialnej, ale teraz są już pewne mechanizmy w strukturach Kościoła utrudniające zdecydowanie inwigilację Kościoła przez ludzi o takiej orientacji seksualnej. Kościół także nauczył się, że osoby takie należy eliminować spośród swego grona i nie wystarczy ich przenieść do innej parafii. Ale poprzednie praktyki nie wynikały z tego, że Kościół chciał ukryć problem, wykręcić się sianem, czy zbagatelizować sytuację. Działania takie wynikały z tego, co głosiło środowisko naukowe. Albo raczej "naukowe". Teraz i Kościół się przekonał, że w tej dziedzinie wiedzy więcej do powiedzenia mają aktywiści, niż autentyczni naukowcy i znacznie rozważniej podchodzi do tego, co głosi tamto środowisko.

Po trzecie, choć pewnie najważniejsze, musimy pamiętać, że Bóg nas nie zostawi sierotami. Odpowiedzią na kryzys naszej cywilizacji z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych poprzedniego stulecia był Sobór Watykański II, papież Jan Paweł II i Benedykt XVI, Matka Angelica, matka Teresa z Kalkuty i wiele innych, znanych nam i nie znanych osób. Święty Paweł przypomina: "Gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska" (Rz 5, 20b) I świat nasz jest tak samo poddawany próbom, jak każdy z nas indywidualnie. Inaczej nie wiedzielibyśmy ile jest warta nasza wiara.

A patrząc na sytuację w USA, zmiany widać dosłownie z roku na rok. Kościół amerykański jest teraz zupełnie inny, niż 20 lat temu. Nowi, młodzi kapłani są bardzo ortodoksyjni, rozkochani w Kościele i papieżu, nowi biskupi są także wierni Magisterium. I nie da się przecenić roli matki Angeliki w tym procesie. 20 lat temu w całych Stanach było tyle katolickich stacji radiowych, że można było je policzyć na palcach jednej ręki. Dzisiaj jest ich ponad 120. Stało się to możliwe właśnie dzięki temu, że EWTN darmowo dostarcza programów każdemu, kto zgodzi się na ich retransmisję. Do tego istnieje też nadajnik na falach krótkich, radio satelitarne Sirius i oczywiście telewizja, obecna praktycznie w każdym większym systemie kablowym w USA, oraz przez satelitę.

Co więcej, słuchając i oglądając EWTN nie da się nie zauważyć wpływu, jaki ma nie tylko na katolików, ale i wielu protestantów. Zwłaszcza tych, których znamy tu jako "Evangelical Christians". Czyli tych, którzy są dużo bardziej rozkochani w Jezusie, niż przeciętny, "kulturowy" luteranin, prezbiterianin, czy anglikanin, a równocześnie dużo bardziej otwarci na Kościół niż fundamentaliści, którzy często są tak zaślepieni w nienawiści do katolicyzmu, że nie są w stanie obiektywnie myśleć. I właśnie spośród tych "Evagelical Christians" mamy bardzo wielu wspaniałych, wartościowych konwertytów, którzy nas, katolików od urodzenia, uczą wspaniałych rzeczy o naszym Kościele. Albo raczej o Kościele Jezusa.

Alex, jak słuchasz i oglądasz czasem EWTN, to wiesz, jak wspaniałe i popularne są takie programy jak "The Journey Home", czy produkowane przez Catholic Answers codzienne audycje odpowiadające na żywo na pytania słuchaczy. Ale są one w znacznej mierze możliwe dzięki konwertytom. The Journey Home to są programy-świadectwa osób, które opowiadają dlaczego zostały katolikami, a wśród pracowników "Catholic Answers" jest wielu tych, którzy kiedyś byli protestantami. I dla mnie jest to prawdziwy ekumenizm w działaniu. Oni odkryli prawdziwy Kościół, my się od nich uczymy prawdziwej miłości do Jezusa i do Jego Kościoła. Każda ze stron ma tu coś do zaoferowania i prawda wcale nie leży po środku. Doktrynalnie cała prawda jest w Kościele, bo Kościół to Jezus, a Jezus jest Prawdą. Ale ta wiedza nie wystarcza i bycie chrześcijaninem nie polega na zapisaniu się do prawidłowej organizacji. Szatan ma wiedzę bez porównania większą od każdego z nas. Autentyczne chrześcijaństwo się przede wszystkim przeżywa. Przeżywa swym sercem, swym rozumem, całym swoim postępowaniem. Inaczej nie ma ono żadnego znaczenia. I to jest coś, czego na pewno my, katolicy, możemy się nauczyć od naszych braci. A zwłaszcza od tych, którzy przyłączyli się już do nas, do Kościoła, który założył Pan Jezus.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

