Trwa aktualizacja forum. Pisać już można, skorzystajcie z opcji przypomnij hasło, gdyż hasła przepadły. Nowe hasło dostaniecie mailem, na email podany podczas rejestracji.

Kościół

Tutaj są dyskusje na temat wiary. Masz jakieś pytania dotyczące nauki Kościoła, na temat chrześcijaństwa, sekt, wiary, a także komentarz na temat jakiegoś tekstu z mojej stronki? Tutaj możesz wyrazić swoje opinie i zadać pytania.

Moderator: Marek MRB

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11135
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Świątynia i Kościół

Post autor: hiob » 23-02-06, 01:00

Czym jest Świątynia Jerozolimska? Jakie ma ona znaczenie dla nas, chrześcijan XXI wieku? A szczególnie katolików? Czy Świątynia będzie kiedykolwiek odbudowana? Chciałbym napisać na ten temat parę słów.

Pierwowzorem Świątyni była Arka Przymierza, którą zbudował Mojżesz według wzoru, jaki objawił mu Bóg. Podczas wędrówki po pustyni w Arce Przymierza umieszczono kamienne tablice z Bożymi Przykazaniami, laskę Aarona i mannę. Na tej podstawie, tak nawiasem mówiąc, od pierwszych wieków chrześcijaństwa Maryję nazywano Arką Przymierza. Ona bowiem także zawierała w sobie Słowo, które stało się Ciałem, prawdziwego Najwyższego Kapłana, którego w Arce symbolizowała laska Aarona i prawdziwy Chleb Życia, o którym mówił Jezus:

Jam jest chleb życia. Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli. To jest chleb, który z nieba zstępuje: kto go spożywa, nie umrze. (J 6,48-50)

Dopóki Izraelici wędrowali, jasne jest, że musieli Arkę nosić ze sobą. Gdy jednak zdobyli Jerozolimę i ustanowili ją stolicą, król Dawid postanowił zbudować Bogu świątynię:

Gdy Dawid zamieszkał w swoim domu, rzekł do proroka Natana: Oto ja mieszkam w pałacu cedrowym, Arka zaś Przymierza Pańskiego pod zasłonami namiotu! (1 Krn 17,1)

Natan jednak otrzymał Słowo od Pana, że to syn Dawida, Salomon, ma mu zbudować Świątynię:

Kiedy wypełnią się twoje dni i spoczniesz obok swych przodków, wtedy wzbudzę po tobie potomka twojego, który wyjdzie z twoich wnętrzności, i utwierdzę jego królestwo. On zbuduje dom imieniu memu, a Ja utwierdzę tron jego królestwa na wieki. (2 Sm 7, 12-13)

Oczywiście od razu widzimy tu proroctwo dotyczące Jezusa. Jak każde proroctwo Biblii, i to ma wielopoziomowe znaczenie. Pierwszy dotyczy Salomona, i rzeczywiście to on wybudował Świątynię, ale główne, ważniejsze znaczenie tego proroctwa, to to o prawdziwym Synu Dawida, Jezusie.

Żydzi musieli, według prawa, kilka razy w roku odwiedzać Świątynię. Musieli w niej składać ofiary. To było jedyne miejsce, gdzie mogli te ofiary składać. Najważniejszym świętem było Święto Paschy, gdzie na pamiątkę wyjścia z Egiptu musieli oni złożyć w ofierze baranka bez skazy i następnie go spożyć. Można to jednak było zrobić tylko w Świątyni, w Jerozolimie.

Po śmierci Salomona królestwo Izraela rozpadło się na królestwo Judy ze stolicą w Jerozolimie i Północne Królestwo, składające się z pozostałych plemion. Tylko małe plemię Beniamina, terytorialnie związane z Jerozolimą, zostało z Judą. Ważne jest, żeby to zapamiętać, zwłaszcza gdy czytamy księgi Proroków. Także, o czym bardzo mało ludzi wie, gdy czytamy listy Pawłowe. On bowiem dokładnie rozgranicza w swych listach "Izraelitów" od "Żydów", wcale nie stosując tych słów zamiennie.

Salomon wybudował Świątynię około roku 950 przed Chrystusem. W roku 586 król Nabuchodonozor zdobył miasto, zburzył je i Świątynię zrównał z ziemią. Arkę Przymierza ukrył jednak prorok Jeremiasza, jak możemy o tym przeczytać w 2. Księdze Machabejskiej:

[…] przyszedłszy tam (na górę, na którą Mojżesz wstąpił )znalazł Jeremiasz pomieszczenie w postaci pieczary. Umieścił tam namiot, arkę i ołtarz kadzenia, a wejście zarzucił kamieniami. (2 Mch 2,4)

O Arce słuch zaginął. Dopiero Apokalipsa, Objawienie Świętego Jana wspomina Arkę, ale nie tą drewnianą skrzynię, obitą zlotem, ale prawdziwą Arkę, Maryję:

Potem Świątynia Boga w niebie się otwarła, i Arka Jego Przymierza ukazała się w Jego Świątyni, a nastąpiły błyskawice, głosy, gromy, trzęsienie ziemi i wielki grad. Potem wielki znak się ukazał na niebie: Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu. (Ap 11,19-12,1)

Żydzi udali się na wygnanie. Król Cyrus w 537 roku wydal dekret zezwalający na powrót Żydów do Jerozolimy. Około 50 tysięcy Żydów wróciło do Izraela. Cyrus rozpoczął odbudowę Świątyni w 520. roku, a pięć lat później zostaje ona poświęcona. Druga Świątynia przetrwała do roku 168 przed Chrystusem, gdy Antioch IV Epifanes i sprofanował Świątynię. Jego rządu sprowokowały rewoltę Machabejusza i 4 lata później Juda Machabejusz oczyścił Świątynię.

W roku 63 przed Chrystusem Rzymianie zdobywają Jerozolimę. Król Herod Wielki w roku 19 zaczyna odbudowę Świątyni, zostaje ona poświęcona 9 lat potniej, ale jej budowa ciągle trwa, aż do roku 63 naszej ery.

Ta skrótowa i wyrywkowa lekcja historii ma na celu pokazanie, jak ważna była Świątynia dla Żydów. To był ONZ, Bruksela, Nowy Jork, Watykan, Oxford, Harvard i Waszyngton razem. To był Świat. Bez Świątyni nie mogli praktykować swej religii, a dla Żyda religia to była tożsamość narodowa. Świątynia jednak była także ośrodkiem władzy politycznej, myśli społeczno-religijnej i ośrodkiem ekonomicznym. Powiedzenie, że była całym światem, wcale nie jest więc tutaj przenośnią.

Żydzi na co dzień modlili się w synagogach. To tam spotykali się na cotygodniowych modlitwach. Synagogi mogły powstać w każdym miejscu. Wystarczyło 120 osób, aby założyć nową synagogę. Jednak synagoga była tylko miejscem modlitwy. Nie można było w niej składać ofiar. Ofiary mogły być składane tylko w Świątyni, gdy więc Świątynia była zbeszczeszczona, czy zburzona, walił się dla Żydów także cały świat.

Pan Jezus, gdy nauczał, został zapytany przez Żydów:

Jakim znakiem wykażesz się wobec nas, skoro takie rzeczy czynisz? Jezus dał im taką odpowiedź: Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo. Powiedzieli do Niego Żydzi: Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a Ty ją wzniesiesz w przeciągu trzech dni? On zaś mówił o świątyni swego ciała. (Jn 2:18b-21)

Jezus także był Arcykapłanem i ofiarą bez skazy. W nim wypełniło się Prawo i Stare Przymierze. Gdy Jezus umarł na Krzyżu i zmartwychwstał, istnienie Świątyni stało się niepotrzebne. Jezus jest Nowym Jeruzalem.

A od drzewa figowego uczcie się przez podobieństwo! Kiedy już jego gałąź nabiera soków i wypuszcza liście, poznajecie, że blisko jest lato. Tak i wy, gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, że blisko jest, we drzwiach. Zaprawdę, powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie. Niebo i ziemia przeminą, ale słowa moje nie przeminą. Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec. Uważajcie, czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie. (Mk 13, 28-33)

Gdy w roku 70. rzymski generał Tytus zburzył ostatecznie drugą Świątynię, dla Żydów był to koniec świata. Pokolenie w biblijnym znaczeniu to 40 lat. Gdy Jezus mówił o tym, że wszystko to się stanie, co On przepowiedział, mówił właśnie także o zburzeniu Świątyni. Według historyków współczesnych tym wydarzeniom, zginęło wtedy ponad milion Żydów, przybyłych na święta do Jerozolimy. Nie zginął natomiast ani jeden chrześcijanin, gdyż wszyscy ukryli się w Pella, w górach. Oni doskonale rozumieli przepowiednię Jezusa.

Oczywiście słowa Jezusa także mówiły o końcu świata i Jego ponownym przyjściu. Ale, jak już wspominałem wcześniej, proroctwa biblijne zawsze maja wielowarstwowe znaczenie. Słowa proroków zawsze najpierw odnoszą się do im współczesnych, a później do ludzi w każdym pokoleniu, czytających ich słowa. Dlatego nie można podchodzić do tych słów, że albo dotyczyły wydarzeń roku 70., albo końca świata. Mówią one równocześnie o jednym i drugim.

Próby wzniesienia trzeciej Świątyni trwają od niemal 2 tysięcy lat. Pragnął tego Żydzi i pragnął tego chrześcijanie, zwłaszcza ci "ewangeliccy". Najpoważniejsza próba odbudowy Świątyni miała miejsce w roku 363. Cesarz Rzymski Flawiusz Klaudiusz Juliusz, znany nam bardziej jako Juliusz Apostata, chciał, głównie żeby ukarać chrześcijan, odbudować Świątynię. Wydal odpowiedni dekret, dal pieniądze na ten cel i Żydzi z wielką ochotą i radością zabrali się za prace przy wznoszeniu Świątyni. Jednak szereg często niewytłumaczalnych zjawisk uniemożliwił to wydarzenie. Trzęsienia ziemi niszczyły prace budowlane, a ogień powstający z ziemi zabijał i palił robotników pracujących przy budowie. Prac, mimo olbrzymiego wysiłku, musiano zaniechać.

Od czasu powstania państwa Izrael w 1945. roku także powstają projekty odbudowy Świątyni, ale jak na razie nic nie wychodzi poza marzenia i mgliste projekty. Moim zdaniem zresztą nigdy Świątynia nie powstanie, bo nie można niczego zrobić wbrew woli Boga.

Trzecia Świątynia bowiem istnieje. Istnieje od roku 33. Jezus przecież powiedział, że Ją odbuduje w trzy dni. I zrobił tak, jak obiecał. W końcu jest Bogiem i nie potrafi kłamać. Wszystkie Jego obietnice muszą się wypełnić. Tak, jak prawdziwą Arką Przymierza jest Maryja, tak prawdziwą Świątynią jest Jezus i Kościół, który On założył.

