Czy ateista może być zbawiony?

Tutaj są dyskusje na temat wiary. Masz jakieś pytania dotyczące nauki Kościoła, na temat chrześcijaństwa, sekt, wiary, a także komentarz na temat jakiegoś tekstu z mojej stronki? Tutaj możesz wyrazić swoje opinie i zadać pytania.

Moderator: Marek MRB

Awatar użytkownika
o. Placyd Koń
Administrator
Posty: 273
Rejestracja: 10-04-08, 23:53
Lokalizacja: Neukirchen b. Hl. Blut, Niemcy
Kontakt:

Czy ateista może być zbawiony?

Post autor: o. Placyd Koń » 15-12-15, 10:05

Czy ateista może być zbawiony?

Ojciec św. Franciszek odpowiedział na to pytanie twierdząco: "Nawet i ateista, jeśli czyni dobro, będzie zbawiony".

Czy można się z tym twierdzeniem papieża zgodzić? Tzn., czy wystarczy czynienie dobra, a wiara w Boga, w Chrystusa nie jest konieczna do zbawienia? Wydaje się, że wiara w Boga nie jest konieczna do zbawienia, bo w Piśmie św. czytamy:

"Właśnie o to trudzimy się i walczymy, ponieważ złożyliśmy nadzieję w Bogu żywym, który jest Zbawcą wszystkich ludzi, zwłaszcza wierzących" (1 Tm 4, 10 BT).

Z tego biblijnego cytatu wynika, że Bóg jest Zbawcą nie tylko wierzących, ale także niewierzących. Czyli nawet ateiści mogą być zbawieni. Z drugiej strony Pan Jezus powiedział:

"Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony" (Mk 16, 16 BT).

Z tych słów Pana wydaje się wynikać coś dokładnie przeciwnego. Jak pogodzić te dwa cytaty? Odpowiedź zawarta jest w kontekście:

"I rzekł do nich: ‘Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony’"
(Mk 16, 15-16 BT).

Według słów Pana zapisanych u św. Marka, chodzi tu o ludzi, którzy zetkną się z głoszeniem nauki o Chrystusie, i ją odrzucą. Przez to odrzucenie stają się winni. Jeśli odrzucą Go wyraźnie poznanego, to nie mogą być zbawieni, bo stają się winni grzechu, który jest niewybaczalny:

"Dlatego powiadam wam: Każdy grzech i bluźnierstwo będą odpuszczone ludziom, ale bluźnierstwo przeciwko Duchowi nie będzie odpuszczone. Jeśli ktoś powie słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie mu odpuszczone, lecz jeśli powie przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone ani w tym wieku, ani w przyszłym"
(Mt 12: 31-32 BT).

Odrzucenie Chrystusa objawionego komuś przez Ducha Świętego jest już nie tylko grzechem "przeciwko Synowi Człowieczemu", ale właśnie "przeciwko Duchowi Świętemu", a taki grzech nie będzie wybaczony. Pozostaje jednak wierzyć, że odrzucający wiarę w Jezusa Chrystusa, czynią to, bo mają niewłaściwe Jego poznanie, i w konsekwencji odrzucają nie Jego samego – ale Jego wypaczony obraz. Odrzucają Go, bo nie poznali Jego bóstwa, Jego miłosierdzia, nie poznali, że On jest obrazem Boga niewidzialnego, i nie wiedzą, że kto widzi Syna, widzi i Ojca, a odrzucając Syna, odrzuca i Boga.

Czy do zbawienia wystarczy samo "czynienie dobra"?


W kontekście niedawnej wypowiedzi papieskiej pojawia się jeszcze pytanie, które zadał pewien prezbiterianin: "Czy w katolicyzmie wystarczy do zbawienia czynienia dobra, bez odniesienia do Boga?". Przeciwko takiej redukcji wypowiada się Apostoł Narodów w sławnym Hymnie o miłości: "I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał" (1 Kor 13, 3 BT). Dwa najlepsze greckie manuskrypty mają w tym miejscu: "Gdybym oddał moje życie dla próżnej chwały, a nie miał miłości…"[1]

Co to znaczy dla "próżnej chwały"? Dla ludzkiej opinii: "Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu" (Mt 6, 2-4 BT). Nie wystarczy więc czynić dobro, ale trzeba je czynić w ukryciu – dla Boga, widząc w drugim człowieka Chrystusa.[2] I tu dochodzimy do paradoksu: Czy ateista w swoim postępowaniu będzie kierował się miłością do Boga, w którego nie wierzy? Albo: Czy niewierzący w Chrystusa, dostrzeże Go w potrzebujących?