servus
Przyjaciel forum
Posty: 123
Rejestracja: 24-10-07, 21:35
Lokalizacja: Berlin

Re: EWTN

Post autor: servus » 05-11-07, 16:41

Hiob czy znasz jakis konwertytow z kosciola mormonow? Dyskutowales kiedys z nimi lub cos w tmy stylu?

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11157
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Re: EWTN

Post autor: hiob » 06-11-07, 06:39

Nie, osobiście nie znam żadnych byłych mormonów. Dyskutowałem kiedyś z członkiem tej sekty w Krakowie. Staliśmy na Floriańskiej i przez godzinę prowadziliśmy zażartą dyskusję. On (a raczej oni, bo było ich dwóch) do mnie łamaną polszczyzną, ja do niego niewiele lepszym angielskim ;) . Po godzinie mieli dość, musiałem ich trzymać za guziki :lol: :-D .

Odwiedzili mnie też kiedyś w domu, tutaj w Charlotte. Jednak zarówno oni, jak Świadkowie Jehowy mają chyba nasz dom na "czarnej liście", bo nawet jak pojawiają się na naszej ulicy, obchodzą nas z daleka. Nie wiem czemu, ja przecież zawsze ich chętnie przyjmuję, robię herbatę i zapraszam do dyskusji. :-)

W archiwach EWTN jest z osiem audycji z udziałem byłych mormonów. Wystarczy, jak wejdziesz na tę stronę: http://www.ewtn.com/vondemand/audio/intro.asp , wpiszesz w okienko dolnej wyszukiwarki "mormon" i klikniesz na "Submit". Także na stronie Catholic Answers, www.catholic.com jest sporo materiału. I to zarówno w formie audio, jak i tekstów do czytania.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Alex
Przyjaciel forum
Posty: 1424
Rejestracja: 24-10-07, 21:24
Lokalizacja: Gdynia

Re: EWTN

Post autor: Alex » 06-11-07, 18:48

hiob pisze:Ale poprzednie praktyki nie wynikały z tego, że Kościół chciał ukryć problem, wykręcić się sianem, czy zbagatelizować sytuację. Działania takie wynikały z tego, co głosiło środowisko naukowe.
Chciałabym też tak myśleć, ale wydaje mi się, że często działaniom ludzi Kościoła przyświecała filozofia "czego nie widać - tego nie ma". Taka filozofia niestety widoczna jest i u nas. To było skuteczne przed '89-tym rokiem, gdy nie było wolnej prasy lecz obecnie, gdy wiele gazet wręcz żyje z wyciągania na jaw ciemnych stron życia - ta strategia nie ma szans powodzenia. Amerykańskie doświadczenia są tego dowodem, niestety nie przez wszystkich "przyswojonym". Nie mówiąc już o tym, że zło powinno zostać zdefiniowane i nazwane po imieniu, a ofiarom udzielona pomoc, by zminimalizować skutki wyrządzonej im krzywdy.
A patrząc na sytuację w USA, zmiany widać dosłownie z roku na rok. Kościół amerykański jest teraz zupełnie inny, niż 20 lat temu. Nowi, młodzi kapłani są bardzo ortodoksyjni, rozkochani w Kościele i papieżu, nowi biskupi są także wierni Magisterium. I nie da się przecenić roli matki Angeliki w tym procesie. 20 lat temu w całych Stanach było tyle katolickich stacji radiowych, że można było je policzyć na palcach jednej ręki. Dzisiaj jest ich ponad 120. Stało się to możliwe właśnie dzięki temu, że EWTN darmowo dostarcza programów każdemu, kto zgodzi się na ich retransmisję.
Muszę powiedzieć, że jestem pod coraz większym wrażeniem dzieła Matki Angeliki i ludzi tworzących EWTN.
Ostatnio słuchałam programu z udziałem ojca Johna Corapi. Żal, że nie ma możliwości słuchania Jego wykładów z polskim tłumaczeniem - zbyt wiele umyka...
(ostatnio położyłam sobie słownik angielsko-polski przy komputerze, no i oczywiście do niego zaglądam - to jeszcze jedna korzyść z słuchania EWTN ;-) )