Jezus i Kościół, to jedno. On jest Głową, a my Ciałem. Sam Jezus to powiedział Pawłowi, na drodze do Damaszku, gdy zapytał go:

A gdy upadł na ziemię, usłyszał głos, który mówił: Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz? Kto jesteś, Panie? - powiedział. A On: Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz. (Dz 9,4-5)

Paweł prześladował Kościół, ale Jezus utożsamia się z Kościołem. Paweł pisze o Jezusie:

I wszystko poddał pod Jego stopy, a Jego samego ustanowił nade wszystko Głową dla Kościoła, który jest Jego Ciałem, Pełnią Tego, który napełnia wszystko wszelkimi sposobami. (Ef 1,22-23)

[Chodzi o to], abyśmy już nie byli dziećmi, którymi miotają fale i porusza każdy powiew nauki, na skutek oszustwa ze strony ludzi i przebiegłości w sprowadzaniu na manowce fałszu. Natomiast żyjąc prawdziwie w miłości sprawmy, by wszystko rosło ku Temu, który jest Głową - ku Chrystusowi. Z Niego całe Ciało - zespalane i utrzymywane w łączności dzięki całej więzi umacniającej każdy z członków stosownie do jego miary - przyczynia sobie wzrostu dla budowania siebie w miłości. (Ef 4, 14-16)

I On jest Głową Ciała - Kościoła. On jest Początkiem, Pierworodnym spośród umarłych, aby sam zyskał pierwszeństwo we wszystkim. (Kol 1,18)

Ale Kościół to nie tylko Ciało Chrystusa, ale także Świątynia:

[…] wy również, niby żywe kamienie, jesteście budowani jako duchowa świątynia, by stanowić święte kapłaństwo, dla składania duchowych ofiar, przyjemnych Bogu przez Jezusa Chrystusa. (1P 2,5)

Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest świętą, a wy nią jesteście. (1 Kor 3,16-17)

Co wreszcie łączy świątynię Boga z bożkami? Bo my jesteśmy świątynią Boga żywego - według tego, co mówi Bóg: Zamieszkam z nimi i będę chodził wśród nich, i będę ich Bogiem, a oni będą moim ludem. (2 Kor 6,16)

I jeszcze jeden, bardzo ważny cytat:

Chrystus bowiem wszedł nie do świątyni, zbudowanej rękami ludzkimi, będącej odbiciem prawdziwej /świątyni/, ale do samego nieba, aby teraz wstawiać się za nami przed obliczem Boga, nie po to, aby się często miał ofiarować jak arcykapłan, który co roku wchodzi do świątyni z krwią cudzą. Inaczej musiałby cierpieć wiele razy od stworzenia świata. A tymczasem raz jeden ukazał się teraz na końcu wieków na zgładzenie grzechów przez ofiarę z samego siebie. A jak postanowione ludziom raz umrzeć, a potem sąd, tak Chrystus raz jeden był ofiarowany dla zgładzenia grzechów wielu, drugi raz ukaże się nie w związku z grzechem, lecz dla zbawienia tych, którzy Go oczekują. (Hbr 9, 24-28)

Ofiary z baranów i byków nie są już do niczego potrzebne. To tylko były archetypy ofiary doskonalej. Tą złożył Jezus, Baranek bez skazy, prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek. Ofiara ta jest ponadczasowa i jest jedyna. Trwa na wieki w niebie, jak wiemy z wizji Jana opisanej w Apokalipsie. Kościół, sprawując ofiarę Mszy Świętej re-prezentuje tę ofiarę Jezusa, w bezkrwawy sposób. To nie jest ponowne Jego ofiarowanie, to jest ta sama ofiara. Podczas mszy przenosimy się do Wieczernika, pod Krzyż i do Nieba. Znajdujemy się więc także w Świątyni.

Żydzi nie uznając Jezusa za Mesjasza, nie rozumieją tego. Protestanci, zwłaszcza ci z kościołów niemających liturgii, nieodprawiających w żadnej formie pamiątki Wieczerzy Pańskiej także tego nie rozumieją. Ich domy modlitwy, ich zbory są synagogami. Nasz Kościół jest Świątynią. To jest kolosalna różnica gatunkowa. Oczywiście wspaniale, że mają domy modlitwy. Ich pastorzy mogliby nauczyć wielu księży, jak powinno się głosić kazania. Ale to dlatego, że kazania, to wszystko, co mają. Nie mówię, że to mało. Ale na pewno nie jest to wszystko.

Każdy powinien zrozumieć to powiązanie. To bardzo ważne, bo tylko dzięki mszy mamy Ciało i Krew Jezusa w Eucharystii: Prawdziwy pokarm życiowy, prawdziwą mannę. Tylko dzięki ofierze Jezusa mamy życie wieczne, i choć prawdą jest, że ta ofiara była jednorazowa i doskonała i nie ma potrzeby jej powtarzać, to jednak On sam nakazał nam:

Pan Jezus tej nocy, kiedy został wydany, wziął chleb i dzięki uczyniwszy połamał i rzekł: To jest Ciało moje za was [wydane]. Czyńcie to na moją pamiątkę! Podobnie, skończywszy wieczerzę, wziął kielich, mówiąc: Ten kielich jest Nowym Przymierzem we Krwi mojej. Czyńcie to, ile razy pić będziecie, na moją pamiątkę! (1 Kor 11,23b-25)

Kościół Katolicki nie jest jedna z tysięcy "denominacji". Nie jest organizacja założoną przez ludzi. Nie jest instytucją. Jest Świątynią Boga żywego, jest Jego Ciałem i Oblubienicą. Powiecie, że nie widać tego po ludziach z Nim związanych? Po niektórych zapewne nie. Ale po pierwsze jest ich znacznie mniej, niż wielu chciałoby widzieć, a po drugie jakie to ma znaczenie? Czy przy Świątyni Jerozolimskiej byli sami święci? Czy nie pamiętacie, kto jest matką Salomona, budowniczego pierwszej Świątyni? Nie wiecie dlaczego jego matka została nazwana w genealogii Jezusa "żoną Uriasza"? Przecież to Dawid, nie Uriasz był jego ojcem? Zresztą to jeden z tysięcy przykładów z Biblii.

Wszyscy jesteśmy grzesznikami i świętość Kościoła nie wynika z naszej doskonałości. Jezus przyszedł powołać grzeszników, nie sprawiedliwych. Sprawiedliwi, gdyby tacy byli, nie potrzebowaliby Zbawiciela. Ale wszyscy ludzie Zbawiciela potrzebują. Świętość Kościoła nie wynika wiec z naszej świętości, ale z Jego. To właśnie fakt, ze Kościół jest Ciałem Jezusa i Jego Oblubienicą, że jest Nowym Jeruzalem i Świątynią Ducha Świętego powoduje, że jest On Święty. To nie dlatego "bramy piekielne Go nie przemogą" (por. Mt 16, 18), że my tacy doskonali, wręcz przeciwnie. To mimo naszych grzechów tak się stanie, bo to jest naprawdę Jego Świątynia, Jego Ciało i Jego Oblubienica.
Ostatnio zmieniony 22-05-11, 00:14 przez hiob, łącznie zmieniany 2 razy.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11135
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Jeden Święty, Powszechny i Apostolski Kościół

Post autor: hiob » 07-03-06, 01:00

Dziś jeszcze raz chciałbym napisać o Kościele. Częściowo sprowokował mnie do tego ostatni "inteligentny" wpis do księgi gości, częściowo prowadzona właśnie wymiana zdań na jednym z for z pastorem jakiegoś niekatolickiego kościoła. Konkretnie chciałbym się zastanowić, czy Biblia uczy nas, że założeniem Jezusa był jeden widzialny, instytucjonalny Kościół, czy tez Jego Kościół to raczej taka "wspólnota dusz i serc", a nie instytucja, i każdy z ponad 30 tysięcy kościołów chrześcijańskich istniejących dziś w świecie jest częścią tej duchowej wspólnoty.

Oto fragment Ewangelii Mateusza, który powinien nam pomóc zrozumieć co planował Jezus, zakładając swój Kościół na ziemi:

Gdy brat twój zgrzeszy , idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi! A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik! Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. (Mt 18, 15-18)

Jest to lekcja Jezusa udzielona Jego uczniom, mówiąca co zrobić w przypadku konieczności skorygowania grzesznego postępowania współbrata. Fragment ten wyraźnie wskazuje na to, że Jezus uważa Kościół za bardzo konkretny twór. I do tego jednolity. Gdyby założyć, że mamy więcej niż jeden instytucjonalny kościół, to ta nauka straciłaby jakikolwiek sens.

Zobaczmy, jak to wygląda w praktyce, w krajach, gdzie jest wiele denominacji. Marcus Grodi, o którym niedawno pisałem, opowiadał o takim przypadku w jego kościele, gdy był jeszcze pastorem w kościele Prezbiteriańskim, czyli Kalwińskim. Jeden ze "starszych", stanowisko "członka Rady Zarządu" w jego zborze, miał problem z dochowaniem wierności małżeńskiej. Zdradzał żonę to na tyle publicznie, że wywołało to mały skandal w kongregacji. Marcus, postępując według zaleceń powyższego tekstu, upomniał go w cztery oczy, potem wraz z innymi świadkami, a potem przedstawił to na radzie parafialnej. Zarząd zadecydował o pozbawieniu tego brata prawa członkostwa w Radzie i wykluczeniu go z kongregacji, dopóki się nie nawróci. Opuścił on kościół Prezbiteriański, ale po krótkim czasie Marcus dowiedział się, że zajął on podobne stanowisko w liberalnym kościele baptystów, dwie przecznice dalej. Gdy starał się uprzedzić pastora tamtego kościoła, dowiedział się, że według ich doktryny brat ten nie robi niczego złego i jego prywatne życie nie ma wpływu na jego pracę dla ich kongregacji.

Przykład ten doskonale ilustruje rzeczywistość, jaka istnieje w rozbitym chrześcijaństwie. Osoby, którym Kościół Katolicki odmawiają możliwości przystąpienia do Stołu Pańskiego, otrzymania Jezusa w Eucharystii, czasem się "obrażają" i odchodzą do innych denominacji, gdzie z otwartymi rękami są przyjmowane. Nieomylna nauka Kościoła w dziedzinie moralności jest w niesamowity sposób przekręcana w wielu innych kościołach, więc osoby mające w tej dziedzinie problem, często szukają w swym życiu takiego wyjścia z sytuacji.

