Firmy transportowe w których Hiob kiedyś pracował.

Pytania na każdy temat. nie ma pytań głupich, czy niedyskretnych. Takie mogą być co najwyżej odpowiedzi.
nigol27
Przyjaciel forum
Posty: 13
Rejestracja: 07-06-12, 11:54
Lokalizacja: Polska

Firmy transportowe w których Hiob kiedyś pracował.

Post autor: nigol27 » 17-08-12, 17:15

Proszę Cię Hiobie jeżeli możesz o wypisanie wszystkich firm transportowych w których kiedyś pracowałeś z komentarzem w której Ci się lepiej jeździło itp.
Pozdrawiam Kamil :)
Spraw Panie abym nigdy nie odwrócił się od Ciebie

price
Przyjaciel forum
Posty: 104
Rejestracja: 27-02-12, 20:21
Lokalizacja: Polska

Post autor: price » 17-08-12, 21:49

nigol27, tutaj masz historię truckerską hioba:
viewtopic.php?t=557

Pozdrawiam i wydaje mi się, że temat powinien znaleźć się w zupełnie innym dziale.

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11174
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Post autor: hiob » 18-08-12, 20:43

nigol27, chyba już nie pamiętam wszystkich, ale mogę spróbować sobie przypomnieć...

Pierwsza praca, w latach 1982-84 była w firmie Shippers Freight Lines, gdzie byłem lokalnym kierowcą, wracającym co noc do domu, ale ciągle przejeżdżałem co najmniej 500 mil dziennie. Zaczynałem pracę o 4 rano, na ósmą miałem dowieźć towar do Rocky Mount, jakieś 350 km od Charlotte. W tamtych okolicach miałem koło dziesięciu klientów i wieczorem, zwykle blisko północy, wracałem na bazę, by następnego dnia zacząć pracę o 4 rano. SFL już nie istnieje.

Kolejna firma, w której pracowałem, to Brown Transport, a praca polegała na ciągnięciu podwójnych naczep między terminalami. Praca zwykle w dwuosobowej obsłudze. Wytrzymałem tam trzy miesiące. Brown też już nie istnieje.

W latach 84-85 pracowałem w Consolidated Freightways, firmie podobnej do Browna, ale mającej silne związki zawodowe. Tam, aby dostać pracę kierowcy, zaczyna się w magazynie, na pół etatu, ładując naczepy. Czasem się je przestawiało na placu, składając zestawy dla "panów kierowców", którzy przychodzili na gotowe, a po powrocie po prostu parkowali auta i szli do domu. Moim zadaniem było rozpiąć zestaw i ustawić go pod rampę wyładowczą, albo rozładować naczepy.

Początkowo praca była codziennie, po dwanaście godzin. Po roku pracy wołali mnie tylko raz w tygodniu i po prostu nie mogłem dalej tego kontynuować, bo jeść trzeba. Musiałem szukać innej roboty. CF także podzielił los Browna i Shippersa i lata temu ogłosił bankructwo.

Kolejny rok, od 1985 do 86 pracowałem w National Freight Lines, jeżdżąc po całych Stanach, ale większość pracy była na Wschodzie USA. Tam też pierwszy raz jeździłem, przynajmniej częściowo "na swoim". Firma oddawała w leasing ciężarówki i ja zdecydowałem się na taki krok. NFL istnieje do dzisiaj.

Już zacierają mi się w pamięci dokładne daty, ale po pracy w NFL kupiłem swoją pierwszą ciężarówkę, Kenwortha K100 i zacząłem pracować w także nieistniejącej już dziś firmie Mural. W ciągu trzech miesięcy pracy byłem w 47 stanach, ale w domu mnie widzieli chyba tylko ze dwa razy.

Niewiele dłużej pracowałem w firmie BWT, wożąc głównie plastikowe granulki między jakimiś fabrykami w NY, Indianie i Luizjanie. Później firma BWT kupiła inną, o nazwie Fastrack i zaczęliśmy z lodówkami latać do Kalifornii. Kilka miesięcy później zbankrutowali, a ja

...zacząłem pracować dla firmy Schanno. Woziliśmy głownie mięso i sery ze Środkowego Zachodu, z Wisconsin, Kansas na wschód, do NY. Okazjonalnie były wypady na Zachód. Jeździłem dla nich trzy lata. Schanno zostało wykupione przez firmę Hirschbach Motor Lines, która istnieje do dzisiaj.

