Wątpliwości w wierze

Tutaj są dyskusje na temat wiary. Masz jakieś pytania dotyczące nauki Kościoła, na temat chrześcijaństwa, sekt, wiary, a także komentarz na temat jakiegoś tekstu z mojej stronki? Tutaj możesz wyrazić swoje opinie i zadać pytania.

Moderator: Marek MRB

Jacek

Post autor: Jacek » 09-02-14, 23:31

konik pisze: Kim byl Kopernik
...kobietą ?
:-D ;-) :-P

Marek MRB
Administrator
Posty: 1320
Rejestracja: 22-03-11, 00:44
Lokalizacja: Gdynia
Kontakt:

Post autor: Marek MRB » 10-02-14, 01:18

standi231 pisze:Dzięki wam za wszystko ale powiedzcie jak to jest skoro wiara nie wyklucza nauki to ctemu kościół nie uznaje heliocentryzmu który jest prawda i naukowcy go uznają za pprawdziwy.Jak to jest?
Nie odpowiem, zanim nie skończymy poprzedniego tematu.
Pytałeś o rzekome założenie Kościoła w IV wieku i czy to prawda że miał on być tylko "nie z tego świata" (czyli bez organizacji).
Ja Ci odpowiedziałem tak:
Podałem Ci link do opracowania Jana Lewandowskiego pt. "Chrześcijaństwo bezwyznaniowe" ( http://www.apologetyka.katolik.pl/dysku ... wyznaniowe ).
Twierdziłeś że je czytałeś. Jak odczytujesz to co tam napisano - są tam dowody biblijne na to że organizacja "na tym świecie" Kościoła istniała od poczatku.
Czy to Ci wystarcza, a jeśli nie to czemu?


CZEKAM NA ODPOWIEDŹ
pozdrawiam serdecznie
Marek
www.analizy.biz

RECEPTĄ NA AKTYWNĄ ROLĘ KOŚCIOŁA, JAKĄ MA ON DO SPEŁNIENIA, NIE JEST JEGO REFORMA, DO CZEGO WZYWAŁY KOŚCIOŁY PROTESTANCKIE, ALE POSŁUSZEŃSTWO, DO CZEGO WZYWAŁ KOŚCIÓŁ WCZESNOCHRZEŚCIJAŃSKI

standi231
Przyjaciel forum
Posty: 100
Rejestracja: 11-12-13, 17:35
Lokalizacja: szczecin

Post autor: standi231 » 10-02-14, 08:07

Tak Marek wystarczy mi dzięki.Teraz o ten heliocentryzm konik mówi że głupoty ale na wikipedi pisze o tak
W 1616 r. został oficjalnie potępiony przez Kościół jako zagrożenie dla wiary.
Galileusz który wierzyl w Heliocentryzm został stracony.
Więc tego nie rozumiem kompletnie dlaczego to odrzucili przecież nauka i wiara się nie wykluczaja nie rozumiem.Powiem szczerze całą noc nie spałem myślac nad tym.
Ostatnio zmieniony 10-02-14, 08:09 przez standi231, łącznie zmieniany 1 raz.
Bartek

Awatar użytkownika
eutych
Przyjaciel forum
Posty: 159
Rejestracja: 18-06-11, 22:07
Lokalizacja: Śląsk

Post autor: eutych » 10-02-14, 12:23

standi231 pisze:Galileusz który wierzyl w Heliocentryzm został stracony.
Pierwsze słyszę.
"Chodźcie i spór ze Mną wiedzcie! - mówi Pan" (IZ. 1,18)

standi231
Przyjaciel forum
Posty: 100
Rejestracja: 11-12-13, 17:35
Lokalizacja: szczecin

Post autor: standi231 » 10-02-14, 13:27

Może nie stracony przeprszam potępiony.
Bartek

Awatar użytkownika
konik
Przyjaciel forum
Posty: 2390
Rejestracja: 16-12-10, 21:14
Lokalizacja: neunkirchen

od konika

Post autor: konik » 10-02-14, 16:25

Kopernik drogi Jacku na pewno nie byla kobieta i facetem :-D - ich glaube nach ihr - sie ist eine Frau gewesen oder ein Mann dazu ... ( czyli pci zenskie takiej i meskiej owakiej - wedlug nowej mody :mrgreen: )
Drogi standi - a przeczytales u cioci wiki , jakie powody byly nieprzyjecie od razu teorii heliocentrycznej? I ze za tym stalo ogolne przeswiadczenie swiata nauki, ... ktore dopiero rozwoj pozniejszych badan i odkryc doprowadzil do zmiany postawy i juz w XVIIw. teoria heliocentryczna zostal przyjeta. Ze wzgledow religijnych tom potepiali luteranie i protestantyzm anabaptystyczny ( protoplasci dzisiejszych kosciolow np: zielonoswiatkowego czy baptystycznego).
A przeczytales juz ksiazke , ktora Tobie polecilem? Posluchales rowniez zalecen Marka i Twina?
Daj znac - czy przykladasz sie troche do poznania odpowiedzi na pytania. Na razie wstrzymaj sie z nowymi przez jakies dwa tygodnie i zacznij zglebiac to, na co juz jakies wyjasnienie tutaj otrzymales.
Trzymaj sie . Pozdrawiam serdecznie.
Ostatnio zmieniony 10-02-14, 16:27 przez konik, łącznie zmieniany 1 raz.
konik

Anteas

Post autor: Anteas » 10-02-14, 16:28

jacek79 pisze:
konik pisze: Kim byl Kopernik
...kobietą ?
:-D ;-) :-P
Nic nie wiem na temat płci Mikołaja Kopernika, ale podobno Einstein też był kobietą :mrgreen:

standi231
Przyjaciel forum
Posty: 100
Rejestracja: 11-12-13, 17:35
Lokalizacja: szczecin

Post autor: standi231 » 10-02-14, 17:02

Koniku przepraszam ale przez jakiś czas nie będe mógł siedzieć na komputerze tylko sprawdzał na telefonie (na którym nie moge pisac komentarzy).Zadam wam pytania które mnię gnębią i obiecuje więcej nie będzie ale błagam was odpowiedzcie na wszystkie wiem że miało być 1 na raz ale błagam was chcę być troche spokojniejszy znając odpowiedź.
1.Koniku nie zrozumiałem twojej odpowiedzi znaczy zrozumiałem tak że protestanci odrzucili tą teorie a KK też?Nadal ją odrzuca?
2.Czemu świetujemy niedziele a nie szabat?
Jest taka ciekawa wypowiedz jednego chłopaka
Ja myślę że niedzela dlatego że wtedy zmartwychstał Jezus ale wojtek daje kontrargumenty.
Mam na imię Wojtek i jestem katolikiem.

W przekonaniu o zamianie soboty na niedziele ksiądz nie pomógł. Mam ze święceniem niedzieli, a w zasadzie z nieświęceniem soboty duży problem.

Niestety to, iż w ewangeliach Jezus nakazał «To czyńcie na moją pamiątkę. To jest Ciało moje...» nie jest argumentem o zaprzestaniu święcenia soboty. Przecież Jezus mówił – Mt. 5:17 Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków... Dla mnie gdyby tak było – to Jezus zaprzecza sam sobie. Mówił o przestrzeganiu Prawa a jednocześnie nakazał święcenie niedzieli. Pragnę również zwrócić uwagę na ten fragment pisma kiedy Jezus mówił o powtórnym przyjściu – Mt 24:20 " A módlcie się, żeby ucieczka wasza nie wypadła w zimie albo w szabat." Dla Jezus sobota w tym fragmencie Biblii jest wyjątkowa. Nie wiem dlaczego? Uważam, że nie jest to przypadek. Jezus nakazuje się modlić "za" sobotę, nie niedzielę.