"Głupi są, którzy nie poznali Boga…"

Ale jest jeszcze inna rzecz, którą trzeba uwzględnić – naturalne poznanie Boga. Zgodnie ze słowami Pisma – naturalne poznanie Boga jest dane każdemu.

"Głupi już z natury są wszyscy ludzie, którzy nie poznali Boga: z dóbr widzialnych nie zdołali poznać Tego, który jest, patrząc na dzieła nie poznali Twórcy, lecz ogień, wiatr, powietrze chyże, gwiazdy dokoła, wodę burzliwą lub światła niebieskie uznali za bóstwa, które rządzą światem. Jeśli urzeczeni ich pięknem wzięli je za bóstwa - winni byli poznać, o ile wspanialszy jest ich Władca, stworzył je bowiem Twórca piękności; a jeśli ich moc i działanie wprawiły ich w podziw - winni byli z nich poznać, o ile jest potężniejszy Ten, kto je uczynił. Bo z wielkości i piękna stworzeń poznaje się przez podobieństwo ich Stwórcę. Ci jednak na mniejszą zasługują naganę, bo wprawdzie błądzą, ale Boga szukają i pragną Go znaleźć. Obracają się wśród Jego dzieł, badają, i ulegają pozorom, bo piękne to, na co patrzą. Ale i oni nie są bez winy: jeśli się bowiem zdobyli na tyle wiedzy, by móc ogarnąć wszechświat - jakże nie mogli rychlej znaleźć jego Pana?" (Mdr 13,1-9 BT).

"To bowiem, co o Bogu można poznać, jawne jest wśród nich, gdyż Bóg im to ujawnił. Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty - wiekuista Jego potęga oraz bóstwo - stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła, tak że nie mogą się wymówić od winy" (Rz 1, 19-20 BT).

Poznanie Boga na drodze naturalnej jest dane każdemu i winny staje się ten, kto je odrzuci. Czy więc ateista może być zbawiony? Na to pytanie odpowiada Sobór Watykański II:

"Ci bowiem, którzy bez własnej winy nie znając Ewangelii Chrystusowej i Kościoła Chrystusowego, szczerym sercem jednak szukają Boga i wolę Jego przez nakaz sumienia poznaną starają się pod wpływem łaski pełnić czynem, mogą osiągnąć wieczne zbawienie. Nie odmawia też Opatrzność Boża koniecznej do zbawienia pomocy takim, którzy bez własnej winy w ogóle nie doszli jeszcze do wyraźnego poznania Boga, a usiłują nie bez łaski Bożej, wieść uczciwe życie. Cokolwiek bowiem znajduje się w nich z dobra i prawdy, Kościół traktuje jako przygotowanie do Ewangelii i jako dane im przez Tego, który każdego człowieka oświeca, aby ostatecznie posiadł życie. Nieraz jednak ludzie, zwiedzeni przez Złego, znikczemnieli w myślach swoich i prawdę Bożą zamienili w kłamstwo, służąc raczej stworzeniu niż Stworzycielowi (por. Rz 1,21 i 25), albo też żyjąc i umierając na tym świecie bez Boga, narażeni są na rozpacz ostateczną. Toteż, aby przyczynić się do chwały Bożej i do zbawienia tych wszystkich, Kościół mając w pamięci słowa Pana, który powiedział: "Głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu" (Mk 16,16), pilnie troszczy się o wspieranie misji".
("Konstytucja dogmatyczna o Kościele", 16).

Z tego wynika, że staranie się przez ateistę o czynienie dobra nie dzieje się bez Bożej łaski, i chociaż samo w sobie jest niewystarczające, to jednak jest drogą do przyjęcia Ewangelii, w więc drogą do zbawienia. A Kościół nie może zapomnieć o ciążącym na nim obowiązku głoszenia Dobrej Nowiny o zbawieniu. "Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii" (1 Kor 9, 16 BT). A my, wierzący w Boga i Chrystusa, musimy pamiętać o tym, że w większym lub mniejszym stopniu mamy wpływ na obraz Boga i Chrystusa w innych, także w tych, dla których jesteśmy być może jedyną "Biblią", którzy oni "czytają".
________________________________________
[1] “the two best Greek manuscripts read: ‘If I lay down my life for vainglory and have no love.…", Rees, W. (1953). 1 and 2 Corinthians. In B. Orchard & E. F. Sutcliffe (Eds.), (A Catholic Commentary on Holy Scripture (p. 1095). Toronto; New York; Edinburgh: Thomas Nelson).