Historia życia tego księdza wystarczyłaby na kilka życiorysów: gwiazda footbolu w szkole, żołnierz zielonych beretów w czasie wojny w Wietnamie, potem doradca finansowy kasyn w Las Vegas, wzięty agent biura obrotu nieruchomościami w Los Angeles (popraw mnie, proszę, jeśli źle przetłumaczyłam te funkcje), człowiek , który zarabiał duże pieniądze, obracał się w "wyższych sferach" Holywood, popadł w uzależnienie od narkotyków - stracił wszystko. Dwa lata chyba był bezdomny i dzięki swojej Matce i Jej modlitwom nawrócił się i w wieku 44 lat otrzymał święcenia kapłańskie z rąk Jana Pawła II. Gdyby to nie była prawda - można by pomyśleć, że kogoś tu poniosła fantazja...
...Bóg nas nie zostawi sierotami. Odpowiedzią na kryzys naszej cywilizacji z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych poprzedniego stulecia był Sobór Watykański II, papież Jan Paweł II i Benedykt XVI, Matka Angelica, matka Teresa z Kalkuty i wiele innych, znanych nam i nie znanych osób.
... między nimi jest pewnie i ojciec Corapi, a może i ktoś, kto jest blisko - ktoś z naszego środowiska. Trzeba by się rozejrzeć...

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11157
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Re: EWTN

Post autor: hiob » 06-11-07, 22:07

Alex pisze: ... wydaje mi się, że często działaniom ludzi Kościoła przyświecała filozofia "czego nie widać - tego nie ma". Taka filozofia niestety widoczna jest i u nas.
Oczywiście masz rację. Ja jednak miałem coś innego na myśli. Chodziło mi bardziej o przyczyny, niż skutki. O to dlaczego problem zaistniał na początku. Potem, jak to zwykle bywa, człowiek ma naturalną pokusę, żeby wyprzeć się błędu, ukryć swe złe postępowanie, zatuszować sprawę. Nie każdy ma na tyle cywilnej odwagi, żeby spojrzeć prawdzie w oczy, choć potem zawsze okazuje się, że stawienie czoła problemowi jest i tak najmniej bolesnym rozwiązaniem.