Przecież Jezus świętował sobotę – zob. Mt. 12:1-14. Różnił się z faryzeuszami co do sposobu uświęcania sabatu. Jezus mówił, że Syn Człowieczy jest Panem sabatu. Może Jezus też uświęcił sobotę zmartwychwstając w niedzielę?

Odnośnie niewiast, to właśnie jest argument za święceniem soboty. Nie poszły w sobotę do grobu ale ją uświęciły i poszły dopiero w niedzielę. Proszę zauważyć, iż kobiety nie wiedziały, że Jezus zmartwychwstał. Jest różnica między namaszczeniem ciała dzień po śmierci i dwa dni po śmierci.

Odnośnie Didache – "Zebrani w dzień Pana..." – może należy święcić sobotę, a w niedzielę zebrać się na łamaniu chleba. Może dla apostołów święcenie soboty było czymś tak oczywistym, że nie przyszło im nawet na myśl aby zebrać się w sobotę.

Jeszcze jeden cytat z 18 sierpnia 2002 r. usłyszany w kościele, tym razem z Iz 56,1.6-7 Przyjęcie pogan przez Pana. "...Cudzoziemców zaś, którzy się przyłączyli do Pana, ażeby Mu służyć i ażeby miłować imię Pana i zostać Jego sługami – wszystkich zachowujących szabat bez pogwałcenia go i trzymających się mocno mojego przymierza, przyprowadzę na moją Świętą Górę i rozweselę w moim domu modlitwy. Całopalenia ich oraz ofiary będą przyjęte na moim ołtarzu, bo dom mój będzie nazwany domem modlitwy dla wszystkich narodów." To wszystkie narody mają święcić sobotę czy nie? Skoro można było zmienić Mszę. Zachowujemy szabas, a w niedzielę do kościoła, wspominać zmartwychwstanie (sobota wieczorem to już niedziela).

3.Dlaczego w Ewangeli Marka napisane jest że dwoje innych ukrzyzowanych drwilo z Jezusa a u Łukasza że jedn z ukrzyzowanych prosil o pomoc?
4.Dlaczego Jezus powiedział do złoczyncy Dzis ze mna bedziesz w raju skoro on do nieba wstapil po 40 dniach?
Błagam was możecie mnie nie lubic moich zachowan itd...,ale błagam was odpowiedzcie na te pytania są tylko 4.
Bartek

Marek MRB
Administrator
Posty: 1320
Rejestracja: 22-03-11, 00:44
Lokalizacja: Gdynia
Kontakt:

Post autor: Marek MRB » 10-02-14, 19:39

1.
Pierwotny grecki model kosmologiczny opierał się na trzech założeniach:
  • Założenie nieruchomości Ziemi (uważano że dowodami są tu: brak stałego wiatru wschodniego oraz odchylenia na wschód spadających przedmiotów)
  • Założenie centralnego położenia Ziemi w kosmosie (wynikające z wizualnego postrzegania sfery niebieskiej)
  • Założenie jednostajności i kolistości torów ciał niebieskich

    Niestety, już starożytne obserwacje dowiodły, iż ruch pojedynczych planet nie jest jednostajny. Wówczas narodziła się teoria mówiąca iż każdy z ruchów da się odwzorować jako złożenie kilku jednostajnych ruchów kołowych. W wyniku kilkusetletnich prac naukowców starożytnej Grecji dopracowano się modelu Ptolemeusza, który stanowił podstawę do obliczeń astronomicznych aż do XVI wieku.

    Teoria Ptolemeusza nie była jednak do końca spójna – był to raczej zbiór modeli dla poszczególnych ciał niebieskich. Pojedynczy model składał się z koła otaczającego Ziemię (koło to było niewspółśrodkowe i nazywano je deferentem). Po takiej trajektorii poruszał się środek mniejszego koła (epicyklu) po którym poruszała się planeta (jej ruch był złożeniem ruchu po deferencie i epicyklu). Wszelkie niezgodności z obserwacjami usuwano dodając kolejne epicykle.

    Zapyta ktoś : jak to możliwe, by model całkowicie błędny (geocentryczny) dawał – stosunkowo dokładne jak na owe czasy – wyniki obliczeniowe ?
    Otóż model Ptolemeusza (zakładający istnienie dodatkowych sfer – epicykli), choć błędny kosmologicznie, był matematycznie poprawny – rzeczywiście niemal każdy ruch można rozłożyć na złożenie ruchów. Co więcej, da się w ten sposób przeprowadzić transformację modelu heliocentrycznego na geocentryczny ! (ruch przecież jest zawsze względny…)
    Koncepcja Ptolemeusza posiadała jednak sporo niespójności, które zaczęto dostrzegać w świecie uniwersyteckim.
    2.
    System opracowany przez Kopernika zakładał zupełnie inną budowę modelu ze względu na umieszczenie Słońca w jego centrum. Kopernik zachował jednak samą koncepcję geometryczną (a także konstrukcję sfer krystalicznych).
    Podkreślić należy że Kopernik wysnuł swoje wnioski dokonując stosunkowo niewielkiej liczby obserwacji. Jego teoria była raczej genialną intuicją. I – co jest bardzo ważne dla omawianego zagadnienia – wyniki stosowania teorii Kopernika gorzej zgadzały się z obserwacjami niż obliczenia wynikające ze zreformowanej teorii Ptolemeusza z epicyklami !
    Kopernik ogłosił swoje koncepcje jako teorię – bez dowodów.


    Nawiasem mówiąc: Pierwszy bezdyskusyjny dowód na to, że Ziemia się kręci wokół słońca pochodzi dopiero z 1748 roku. 100 lat po Koperniku Foucault udowodnił ruch własny Ziemi (słynne wahadło) a Kepler wprowadzając orbity eliptyczne zgrał pomysł Kopernika z obserwacjami (niestety, teoria kopernikańska była nie do przełknięcia dla protestanckiego Kolegium Teologicznego w Tybindze, skąd Keplera usunięto)

    3.
    Kościół Katolicki (przynajmniej początkowo) odniósł się życzliwie do teorii kanonika z Fromborka. Wspierali ją m.in. papieże Klemens VII (pontyfikat 1523-1534) oraz Paweł III (1534-1549). Na swoje dzieło "O obrotach sfer niebieskich" Kopernik uzyskał w 1534 roku oficjalne imprimatur, został też mianowany członkiem Akademii Papieskiej w Rzymie .
    (W wielu opracowaniach można się natknąć na informację, jakoby Kopernik bał się opublikować swoją teorię za życia i dlatego dopiero na łożu śmierci wydał swoje dzieło "O obrotach…". Tymczasem astronom już na około 30 lat przed śmiercią podał zarys teorii heliocentrycznej w rozprawie Commentariolus. Nie została ona wydrukowana (koszty!), lecz była rozpowszechniana w odpisach w kręgach specjalistów.)

    4
    Co ważne, Teorii Kopernika Kościół nigdy nie potępił. Owszem, na fali kontrowersji związanych z przedstawianiem jej jako udowodnionej przez Galileusza, "O obrotach…" zostało w roku 1616 (a nie jak napisano w zarzucie w 1615) wciągnięte na indeks ksiąg zakazanych "do czasu wprowadzenia poprawek".
    Jakie to były zmiany ?
    "Poprawki, jakich potrzebowało dzieło astronoma z Torunia, nie dotyczyły treści naukowych, lecz jedynie pewnych wyrażeń, które — tam, gdzie przedstawiały nowy system jako niepodważalną prawdę — należało wykreślić albo złagodzić" . /za L.Pastor/
    Na przykład: tytuł rozdziału 11 o brzmieniu "O wyjaśnieniu potrójnego ruchu Ziemi" zlecono zmienić na "O hipotezie potrójnego ruchu Ziemi"

    5
    Po wprowadzeniu tych poprawek (rok 1620) dzieło Kopernika dopuszczono do czytania i nauczania (np. na początku XVII wieku Wielki Inkwizytor Hiszpanii założył na Uniwersytecie w Salamance Wydział Nauk Przyrodniczych, na którym nauczano teorii kopernikańskiej).
    Po udowodnieniu teorii dekret wprowadzający poprawki został wycofany przez Inkwizycję (rok 1757) – ponieważ teraz już głoszenie że to nauka, a nie tylko teoria było zgodne z prawdą.