Ja z Schanno przeniosłem się do wożenia lotniczych ładunków. Robiłem to pewnie ponad 15 lat, ale też nie w jednej firmie. Głownie pracowałem dla faceta o nazwisku Bernie Jackson, który, w różnych okresach, był agentem, przedstawicielem firm CRST i US Xpress. Jako pracownicy CRST jeździliśmy pod szyldem CRST i Malone, pracując dla US Xpress - także pod szyldem Xpress Global. Obie te firmy istnieją nadal.

W międzyczasie jeździłem też dla firmy Texas Air, wożąc głownie ładunki lotnicze z Los Angeles do Newarku, lub Miami i wracając do Kalifornii z narzędziami firmy Stanley z Północnej Karoliny. Pracowałem także jakiś czas dla firmy TME, której właścicielem był Włoch, Tom Martelli, ale kierowcy przeważnie byli z Polski. TME chyba dalej jest w biznesie, ale już pod inną nazwą.

Gdy Bernie Jackson ponownie przeszedł spod kurateli US Xpress do CRST, ja zostałem w US Xpress i zacząłem wozić tak zwany "general freight", czyli wszystko, co popadnie. Zostawiono nam stawkę z lotniczych ładunków, dolara za milę, plus "fuel surcharge", dodatek za drogie paliwo i jeździłem po całych Stanach. Gdy parę lat później obniżono mi stawkę, podziękowalem im za współpracę i założyliśmy własną firmę.

Lata 2007-2011 to praca dla Totus Tuus Trucking i jazda do Oregonu i Waszyngtonu. Pięć lat wspaniałej przygody, ze wspaniałym szefem. Zarobki marne, bo szef mi nie płacił wcale, ale co tam, pieniądze nie są najważniejsze. :mrgreen:

Od tego roku pracuję ponownie dla US Xpress, rozwożąc towar dla sieci sklepów Dollar Tree. Jest to tak zwany "dedicated account", jakby firma w firmie. Mamy swoje zasady, inne stawki za przewozy, inny zakres obowiązków. Praca ciężka, ale ma swoje zalety: Nie ma oczekiwania po truckstopach na ładunek, jestem w domu w każdy weekend plus zwykle jedna, lub dwie noce w tygodniu, zarobki lepsze niż przy wożeniu "general freight" i po raz pierwszy od dwudziestu paru lat nie boli mnie głowa skąd wziąć pieniądze na paliwo, opony, naprawy, kolejną ratę za trucka, podatki drogowe, opłaty, itd, itp...

To tyle mojej historii pracy w USA. Natomiast w Polsce...

W 1977 roku zacząłem pracować w Łączności, obsługując pocztę dworcową w Krakowie i zbierając pocztę z urzędów w okolicach Ojcowskiego Parku Narodowego.

Nie pamiętam już dat, ale pewnie po jakimś roku przeniosłem się do Transbudu, gdzie pracowałem jako pomocnik operatora dźwigu, pomocnik kierowcy na ciągniku balastowym Tarta 813, spedytor, kierowca ZiŁa (całe trzy dni :lol: ), kierowca dyrektora, na Fiacie 125 P 1300 i kierowca w Dziale Głównego Dyspozytora, jeżdżąc UAZem i Żukiem.

Kilka miesięcy przed wyjazdem, w 81 roku, przeniosłem się do praywatnej firmy pana Zasady, Marold, gdzie miałem jeździć, gdy dokupią nową ciężarówkę, albo gdy się zwolni jakiś kierowca. Marold miał tylko dwa auta, Mercedesa T1, poprzednika Sprintera i Stara 200. Nie doczekałem się na nowe auto, do końca pracy w Maroldzie byłem "bramkarzem", otwierając szeroko wrota szefowi i innym legendom sportu motoryzacyjnego, pracującym w Maroldzie, lub w innych podobnych "firmach polonijnych" i odwiedzającym Zasadę, jak pan Bień, Smorawiński, czy Varisella.
Ostatnio zmieniony 21-08-12, 12:22 przez hiob, łącznie zmieniany 1 raz.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

ODPOWIEDZ