Daleki jestem od usprawiedliwiania kogokolwiek, jeszcze dalszy od oskarżania, chciałem tylko zwrócić uwagę na fakt, że to, że problem aktywnych homoseksualistów wśród kleru zaczął się w dużej mierze od tego, że środowisko liberalnych psychologów i innych aktywistów głosiło na łamach medycznych pism, że j takie skłonności są zupełnie normalne i nie można nikogo oceniać na ich podstawie. A także, że osoby, które prowadzą pewien niemoralny styl życia w łatwy sposób mogą takich praktyk zaprzestać. Stąd wynikały decyzje przyjmowania do seminariów osób o skłonnościach homoseksualnych i o przenoszeniu do innych parafii osób oskarżanych o molestowanie parafian. Wierzono, że po rozmowie i obietnicy poprawy kapłan taki nawróci się i zaprzestanie swych praktyk. Życie pokazało jak błędne było takie myślenie i Kościół zapłacił wysoką cenę za uwierzenie seksuologom i ich bredniom. I to zapłacił podwójnie, duchowo i materialnie.
Nie mówiąc już o tym, że zło powinno zostać zdefiniowane i nazwane po imieniu, a ofiarom udzielona pomoc, by zminimalizować skutki wyrządzonej im krzywdy.
Także prawda, pod warunkiem, że mamy do czynienia z rzeczywistym złem. Problem polega jednak na tym, że zdarzają się przypadki fałszywych oskarżeń, a ławy przysięgłych, często zasugerowane opiniami powtarzanymi bez końca w nieprzychylnych Kościołowi mediach, nakazują wypłacanie milionowych odszkodowań rzekomym ofiarom kleru. Biskupi by się bronić zgadzają się na dobrowolne, ugodowe wypłaty, myśląc, że w ten sposób poniosą mniejsze koszty, ale to powoduje tylko nowe oskarżenia i zwiększenie ilości spraw. Co więcej niektóre stany wydały bezprecedensowe przepisy uniemożliwiające przedawnienia się takich spraw, ale tylko wtedy, gdy oskarżony jest katolicki ksiądz. Trudno jest udowodnić swą niewinność, gdy ktoś oskarża nas o coś, co rzekomo wydarzyło się czterdzieści, czy pięćdziesiąt lat temu. Pod pozorem naprawy wyrządzonych krzywd wyrządzono tutaj wiele zla niewinnym osobom. A ja tylko dlatego o tym piszę, żeby pokazać, że nie są to sprawy proste i czasem, w dobrej wierze, wylewamy dziecko z kąpielą.
Ostatnio słuchałam programu z udziałem ojca Johna Corapi. [...]
Historia życia tego księdza wystarczyłaby na kilka życiorysów
To prawda, że ojciec Corapi jest niezwykłym człowiekiem. Oprócz faktów, które podałaś, warto dodać i takie, że jego biedna matka nie tylko całe życie modliła się za niego, jak święta Monika za Augustynem, ale także pochowała swą szesnastoletnią chyba córkę, najmłodszą siostrę ojca Corapi, która wbrew zakazowi mamy wykradła się z domu na zabawę z kolegami i zginęła w wypadku samochodowym.

Sam ojciec Corapi opowiada niesamowite przygody ze swojego życia. Raz słyszałem, gdy mówił, jak jechał z Los Angeles do Las Vegas swym Ferrari, znacznie przekraczając szybkość, z jakąś znaną aktorką na siedzeniu obok i walizą pełną narkotyków w bagażniku. Został namierzony przez policję, która nie mogąc go dogonić, zrobiła blokadę drogi. Po zatrzymaniu tak był przerażony, że nie myślał o niczym, tylko tej walizeczce heroiny. Jak więc policjant powiedział: "Proszę otworzyć silnik", podszedł do bagażnika, ale policjant powtórzył: "Silnik, nie bagażnik". Okazało się, że policjantów zainteresowały osiągi samochodu, moc itp. Pooglądali to, co ich interesowało, powiedzieli, żeby uważał i nie jeździł tak szybko i puścili go bez mandatu. Gdy więc później, gdy został on już księdzem, odwiedzając więzienia mówi więźniom, że jedyna różnica między nimi polega na tym, że oni dali się złapać, a on nie, to nie jest to tylko przenośnia literacka. Ale też takiego kapłana inaczej się słucha, zwłaszcza w więzieniu. Jego świadectwo, poparte bagażem własnych doświadczeń, ma zupełnie inną wagę.

Narkotyki właśnie spowodowały to, że stracił wszystko i został bezdomnym bumem. Okazało się, że jak kończą się pieniądze, kończą się "przyjaciele" i człowiek zostaje sam. Wylądował na ulicy i stracił wszelką nadzieję. Pycha nie pozwalała mu powrócić do domu mamy, ale mama nie przestała go szukać i modlić się za niego. Dotarł do niego list od niej, z obrazkiem Matki Bożej i modlitwą "Zdrowaś Mario…". Mama prosiła go tylko o jedno: Żeby raz dziennie ją odmówił. Ojciec Corapi mówił, że mimo, że przez lata chodził do katolickich szkół, nie pamiętał nawet takiej prostej modlitwy i musiał ją czytać z tego obrazka, jaki dostał od mamy. Tak się zaczęła jego droga powrotu do Boga.