    Warto zapamiętać:
    Kościół nie sprzeciwiał się teorii heliocentrycznej, lecz – zgodnie z wiedzą ówczesnej nauki – sprzeciwiał się głoszeniu jej jako udowodnionej. Dlatego nie zakwestionował teorii w chwili jej wydania, tylko w chwili gdy zinterpretowano ją (już po śmierci Kopernika) jako pewnik i wykorzystano jako pretekst do nieuzasadnionych twierdzeń teologicznych .
    W momencie gdy nauka zaaprobowała teorię heliocentryczną jako pewną, Kościół również wycofał swoje zastrzeżenia.

    6
    Inna sprawa ze był to szok kulturowy. Najlepszym dowodem jest paniczna reakcja protestantów. Marcin Luter o Koperniku : "Ludzie słuchają improwizowanego astrologa, który za wszelką cenę chce udowodnić, ze to nie niebo się kreci, lecz ziemia. Aby wystawić na pokaz inteligencję, wystarczy coś wymyślić i podać to jako pewnik. Ów Kopernik, w swojej głupocie, chce zburzyć wszystkie zasady astronomii."
    Filip Melanchton, współpracownik Lutra, wzywał nawet do interwencji władze świeckie: "Niektórzy sądzą, że to znakomite wypracować rzecz tak absurdalną, jak ów sarmacki astronom, który porusza Ziemię i zatrzymuje Słońce. Zaiste, mądrzy władcy powinniby powściągnąć utalentowaną lekkomyślność". Także Andrzej Osjander i Jan Kalwin zdecydowanie odrzucili koncepcję heliocentryczną.
    Nawet sam Galileusz miał napisać w pewnym momencie: "Nie mogę wyjść z podziwu dla tych, którzy przyjęli doktrynę heliocentryczną wbrew temu, co podpowiadają zmysły" .

    7
    Mimo przytoczonych wyżej faktów, pozostaje (chyba słuszna) wątpliwość czy Kościół winien się w ogóle mieszać w ów spór naukowców (nawet jeśli teoria Kopernika była nieudowodniona i w zasadzie stanowisko Kościoła było zgodne z zasadami nauki iż nie należy głosić jako udowodnione teorii nieudowodnionych).
    Otóż – nie powinien.
    Mechanizm sprawy był jednak jak najbardziej "świecki". Aby to zrozumieć,trzeba wyimaginować sobie sytuację w świecie nauki w XVI wieku. Wbrew często lansowanym opiniom w Kościele nie tylko nie było wówczas niechęci do nauki, lecz przeciwnie - Kościół w pewnym momencie był niemal wyłącznym jej sponsorem. Powstała sytuacja że właściwie wszyscy naukowcy byli albo duchownymi albo (tak jak Kopernik) utrzymywali się z pracy w Kościele lub na kościelnych uniwersytetach.
    W przypadku teorii heliocentrycznej Kopernik miał wielu oponentów naukowych - którzy jednak mieli wpływ na administrację kościelną.
    Kto zna środowisko naukowe wie że spory w tym gronie bywają mało szarmanckie. W tym wypadku po prostu naukowcy użyli swoich wpływów by pokonać "przeciwników" wykorzystując Kościół.
    Jak silne i jak wpływowe było to środowisko a przy tym przywiązane do tradycyjnych teorii świadczy sprawa Ramusa. Ów uczony, ze względu na niechęć do Arystotelesa stracił pracę w Kolegium Francuskim. Niewiele myśląc postanowił udać się na uczelnię kalwińską do Genewy. Na miejscu okazało się że aby wykładać musi złożyć… przysięgę na Arystotelesa.
    8
    GALILEUSZ
    Podobnie jak w przypadku tekstu kopernikańskiego "O obrotach…" od Galileusza żądano nie tyle wyrzeczenia się teorii heliocentrycznej lecz głoszenia (zgodnie z prawdą i ówczesną wiedzą naukową) koncepcji heliocentrycznych jako hipotez, a nie faktu dowiedzionego (Galileusz powoływał się – jak dziś wiemy całkowicie błędnie - na "dowód" z pływów morskich).
    Uczony nie przejął się żądaniami i opublikował dzieło przedstawiając teorię heliocentryczną jako udowodnioną (dodajmy – nie przedstawiając dowodów naukowych, czego od niego żądano), za co został pozwany przed sąd inkwizycyjny (być może dodatkowym impulsem było to iż opublikował swoje poglądy w drastycznie prześmiewczej wobec naukowców propagujących model Ptolemeusza – takich rzeczy świat nauki nie wybacza).

    Dla tych, którym się wydaje iż dziś jest inaczej przykład współczesny; izraelski uczony Daniel Shechtman otrzymał nagrodę Nobla z chemii w 2011 roku za odkrycie kryształów o symetrii pięciokrotnej. Do chwili odkrycia nauka negowała możliwość ich istnienia. Gdy młody uczony podzielił się wynikami swych obserwacji ze społecznością uniwersytecką, został… zmuszony do zmiany pracy. Opuścił w niesławie Waszyngton, napiętnowany przez kierownictwo swojej grupy badawczej jako człowiek który "przynosi wstyd kolegom". Nawet po powrocie do Izraela miał poważne trudności z opublikowaniem swoich badań – a gdy wreszcie Psychical Reviev Letters zgodził się na publikację, środowisko naukowe nie zaakceptowało przedstawionych faktów. Jeden z największych autorytetów krystalografii, dwukrotny laureat Nagrody Nobla (z fizyki i pokojowej) nazwał Schechtmana "kwazinaukowcem".

    Wcześniej, gdy Galileusz przedstawiał swoje teorie jako hipotezy otrzymywał wsparcia ze strony Kościoła; otrzymał nawet list gratulacyjny od Maffeo Barberiniego (późniejszego papieża Urbana VIII). Także jezuiccy astronomowie wspierali jego teorie.

    9
    2. Wyrok jaki otrzymał Galileusz to areszt domowy (z prawem wychodzenia do miasta – spędzał go zresztą w gościnie w domu swego przyjaciela - arcybiskupa ) oraz to że przez 3 lata musiał odmawiać raz w tygodniu 7 (słownie: siedem) psalmów (uczony zresztą przyzwyczaił się do tej praktyki i odmawiał je do końca życia) .