Oczywiście nie jest to żadne wyjście. Grzechem nie jest to, co dana denominacja ogłasza, że nim jest. Grzechem jest naruszenie woli Bożej, bez względu na to, czego naucza konkretna sekta. Jeżeli jakiś zbór uczy, że antykoncepcja jest moralnie dopuszczalna (a tak uczą już chyba praktycznie wszystkie kościoły, poza katolickim), jeżeli uczy, że ponowne małżeństwo po rozwodzie jest dopuszczalne itd., itp., to nie pomaga w ten sposób wcale swym członkom. Wprost przeciwnie: Fałszywą nauką prowadzi ich ku potępieniu. Kierowanie się tym, że boimy się powiedzieć prawdę, żeby nie obrazić czyichś uczuć, nie jest wcale oznaką miłości z naszej strony. Co najwyżej jest dowodem na naszą głupotę. Wydaje się, że Święty Piotr proroczo przewidział tę sytuację:

Znaleźli się jednak fałszywi prorocy wśród ludu tak samo, jak wśród was będą fałszywi nauczyciele, którzy wprowadzą wśród was zgubne herezje. Wyprą się oni Władcy, który ich nabył, a sprowadzą na siebie rychłą zgubę. A wielu pójdzie za ich rozpustą, przez nich zaś droga prawdy będzie obrzucona bluźnierstwami; dla zaspokojenia swej chciwości obłudnymi słowami was sprzedadzą ci, na których wyrok potępienia od dawna jest w mocy, a zguba ich nie śpi. (2P 2,1-3)

Wielu chrześcijan, którzy odeszli od Kościoła uzasadnia swoją decyzję tym, że nauka Kościoła nie jest zgodna z nauką Biblii. Po pierwsze jest to nieprawda i wyzywam tu każdego, który tak twierdzi, aby podał mi jakiś konkretny przykład. Chętnie uzasadnię, na ile będę potrafił, biblijne podstawy takiej nauki. Po drugie muszę też od razu dodać, że wcale nie wszystko musi być w Biblii. Kościół otrzymał depozyt wiary także w postaci tradycji. Żadna nauka nie może być sprzeczna z Biblią, ale nie znaczy to, że musi być wyraźnie w Biblii wytłumaczona. Wystarczy zresztą przypomnieć te słowa Świętych Jana i Pawła:

Jest ponadto wiele innych rzeczy, których Jezus dokonał, a które, gdyby je szczegółowo opisać, to sądzę, że cały świat nie pomieściłby ksiąg, które by trzeba napisać. (J 21,25)

Przeto, bracia, stójcie niewzruszenie i trzymajcie się tradycji, o których zostaliście pouczeni bądź żywym słowem, bądź za pośrednictwem naszego listu.(2 Tes 2,15)

Nakazujemy wam, bracia, w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, abyście stronili od każdego brata, który postępuje wbrew porządkowi, a nie według tradycji, którą przejęliście od nas. (2 Tes 3,6)

Czyli mamy Tradycję, ma ją Kościół, bo Biblia nie pomieściłaby wszystkiego tego, czego dokonał Jezus. Warto też powrócić do tego fragmentu Biblii, który zamieściłem na samym początku. Werset 18. osiemnastego rozdziału Ewangelii Mateusza mówi:

Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. (Mt 18, 18)

Podobne słowa Jezusa, ale skierowane nie do wszystkich apostołów razem, lecz indywidualnie do Piotra, słyszeliśmy dwa rozdziały wcześniej:

Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. (Mt 16, 18-19)

Nie musimy się więc obawiać, że Kościół zbłądził, że Jego nauka jest niezgodna z wolą Bożą. Jeżeli mamy taką obietnicę, indywidualnie dla urzędu Piotrowego i zbiorowo dla Urzędu Nauczycielskiego Kościoła, dla wszystkich biskupów uczących zgodnie w unii z papieżem, obietnicę mówiącą, że to nauczanie będzie uznane w Niebie, to musimy dojść do wniosku, że Kościół i papież mają dar, charyzmat nieomylności w dziedzinie wiary i moralności. A przynajmniej gdy mamy do czynienia z inną interpretacją jakiegoś fragmentu Biblii, lub jakiejś nauki moralnej pomiędzy Kościołem Jezusa, a, powiedzmy dla przykładu, pastorem zboru baptystów w Gaffney w Południowej Karolinie, czy w Selmie w Alabamie, to chyba nie powinniśmy mieć wątpliwości, która strona ma tutaj rację, a która się myli.

Nic dziwnego, że Święty Paweł w liście do młodego biskupa Tymoteusza, którego sam wyświęcił i sam trenował, przygotowując Kościół do kolejnego pokolenia, kolejnego okresu po odejściu Jezusa (a będzie to już trzeci okres, po czasach nauczania samego Jezusa i później apostołów mu towarzyszących i po okresie czasów opisanych w Dziejach Apostolskich, gdzie także sam Św. Paweł odgrywa niepoślednią rolę, sam niebędący świadkiem nauki Jezusa), nic więc dziwnego, że wręcz mimochodem, na marginesie, przypomina on, że to Kościół jest podporą i filarem Prawdy. Jest to bowiem dla apostoła oczywiste:

Gdybym zaś się opóźniał, [piszę], byś wiedział, jak należy postępować w domu Bożym, który jest Kościołem Boga żywego, filarem i podporą prawdy. (1 Tm 3,15)

Możemy myśleć, że teraz Kościół ma problemy. Na pewno mu ich nie brakuje. Ale znajomość historii upewnia nas w tym, że dzisiejsze czasy wcale nie są takie złe. Były okresy znacznie większych kryzysów w Kościele. Same początki chrześcijaństwa to okres niekończących się herezji i błędów. Arianizm był tak popularny w pierwszych wiekach, że w pewnym okresie większość biskupów uważała, ze to nauka Arian jest prawdziwa. Ale papież i Kościół zawsze wychodzili obronnie z wszystkich burz, jakie wstrząsały Kościołem.

Nawet papież Liberiusz, wybrany przez biskupów-arian, mający uznać ich herezję swym autorytetem, po wyborze odmówił wręcz jej uznania za prawdziwą naukę Kościoła. Mimo wygnania, mimo faktu wyboru anty-papieża, mimo fałszywych oskarżeń i listów i mimo nacisków cesarza. Nic dziwnego. Bóg pozostanie zawsze wierny swej obietnicy i żaden papież nie ogłosi nigdy dogmatu w dziedzinie wiary i moralności niezgodnego z tym, co nam zostawił w depozycie wiary nasz Pan i Zbawiciel, Jezus.

Na koniec chciałbym jeszcze przypomnieć wzruszającą modlitwę Pana Jezusa z 17. rozdziału Ewangelii Janowej:

[…] Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał. I także chwałę, którą Mi dałeś, przekazałem im, aby stanowili jedno, tak jak My jedno stanowimy. Ja w nich, a Ty we Mnie! Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i żeś Ty ich umiłował tak, jak Mnie umiłowałeś. (J 17, 20-23)
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11135
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Kościół

Post autor: hiob » 27-08-08, 05:29

Większość wolnego czasu poświęcam ostatnio na dyskusję z naszymi braćmi, którzy uważając się za chrześcijan nie są katolikami. Prowadzimy zażarte dysputy na temat znaczenia poszczególnych wersetów Biblii, na temat historii Kościoła, prawdziwej obecności Jezusa w Eucharystii, znaczenia słów Petros-petra itd., itp. Oczywiście te dyskusje nie bardzo prowadzą do czegokolwiek i tygodniami każdy powtarza tylko swoje argumenty. Pomyślałem sobie zatem, że zamiast kontynuować tamtą raczej bezowocną dyskusję, skupię się raczej na szerszym spojrzeniu na to, czym jest Kościół Katolicki. Bo to chyba jest kluczem do zrozumienia naszej wiary.

Protestanci (i od razu zaznaczę, że mówiąc "protestanci" robię pewne uogólnienie. Jest to niesamowicie rozbity ruch i zawsze się znajdzie ktoś, kto ma inne poglądy. Jednak w takim krótkim eseju nie mogę zajmować się stanowiskiem każdej grupy eklezjalnej. Jest ich bowiem ponad 30 tysięcy. Muszę więc przyjąć jakieś wstępne założenia). A więc protestanci generalnie widzą Boga jako sędziego. Dlaczego tak było, pisałem nie raz i nie chcę tego tu powtarzać. Nie jest to tekst o Lutrze i nie chcę by krytykował on kogokolwiek. Generalizując jednak powtórzę, że dla protestantów usprawiedliwienie to jest ogłoszenie przez Boga, że zostaliśmy uniewinnieni, mimo, że nam się należy sprawiedliwa kara.

Katolickie zrozumienie usprawiedliwienia ma także ten element, ale idzie znacznie dalej. By to zilustrować podam taki przykład. Wyobraźmy sobie, że siedzimy w więzieniu i oczekujemy na wykonanie wyroku. Jesteśmy sprawiedliwie skazani na śmierć, za czyny, których dobrowolnie się dopuściliśmy. Jednak w ostatnim momencie przed egzekucją dzwoni prezydent z wiadomością, że skorzystał z prawa łaski w stosunku do naszej osoby. Ogłasza, że jesteśmy wolni. Otrzymaliśmy łaskę usprawiedliwienia, mimo, że zupełnie na nią nie zasługiwaliśmy. I jak dotąd zilustrowałem zarówno nasze, katolickie, jak i protestanckie rozumienie zbawienia. Kościół Katolicki uczy nas jednak, że to nie jest wszystko.

Luter kiedyś powiedział, że człowiek usprawiedliwiony przez Boga jest jak przykryta śniegiem kupa gnoju. Bóg Ojciec nie widzi naszej totalnej deprawacji, ale widzi tylko swojego Syna, który nas okrywa swoją świętością. On nas uniewinnił, więc choć jesteśmy jak brudne szmaty, dla Boga pozostajemy świętymi. Hmm. Wrócę więc do naszego przykładu z więzienia. Jak to jest naprawdę? Naprawdę jest tak, że prezydent nie tylko nas uniewinnia, ale pozwala nam razem zamieszkać. Adoptuje nas. Usynawia.

Tu przykład z celą śmierci zaczyna kuleć, bo nasze usprawiedliwienie ma jeszcze jeden aspekt, którego nawet prezydent nie jest w stanie nam zaoferować. A jest to bardzo ważny aspekt. My bowiem nie tylko jesteśmy winni, ale także śmiertelnie chorzy. Mamy raka. I Bóg nie tylko nas usprawiedliwia i adoptuje, ale także leczy. Uzdrawia. Nie jesteśmy już ani kupą gnoju, ani brudną szmatą, ale ukochanymi dziećmi Bożymi. Nie jesteśmy już śmiertelnie chorzy, ale mamy życie wieczne.

I gdyby to było wszystko, to już byłaby to najwspanialsza rzeczywistość, jaką można by sobie wyobrazić. Ale to nie jest wszystko. To jest dopiero początek. Bo Bóg oszalał z miłości do nas i nie tylko nas adoptował, nie tylko nas uleczył, ale jeszcze… wziął nas za swą Oblubienicę. Ożenił się z nami. Przez Kościół staliśmy się z Nim jednym ciałem. A Eucharystia, ten Jego największy dar, jest konsumpcją, wypełnieniem naszego związku.

Mamy teraz rok Świętego Pawła Apostoła. Zobaczmy co on pisze o tej rzeczywistości. Spójrzmy na te parę wybranych wersetów właśnie pod kątem rodziny. Rodziny rozumianej bardzo intymnie, personalnie i rodziny rozumianej szerzej. Jako wspólnoty, jako Kościoła.


Gdybym zaś się opóźniał, [piszę], byś wiedział, jak należy postępować w domu Bożym, który jest Kościołem Boga żywego, filarem i podporą prawdy. (1 Tym 3,15)

Kościół jest tu porównany do domu i to nie do jakiegoś budynku, ale domu samego Boga. Werset ten także wyraźnie nas uczy, że to Kościół jest filarem i fundamentem prawdy. Ale żeby tak mogło rzeczywiście być, to nie może być wielu kościołów, uczących swoich tak bardzo zróżnicowanych i wzajemnie się wykluczających nauk. Prawda jest jedna i jej podporą jest Jeden, Święty, Katolicki i Apostolski Kościół. Dom samego Boga.

Nie piszę tego, żeby was zawstydzić, lecz aby was napomnieć - jako moje najdroższe dzieci. Choćbyście mieli bowiem dziesiątki tysięcy wychowawców w Chrystusie, nie macie wielu ojców; ja to właśnie przez Ewangelię zrodziłem was w Chrystusie Jezusie.
(1 Kor 4,14-15)

Paweł nazywa się tu ojcem. I jest nim rzeczywiście. Duchowym ojcem Koryntian. Zrodził on dzieci w Kościele przez głoszenie Dobrej Nowiny. Przez głoszenie Jezusa. To nie jest sędzia, który potępia Koryntian (choć prawdę mówiąc im się potępienie należało). Paweł jest dobrym ojcem, który ich upomina i prosi ich o poprawę. Postępuje z Koryntianami jak dobry ojciec w każdym domu. Jak powinien postępować ten, którego ojcostwo jest od Boga. Duchowe. Dlatego też i my nazywamy naszych księży "ojcami". Bo oni, jak Paweł, pouczają nas i korygują nasze błędy.