Ojciec Corapi ma dar przystępnego nauczania tego, czego uczy Kościół. Nagrał między innymi cykl godzinnych kazań, czy też wykładów omawiających dokładnie po kolei cały katechizm Kościoła Katolickiego. Cykl ten transmitowało przez ostatnie miesiące radio EWTN o 10 rano, teraz powtarzają to chyba o północy naszego czasu. Nie muszę dodawać, że gdy jadę, zawsze chętnie słucham tego księdza, który mimo swych pięciu doktoratów, ciągle wierzy jak dziecko we wszystko to, czego naucza Kościół. I nie tylko wierzy, ale potrafi uzasadnić dlaczego taka wiara ma sens.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Alex
Przyjaciel forum
Posty: 1424
Rejestracja: 24-10-07, 21:24
Lokalizacja: Gdynia

Re: EWTN

Post autor: Alex » 07-11-07, 18:49

Hiob pisze:Ja jednak miałem coś innego na myśli. Chodziło mi bardziej o przyczyny, niż skutki. O to dlaczego problem zaistniał na początku. Potem, jak to zwykle bywa, człowiek ma naturalną pokusę, żeby wyprzeć się błędu, ukryć swe złe postępowanie, zatuszować sprawę. Nie każdy ma na tyle cywilnej odwagi, żeby spojrzeć prawdzie w oczy, choć potem zawsze okazuje się, że stawienie czoła problemowi jest i tak najmniej bolesnym rozwiązaniem.
Masz rację, Hiobie. Ja, pisząc, miałam na myśli bardziej sytuację w Polsce - a Ty - w Stanach. W Polsce sprawy nie zaszły na szczęście tak daleko, by ktoś z duchowieństwa chciał w jakikolwiek sposób usprawiedliwić czy też usankcjonować homoseksualizm w swoim środowisku (przynajmniej ja nic o tym nie słyszałam). Zresztą w naszym społeczeństwie takie coś nie miałoby szans powodzenia (przynajmnie na razie).

Dlatego myślę, że u nas ukrywanie takich bulwersujących faktów to po prostu wynik chęci ukrycia zła i uniknięcia jego konsekwencji. "O Kościele dobrze albo wcale" - sama tak kiedyś myślałam - ale to było w czasach, kiedy system polityczny spolaryzował społeczeństwo na "my" i "oni". Ale teraz tak się nie da - nie żyjemy już w oblężonej twierdzy, zło nie przychodzi tylko z zewnątrz. Wszyscy uczymy się na błędach, Kościól także. Tyle, że najtańsza jest nauka na cudzych błędach. Kościół amerykański już zapłacił ogromną cenę, dlatego czasem dziwi "nierychliwosc" naszych kościelnych decydentów.
Cytat:
Nie mówiąc już o tym, że zło powinno zostać zdefiniowane i nazwane po imieniu, a ofiarom udzielona pomoc, by zminimalizować skutki wyrządzonej im krzywdy.