    10
    O podejściu do sprawy nieźle świadczy cytat z listu doktora i świętego Kościoła Roberta Bellarmino do karmelity Foscariniego :
    "Zważ Ojcze, byście z panem Galileuszem działali ostrożnie i zadowolili się mówieniem ex suppositione, nie zaś w sposób kategoryczny, jak to, o czym zawsze byłem przekonany, czynił Kopernik. Albowiem twierdzenie, iż przy założeniu ruchu Ziemi i spoczynku Słońca lepiej bronią się pozory niż poprzez ekscentryczności i epicykle jest całkowicie słuszne. Głoszenie jednak, że Słońce naprawdę jest w środku Wszechświata i że obraca się jedynie wokół własnej osi, nie wędrując ze wschodu na zachód, a z kolei Ziemia jest w trzecim niebie i krąży z dużą szybkością dookoła Słońca, to wystawianie się na wielkie niebezpieczeństwo... oskarżenia Pisma Świętego o błąd". "Gdyby istniał prawdziwy dowód na to, że Słońce jest w środku Wszechświata, a Ziemia w trzecim niebie, i że to nie Słońce krąży wokół Ziemi, ale Ziemia wokół Słońca, trzeba by z wielką rozwagą podejść do wyjaśniania tych ustępów Pisma, które wydają się temu przeczyć, i oznajmić raczej, że ich nie rozumiemy, niż zadawać kłam temu, co dowiedzione. Ale ja nie wierzę w taki dowód, póki nie zostanie mi przedstawiony. Bo dowodzić, że przez umieszczenie Słońca w środku świata, a Ziemi na niebie, ocalone zostaną pozory, to nie to samo, co dowieść, że w istocie Słońce jest centrum, a Ziemia na niebie"

    11
    Dzieła Galileusza otrzymały imprimatur w roku 1751 (papież Benedykt IV)

    12
    Jak wspomniałem powyżej, właściwie żądanie skierowane przez Kościół do Galileusza odpowiadało standardom współczesnej nauki; żądano aby zarówno heliocentryzm, jak i terracentryzm przedstawiał - zgodnie z ówczesnymi danymi naukowymi - jako hipotezy, a nie udowodnione fakty.
    Warto wiedzieć, że takie sławy jak Kartezjusz czy Francis Bacon stanowczo wypowiadali się przeciw teorii Kopernika. Luteranie z Uniwersytetu w Tybindze uczcili wyrok na Galileusza uroczystym bankietem.
    Według mnie, błąd był w całkiem innym miejscu - administracja kościelna powinna mieć tyle rozsądku aby nie dać się wmieszać przez zwaśnionych naukowców w ten spór (i w ogóle nie wypowiadać się w sprawach w których nie była kompetentna).
    Dziś zresztą widzimy ten błąd a rebous; ludzie np. fizyki usiłują przypisywać sobie kompetencje wyrokowania o wierze. Jest to dokładnie ten sam rodzaj błędu, jaki wówczas popełniał Kościół... Ale to już inna, dużo dłuższa rozmowa.
    Mimo wszystko wydaje się bezspornym, że administracja kościelna nie powinna była używać środków kościelnych dla wsparcia jednej ze stron sporu naukowego – i na tym polega wina Kościoła (za którą przepraszał m.in. papież Jan Paweł II).

    13
    Jest coś niezwykłego w tym, iż ponad połowa wykształconych Polaków twierdzi że Galileusza… spalono na stosie. Poza Polską jest jeszcze gorzej; tezę o rzekomej śmierci Galileusza na stosie podaje w badaniach aż 80% amerykańskich studentów i 97% mieszkańców Unii Europejskiej.

    ===================================
    Czy to wyjaśnienie Cię przekonuje?
    Jeśli tak, jakie JEDNO następne pytanie chciałbyś, bym omówił?
pozdrawiam serdecznie
Marek
www.analizy.biz

RECEPTĄ NA AKTYWNĄ ROLĘ KOŚCIOŁA, JAKĄ MA ON DO SPEŁNIENIA, NIE JEST JEGO REFORMA, DO CZEGO WZYWAŁY KOŚCIOŁY PROTESTANCKIE, ALE POSŁUSZEŃSTWO, DO CZEGO WZYWAŁ KOŚCIÓŁ WCZESNOCHRZEŚCIJAŃSKI

standi231
Przyjaciel forum
Posty: 100
Rejestracja: 11-12-13, 17:35
Lokalizacja: szczecin

Post autor: standi231 » 10-02-14, 22:24

Tak pasuje dzięki marek.
Czemu świetujemy niedziele a nie szabat?
Jest taka ciekawa wypowiedz jednego chłopaka
Ja myślę że niedzela dlatego że wtedy zmartwychstał Jezus ale wojtek daje kontrargumenty.
Mam na imię Wojtek i jestem katolikiem.

W przekonaniu o zamianie soboty na niedziele ksiądz nie pomógł. Mam ze święceniem niedzieli, a w zasadzie z nieświęceniem soboty duży problem.

Niestety to, iż w ewangeliach Jezus nakazał «To czyńcie na moją pamiątkę. To jest Ciało moje...» nie jest argumentem o zaprzestaniu święcenia soboty. Przecież Jezus mówił – Mt. 5:17 Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków... Dla mnie gdyby tak było – to Jezus zaprzecza sam sobie. Mówił o przestrzeganiu Prawa a jednocześnie nakazał święcenie niedzieli. Pragnę również zwrócić uwagę na ten fragment pisma kiedy Jezus mówił o powtórnym przyjściu – Mt 24:20 " A módlcie się, żeby ucieczka wasza nie wypadła w zimie albo w szabat." Dla Jezus sobota w tym fragmencie Biblii jest wyjątkowa. Nie wiem dlaczego? Uważam, że nie jest to przypadek. Jezus nakazuje się modlić "za" sobotę, nie niedzielę.

Przecież Jezus świętował sobotę – zob. Mt. 12:1-14. Różnił się z faryzeuszami co do sposobu uświęcania sabatu. Jezus mówił, że Syn Człowieczy jest Panem sabatu. Może Jezus też uświęcił sobotę zmartwychwstając w niedzielę?

Odnośnie niewiast, to właśnie jest argument za święceniem soboty. Nie poszły w sobotę do grobu ale ją uświęciły i poszły dopiero w niedzielę. Proszę zauważyć, iż kobiety nie wiedziały, że Jezus zmartwychwstał. Jest różnica między namaszczeniem ciała dzień po śmierci i dwa dni po śmierci.

Odnośnie Didache – "Zebrani w dzień Pana..." – może należy święcić sobotę, a w niedzielę zebrać się na łamaniu chleba. Może dla apostołów święcenie soboty było czymś tak oczywistym, że nie przyszło im nawet na myśl aby zebrać się w sobotę.

Jeszcze jeden cytat z 18 sierpnia 2002 r. usłyszany w kościele, tym razem z Iz 56,1.6-7 Przyjęcie pogan przez Pana. "...Cudzoziemców zaś, którzy się przyłączyli do Pana, ażeby Mu służyć i ażeby miłować imię Pana i zostać Jego sługami – wszystkich zachowujących szabat bez pogwałcenia go i trzymających się mocno mojego przymierza, przyprowadzę na moją Świętą Górę i rozweselę w moim domu modlitwy. Całopalenia ich oraz ofiary będą przyjęte na moim ołtarzu, bo dom mój będzie nazwany domem modlitwy dla wszystkich narodów." To wszystkie narody mają święcić sobotę czy nie? Skoro można było zmienić Mszę. Zachowujemy szabas, a w niedzielę do kościoła, wspominać zmartwychwstanie (sobota wieczorem to już niedziela).
Bartek

Marek MRB
Administrator
Posty: 1320
Rejestracja: 22-03-11, 00:44
Lokalizacja: Gdynia
Kontakt:

Post autor: Marek MRB » 12-02-14, 03:44

DOść - mam nadzieję - wyczerpujący tekst na temat szabatu i niedzieli zamieściłem tu http://analizy.biz/marek1962/niedziela.pdf
POdaję w nim:
  • Uzasadnienia biblijne
  • spojrzenie teologiczne
  • dowody z pism wczesnochrześcijańskich, ze tak było od początku chrześcijaństwa
  • odpowiedź na najczęstsze zarzuty (znajdziesz tam m.in. wyjasnienie wypowiedzi Jezusa o ucieczce w szabat)
Daj proszę znać czy Ci to wystarczyło.[/list]
Ostatnio zmieniony 12-02-14, 03:45 przez Marek MRB, łącznie zmieniany 1 raz.
pozdrawiam serdecznie
Marek
www.analizy.biz