Każdy kto ma dzieci, stara się je jak najlepiej wychować. Także czasem karcąc. Nie muszą to być wcale kary cielesne, czasem wystarczy zmarszczenie brwi, odebranie jakiegoś przywileju, czy odesłanie do kąta. Ale my wychowujemy tylko nasze dzieci. Nie dzieci sąsiada. Mimo, że zazwyczaj to one bardziej od naszych potrzebowałyby kary. Ale każdy wychowuje swoją rodzinę. Dlatego Paweł ma prawo wychowywać braci w Koryncie, bo w Kościele, w tym domu naszego Ojca, wszyscy w Jezusie jesteśmy braćmi. A on, apostoł, jest w Bogu Ojcu naszym duchowym tatą.


Albowiem wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi. Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliście ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: Abba, Ojcze! Sam Duch wspiera swym świadectwem naszego ducha, że jesteśmy dziećmi Bożymi. Jeżeli zaś jesteśmy dziećmi, to i dziedzicami: dziedzicami Boga, a współdziedzicami Chrystusa, skoro wspólnie z Nim cierpimy po to, by też wspólnie mieć udział w chwale. (Rz 8, 14-17)

W powyższym tekście także widzimy jak bardzo "prorodzinny" jest Paweł. Nie tylko możemy wołać do Boga Ojca "Abba", "Tato", ale też otrzymaliśmy Jego dziedzictwo. Zostaliśmy dopuszczeni do testamentu. Do Nowego Testamentu. Aby jednak testament mógł się wypełnić, ktoś musi umrzeć. Sam Bóg więc oddał za nas swe życie, byśmy mogli odziedziczyć coś, co tylko On nam mógł ofiarować: Życie wieczne. Jednak dziedzicami są potomkowie, dzieci, a nie obcy ludzie. Musieliśmy być więc wcześniej zaadoptowani i przez adopcję staliśmy się rzeczywiście Jego dziećmi.

Miało być o świętym Pawle i jeszcze do niego wrócę, ale nie mogę się powstrzymać przed zamieszczeniem jeszcze jednego wersetu na ten temat. Chyba mój najbardziej ulubiony werset w całym Słowie Bożym. Tym razem z Listu św. Jana:


Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

I jak już odeszliśmy na chwilę od Pawła, to przypomnijmy sobie przypowieść o Synu Marnotrawnym. Zresztą tutaj to akurat w zasadzie wracamy do Pawła, bo przypowieść tę opowiedział nam święty Łukasz, towarzysz i kompanion św. Pawła. Nic więc dziwnego, że i ta przypowieść pokazuje nam Boga jako kochającego do szaleństwa Ojca. Pokazuje też, że Bóg nie jest zaledwie sprawiedliwym sędzią. Ojciec w tej przypowieści cieszy się serdecznie z powrotu swego syna, którego uważał już za straconego. Starszy syn (który jest nie mniej ważnym niż "syn marnotrawny" i ojciec bohaterem tej przypowieści) postępuje tutaj jak faryzeusz, szukając tylko "sędziowskiej" sprawiedliwości:

"Lecz on odpowiedział ojcu: Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę."
(Łk 15,29-30)

Bóg jest sprawiedliwy, ale Bóg jest przede wszystkim Ojcem. Zanim sprawiedliwie ukarze, miłosiernie wybacza. Zresztą miłosierdzie nie jest przeciwne sprawiedliwości. Jest jego wyższą, doskonalszą formą. Ale by to zrozumieć, trzeba kochać. Tylko kochający rodzice w praktyce stosują miłosierdzie jako formę sprawiedliwości i wybaczają dzieciom, które z płaczem o to wybaczenie proszą. Sędziwie nie są tak skorzy do uległości łzom.

No dobrze, powiecie. Zgoda. Ale co z tym matrymonialnym związkiem? Czy tam się przypadkiem nie zapędziłem troszkę? Nie sądzę. Poczytajmy ponownie, co ma nam do powiedzenia święty Paweł:


Bądźcie sobie wzajemnie poddani w bojaźni Chrystusowej! Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus - Głową Kościoła: On - Zbawca Ciała. Lecz jak Kościół poddany jest Chrystusowi, tak i żony mężom - we wszystkim. Mężowie miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo, aby osobiście stawić przed sobą Kościół jako chwalebny, nie mający skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany. Mężowie powinni miłować swoje żony, tak jak własne ciało. Kto miłuje swoją żonę, siebie samego miłuje. Przecież nigdy nikt nie odnosił się z nienawiścią do własnego ciała, lecz [każdy] je żywi i pielęgnuje, jak i Chrystus - Kościół, bo jesteśmy członkami Jego Ciała. Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem. Tajemnica to wielka, a ja mówię: w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła. W końcu więc niechaj także każdy z was tak miłuje swą żonę jak siebie samego! A żona niechaj się odnosi ze czcią do swojego męża! (Ef 5, 21-33)

Kościół jest Oblubienicą naszego Pana. Czasem mamy takie wyobrażenie, że to my jesteśmy ciałem: Rękami, nogami, uszami i ustami, a On, Jezus-głową. Ale nie takie wyobrażenie chce nam ukazać Paweł. A przynajmniej nie tylko takie. Chce on nam także uświadomić, że chodzi tu raczej o taką jedność Jezusa z Jego Ciałem, jaką mają małżonkowie w swym związku. To prawda, że Jezus jest Głową Kościoła, ale jest tu ten jeszcze głębszy, mistyczny aspekt naszej jedności. "Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem. Tajemnica to wielka, a ja mówię: w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła." Wielka tajemnica rzeczywiście.

Warto sobie także przypomnieć tutaj, że to nie jest coś, co Paweł wymyślił 2000 lat temu. To jest coś, czego Bóg nas naucza od samego początku. Od stworzenia świata. Paweł tylko powtarza tu to, co Bóg powiedział naszym prarodzicom w Raju:


Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem. (Rdz 2,24)

Zabawne, że takie słowa padły właśnie wtedy. Adam mógłby zapytać: Opuszcza ojca? Co to znaczy? Jakiego ojca? On był przecież jedynym człowiekiem w historii, który nie mógł tego dokonać. On nie miał ojca, został ulepiony z gliny. Choć oczywiście mamy tu także ten sam aspekt rodzinny. Adam opuścił ojca, Boga Ojca, bo zgrzeszył. I dopiero w Nowym Adamie, Jezusie, odzyskaliśmy naszego Ojca. Zostaliśmy zaadoptowani i zjednoczyliśmy się z Nim tak, że staliśmy się z Nim w Kościele jednym Ciałem.

Dlaczego to właśnie święty Paweł tak wiele pisze o Kościele jako Ciele Chrystusa? Nikt inny w pierwszym wieku nie używa takiej analogii. Myślę, że odpowiedź na to jest oczywista i znajdujemy ją w Biblii.

Wszyscy znamy historię, jak to Szaweł, niezwykle utalentowany uczeń Gamaliela, najwybitniejszego nauczyciela Izraela w dotychczasowej historii, jechał na koniu do Damaszku by prześladować chrześcijan. Co prawda Biblia nie wspomina nic o żadnym koniu, ale takie mamy wyobrażenie tej sceny. Tak zwykle przedstawiają ją dzieła sztuki. I jest to bardzo prawdopodobne wyobrażenie. Faryzeusze zwykle podróżowali pieszo lub na osiołkach, ale to nie była zwykła podróż. To była wojskowa ekspedycja. Miał on karać, więzić, kamienować tych, którzy uwierzyli, że Jezus jest mesjaszem. Dzieje Apostolskie wspominają nam, że był on już obecny wcześniej przy kamienowaniu świętego Szczepana. Najprawdopodobniej jako oficjalny przedstawiciel sanhedrynu, pilnując wykonania wyroku. Pamiętamy więc, że spada on z konia i słyszy takie słowa:

"Szawle, Szawle, dlaczego prześladujesz moich wyznawców?"

Co? Nie zabrzmiało właściwie? Coś nie tak? Oczywiście, że nie tak. Prawdziwy tekst brzmi następująco:


Gdy zbliżał się już w swojej podróży do Damaszku, olśniła go nagle światłość z nieba. A gdy upadł na ziemię, usłyszał głos, który mówił: Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz? Kto jesteś, Panie? - powiedział. A On: Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz. (Dz 9, 3-5)

Cóż biedny Szaweł miał na to odpowiedzieć? "Z całym respektem, Panie, ale nie wiem o czym mówisz. Nawet Cię nie znam. Ja prześladuję sektę żydowską głoszącą, żeś jest mesjaszem, a nie Ciebie". Ale dla Jezusa nie było tu wcale rozgraniczenia. Jezus utożsamia się z Kościołem. Jesteśmy jednym organizmem złączonym w mistycznym związku. Kto prześladuje Kościół, prześladuje Jezusa.

Nic dziwnego, że po takim przeżyciu Paweł wszędzie pisze o Kościele w taki właśnie sposób. On to zrozumiał natychmiast. Był w końcu jednym z najwybitniejszych teologów w historii. Popatrzmy więc na kilka innych przykładów, gdzie uczy nas tego faktu, że jesteśmy członkami Ciała Chrystusa:


Czyż nie wiecie, że ciała wasze są członkami Chrystusa? Czyż wziąwszy członki Chrystusa będę je czynił członkami nierządnicy? Przenigdy! Albo czyż nie wiecie, że ten, kto łączy się z nierządnicą, stanowi z nią jedno ciało? Będą bowiem - jak jest powiedziane - dwoje jednym ciałem. Ten zaś, kto się łączy z Panem, jest z Nim jednym duchem. Strzeżcie się rozpusty; wszelki grzech popełniony przez człowieka jest na zewnątrz ciała; kto zaś grzeszy rozpustą, przeciwko własnemu ciału grzeszy. Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie? (1 Kor 6, 15-19)

Podobnie jak jedno jest ciało, choć składa się z wielu członków, a wszystkie członki ciała, mimo iż są liczne, stanowią jedno ciało, tak też jest i z Chrystusem. Wszyscyśmy bowiem w jednym Duchu zostali ochrzczeni, [aby stanowić] jedno Ciało: czy to Żydzi, czy Grecy, czy to niewolnicy, czy wolni. Wszyscyśmy też zostali napojeni jednym Duchem. (1 Kor 12,12-13)

Teraz raduję się w cierpieniach za was i ze swej strony w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół. (Kol 1,24)

Warto szczególnie zwrócić uwagę na ten ostatni werset. Jest on tak bardzo "katolicki". Od dziecka nam babcie powtarzały, ile razy nas bolało coś, czy spotkała nas jakaś przykrość, "ofiaruj to Bogu". Dopełniam braki udręk Chrystusa? Dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół? O czym tu mówi święty Paweł? Czy Jezus nie cierpiał wystarczająco? Czy jakby nie umarł tak szybko, ale wisiał na Krzyżu jeszcze godzinę to nie musielibyśmy wraz z Pawłem "dopełniać braków udręk Chrystusa"? Oczywiście, że nie to chce nam on przekazać.