Także prawda, pod warunkiem, że mamy do czynienia z rzeczywistym złem. Problem polega jednak na tym, że zdarzają się przypadki fałszywych oskarżeń, a ławy przysięgłych, często zasugerowane opiniami powtarzanymi bez końca w nieprzychylnych Kościołowi mediach, nakazują wypłacanie milionowych odszkodowań rzekomym ofiarom kleru.
Ja miałam tu na myśli bardziej pomoc psychologiczną, moralne wsparcie. Już samo nazwanie zła po imieniu i jego ukaranie jest jakąś formą terapii, zadośćuczynienia, uporządkowania świata wartości. Tym bardziej, że dotyczy to w przeważającej mierze młodych ludzi, dopiero wchodzących w życie, kształtujących swoje postawy, obraz świata, system wartości.
Błądzić i upadać jest rzeczą ludzką. Każda taka sprawa to historia upadku konkretnego człowieka, historia uwikłania się w grzech - czasem przez jakiś przypadek, lekkomyślność, głupotę, a czasem pewnie z pełną świadomością. Nie mnie osądzać. To, co mnie jednak najbardziej porusza to częsta obojętność na los osób pokrzywdzonych (tych rzeczywiście pokrzywdzonych - jak zaznaczyłeś) ze strony osób odpowiedzialnych za grzeszących duchownych oraz powierzonych im wiernych - i pieniądze nie mają tu nic do rzeczy - nie są w stanie niczego odwrócić, niczego naprawić. Tuszowanie, nakłanianie do milczenia, często przez szantaż, płacenie za milczenie - potęgują zło i moralny chaos.
Kwestia spraw sądowych i milionowych odszkodowań to pewnie oddzielny wielki temat. Znając, choćby z amerykańskich filmów, powszechność sądzenia się o odszkodowanie dosłownie za byle co, można sobie wyobrazić jak wielu uległo pokusie łatwego wzbogacenia się.

...niektóre stany wydały bezprecedensowe przepisy uniemożliwiające przedawnienia się takich spraw, ale tylko wtedy, gdy oskarżony jest katolicki ksiądz.
To już się w ogóle w głowie nie mieści. To zaprzeczenie podstawowej cechy prawa i wymiaru sprawiedliwości - zło powino być napiętnowane, bo jest złem - a nie staje się złem dopiero kiedy uczyni je odpowiednia kategoria ludzi.
A ja tylko dlatego o tym piszę, żeby pokazać, że nie są to sprawy proste i czasem, w dobrej wierze, wylewamy dziecko z kąpielą.
Zgadzam się, że są to sprawy trudne i skomplikowane. Pokusa przemilczenia, ukrycia wstydu, przeczekania w nadziei, że sprawy same się rozwiążą - jest wielka.
Pewnie każdy z nas doświadczał takich uczuć w różnych życiowych sytuacjach. Tu jednak idzie o coś bardzo ważnego: o przyszłość Kościoła. I ta nasza dyskusja i lektura różnych artykułów, raportów itp. uświadomiła mi na nowo, jak bardzo Kościół potrzebuje naszej modlitwy i że każdy z nas ma tu jakieś poletko osobistej odpowiedzialności.

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11157
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Re: EWTN

Post autor: hiob » 08-11-07, 07:01

Alex pisze:
hiob pisze:...niektóre stany wydały bezprecedensowe przepisy uniemożliwiające przedawnienia się takich spraw, ale tylko wtedy, gdy oskarżony jest katolicki ksiądz.
To już się w ogóle w głowie nie mieści. To zaprzeczenie podstawowej cechy prawa i wymiaru sprawiedliwości - zło powino być napiętnowane, bo jest złem - a nie staje się złem dopiero kiedy uczyni je odpowiednia kategoria ludzi.
Tutaj ja muszę chyba sprostować to, co napisałem. :oops: Taką opinię podałem opierając się na audycjach radiowych omawiających te zagadnienia, ale szukając w necie niczego konkretnego nie udało mi się znaleźć. Nie jestem więc przekonany do końca, czy to, co napisałem, jest prawdą. Na pewno były próby przegłosowania takich praw w kilku stanach, ale nie wiem, czy gdziekolwiek te głosowania odniosły sukces. W USA obowiązują inne przepisy w każdym ze stanów, więc trudno mi znaleźć jednoznaczną odpowiedź, ale może powinienem jednak inaczej sformułować to zdanie. Na przykład tak:

"...niektóre stany wydały usiłowały przegłosować bezprecedensowe przepisy uniemożliwiające przedawnienia się takich spraw, ale tylko wtedy, gdy oskarżony jest katolicki ksiądz. O ile nie jestem pewien, czy gdziekolwiek to się udało, to w wielu stanach zmieniono okresy przedawnienia takich spraw, albo otworzono paroletnie okna, gdzie okres przedawnienia został zawieszony, dla wszystkich ofiar wykorzystywanych seksualnie. I nawet jak motywacją legislatorów było danie możliwości ofiarom sądzenia Kościoła, to samo prawo nie ma zapisanych ograniczeń tego typu."