RECEPTĄ NA AKTYWNĄ ROLĘ KOŚCIOŁA, JAKĄ MA ON DO SPEŁNIENIA, NIE JEST JEGO REFORMA, DO CZEGO WZYWAŁY KOŚCIOŁY PROTESTANCKIE, ALE POSŁUSZEŃSTWO, DO CZEGO WZYWAŁ KOŚCIÓŁ WCZESNOCHRZEŚCIJAŃSKI

standi231
Przyjaciel forum
Posty: 100
Rejestracja: 11-12-13, 17:35
Lokalizacja: szczecin

Post autor: standi231 » 12-02-14, 14:53

Dzięki wielke Marek na pewno starczy.
Teraz mam pytanie o faustyne kowalską
Znalazłem takie badania jakiegos profestora

O siostrze Faustynie (Helenie Kowalskiej, 1905-1938) wiem tyle, ile
wyczytałem z jej pamiętnika. Niemniej to, czego się dowiedziałem z lektury,
pozwala mi jako psychiatrze stwierdzić, iż autorka "Dzienniczka" była dotknięta
zaburzeniami psychicznymi. Najbardziej ewidentne objawy tych zaburzeń to omamy,
czyli halucynacje wzrokowe i słuchowe o treści religijnej. Te omamy pojawiają
się tutaj na tle cyklicznych zaburzeń nastroju, które okresowo wyrażają się w
przeżywaniu "niepojętej radości", poczuciu szczególnego wybrania (np. "Ja mam
zająć miejsce w ołtarzu"), wreszcie nadzwyczajnej misji: "Przygotujesz świat na
ostateczne przyjście Moje". Będąc w nastroju podwyższonym siostra Faustyna
nawet czyni cuda: ucisza burzę, tak jak Pan Jezus na jeziorze Genezaret.
Nastrój ten mija. Bez uchwytnej przyczyny zewnętrznej "zaczyna się
ściemniać w duszy mojej"; pojawia się myśl, "że jestem przez Boga odrzucona".
Jak wyznaje - "zaczęły mnie ogarniać lęki prawdziwie śmiertelne (...), rozpacz
zawładnęła całą duszę moją, prawdziwie przeżywam męki piekielne". Pojawiają się
w tym stanie natręctwa myślowe: "Cały rój myśli niedorzecznych cisnął mi się do
głowy i całą moją medytację przewalczyłam". Tym myślom towarzyszą
skrupuły: "Com pomyślała, zdawało mi się grzechem". To przechodzenie od jednego
stanu do drugiego dokonywało się u niej wielokrotnie.
Siostra Faustyna pisze o swojej "walce": "Zaczynam dzień walką, kończę go
walką, zaledwie się uprzątnę z jedną trudnością, to na jej miejsce powstaje
dziesięć do zwalczenia". Z czym walczy? Z grzechami: "I dał mi Jezus poznać, za
jakie grzechy podda się biczowaniu, są to grzechy nieczyste"; "Poznałam (...)
grzech zmysłowy (...) grzech pychy (...) grzech nienawiści". Prawdopodobnie
jest to projekcja własnych impulsów, z którymi autorka walczy przez surową
pokutę. Sama zdaje sobie z tego sprawę: "O Jezu mój, jak bardzo jestem skłonna
do złego, i to mnie zmusza do ustawicznego czuwania nad sobą". Można
przypuszczać, że gdyby siostrę Faustynę, jeszcze jako dziecko, nie uczono na
lekcjach religii, że świętość polega na wyzbyciu się popędu seksualnego, nie
uważałaby siebie za "tak bardzo skłonną do złego", nie musiałaby "prowadzić
nieustanną walkę" i być może nie doświadczałaby patologicznych skrupułów.
Siostra Faustyna obrała heroiczną drogę zmagania się z depresyjnym
nastrojem i natrętnymi myślami. Z jednej strony było to umartwianie się do
granic wytrzymałości, z drugiej zaś - ucieczka w błogostan z podwyższonym
poczuciem własnej wartości i z przekonaniem o szczególnym wybraniu. W
błogostanie pojawia się wątek erotyczny, np. gdy siostra Faustyna słyszy głos
Jezusa, który jej oznajmia: "W tak szczególny sposób łączę się z tobą i
obcuję", na co wybranka odpowiada: "Rozpływam się w Nim jak jedna kropla w
oceanie".
Jakkolwiek siostra Faustyna zna inne "grzechy", to "grzech nieczystości"
wydaje się wysuwać na plan pierwszy. Chce być świętą, a w jej przekonaniu stan
taki polega przede wszystkim na sterylności seksualnej. Świadczy o tym m.in.
hymn, który wyśpiewuje na własną (!) cześć: "O, jak piękna śliczność
twoja, /ty - czysta oblubienica Moja (...) Ponad dziewiczość nie widzę nic
wielkiego, /jest to kwiat wyjęty z Serca Bożego". Można to określić jako
sublimację popędu.
Wbrew opinii siostry Speranzy, przytoczonej w "Przedmowie" przez ks.
kard. Deskura, jakoby siostra Faustyna należała do "dusz prostych", mamy tu do
czynienia z osobą wprawdzie niewykształconą, ale inteligentną, spostrzegawczą,
potrafiącą analizować własne stany psychiczne.
Godne uwagi są spostrzeżenia siostry Faustyny dotyczące spowiedzi i
spowiedników. Przede wszystkim siostra Faustyna zauważa, że bardzo trudno
nawiązać kontakt z osobą w depresji: "Teraz ogarnia duszę straszna ciemność.
(...) Wszystkie męki i katusze świata są niczym w porównaniu z tym uczuciem, w
którym ona jest cała pogrążona"; "Mistrzyni, która przeraziła się moim
widokiem, posłała mnie do spowiedzi, jednak spowiednik mnie nie rozumie, nie
doznaję cienia ulgi". "Spowiednik mało zna drogi nadzwyczajne i okazuje
zdziwienie, jeżeli dusza odsłoni mu te wielkie tajemnice, jakich Bóg dokonywa w
duszy". Wyczuwa ona, że spowiednik uspokaja ją, a sam nie ma pewności. Albo -
co mi się zdarzyło - że spowiednik, nie mogąc przeniknąć niektórych tajemnic
duszy - odmawia jej spowiedzi, okazuje jakąś bojaźń przed zbliżeniem się takiej
duszy do kratki. Przeszkadza jej to, "że spowiednik nie pozwoli się szczerze
wypowiedzieć, okazuje zniecierpliwienie. Dusza wtedy milknie. (...) Miałam
niektóre próby (rady?), z których się śmiałam. (...) Spowiednik to lekarz duszy
więc jak lekarz, nie znając choroby, może dać stosowne lekarstwa?" "Są
niektórzy spowiednicy, że dopomagają duszy (...) jak wszystko idzie dobrze, a
jak dusza znajdzie się w większych potrzebach, wtenczas są jakby bezradni i nie
mogą czy nie chcą duszy zrozumieć". "Się zdarza, że spowiednik nieraz lekceważy
drobne rzeczy. Nic nie ma w życiu duchowym drobnego". "Kiedy poznałam, iż nie
jestem zrozumiana, to nie odsłaniałam swej duszy i nie mąciłam sobie spokoju".
Aby "dusza" mogła odnieść korzyść ze spowiedzi, potrzeba z jej
strony "szczerości i otwartości", "pokory" i "posłuszeństwa".
Siostra Faustyna oczekuje, że spowiednik: będzie cierpliwy i łagodny;
pozwoli na szczere wyspowiadanie się; okaże zrozumienie; będzie kompetentny;
nie będzie bał się wypowiedzi "nadzwyczajnych"; nie będzie udzielał pochopnych
rad ani pouczeń; zda sobie sprawę z własnych ograniczeń i będzie się
dokształcał. Osoba spowiadająca się, aby odnieść korzyść ze spowiedzi, powinna
być szczera i otwarta, pokorna i posłuszna. Jednak zależy to również od postawy
spowiednika. Siostra Faustyna nie zawsze była posłuszna, z niektórych rad
spowiedników po prostu się śmiała.
Postulaty siostry Faustyny chciałbym skonfrontować z postawą niezwykłego
duszpasterza. Ksiądz Bronisław Bozowski tak charakteryzuje swoje
duszpasterstwo, szczególnie osób zaburzonych psychicznie: "Nauczyłem się
słuchać ludzi z prawdziwym zainteresowaniem. (...) Ludzie nigdy się nie męczą
rozmową o nich samych. Ci, którzy do mnie przychodzą, chcą się po prostu
wygadać i ja im stwarzam taką możliwość". "Życzliwe zainteresowanie pełne
szacunku i serdeczność staje się pewną formą przyjaźni. Jest to największym
darem, jaki możemy człowiekowi dać". Taką duszpasterską przyjaźń udało się
siostrze Faustynie nawiązać z księdzem Sopoćką i księdzem Andruszem.
Jako osoba świecka nie mam doświadczenia w zakresie spowiedzi, wydaje mi
się jednak, że to, co postulujemy w odniesieniu do terapeutów, może w pewnym
stopniu dotyczyć również spowiedników. Zarówno relację spowiednik - penitent,
jak i terapeuta - pacjent możemy określić jako relację uzdrawiającą, to znaczy
mającą na celu poprawę i uporządkowanie stanu psychicznego oraz moralnego osoby
cierpiącej. Z tego powodu można postulaty siostry Faustyny pod adresem
spowiedników odnieść również do terapeutów. Bez "cierpliwości i łagodności" nie
da się nawiązać dobrego kontaktu z osobą, która zwraca się do nas o pomoc.
Terapeuta ma czas dla pacjenta, by ten mógł się swobodnie wypowiedzieć.
Siostra Faustyna domaga się, by spowiednik był kompetentny. Powinien on
zatem mieć odpowiednią wiedzę nie tylko teologiczną, ale i psychologiczną, by
nie był bezradny wobec "dróg nadzwyczajnych". Poniekąd każdy człowiek cierpiący
postępuje "drogą nadzwyczajną". Lęk przed przypadkami trudnymi tak u
duszpasterzy, jak i wychowawców czy terapeutów płynie stąd, że sami sobie
stawiamy wymóg, by znać odpowiedź na wszystkie pytania i rozwiązać problemy, z
jakimi ludzie do nas przychodzą. Stąd skłonność do stawiania ocen i dawania
pochopnych rad. Tymczasem - jak mówi ksiądz Bozowski - potrzebne jest przede
wszystkim życzliwe i rozumiejące słuchanie, które okazuje się "całą jego pomocą
i całym jego duszpasterzem".
Parę zdań należy poświęcić "drobnym rzeczom". Każdy z nas porządkuje
swoje sprawy określając jedne jako "ważne", inne zaś jako błahe, nieistotne. Z
kolei, rozmawiając z drugą osobą, usiłujemy jej świat porządkować według
naszego systemu wartości. Dajemy jej do zrozumienia, że to co dla niej jest
problemem, naprawdę jest "drobną rzeczą". W ten sposób okazujemy lekceważenie
tej osobie. Nic, co nasz rozmówca traktuje jako istotne, nie jest "drobną
rzeczą". Problemem zarówno dla spowiednika, jak i dla terapeuty, jest
występowanie skrupułów, które również siostrze Faustynie przysparzały cierpień.
Tego rodzaju nie dające się usunąć wątpliwości na pewno nie są " robnymi
rzeczami". Osoby dotknięte skrupułami autentycznie cierpią, toteż trzeba
traktować je ze zrozumieniem. Siostra Faustyna spostrzegła, że wielką wartość
miało dla niej posłuszeństwo wobec zaleceń spowiednika. Jest to zgodne z
przekonaniem spowiedników, iż stanowcze stwierdzenia i zalecenia z ich strony
przynoszą ulgę skrupulantom.
Uwagi siostry Faustyny na temat spowiedzi i spowiedników są tak
wartościowe, że dla nich samych jej "Dzienniczek" jest godzien przeczytania.
Zostały spisane w latach trzydziestych, kiedy psychoterapeuci nie dopracowali
się jeszcze wspomnianych zasad, a nic mi nie wiadomo, by podobne postulaty pod
adresem spowiedników ktoś wysuwał. Toteż uważam, że siostra Faustyna wytyczyła
tu nowe drogi.
Wartość religijna "posłannictwa siostry Faustyny - jak pisze siostra
Siepak - polega na przypomnieniu odwiecznie znanej, ale zapomnianej prawdy
wiary o miłości miłosiernego Boga do człowieka". Chciałbym na tym miejscu
dokonać psychopatologicznej analizy religijności tej zmarłej w opinii świętości
zakonnicy. To "zapomnienie" ważnej prawdy wiary stało się jednym z czynników
patologizujących życie religijne. Pośród "sześciu prawd wiary" znajdowało się
zdanie o "Bogu sprawiedliwym, który za dobro wynagradza, a za zło karze".
Natomiast o Bogu miłosiernym brakło wzmianki. Przez całe tysiąclecia w
pedagogice kościelnej dominował Bóg sprawiedliwy i karzący. Jedynie Matka Boska
miała według rozpowszechnionych wierzeń - łagodzić gniew Boga Ojca.