My jesteśmy jednym ciałem. Jesteśmy jedną rodziną. Jesteśmy mistycznym Kościołem-Oblubienicą naszego Pana. Gdy jeden z nas cierpi, cierpimy wszyscy. Bóg nie cierpiał dlatego, byśmy my nie musieli, ale dlatego, by nasze cierpienie miało moc zbawczą. To w jedności z Nim nasz krzyż, nasze udręki mają wartość. A ponieważ jesteśmy jednym ciałem, to ofiarowane Kościołowi mogą zbawić innych ludzi także.

Stąd się bierze na przykład nauka o odpustach. Kościół posiada skarb. Wszystkie cierpienia świętych nie są zmarnowane w żaden sposób, ale są częścią depozytu w tym skarbcu. Dlatego to właśnie Kościół może nam zaoferować odpusty. Skarb łaski oczyszczenia naszej duszy, abyśmy mogli się naprawdę zjednoczyć z naszym Oblubieńcem na wieczność w Niebie.

W Liście do Efezjan Paweł zauważa, że Dom Boży to nie tylko miejsce wspólnego przebywania naszej rodziny, ale także Świątynia:

A więc nie jesteście już obcymi i przychodniami, ale jesteście współobywatelami świętych i domownikami Boga - zbudowani na fundamencie apostołów i proroków, gdzie kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus. W Nim zespalana cała budowla rośnie na świętą w Panu świątynię, w Nim i wy także wznosicie się we wspólnym budowaniu, by stanowić mieszkanie Boga przez Ducha. (Ef 2,19-22)

Pamiętamy wszyscy co Pan Jezus powiedział:


Jezus dał im taką odpowiedź: Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo. Powiedzieli do Niego Żydzi: Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a Ty ją wzniesiesz w przeciągu trzech dni? On zaś mówił o świątyni swego ciała.
(J 2,19-21)

Nagle wszystko to zaczyna mieć sens. Wszystko się ze sobą wiąże. Kościół jest "Nowym Jeruzalem". Świątynia nie jest już potrzebna, została zniszczona przez Rzymian w 70. roku i nie ma potrzeby jej odbudowywać. Ale nie znaczy to, że ona nie istnieje. Istnieje w dalszym ciągu, i jest nią Kościół Katolicki. Zresztą, prawdę mówiąc została ona, stara Świątynia, sprofanowana wcześniej. Nie w 70. roku, ale w momencie śmierci Jezusa na Krzyżu:

A zasłona przybytku rozdarła się na dwoje, z góry na dół. (Mk 15, 38)

Najświętsze miejsce w Świątyni, miejsce, do którego mógł najwyższy kapłan wejść tylko raz w roku nagle stanęło otworem. Żydzi wierzyli, że gdyby tam wszedł ktoś mający jakiś grzech, zginąłby na miejscu. Nawet, jak to byłby najwyższy kapłan. Dlatego arcykapłanowi przywiązywano linę do nogi, by w razie jego śmierci można było go stamtąd wyciągnąć. Tak święte było to miejsce dla Żydów. A tu nagle zasłony już nie ma. I nie ludzie ją rozdarli. Biblia mówi, że rozdarła się "z góry na dół". Czyli było to działanie Boga. Lecz Jezus wzniósł na nowo Świątynię w trzech dniach. Tak jak obiecał. Wzniósł ją w momencie zmartwychwstania.

Ta rzeczywistość nie ogranicza się do naszego ziemskiego Kościoła. Nie kończy się w momencie naszej śmierci. Jest to rzeczywistość transcendentalna. Przenika świat materialny. Niebo jest tu, na ziemi, a my jesteśmy już teraz w niebie. Zwłaszcza, gdy uczestniczymy w Mszy Świętej. Święty Paweł uczy:


(Bóg Ojciec) oznajmił nam tajemnicę swej woli według swego postanowienia, które przedtem w Nim (Jezusie) powziął dla dokonania pełni czasów, aby wszystko na nowo zjednoczyć w Chrystusie jako Głowie: to, co w niebiosach, i to, co na ziemi. […] wskrzesił Go z martwych i posadził po swojej prawicy na wyżynach niebieskich, ponad wszelką Zwierzchnością i Władzą, i Mocą, i Panowaniem, i ponad wszelkim innym imieniem wzywanym nie tylko w tym wieku, ale i w przyszłym. I wszystko poddał pod Jego stopy, a Jego samego ustanowił nade wszystko Głową dla Kościoła, który jest Jego Ciałem, Pełnią Tego, który napełnia wszystko wszelkimi sposobami. (Ef 1:9-11, 20b-23)

Nasza bowiem ojczyzna jest w niebie. Stamtąd też jako Zbawcy wyczekujemy Pana naszego Jezusa Chrystusa, który przekształci nasze ciało poniżone, na podobne do swego chwalebnego ciała, tą potęgą, jaką może On także wszystko, co jest, sobie podporządkować.
(Flp 3,20-21)

W takim kontekście wszystkie nauki Kościoła zaczynają nabierać sensu. Maryja jako nasza Matka, Eucharystia jako nie tylko posiłek, nie tylko uczta, ale także złączenie się cielesne z Jezusem. Mistyczna konsumpcja związku Oblubieńca-Jezusa z Oblubienicą- Kościołem. Między innymi dlatego też Kościół uczy, że nie każdy może przystępować do Komunii Świętej. Nie jest to duży problem w Polsce, gdzie jest niewielu protestantów, ale jest to ciągły problem w USA, gdzie często wizytująca rodzina, czy uczestnicy chrzcin, lub pogrzebów, nie należący do Kościoła uczestniczą w Mszy.

Jak takim osobom wytłumaczyć, że nie mogą przystąpić do Stołu Pańskiego? W ich zgromadzeniach każdy jest mile widziany przy wspólnej, symbolicznej konsumpcji chleba i piciu soku winogronowego. Ale u nich jest to symbol. Podanie ręki. Znak zewnętrzny, bez głębszego znaczenia. My, katolicy, nie mamy wielkiego problemu z podawaniem im ręki. Ale czym innym jest gościnny gospodarz, który podaje rękę, a czym innym ktoś, kto oddaje komuś swą oblubienicę. Eucharystia jest najbardziej intymnym zjednoczeniem się z Bogiem. Jest w pewnym sensie skonsumowaniem małżeństwa. I to, że jest w "pewnym sensie" nie znaczy, że w mniejszym niż w naszych normalnych małżeństwach, ale wręcz przeciwnie. To nasze ludzkie małżeńskie związki są tylko cieniem tego, czym jest nasz, Kościoła-Oblubienicy związek z Jezusem-Oblubieńcem.

Jest to niezwykle piękna nauka, choć trudna. Nie poznamy jej nigdy za naszego doczesnego życia. Niektórzy mistycy otrzymali łaskę bliższego poznania tej prawdy. Wiele świętych właśnie w takich słowach określało Jezusa. Wystarczy wspomnieć świętą Faustynę, dla której Jezus był bardzo realnym, rzeczywistym Oblubieńcem. Mężem. Podobnie zawsze o Jezusie mówiła matka Angelica, założycielka telewizji EWTN. Podobnie też mówi o Nim Katechizm Kościoła Katolickiego:


867 Kościół jest "święty": jego twórcą jest najświętszy Bóg; Chrystus, Jego Oblubieniec, wydał się na ofiarę, aby go uświęcić.

1642 Źródłem tej łaski jest Chrystus. "Jak bowiem niegdyś Bóg wyszedł naprzeciw swojemu ludowi z przymierzem miłości i wierności, tak teraz Zbawca ludzi i Oblubieniec Kościoła wychodzi naprzeciw chrześcijańskim małżonkom przez sakrament małżeństwa"


Dlatego mamy jeden Kościół. Dlatego takim skandalem jest rozbicie chrześcijaństwa. Bóg jest dobrym, świętym Ojcem, a dobry i święty ojciec nie zaczyna nigdy kilku rodzin. Pozostaje wierny, tak, jak obiecał. Nawet, gdy my nie zawsze pozostajemy wierni naszemu Oblubieńcowi.

I jest jeszcze jeden, nawet głębszy aspekt tej nauki. Sam Bóg jest z natury samej rodziną. Trójca Święta to nie jest coś, co Bóg wymyślił, albo coś, co wymyślił Kościół. Bóg Trójjedyny jest taki "od zawsze". Bóg się nie zmienia, zawsze był Ojcem i Synem i Miłością, która Ich łączy, miłością tak wielką i tak intensywną, że sama ta Miłość także jest Osobą, czyli Duchem Świętym.

Całe stworzenie jest w jakimś sensie obrazem Boga. Jego odbiciem. Ale najbardziej widać to w człowieku. Dlatego Bóg stworzył mężczyznę i kobietę, a nie samotnego człowieka. To rodzina jest najlepszym obrazem Boga i najlepszą ilustracją Trójcy Świętej. I tak, jak stanowimy jedność w rodzinie, jak Bóg jest jeden w Trzech Osobach Boskich, tak Kościół – mistyczne Ciało Jezusa i On- Głowa Kościoła tworzymy jedność. Jeden dom, jedną rodzinę, jedną Świątynię i jedno Ciało.

I gdy się to ogarnie, gdy się to zrozumie, to nagle wszystkie kłótnie na temat znaczenia słowa "petra" stają się nieistotne. My wiemy, że Jezus nie zostawił nas sierotami. Wiemy, że bramy piekielne nie przemogą Kościoła. Wiemy, że jest On z nami aż do powtórnego przyjścia. I niezależnie od tego jak wykrętnych argumentów będą używać bracia, którzy odeszli od Kościoła-Oblubienicy, wiemy, że są to tylko intelektualne gierki. Ale miłości nie da się opisać i rozłożyć na czynniki pierwsze. I jak ktoś naprawdę kocha i rozumie czym jest Kościół, to widzi wyraźnie, że te dyskusje na protestanckich forach są tylko żałosnymi próbami zagłuszenia swojego sumienia przez braci. Bo tak naprawdę to każdy z nas ma w sercu tę tęsknotę za Oblubieńcem i wierzę głęboko, że przyjdzie dzień, gdy wszyscy się zjednoczymy w jednym Kościele. Zapowiedź tego zresztą widać już teraz w Ameryce, gdzie coraz mniej ludzi odchodzi od Kościoła i coraz więcej powraca. Podobno nawet jest już więcej powrotów, niż ucieczek. Myślę, że dlatego, że coraz więcej ludzi rozumie, czym naprawdę jest Kościół. I chwała za to Najwyższemu Bogu! Amen.
Ostatnio zmieniony 29-08-08, 13:33 przez hiob, łącznie zmieniany 1 raz.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11135
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Re: Jeden Święty, Powszechny i Apostolski Kościół

Post autor: hiob » 28-08-08, 15:15

Już po napisaniu powyższego tekstu wpadł mi w oko jeszcze jeden werset, ktory doskonale ilustruje to, co chciałem wyrazić:

Jestem bowiem o was zazdrosny Boską zazdrością. Poślubiłem was przecież jednemu mężowi, by was przedstawić Chrystusowi jako czystą dziewicę. Obawiam się jednak, ażeby nie były odwiedzione umysły wasze od prostoty i czystości wobec Chrystusa w taki sposób, jak w swojej chytrości wąż uwiódł Ewę. ( 2 Kor 11:2-3)

Nie tylko Paweł tu jeszcze raz ukazuje nasz związek z Jezusem jako unię małżeńską, ale przestrzega, by nas nie uwiódł szatan. Co za prorocze słowa! Gdy spojrzymy na rozbicie chrześcijaństwa, na te trzydzieści parę tysięcy denominacji, uczących różnych ewangelii, zwłaszcza w dziedzinie moralności, to widać wyraźnie, że Paweł był tu prorokiem.