To tyle mojego sprostowania, dodam jeszcze komentarz:

To, że prawa mają swoje limity, ma swoją przyczynę. Po latach nie da się po prostu obiektywnie dojść do prawdy. Jasne, że w sytuacji, w której przestępca jest znany, sprawa rozpoczęta wcześnie, ale, powiedzmy, przestępca przebywa w miejscu, gdzie prawo go nie sięga, to nie powinno się stosować przedawnienia. Ale jak po trzydziestu, czy czterdziestu latach od przestępstwa umożliwia się nagle, w atmosferze nagonki na Kościół, podawanie do sądu księży, którzy dopuścili się rzekomo czynów niezgodnych z prawem, to ja mam spore wątpliwości, czy takie postępowanie jest słuszne. Przyczyny moich wątpliwości są chyba jasne. Po prostu uważam, że nie da się po takim okresie dojść do obiektywnej prawdy i można bardzo wiele osób skrzywdzić. A nigdy nie powinniśmy naprawiać jednej krzywdy drugą.

Przy okazji przepraszam, że się prawdopodobnie zapędziłem trochę z opinią, którą teraz prostuję.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Alex
Przyjaciel forum
Posty: 1424
Rejestracja: 24-10-07, 21:24
Lokalizacja: Gdynia

Re: EWTN

Post autor: Alex » 08-11-07, 11:03

Hiob pisze:Przy okazji przepraszam, że się prawdopodobnie zapędziłem trochę z opinią, którą teraz prostuję.
Nobody's perfect. ;-) :-D

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11157
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Re: EWTN

Post autor: hiob » 08-11-07, 16:33

Alex pisze:
Hiob pisze:Przy okazji przepraszam, że się prawdopodobnie zapędziłem trochę z opinią, którą teraz prostuję.
Nobody's perfect. ;-) :-D
Przeczytałem Twój komentarz i myślałem, czy da się coś mądrego odpowiedzieć. Ale ponieważ nic nie wymyśliłem, a wychodziliśmy właśnie na mszę, to zostawiłem go (na razie) bez odpowiedzi. A na dzisiejszej mszy czytania, które poddały mi pomysł, co tu napisać ;) :

... szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie. Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi. [...] Tak samo, powiadam wam, radość powstaje u aniołów Bożych z jednego grzesznika, który się nawraca. (Łk 15) :-) :-P

Oczywiście nie sugeruję tu, że to Ty, Alex, jesteś szemrającym faryzeuszem, chciałem tylko się usprawiedliwić. Kościół bowiem to nie jest, jak to już nie raz powtarzałem, muzeum świętych, ale szpital dla grzeszników. A ja na pewno jestem jednym z tych największych. (grzeszników, nie świętych :-( ) Ale jak nas uczy dzisiejsza Ewangelia, Jezus wyciąga po nas ręce tu, gdzie teraz jesteśmy. Szuka nas niezależnie od tego, jaka teraz jest nasza dusza. Ale jak nas znajdzie, wymaga od nas nawrócenia. Zawsze więc możemy się nawrócić i przyznać do naszych błędów i potknięć, powodując "radość u aniołów Bożych". :mrgreen:

A wracając do EWTN, to nie wiem, czy słuchałaś kiedyś arcybiskupa Fultona Sheena. O ile wiem, teraz nadawane są jego programy w radiu od poniedziałku do piątku o 7 naszego czasu, czyli o 13 w Polsce. W telewizji jego program idzie tylko raz w tygodniu, ale jest parokrotnie powtórzony. Jego tytuł to "LIFE IS WORTH LIVING".