Ten typ religijności pozostawał w zgodzie z patriarchalną formą rodziny,
w której ojciec był przede wszystkim gwarantem ładu i sprawiedliwości. Dobrze,
gdy w takiej rodzinie była matka, która potrafiła okazać dzieciom również
czułość, zrozumienie i wyrozumiałość. Człowiek, który grzeszył "myślą, mową i
uczynkiem" wobec wszechwiedzącego Boga znajdował się na pozycji z góry
przegranej. Myśli i uczucia niełatwo poddają się kontroli, lecz Bóg natychmiast
je zauważa i - oczywiście - szykuje surową karę. Taka pedagogika, w
rzeczywistości sprzeczna z Ewangelią, stała się przyczyną wielu wypaczeń życia
duchowego, a szczególnie pojawiania się skrupułów.
Zanim siostra Faustyna rozpoczęła swoją misję, w Kościele katolickim
istniały różne nabożeństwa, które jakoby odnosiły się do Bożego
miłosierdzia. "Litania do Najświętszego Serca Pana Jezusa" zawiera 33 wezwania,
z których miłość, dobroć i miłosierdzie wspominają tylko cztery. Szereg innych
inwokacji raczej wzbudza uczucie nabożnego lęku, jak "nieskończony
majestat", "przybytek Najwyższego", "dom Boży".
Także Jezus Chrystus siostry Faustyny był przede wszystkim Bogiem
karzącym: "Gdybyś nie krępowała Moich, wiele kar spuściłbym na ziemię. Córko
moja, spojrzenie twoje rozbraja Mój gniew". Było to zgodne z ówczesnym stylem
pobożności. Prawdopodobnie taka pobożność wpajana od dzieciństwa przyczyniła
się do specyficznych zaburzeń siostry Faustyny. Siostra Faustyna broniła się
przed bólem psychicznym, stosując swoistą autoterapię. Jakkolwiek nigdy nie
wyzwoliła się od wizji Boga karzącego, to przecież była w stanie uruchamiać
szczególną siłę psychiczną, która nie tylko uwalniała ją od przerażenia, ale
wręcz napełniała radością i przekonaniem o własnej wyjątkowości. Te chwile
szczęścia pozwalały jej przetrwać okresy załamania psychicznego. Owa siła
wynikała ze wzbudzania w sobie postawy zaufania do prześladującego ją Boga. Bóg
Jezus z agresora stawał się mistycznym kochankiem zakonnicy. Jak w miłości
ziemskiej, szczególnie w jej wersji romantycznej, tak i tutaj zakochana w
Jezusie zakonnica przeżywała chwile radości przeplatane rozpaczą i poczuciem
odrzucenia.
Wartościowy wydaje się nieustanny wysiłek siostry Faustyny
przezwyciężania stereotypu Boga karzącego i okrutnego, dokonywany wbrew
postawie osób religijnych i wbrew pedagogice duszpasterskiej owych czasów.
Eksponowanie Bożego miłosierdzia w praktykach religijnych oraz rozwijanie w
sobie postawy zaufania do Boga miłosiernego, wyrażonej w akcie "Jezu, ufam
Tobie", to niewątpliwie pozytywny owoc heroicznego żywota siostry Faustyny.