I jeszcze jeden aspekt. Wielu uważa, że początkiem Kościoła była śmierć Jezusa na Krzyżu. Gdy wypłynęła woda i krew z Jego boku, symbolizowało to wszystkie sakramenty, a szczególnie chrzest i Eucharystię. Ale w tym momencie Jezus także powiedział "Wykonało się". Święty Hieronim w Wulgacie przetłumaczył to jako "Consumatum est". A to ma także matrymonialny wydźwięk. Na Krzyżu dopełnił się nasz związek. Na Krzyżu Jezus poślubia swą Oblubienicę-Kościół. I podczas każdego przyjmowania Go do naszego serca w sakramentalnej eucharystycznej postaci ponawiamy nasz ślub z naszym Oblubieńcem, konsumując nasz związek.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Awatar użytkownika
niebieski
Przyjaciel forum
Posty: 54
Rejestracja: 24-05-08, 13:42
Lokalizacja: USA
Kontakt:

Re: Jeden Święty, Powszechny i Apostolski Kościół

Post autor: niebieski » 24-10-08, 01:07

Dzięki, Hiob, za wspaniały felieton. Dopiero wczoraj go czytałem i przyznam, że ten tekst skłonił mnie do rozmyślań. Pozwól, że dorzucę swoje "dwa grosze", a tak naprawdę, to nie moje dwa grosze, ale fragmenty wypowiedzi papieskich.

Najpierw cytat z homilii Jana Pawła II, którą on wygłosił w Meksyku, 28 stycznia 1979 r. Oto jedno zdanie z tej homilii: "Bóg w głębi swej tajemnicy nie jest samotnością, ale rodziną, ponieważ jest On w sobie Ojcem, Synem i istotą rodziny, którą jest miłość".

Tak jakby echo tej wypowiedzi znajdujemy w pierwszej encyklice Ojca świętego Benedykta XVI "Deus Caritas est". Czytamy tam w numerze 11, że dopiero mężczyzna i kobieta razem stanowią "człowieka kompletnego", a małżeństwo monogamiczne oparte na miłości wyłącznej jest obrazem miłości Boga do swego ludu. Zacytuję tu je w trochę większym kontekście:

11. Pierwszą nowość wiary biblijnej stanowi, jak już widzieliśmy, obraz Boga; drugą, zasadniczo fundamentalnie z nią związaną, jest obraz człowieka. Biblijna opowieść o stworzeniu mówi o samotności pierwszego człowieka, Adama, któremu Bóg chce dać stosowną pomoc. Żadne ze stworzeń nie może być dla człowieka pomocą, jakiej potrzebuje, chociaż sam dał nazwę wszystkim dzikim zwierzętom i ptakom, włączając je w ten sposób w kontekst swojego życia. Tak więc Bóg stwarza kobietę z żebra mężczyzny, i Adam znajduje pomoc, jakiej potrzebuje: « Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała! » (Rdz 2, 23). Można zobaczyć na tle tego opowiadania idee występujące, na przykład, w micie opowiedzianym przez Platona, według którego człowiek pierwotnie miał kształt kuli, co oznacza, że sam w sobie był kompletny i samowystarczalny. Ale karząc go za pychę, Zeus go przepołowił i teraz nieustannie poszukuje swej drugiej połowy i dąży ku niej, aby odzyskać pełnię. W przekazie biblijnym nie ma mowy o karze; jednak myśl, że człowiek jest w jakiś sposób niekompletny, że ze swej natury dąży do znalezienia w drugim dopełnienia swej całości; że tylko w zjednoczeniu mężczyzny i kobiety człowiek może stać się « kompletny », ta idea jest bez wątpienia obecna. I tak przekaz biblijny zamyka się proroctwem dotyczącym Adama: « Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem » (Rdz 2, 24).

Mamy tu do czynienia z dwoma ważnymi aspektami: eros jest niejako zakorzeniony w naturze człowieka; Adam poszukuje i « opuszcza ojca swego i matkę swoją », by odnaleźć niewiastę; jedynie razem przedstawiają oni całokształt człowieczeństwa, stając się « jednym ciałem ». Nie mniej ważny jest drugi aspekt: ze względu na ukierunkowanie zawarte w akcie stwórczym, eros kieruje człowieka ku małżeństwu, związkowi charakteryzującemu się wyłącznością i definitywnością; tak i tylko tak urzeczywistnia się jego głębokie przeznaczenie. Obrazowi Boga monoteistycznego odpowiada małżeństwo monogamiczne. Małżeństwo oparte na miłości wyłącznej i definitywnej staje się obrazem relacji Boga do Jego ludu, i odwrotnie: sposób, w jaki miłuje Bóg, staje się miarą ludzkiej miłości. Ten ścisły związek między erosem i małżeństwem występujący w Biblii prawie nie znajduje sobie podobnych w literaturze pozabiblijnej.


Podsumowując, jest nauczaniem papieskim, że obraz Pana Boga jest bardziej pełny w małżeństwie, w rodzinie, niż w pojedynczym człowieku, jako jednostce. Kościół jest "Rodziną Bożą". Będąc w Kościele jesteśmy członkami Bożej Rodziny. Każdy grzech jest niszczeniem tej wspólnoty, każdy akt pokuty i nawrócenie jest umocnieniem tej wspólnoty. Jeśli jeden członek tej wspólnoty postępuje na drodze świętości, korzysta cały Kościół stając się bardziej święty, tzn. jest bliższy obrazowi Bożemu. Odwrotnie, grzech jednego członka Kościoła powoduje, że cały Kościół coś traci, czyli że obraz Boży staje się w nim mniej czytelny.

Myślę też, że warto, niejako na marginesie, nawiązując do nowego tematu "GRZECH --- czemu człowiek grzeszy?" zapoczątkowanego przez krokodyla, podać tu bardzo głębokie wyjaśnienie istoty grzechu pierworodnego, z którym zetknąłem się kilka lat temu:

Pan Bóg jest wspólnotą. Powołaniem człowieka jest życie w tej wspólnocie z Bogiem i innymi ludźmi. Życie pierwszych rodziców w raju miało być życiem w komunii z Bogiem i ze sobą nawzajem, a jednocześnie drogą do nieutracalnego szczęścia i komunii z Bogiem w niebie. Adam i Ewa zapragnęli osiągnąć wiedzę i szczęście sami, niezależnie od Boga, a nawet wbrew Bogu, bo przecież nie posłuchali Jego przykazania. Planem Bożym było uczynienie ich szczęśliwymi we wspólnocie z sobą, oni zapragnęli być szczęśliwi po swojemu, na własną rękę. I wiemy, jaki był efekt…

Ojciec św. Benedykt XVI przypomniał w swojej katechezie w czasie ostatniej audiencji środowej, że "pycha Adama doprowadziła go do samo-zniszczenia; Jezus przyjął inną postawę, pokorę, i został wywyższony przez Ojca ponad całe stworzenie. Dlatego, aby osiągnąć szczęście w niebie naśladujcie Jezusa, nie Adama" – powiedział papież.

Pozdrawiam :-)

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11135
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Re: Jeden Święty, Powszechny i Apostolski Kościół

Post autor: hiob » 25-10-08, 05:25

niebieski pisze:
Podsumowując, jest nauczaniem papieskim, że obraz Pana Boga jest bardziej pełny w małżeństwie, w rodzinie, niż w pojedynczym człowieku, jako jednostce. Kościół jest "Rodziną Bożą". Będąc w Kościele jesteśmy członkami Bożej Rodziny...

Pozdrawiam :-)
Dziękuję za te przemyślenia. Dodam tylko może, że to także wyjaśnia w pewnym sensie dlaczego nasi kapłani żyją w celibacie. Oni, będąc "drugim Chrystusem" mają za swą Oblubienicę Kościół. Podobnie kobiety wybierające życie zakonne stają się oblubienicami Jezusa, którego Ciałem jest Kościół. Ale wszystko się sprowadza do tego, co powiedział Jan Paweł Wielki w Meksyku, a co Ty zacytowałeś na początku swego postu:
niebieski pisze:
...cytat z homilii Jana Pawła II, którą on wygłosił w Meksyku, 28 stycznia 1979 r. Oto jedno zdanie z tej homilii: "Bóg w głębi swej tajemnicy nie jest samotnością, ale rodziną, ponieważ jest On w sobie Ojcem, Synem i istotą rodziny, którą jest miłość".
Patrząc właśnie w świetle tego cytatu na rodzinę, na Kościół, na życie zakonne, na kapłaństwo- wszystko zaczyna mieć sens. Jesteśmy stworzeni na Jego obraz, na Jego podobieństwo. Dlatego takim złem są rozwody, zdrady małżeńskie, rozbicie chrześcijan na tysiące denominacji. To wszystko są grzechy przeciwko naturze, przeciwko porządkowi moralnemu, którego twórcą jest sam Bóg. Ale nie twórcą w sensie jakiegoś narzuconego nam apodyktycznie prawa, ale w sensie dania nam prawa, które jest odbiciem samej Jego natury.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Awatar użytkownika
Vul
Administrator
Posty: 1251
Rejestracja: 26-09-08, 08:26
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: Jeden Święty, Powszechny i Apostolski Kościół

Post autor: Vul » 27-10-08, 11:55

Wspaniały felieton... przypomniał mi stwierdzenie zasłyszane na któryś rekolekcjach. Gdy pewien francuski ksiądz dowiedział się, że w języku polskim słowo Kościół jest rodzaju męskiego stwierdził ze współczuciem: "Jak wy możecie zrozumieć czym jest Kościół?" (we francuskim jest to wyraz rodzaju żeńskiego église :)
Wspólnota Domowego Kościoła
天無絕人之路 (天无绝人之路)
Niebo nigdy nie zamyka wszystkich drzwi (chiń)

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11135
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Re: Jeden Święty, Powszechny i Apostolski Kościół

Post autor: hiob » 27-10-08, 20:29

Vul pisze:Wspaniały felieton...
Dzięki. Ale to tylko świadczy o tym, że spotykam na swojej drodze wspaniałych nauczycieli naszej wiary. Doskonałe katolickie radio, konferencje, w których staram się uczestniczyć, książki, płyty... to wszystko potem przynosi owoce. Jeżeli jest jakakolwiek wartość tych felietonów, to na pewno nie jest to moja zasługa. Ja tu tylko jestem osłem, którego nasz Pan używa na chwilkę ku naszemu wspólnemu dobru.
przypomniał mi stwierdzenie zasłyszane na któryś rekolekcjach. Gdy pewien francuski ksiądz dowiedział się, że w języku polskim słowo Kościół jest rodzaju męskiego stwierdził ze współczuciem: "Jak wy możecie zrozumieć czym jest Kościół?"
Podobnie mnie raziło na początku, że w Stanach zawsze się mówi na Kościół "she", czyli "ona", gdy dla mojego ucha "church" brzmiał bardzo męsko. Pewnie na sutek tego, że w polskim języku "kościół" jest rodzaju męskiego. Ale w angielskim nie ma w zasadzie męskich i żeńskich rzeczowników. Ludzie mówią np. na swoje samochody "she". (Np. "I have a new car. She's very fast", czyli "Man nowy samochód. Ona jest bardzo szybka"), więc mówienie na "church" "she" jest poprawne, jest kwestią umowy.