Sługa Boży arcybiskup Sheen w latach pięćdziesiątych, miał swój program w normalnej, komercyjnej telewizji. Co więcej, był to najbardziej oglądany program ze wszystkich, a sam Sheen zdobył nagrodę Emmy (taki telewizyjny Oscar) Mający w tym samym czasie na NBC swój program Milton Berle, przyjaciel Sheena i konkurent do nagrody Emmy tak skomentował fakt, że to biskup ją otrzymał: "Ona ma lepszych scenarzystów" :mrgreen: (Oczywiście miał na myśli to, że Sheen mówił o Biblii)

Dla mnie jednak najważniejsze jest to, że dzisiaj, 50 lat później, można słuchać jego programów i niczego nie trzeba prostować, uaktualniać, tłumaczyć. Niezależnie bowiem, czy słuchamy czego Kościół uczy teraz, czy przed II Soborem Watykańskim, czy też czytamy pisma Ojców Kościoła z drugiego, trzeciego, czy czwartego wieku, to nauka zawsze pozostaje ta sama.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Alex
Przyjaciel forum
Posty: 1424
Rejestracja: 24-10-07, 21:24
Lokalizacja: Gdynia

Re: EWTN

Post autor: Alex » 08-11-07, 19:08

Drogi Hiobie, wprawdzie przyznaję się, że miewam czasami faryzeusza za skórą :evil: :oops: , to jednak nie tym razem :-P .


Dziś moją radość wywołało jedynie to, że sprawa z tendencyjnym przedłużaniem przedawnienia w omawianej sprawie okazała się nie być prawdą. :-)
Kościół bowiem to nie jest, jak to już nie raz powtarzałem, muzeum świętych, ale szpital dla grzeszników. ... radość powstaje u aniołów Bożych z jednego grzesznika, który się nawraca. (Łk 15)
Pamiętam - jeszcze w licealnych czasach - trafiła w moje ręce książka Phyllis McGinley "Podpatrując świętych". Przedstawia ona sylwetki Świętych bez hagiograficznej otoczki, jako zwykłych ludzi - takich jak my - tylko zakochanych w Bogu i Jemu oddanych. Przedtem wydawało mi się , że wzorzec świętości jest tylko jeden i to niezbyt atrakcyjny, no i całkowicie nieosiągalny. A tu okazało się, że Święci to ludzie z poczuciem humoru, ze swoimi słabościami, przywarami i wadami - tyle, że z nimi walczą "powodując "radość u aniołów Bożych"."
Wtedy to było jak powiew świeżego powietrza w moim trochę "dusznym" pojmowaniu wiary.

A potem słowa pieśni śpiewanej "Na Górce":
[center] Ciągle zaczynam od nowa, choć czasem w drodze upadam,
Wciąż jednak słyszę te słowa: kochać znaczy powstawać.
Chciałem Ci w chwili uniesień życie poświęcić bez reszty,
Spójrz, moje ręce są puste, stoję ubogi, ja grzesznik.
Przyjm jednak małość mą, Panie, weź serce me, jakie jest...
[/center]
przekonywały mnie, że też mam u Boga "jakieś szanse"... :-)
A wracając do EWTN, to nie wiem, czy słuchałaś kiedyś arcybiskupa Fultona Sheena. O ile wiem, teraz nadawane są jego programy w radiu od poniedziałku do piątku o 7 naszego czasu, czyli o 13 w Polsce. W telewizji jego program idzie tylko raz w tygodniu, ale jest parokrotnie powtórzony. Jego tytuł to "LIFE IS WORTH LIVING".
Będę musiała wyszukać ten program w ramówce. Uffff, chyba mnie wymeldują z domu za okupowanie komputera :mrgreen: :-P
Dzięki, Hiobie. EWTN to dla mnie niesamowite odkrycie. Wyśledziłam, że niektóre polskie kablówki oferują tę stację w swoich pakietach, ale niestety trzeba przy okazji płacić za całą masę bzdetów. Chyba zostanę przy komputerze :-?

ODPOWIEDZ