Mając do dyspozycji jedynie "Dzienniczek" i skąpe wypowiedzi osób, które
ją znały, psychiatra może jedynie snuć przypuszczenie, na jaką chorobę ta
pobożna zakonnica zapadła. Była to niewątpliwie choroba cykliczna, z fazami
depresji i hipomanii, powikłana halucynacjami. Toteż z pewnym
prawdopodobieństwem można postawić diagnozę cyklofrenii. Autorzy niemieccy
Kleist i Leonhard wyodrębnili z cyklofrenii psychozę lękowo-ekstatyczną, ale to
określenie nie przyjęło się. Pewien wpływ na pozostawanie u siostry Faustyny
objawów psychopatologicznych mogła też mieć przewlekła infekcja gruźlicza oraz
ogólne wyniszczenie.
Jeżeli uznać, że siostra Faustyna była psychicznie chora, to w jaki
sposób można traktować jej przekonania religijne? Odwołam się wpierw do oceny
literatury i sztuk plastycznych. Według Karola Hildebrandta, "dla oceny poezji
pytanie o zaburzenie psychiczne [autora - przyp. JS] ma znaczenie mniejsze,
aniżeli powszechnie się uważa. Skoro w danym dziele daje się rozpoznać potężny,
porządkujący duch, ocena psychiatryczna jest niepotrzebna, natomiast gdy
[literatura - przyp. JS] jest niezrozumiała lub bezwartościowa, wówczas pytanie
o stan psychiczny jej autora nie jest interesujące". Prof. W. Schollgen, teolog
i duszpasterz chorych, który cytuje Hildebrandta, nie w pełni się z nim
zgadza: "Skoro np. obrazy van Gogha zostały namalowane w stanie
nieustającego "furioso", a przy tym w sposób decydujący przyczyniły się do
przezwyciężenia naturalistycznej sztuki panującej w końcu XIX w., to mamy do
czynienia z przypadkiem, w którym momenty psychiatryczne i artystyczne
wzajemnie się krzyżują". Hildebrandt porównuje twórczość osób psychicznie
zaburzonych do "perły", którą mogą formować małże jedynie pod wpływem
cierpienia. Należy przy tym pamiętać, że twórczość większości chorych
psychicznie, którzy piszą lub malują, to zwykła amatorszczyzna.
Analogicznie należałoby odnieść się do osób prowadzących intensywne życie
religijne, dotkniętych zaburzeniami psychicznymi. W szpitalach psychiatrycznych
i na ulicach można spotkać niemało osób, które wiele się modlą, opowiadają o
swoich religijnych doświadczeniach, uczestniczą w nabożeństwach lub sami je
organizują. Tak jak pośród chorych psychicznie trafiają się wielcy artyści, tak
i niektórzy spośród nich w sposób istotny ubogacają życie religijne, wnosząc w
nie nowe treści. Zatem działalności religijnej nie należy oceniać odnosząc ją
do stanu psychicznego danej osoby, ale - jak słusznie postuluje ksiądz J.
Kracik - raczej zbadać, czy "towarzyszące wizji orędzie jest zgodne z katolicką
wiarą i normą życia, więc może posłużyć do uwielbienia Boga". Jak pisze Dom
Pierre Miquel, "erotyzm, masochizm i integryzm to trzy groźby zagubienia się
mistyki". Do tych zagrożeń dodaje on jeszcze "lubowanie się w cudownościach i
szukanie sensacji".
Chrześcijaństwo zawsze w sposób szczególny troszczyło się o chorych, nie
wyłączając zaburzonych psychicznie. Również współczesna psychiatria zabiega o
to, by chorzy psychicznie byli włączeni w swoją lokalną społeczność lub do niej
powracali. Szereg moich pacjentów, którzy mieli poważne zaburzenia psychiczne
lub nadal je ma, zajmuje eksponowane miejsca w nauce, sztuce i życiu
społecznym. Trzeba, aby również przyjęła ich społeczność wierzących. Siostrze
Faustynie należy się godne miejsce w tej społeczności.
Na koniec krótka refleksja lekarza-praktyka. W latach 20. i 30. tego
stulecia, kiedy żyła i działała siostra Faustyna, szanse jej wyleczenia,
zarówno z gruźlicy, jak i z zaburzeń psychicznych były znikome. Wyobraźmy
sobie, że zastosowanoby u niej dzisiejsze neuro- i tymoleptyki. Prawdopodobnie
pod wpływem takiego leczenia zniknęłyby jej wizje, a zmienny nastrój wahający
się od wzniosłości i błogostanu do przeżywania odrzucenia przez Boga, bezsensu
i udręczenia, uległby stabilizacji. Ale kim wtedy byłaby siostra Faustyna?
Jedną z licznych, nieznanych i niczym nie wyróżniających się zakonnic. Czy
takie "leczenie" miałoby sens?



Osobiscie nie czytałem dzienniczka ale znalazłem na forum protestanckim pare tekstów z niego oni też uważaja że była chora psychicznie trzeba przyznać dziwne te teksy

Po skończonej adoracji, w połowie drogi do celi obstąpiło mnie mnóstwo psów czarnych, wielkich, skacząc i wyjąc, chcąc mnie poszarpać w kawałki. Spostrzegłam, że nie są to psy, ale szatani. Jeden z nich przemówił ze złością: Za to, żeś nam odebrała tej nocy tyle dusz, to my cię poszarpiemy w kawałki. — Odpowiedziałam, że jeżeli taka jest wola Boga najmiłosierniejszego, to szarpcie mnie w kawałki, bo na to słusznie zasłużyłam, bo jestem najnędzniejsza z grzeszników,

Koło południa weszłam na chwilę do kaplicy i znowuż moc łaski uderzyła o serce moje. Kiedy trwałam w skupieniu, szatan wziął jedną doniczkę kwiatów i ze złością rzucił na ziemię z całej siły. Widziałam całą jego zaciętość i zazdrość. W kaplicy nie było nikogo, więc podniosłam się od modlitwy i pozbierałam potłuczoną doniczkę, i przesadziłam kwiat, i spiesznie chciałam postawić na miejscu, nim kto przyjdzie do kaplicy. Jednak nie udało mi się. bo zaraz weszła matka przełożona i siostra zakrystianka i parę sióstr. Matka przełożona zdziwiła się. że coś poruszałam na ołtarzyku i spadła doniczka; siostra zakrystianka okazała swoje niezadowolenie; ja starałam się nie tłumaczyć ani uniewinniać. Jednak pod wieczór czułam się bardzo wyczerpana i nie mogłam odprawić godziny świętej, i poprosiłam matkę przełożoną o [pozwolenie na] wcześniejsze położenie się na spoczynek. Jak tylko się położyłam, zaraz zasnęłam; jednak koło godziny jedenastej szatan szarpnął moim łóżkiem. Zbudziłam się natychmiast i spokojnie zaczęłam się modlić do swego Anioła Stróża. Wtem ujrzałam dusze czyśćcowe pokutujące; postać ich była jako cień, a pomiędzy nimi widziałam wiele szatanów; jeden starał się mnie dokuczyć, rzucał się w postaci kota na moje łóżko i na stopy, a był tak ciężki, jakoby parę pudów.