[2] Por.: “Ta przypowieść (Mt 25, 31-46) w jasny sposób ukazuje, że chrześcijaństwo nie może zostać zredukowane do rodzaju "dobroczynnej agencji". Służba bliźniemu wymaga nadprzyrodzonej cnoty miłości dla Jezusa, kiedy widzimy Go w potrzebującej osobie. To dlatego św. Paweł zapewnia nas, że ‘jeśli oddałby wszystko na jałmużnę, a miłości by nie miał, nic by nie zyskał’ (por.: 1 Kor 13, 3). Każda interpretacja nauczania Jezusa na temat Sądu Ostatecznego, która dawałaby mu materialistyczne znaczenie i nie odróżniałaby zwykłej filantropii od prawdziwie chrześcijańskiej cnoty miłości, byłaby daleka od prawdy". (Saint Matthew’s Gospel. (2005). (p. 164). Dublin; New York: Four Courts Press; Scepter Publishers).

Awatar użytkownika
o. Placyd Koń
Administrator
Posty: 273
Rejestracja: 10-04-08, 23:53
Lokalizacja: Neukirchen b. Hl. Blut, Niemcy
Kontakt:

Post autor: o. Placyd Koń » 15-12-15, 10:09

W tym kontekście wkleję jeszcze słowa prefekta Kongregacji Nauki Wiary:

"Od czasu Chrystusa potępienie nie oznacza braku miłosierdzia w Bogu. Wszelka wina, o jakiekolwiek chodziłoby grzechy, została już przezwyciężona. Nie ma takiej winy, która nie zostałby przebaczona w Chrystusie. Przebaczeniem objęte są również najstraszniejsze przestępstwa, ponieważ w krzyżu Chrystusowym wszystkie zostały pozbawione charakteru winy. Chrystus wszystko poniósł na krzyż i dokonał ekspiacji za w s z y s t k i e winy. Dlatego w piekle nie ma winy nieodpokutowanej (ungesühnte). Nie brak tam również łaski i miłosierdzia Bożego. Piekła jest raczej nieprzyjętym przez wypaczoną wolność miłosierdziem – i na tym polega ten paradoks nad paradoksami.

Piekło jakie takie nie istnieje jak paralela tego, czym jest niebo. Jest ono obecnym w Chrystusie samoudzieleniem się, które istnieje w pojedynczym człowieku na sposób odrzucenia. Jest absurdem nieprzyjęcia bycia przyjętym.

W każdej dobrowolnym i odpowiedzialnym czynie ducha osobowego należy odróżniać zasadę, na podstawie której czyn został dokonany, i zewnętrzną postać samego czynu. Chrystus przezwyciężył wszelkie zło jako wyraz słabej, przewrotnej woli i umożliwił nową formę, czyli zewnętrzną realizację miłości Boga i bliźniego. Jednakże woli tej nie można zmusić. Gdyby wpływ na nią stał się większy od usilnego zapraszania, to razem z wolną wolą znikłaby również samotranscendencja skierowana na dobro samo w sobie i na Boga Jezusa Chrystusa. Wynikiem tego byłoby logiczne i w rzeczywistości niemożliwe współistnienie przymusu i miłości. Tymczasem miłość może być tylko przejawem wolności. Dlatego wszelkie winy i wszelkie przestępstwa są wybaczalne i przezwyciężalne. Człowiekowi – niezależnie od jakości jego zewnętrznych czynów – jest udzielana przebaczająca łaska nowej komunii w miłości, jeśli przez skruchę stanowiącą pierwszy wyraz miłości otworzy swą wolę i wewnętrzną postawę i przyjmie fakt, że został przyjęty". (Gerhard L. Müller, "Dogmatyka katolicka“, str. 579-580)

Władysław
Przyjaciel forum
Posty: 208
Rejestracja: 04-04-14, 13:21
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Władysław » 15-12-15, 10:42

Ja bym tu chciał tylko odnieść się do pewnej wyjątkowo ważnej sprawy, która przy takich rozważaniach jest najczęściej pomijana.

Mianowicie chodzi o to kim są obecnie Ateiści?
Ateiści w olbrzymiej większości to ludzie, którzy porzucili chrześcijaństwo. Nawet osoby od dziecka wychowane w rodzinach ateistycznych i nie ochrzczone, wyrosły w społeczeństwach chrześcijańskich... lub kierujących się etyką chrześcijańską.

To już nie są czasy starożytności, czy średniowiecza, kiedy to gdzieś w Europie były ludy które nawet nie słyszały o Chrystusie i Bogu.