Z powyższego powodu też trudno zrozumieć Amerykanom, dlaczego w greckim NT pisze, że Jezus powiedział Szymonowi: Ty jesteś Petros i na tej petra zbuduję swój Kościół". Dla nas wytłumaczenie, że "petra" jest rodzaju żeńskiego, więc autor Ewangelii musiał nazwać Szymona "Petros", musiał zmienić końcówkę słowa, jest logiczne. Ale Amerykanie nie widzą tego tak jasno. Dla nich "ten" Petra, czy "ta" Petros nie jest czymś niezwykłym, niezrozumiałym. Skoro jest "ta" church i "ta" car, to dlaczego inne słowa określające podstawę, fundament Kościoła i Szymona?

A najzabawniejsze jest to, że według Ojców Kościoła Mateusz i tak napisał swą Ewangelię po Aramejsku, gdzie mogło być tylko jedno słowo, "kefa". A więc to i tak problem tłumaczenia, nie oryginalnego tekstu. A Paweł potwierdza to w swych (greckojęzycznych) listach, nazywając kilkakrotnie Szymona "Kefasem". Także święty Jan podaje, że Jezus powiedział do Szymona: "Ty będziesz nazywał się Kefas" i od razu tłumaczy, że to znaczy "Petros":

ἤγαγεν αὐτὸν πρὸς τὸν Ἰησοῦν ἐμβλέψας αὐτῷ ὁ Ἰησοῦς εἶπεν· σὺ εἶ Σίμων ὁ υἱὸς Ἰωάννου, σὺ κληθήσῃ Κηφᾶς, ὃ ἑρμηνεύεται Πέτρος. (J1, 42) :mrgreen:
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Agus
Przyjaciel forum
Posty: 5
Rejestracja: 20-02-10, 23:08
Lokalizacja: Kraków

Re: Jeden Święty, Powszechny i Apostolski Kościół

Post autor: Agus » 24-02-10, 18:34

Witaj Hiobie,
mam tu małe przyczynki do Twojej apologetyki Kościoła.

http://www.dwunastka.krakow.dominikanie ... 2010-02-07
http://www.dwunastka.krakow.dominikanie ... 2010-02-14

Tam są mp3, więc możesz sobie posłuchać w czasie jazdy, a przy tym poczuć się przez chwilę w jakimś stopniu w Krakowie...
Choć nie wiem, czy t o akurat jest jakąś zaletą ;-) .
"późno Cię umiłowałem, Piękności tak dawna, a tak nowa... ze mną byłaś, a ja nie byłem z Tobą" (Św. Augustyn)

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11135
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Re: Jeden Święty, Powszechny i Apostolski Kościół

Post autor: hiob » 24-02-10, 22:48

Agus, zawsze jest dobrze poczuć się jak w Krakowie...

Jesteś jakoś związany z Beczką, lub z krakowskimi Dominikanami? "Dwunastka", to, domyślam się, niedzielna Msza w południe?

Zawsze, gdy jestem w Krakowie i nie wypadnie mi coś innego, idę na codzienną Mszę na 12 do Bazyliki Trójcy Świętej, ale w niedziele zwykle idę z rodziną do parafialnego kościoła.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Agus
Przyjaciel forum
Posty: 5
Rejestracja: 20-02-10, 23:08
Lokalizacja: Kraków

Re: Jeden Święty, Powszechny i Apostolski Kościół

Post autor: Agus » 25-02-10, 22:40

Tak jest, "dwunastka" to nazwa mszy o 12. Reguła jest taka, że odprawia ją autor homilii, które Ci przesłałem, i że jak przyjdziesz 'na minutę przed dzwonkiem' to będziesz stał albo kucał na stopniach, bo kościół jest zaprany ludźmi. Jak posłuchałeś, to chyba się domyślasz, dlaczego.

A "Beczka" to duszpasterstwo młodzieżowe, czyli już, niestety, dawno wyrosłem.
W tych czasach, w których mógłbym być związany, zupełnie mnie to nie interesowało, co odzwierciedlam w swoim 'podpisie' ↓ ...
"późno Cię umiłowałem, Piękności tak dawna, a tak nowa... ze mną byłaś, a ja nie byłem z Tobą" (Św. Augustyn)

Agnieszka Nowacka
Przyjaciel forum
Posty: 67
Rejestracja: 11-01-10, 10:48
Lokalizacja: Wrocław

Prosba o wyjasnienie

Post autor: Agnieszka Nowacka » 03-04-10, 20:31

WITAJ Hiobie!
Podczas rozmowy powołałam się na cytat- z twojego felietonu, a szczerze: troszkę zgapiłam w celu przekonania kogoś... Chodzi mi o fragment tekstu:Nic więc dziwnego,że św, Paweł w liście [...], którego sam wyświęcił i sam trenował ...itd.
No i każą mi udowodnić,że św.Paweł wyświęcił... Twierdzą,że św.Paweł nikogo nie wyświęcał, że tylko Bóg może cokolwiek święcić....
Help me, please!

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11135
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Re: Prosba o wyjasnienie

Post autor: hiob » 04-04-10, 05:27

Agnieszka Nowacka pisze:WITAJ Hiobie!
Podczas rozmowy powołałam się na cytat- z twojego felietonu, a szczerze: troszkę zgapiłam w celu przekonania kogoś... Chodzi mi o fragment tekstu:Nic więc dziwnego,że św, Paweł w liście [...], którego sam wyświęcił i sam trenował ...itd.
No i każą mi udowodnić,że św.Paweł wyświęcił... Twierdzą,że św.Paweł nikogo nie wyświęcał, że tylko Bóg może cokolwiek święcić....
Help me, please!
Wiesz, to, czy Bóg może cokolwiek święcić, czy każdy z nas, to zależy tylko od tego, jaką przyjmiemy definicję "święcenia". W pewnym sensie Twoi adwersarze mają całkowita rację. Tylko Bóg jest święty i tylko od Niego może wyjść prawdziwe "uświęcenie".

Jednak prawdą jest także i to, że Bóg tylko raz w historii w sposób namacalny, materialny "dotknął" ludzi. Jezus, prawdziwy Bóg, stał się jednym z nas, przez trzy lata nauczał, założył Kościół i wrócił do Domu Ojca. Jednak Kościół Jezusa nie miał trwać przez jedno pokolenie, ma trwać aż do ponownego przyjścia Jezusa na Ziemię.

Apostołowie doskonale to rozumieli, i gdy Judasz się zabił, powołali, a więc także wyświęcili jego następcę. Nie swoją mocą, ale mocą daną im przez Jezusa. Możemy przeczytać o tym w Dziejach Apostolskich:


20. Napisano bowiem w Księdze Psalmów: Niech opustoszeje dom jego i niech nikt w nim nie mieszka! A urząd jego niech inny obejmie!
21. Trzeba więc, aby jeden z tych, którzy towarzyszyli nam przez cały czas, kiedy Pan Jezus przebywał z nami,
22. począwszy od chrztu Janowego aż do dnia, w którym został wzięty od nas do nieba, stał się razem z nami świadkiem Jego zmartwychwstania.
23. Postawiono dwóch: Józefa, zwanego Barsabą, z przydomkiem Justus, i Macieja.
24. I tak się pomodlili: Ty, Panie, znasz serca wszystkich, wskaż z tych dwóch jednego, którego wybrałeś,
25. by zajął miejsce w tym posługiwaniu i w apostolstwie, któremu sprzeniewierzył się Judasz, aby pójść swoją drogą.
26. I dali im losy, a los padł na Macieja. I został dołączony do jedenastu apostołów.
(Dz 1:20-26)

Podobnie, gdy potrzeby rosnącego Kościoła zaczęły przekraczać możliwości apostołów, powołano diakonów, by nauczali i zajmowali się posługą miłości:


1. Wówczas, gdy liczba uczniów wzrastała, zaczęli helleniści szemrać przeciwko Hebrajczykom, że przy codziennym rozdawaniu jałmużny zaniedbywano ich wdowy.
2. Nie jest rzeczą słuszną, abyśmy zaniedbywali słowo Boże, a obsługiwali stoły - powiedziało Dwunastu, zwoławszy wszystkich uczniów.
3. Upatrzcie zatem, bracia, siedmiu mężów spośród siebie, cieszących się dobrą sławą, pełnych Ducha i mądrości. Im zlecimy to zadanie.
4. My zaś oddamy się wyłącznie modlitwie i posłudze słowa.
5. Spodobały się te słowa wszystkim zebranym i wybrali Szczepana, męża pełnego wiary i Ducha Świętego, Filipa, Prochora, Nikanora, Tymona, Parmenasa i Mikołaja, prozelitę z Antiochii.
6. Przedstawili ich Apostołom, którzy modląc się włożyli na nich ręce.
(Dz 6:1-6)

Święty Paweł, apostoł z wyboru samego Jezusa, także przez nakładanie rąk powołał następców. O paru z nich wiemy z Biblii, bo pisał on do nich listy i opowiadają nam o tym Dzieje Apostolskie. Na przykład tu widzimy, że Paweł z Barnabą ustanawiali przełożonych, czyli biskupów nowej wspólnoty chrześcijańskiej:


20. Kiedy go jednak otoczyli uczniowie, podniósł się i wszedł do miasta, a następnego dnia udał się razem z Barnabą do Derbe.
21. W tym mieście głosili Ewangelię i pozyskali wielu uczniów, po czym wrócili do Listry, do Ikonium i do Antiochii,
22. Umacniając dusze uczniów, zachęcając do wytrwania w wierze, bo przez wiele ucisków trzeba nam wejść do królestwa Bożego.
23. Kiedy w każdym Kościele wśród modlitw i postów ustanowili im starszych, polecili ich Panu, w którego uwierzyli.
(Dz 14:20-23)

Wracając do Tymoteusza, w Pierwszym Liście do niego św. Paweł pisze między innymi:

1. Nauka ta zasługuje na wiarę. Jeśli ktoś dąży do biskupstwa, pożąda dobrego zadania.
2. Biskup więc powinien być nienaganny, mąż jednej żony, trzeźwy, rozsądny, przyzwoity, gościnny, sposobny do nauczania,
3. nieprzebierający miary w piciu wina, nieskłonny do bicia, ale opanowany, niekłótliwy, niechciwy na grosz...
(1 Tm 3, 1-3)

Zatem jest jasne, że tu jest mowa o biskupach. Tymoteusz jest jednym z nich, wyświęconym, czy namaszczonym przez Pawła, a teraz Paweł daje mu instrukcje jakimi się kierować kryteriami wybierając nowych biskupów.

Oczywiście może ktoś na to odpowiedzieć, że w Biblii wcale to nie jest tak jasno i przekonywająco podane. I będzie miał rację. Nie jest. Nie jest dlatego, że Biblia nigdy nie miała być podręcznikiem, w sensie kompletnej instrukcji dla młodego Kościoła. Przede wszystkim musimy pamiętać, że cale dziesięciolecia Kościół funkcjonował zanim powstał Nowy Testament. A później całe stulecia, zanim oficjalnie Kościół sprecyzował, które z powstałych Ewangelii i Listów są Słowem Bożym. Widać więc z tego, że Kościół posiadał Apostolską Tradycję, według której postępował. Biblia jest owocem tej Tradycji, tego Depozytu Wiary. Szukanie w tej Biblii teraz, dwa tysiące lat później, potwierdzenia każdego zwyczaju i każdej praktyki Kościoła - to totalne nieporozumienie. Kościół nie robi nic sprzecznego z nauką Biblii, ale nie znaczy to wcale, że nie musi przestrzegać tego, co przekazuje mu ustna Tradycja Apostolska. Sama Biblia to potwierdza i nakazuje:


15. Przeto, bracia, stójcie niewzruszenie i trzymajcie się tradycji, o których zostaliście pouczeni bądź żywym słowem, bądź za pośrednictwem naszego listu.
(2 Tes 2,15)

Pozdrawiam
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Awatar użytkownika
myschonok
Przyjaciel forum
Posty: 957
Rejestracja: 15-02-10, 00:29
Lokalizacja: Miedzy Erkelenz a Hückelhoven

Re: Jeden Święty, Powszechny i Apostolski Kościół

Post autor: myschonok » 25-11-10, 10:12

Nie wiem gdzie z moim postem- ale mysle ze tu, bo tez o Kosciele.