Odwiedziła mnie znowuż jedna dusza w nocy, którą już kiedyś widziałam, jednak ta dusza nie prosiła mnie o modlitwę, ale robiła mi wymówki takie, że byłam kiedyś bardzo próżna i pyszna

Jak myślisz czy to normalna osoba pisze. Czy normalnego chrzescijanina tak ciągle nawiedzaja demony, mnie np nie. Ja to bym ją do psychiatry posłała na leczenie. Nota bene wysyłali ją do psychatrów ale w tamtych czasach psychatria była w powijakach. Z reszta sama Faustyna przyznała ze niektóre objawienia nie są od Boga.

Nagle zalała mnie obecność Boża i ujrzałam się naraz w Rzymie, w kaplicy Ojca świętego i równocześnie byłam w kaplicy naszej, a uroczystość Ojca św. i całego Kościoła, była ściśle złączona z naszą kaplicą i w szczególny sposób z naszym Zgromadzeniem i równocześnie wzięłam udział w uroczystości w Rzymie' i u nas. Ponieważ uroczystość ta była tak ściśle złączona z Rzymem, że chociaż piszę, nie mogę rozróżnić, ale tak jak jest, czyli jak widziałam. Widziałam w kaplicy naszej Pana Jezusa wystawionego w monstrancji na wielkim ołtarzu. Kaplica była uroczyście ubrana, a w dniu tym wolno było wejść do niej wszystkim ludziom, ktokolwiek chciał. Tłumy były tak wielkie, że ani okiem przejrzeć nie mogłam. Wszyscy z wielką radością brali udział w tej uroczystości, a wielu z nich otrzymało to, co pragnęło. Ta sarna uroczystość była w Rzymie, w pięknej świątyni i Ojciec św. z całym duchowieństwem obchodził tę uroczystość i nagle ujrzałam św. Piotra, który stanął pomiędzy ołtarzem i Ojcem św. Co mówił św. Piotr nie mogłam słyszeć, lecz poznałam, że Ojciec św. rozumiał mowę jego. . . .(Dz 1044)

Jakoś to kłamstwo bo nie była w Rzymie az do śmierci.

Gdy się modliłam za Polskę, usłyszałam te słowa: - Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie woli ¬Mojej, wywyższę ją w potędze i świętości. Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście Moje.(Dz 1732)

Nagle znalazłam się w nieznanej chacie, gdzie konał starszy już człowiek w strasznych mękach. Wkoło łoża było mnóstwo szatanów i płacząca rodzina. Gdym się zaczęła modlić, rozpierzchły się duchy ciemności z sykiem i odgrażaniem mi; dusza ta uspokoiła się i pełna ufności spoczęła w Panu.
W tej samej chwili ujrzałam się w swym pokoju. Jak się to dzieje - nie wiem.(Dz 1798)
Dziwne nie wiem co o tym myslec.
Ostatnio zmieniony 12-02-14, 18:22 przez standi231, łącznie zmieniany 1 raz.
Bartek

Marek MRB
Administrator
Posty: 1320
Rejestracja: 22-03-11, 00:44
Lokalizacja: Gdynia
Kontakt:

Post autor: Marek MRB » 12-02-14, 18:41

Niestety, nie znam się na Faustynie Kowalskiej ani na psychiatrii - ale sam fakt że wypowiada się autorytatywnie o zdrowiu osoby której nie spotkał budzi moje podejrzenia (normalnie,by stwierdzić tego rodzaju zaburzenia trzeba co najmniej tygodniowej obserwacji w kontrolowanych warunkach).

Ludzi jest 6 000 000 000 z hakiem - zawsze znajdzie się ktoś kto wypowie dowolną kwestię... Czytałem już wiele podobnych wypowiedzi - a to o przeciwnikach politycznych, a to o Jezusie, a to o jeszcze kimś innym... trudno to brać poważnie.
pozdrawiam serdecznie
Marek
www.analizy.biz

RECEPTĄ NA AKTYWNĄ ROLĘ KOŚCIOŁA, JAKĄ MA ON DO SPEŁNIENIA, NIE JEST JEGO REFORMA, DO CZEGO WZYWAŁY KOŚCIOŁY PROTESTANCKIE, ALE POSŁUSZEŃSTWO, DO CZEGO WZYWAŁ KOŚCIÓŁ WCZESNOCHRZEŚCIJAŃSKI

Twin
Przyjaciel forum
Posty: 1412
Rejestracja: 30-10-10, 05:48
Lokalizacja: Kraków

Post autor: Twin » 12-02-14, 21:07

standi231 pisze:Dzięki wielke Marek na pewno starczy.
Na pewno? To czytałeś te odpowiedzi czy nie wiesz co w nich jest i przypuszczasz, że "na pewno" wystarczy?
standi231 pisze:Teraz mam pytanie o faustyne kowalską
Znalazłem takie badania jakiegos profestora
Standi, jak sam cytujesz, ów profesor wie o s. Faustynie tyle ile wyczytał w "Dzienniczku". To bardzo ograniczony materiał jeśli chodzi o diagnozowanie chorób. Na szczęście s. Faustyna była badana psychiatrycznie przez kompetentnych lekarzy (to standardowa procedura aby wykluczyć chorobę jeśli ktoś ma objawienia) i rewelacji pana profesora nie potwierdzają, a raczej nie uprzedzają bo ten człowiek swoje sugestie opublikował znacznie później. Podejrzewam, że ten profesor i u nas znalazłby jakieś choroby czytając jedynie posty na forum :-/.
Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś o s. Faustynie polecam książkę Ewy Czaczkowskiej "Siostra Faustyna.Biografia świętej" http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazk ... ia-Swietej Można się z niej wiele dowiedzieć, również o tym jak siostrę Faustynę postrzegały osoby, które ją znały a nie które tylko przeczytały jej "Dzienniczek"

Polecam Ci przeczytać ten artykuł:
http://www.katolik.pl/cela-w-plocku---r ... z.html?s=1
Obyś przeznaczył czas na jego przeczytanie z równym poświęceniem jak marnujesz go na czytanie bzdur.
Ostatnio zmieniony 01-01-70, 01:00 przez Twin, łącznie zmieniany 1 raz.
Chrześcijanie to światło świata - pod warunkiem, że są podłączeni do sieci.

skrzydlaty
Administrator
Posty: 1185
Rejestracja: 09-03-10, 19:43
Lokalizacja: Polska

Post autor: skrzydlaty » 12-02-14, 22:58

standi231, ty chcesz umocnić swoją wiarę, czy próbujesz, czy aby za którymś razem nie uda ci się jej jednak zniszczyć?
Taki dziwny sport sobie wybrałeś?

Zadaję ci pytanie:
Co robisz żeby umocnić swoja wiarę? Ale konkretnie.

Bo co robisz żeby nią przynajmniej zachwiać, to widzimy od początku jak tu jesteś.

ODPOWIEDZ