Tak więc są to ludzie, którzy:
- znają przynajmniej ze słyszenia Dekalog
- znają zagadnienia moralne oparte o Chrześcijaństwo
- przestrzegają chrześcijańskich zasad moralnych zachowanych w prawie świeckim
- stosują się do społecznych zasad ukształtowanych przez Chrześcijaństwo

no i co najważniejsze

- często wierzą w Boga bardzo mocno, po to, żeby udowodnić Jego nie istnienie. :-P


Trzeba też pamiętać, że często mianem Ateistów określa się wszystkie osoby deklarujące się jako niewierzące. W Polskich warunkach oznacza to np. też ludzi którzy porzucają "zorganizowaną formę" Chrześcijaństwa opuszczając Kościół... ale zachowują wiarę w Boga, czasem się do niego modlą i przestrzegają całkiem sporej ilości zasad.

Jeżeli takie osoby dodatkowo spełniają dobre uczynki w praktyce i starają się czynić dobro w swoim życiu, to mają szansę na zbawienie. Oczywiście ich już będzie dotyczyć odpowiedzialność za wiele złych uczynków bo będą to grzechy ba ich konto. Bo ciężko jest, żeby nawet Ateiści nie usłyszeli opinii Kościoła na temat np. aborcji, czy "homomałżeństw" Choć pamiętać trzeba, że kwestia zbawienia lub nie to sprawa Boskiego osądu. My możemy tylko przypuszczać na podstawie nam znanych czynów danej osoby.
Łowca trolli internetowych, biczownik gimbo-ateistów, pogromca głupoty w internecie.

Awatar użytkownika
o. Placyd Koń
Administrator
Posty: 273
Rejestracja: 10-04-08, 23:53
Lokalizacja: Neukirchen b. Hl. Blut, Niemcy
Kontakt:

Post autor: o. Placyd Koń » 15-12-15, 10:49

Władysław pisze:Trzeba też pamiętać, że często mianem ateistów określa się wszystkie osoby deklarujące się jako niewierzące.
No właśnie, a myślę, że bardziej poprawnie powinno być, iż są to osoby WIERZĄCE, że Boga nie ma.

Władysław
Przyjaciel forum
Posty: 208
Rejestracja: 04-04-14, 13:21
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Władysław » 15-12-15, 13:39

Bo taka jest definicja Ateisty.

Ale wiele osób traktuje słowo "Ateista" jako tożsame z osobą poza Kościołem. A między wiarą w Boga, a stwierdzeniem, że Go nie ma jest cała masa "odcieni szarości". Bo np. może być osoba "pogniewana" na księży i z tego powodu odrzucająca Kościół, ale nadal wierząca w Boga. Może być też osoba, która po prostu wierzy, że Bóg stworzył świat i czasem w niego ingeruje, ale na co dzień się nami nie interesuje. Tych wariantów jest naprawdę wiele i mają najczęściej swoje nazwy... ale ludzie często o tym nie wiedzą i nazywają sami siebie Ateistami.


To jest tak jak i z deklaracją (niestety) większości ludzi w Polsce. Deklarują się jako Katolicy... ale jakieś 80% z nich dodaje jeszcze "niepraktykujący". Mało tego, że nie praktykujący, co jeszcze nie mający pojęcia właściwie w co wierzy.

Zaraz będzie Boże Narodzenie... ale dla większości osób deklarujących się jako Katolicy to będzie "święto choinki i mikołaja" czyli okazja do spotkania z rodziną i napicia się wódki. A 25 grudnia zaprowadzą dzieci do kościoła... to jest budynku z krzyżem który nie jest apteką. Łatwo takie rodzinki poznać, bo dzieci (nawet takie po 5-6 lat) nie mają pojęcia gdzie są i co się dzieje. Zresztą ich rodzice też nie bardzo kojarzą co i jak, bo sami w kościele są tylko kilka razy w roku.
Łowca trolli internetowych, biczownik gimbo-ateistów, pogromca głupoty w internecie.

Awatar użytkownika
konik
Przyjaciel forum
Posty: 2390
Rejestracja: 16-12-10, 21:14
Lokalizacja: neunkirchen

od konika

Post autor: konik » 14-02-16, 19:22

Tak bylo zawsze. Dlatego Bog co jakis czas musi ludzi przywolywac do porzadku ... jak nie potop, to wyjscie z Egiptu, jak nie babilonska niewola, to jakas inna wojna ...
Konia tez batem, bo inaczej choc zwierz szlachetny, to nie zawsze szlachetne intencje w glowie siedza ( oprocz sieczki i siana, ktore sa tam zawsze :oops: )

Pozdrawiam grzecznie ze stajni.
konik

ODPOWIEDZ