O Kosciele w Niemczech.
Wydaje sie, iz jak mowili Prorocy i Apostolowie- musi upasc- aby znowu powstal.
Niemcy przypominaja troche Afryke- gdzie wsrod dzkich plemion sa male ogniska Chrzescijan.
Najbardziej mnie chyba boli to, iz te dzicz, tworza sami Chrzescijanie, w tym ogromna rzesza katolikow.
Dziczeja bez Sakramentow, bez sumien,na wlasne zyczenie niejako.
Bardzo popularne jest wsrod niemieckich katolikow powiedzenie: Kosciol to my, swieccy.
To prawda- ale - swieccy zlaczeni wokol Chrystusa, wokol Kosciola, Sakramentow.
Swieccy w Niemczech rozumieja jednak te slowa inaczej.
Mianowicie: my jestesmy Ludem Kaplanskim, na co nam ksieza?.
Kosciol musi isc z duchem czasu i przystosowywac sie do warunkow.
I tak ci "katolicy" wyznajacy aborcje,chemiczna czy mechaniczna kontole urodzin,od lat nie spowiadajacy sie,sami czytaja Pismo i rozdzielaja Komunie ( bez Mszy Swietej),sami chowaja zmarlych, sypia glowy popiolem.
Koscioly i seminaria sa zamykane,duch ginie.
Ale sa i tu ogniska wiary zywej i jest to w ogromnej czesci zasluga polskich ksiezy obslugujacych tutejsze parafie.
Trzeba nam prosic Pana, aby mlodzi Kaplani chcieli trwac w tradycji Kosciola, aby byli tego uczeni.
Nie tylko filozofii i ekonomii.
Aby nie dali sie zwiesc duchowi czasow,materializmowi.
I zacheta dla tych, ktorzy na emigracji:
walczcie o Kosciol Zywy!
Nie zadowalajcie sie ochlapami.
Tworzcie wspolnoty gromadzace sie wokol Kaplanow, wokol Stolu Panskiego,wokol Sakramentow.
Zyjcie chrzescijanskimi wartosciami, modlcie sie nie ustajac- chocby sie inni z Was smiali.
Bo to naprawde my, prosci ludzie tworzymy Kosciol Bozy.
Nie tak, jak tego chce swiat- ale zlaczeni z Chrystusem Synem Boga Zywego.


GRZEGORZ GÓRNY
Kryzys Kościoła w Niemczech
Kościół katolicki w Niemczech przeżywa kryzys, o czym coraz głośniej mówią jego hierarchowie. Nie ma jednak zgody co do tego, jak uzdrowić sytuację.

Kościół katolicki w Niemczech liczy ok. 26,5 miliona wiernych, czyli ok. 32 proc. mieszkańców. Od czasu zjednoczenia kraju w 1989 roku stracił on już ponad półtora miliona członków. Każdego roku ponad 100 tysięcy Niemców decyduje się wystąpić z Kościoła katolickiego. Wiąże się to z zaprzestaniem płacenia tzw. podatku kościelnego, który wynosi od 8 do 10 proc. osobistego podatku dochodowego i jest ściągany przez państwo. Wpływy do kasy Kościoła zmniejszają się również na skutek stale malejącej od lat liczby narodzin wśród katolików (podobny proces, nawet w większej skali, dotyczy też protestantów). Coraz więcej dzieci pojawia się za to w rodzinach muzułmańskich, które jednak na Kościół nie łożą.

Wszystko to powoduje, że Kościół w Niemczech zmuszony jest do drastycznych oszczędności. Sama diecezja berlińska ma dziurę budżetową wynoszącą 13 milionów euro, a jej długi w bankach i instytucjach kredytowych sięgają już ponad 150 milionów euro. W związku z tym kuria w Berlinie planuje likwidację 400 etatów, zamknięcie seminarium duchownego oraz pozbycie się 101 z istniejących obecnie 207 parafii. Świątynie mają zostać zamienione na galerie lub sale koncertowe albo wyburzone, a działki, na których stały, sprzedane.

Podobne problemy nie omijają też uchodzącej za najbardziej katolicki region w Niemczech Bawarii. W archidiecezji bawarskiej opracowano już projekt likwidacji aż 500 z działających teraz 700 parafii. Brak pieniędzy to jednak nie jedyny powód tego typu decyzji. Brakuje również powołań, kapłanów oraz wiernych w kościołach.

O ile w 1990 roku w całych Niemczech w coniedzielnych Mszach uczestniczyło 6,2 miliona katolików, o tyle w 2001 roku już tylko 4 miliony (z ogólnej liczby 26,5 miliona). W Monachium rodzice tylko 5 proc. noworodków decydują się na chrzest swych dzieci. Z badań instytutu Allensbacha wynika, że tylko 20 proc. niemieckich katolików czuje się związanych z Kościołem i jego nauczaniem, kolejnych 35 proc. uważa się za "katolików krytycznych", tzn. przyznających się do Kościoła, lecz nie akceptujących jego nauczania, natomiast dla pozostałych 45 proc. Kościół to instytucja daleka i obojętna (wiąże ich z nim tylko fakt chrztu i podatku kościelnego). Co charakterystyczne, spośród wiernych najmocniej przywiązanych do Kościoła aż dwie trzecie to osoby powyżej 60 roku życia, zaś zaledwie 7 proc. to ludzie przed trzydziestką.
Duchowy kryzys

Spada też dramatycznie liczba powołań. W 1986 roku w niemieckich seminariach kształciło się ponad 3600 kleryków, dzisiaj jest ich już tylko 1128. Jeszcze w 1993 roku wyświęcono 288 kapłanów, dziesięć lat później zaledwie 159. Duchowieństwo starzeje się: już teraz niemal co trzeci aktywnie pracujący duchowny ma ponad

60 lat. Prognozy nie są optymistyczne - w ciągu najbliższych dziesięciu lat dwie trzecie istniejących obecnie parafii nie będzie mieć własnego proboszcza.

W społeczeństwie niemieckim spada też autorytet Kościoła jako nosiciela wartości duchowych. Z badań ośrodka badania opinii publicznej Emnid wynika, że w rankingu instytucji uznawanych za przekazujące wyższe wartości Kościół znalazł się na czwartym miejscu (37 proc. głosów) - za policją, partiami politycznymi i organizacją ekologiczną Greenpeace. Kardynał Joachim Meissner z Kolonii zarzucił swoim rodakom, że cierpią na "duchową impotencję". Zmarły niedawno arcybiskup Fuldy Johannes Dyba żalił się natomiast, że nad Renem i Łabą przerost instytucjonalny Kościoła zabija jego ducha.

Trzeba bowiem wiedzieć, że Kościół w Niemczech jest - po państwie -drugim największym pracodawcą. Zatrudnieni w nim na etatach świeccy urzędnicy, od których nie wymaga się wiary w Boga, traktują Kościół jako takiego samego pracodawcę, jakim są koncerny, biura czy fabryki. Zdarzają się więc na przykład katecheci, którzy uczą w szkołach religii (w Niemczech katecheza jest obowiązkowa), ale sami nie wierzą w ogóle w prawdy chrześcijańskie, jakich nauczają. Często tacy niewierzący zasiadają też w różnych katolickich instytucjach czy radach świeckich mających wpływ na funkcjonowanie Kościoła.

Ów wspomniany przez arcybiskupa Dybę przerost instytucji nad duchem widać wyraźnie na przykładzie struktury zatrudnienia w niemieckim Kościele. Jeszcze kilkanaście lat temu w archidiecezji bawarskiej pracowało 500 osób w kurii, zaś 1200 w parafiach, obecnie natomiast w kurii jest już 1000 osób, a w parafiach tylko 900. Oszczędności, których Kościół zmuszony jest dokonywać, najczęściej odbywają się kosztem inicjatyw duszpasterskich, dziel misyjnych oraz parafii. Ukazujący się w Trewirze miesięcznik katolicki "Imprimatur" alarmuje, że w miejscowej diecezji ofiarą szukania oszczędności padła większość programów duszpasterskich dla dzieci i młodzieży.

Malejące z roku na rok wpływy z podatku kościelnego odbiją się zapewne również na liczbie projektów misyjnych i charytatywnych na całym świecie. Kościół niemiecki, uznawany za najbogatszy na świecie, dofinansowuje bowiem każdego roku wiele chrześcijańskich inicjatyw w krajach mniej zamożnych. Sama tylko organizacja Kirche im Not (Kościół w Potrzebie) wydaje rocznie na ten cel ponad 80 milionów euro.
Czy to pomoże?

Niemieccy katolicy coraz bardziej zdają sobie sprawę z panującego kryzysu. Bardzo często starają się mu jednak zaradzić na sposób czysto świecki - tak jak usprawnia się działanie źle funkcjonującej firmy. Ulubionym sposobem jest organizowanie paneli, debat i dyskusji, podczas których wciąż roztrząsa się kwestię uzdrowienia sytuacji Kościoła. Najczęstsze głosy, jakie wówczas padają, mówią o potrzebie większej demokratyzacji i otwarcia w Kościele, o konieczności uznania pluralizmu i tolerancji, o rozwoju programów socjalnych i charytatywnych, o zmianie katolickiej nauki seksualnej itd. Rzadko kiedy natomiast ktoś wypowiada się publicznie o konieczności osobistego nawrócenia, zawierzeniu swego życia Jezusowi, nowej ewangelizacji czy mocy sakramentów, zwłaszcza spowiedzi. Wydaje się, że wśród niemieckich katolików zanikła niemal świadomość sakramentalna - do Komunii przystępują prawie wszyscy, podczas gdy spowiedź przestała być już powszechnie praktykowana.

Okrętem flagowym niemieckiego Kościoła jest organizowany każdego lata Katolikentag, czyli Dzień Katolika. Składa się nań wiele dyskusji publicznych oraz imprez kulturalnych i artystycznych. Tego roku odbył się on w miasteczku Ulm i zgromadził ok. 14 tysięcy wiernych, głównie młodzieży. Wśród zaproszonych prelegentów znaleźli się m.in. Hans Küng (szwajcarsko-niemiecki teolog, któremu Stolica Apostolska zabroniła wypowiadać się w imieniu Kościoła katolickiego) oraz biskup Jacques Gaillot (francuski hierarcha usunięty przez Watykan z diecezji za popieranie związków homoseksualnych). Mając takich gości, spotkanie mogło liczyć na zainteresowanie dziennikarzy i promocję w mediach, czy jednak rzeczywiście przyczyniło się do odnowy życia kościelnego?

Jeden z biskupów niemieckich skrytykował zresztą ideę organizowania Katolikentagów, twierdząc, że ograniczają się one jedynie do "bicia piany", z którego nic nie wynika, a zarazem dają katolikom fałszywe poczucie, iż nie jest wcale tak źle, skoro udaje się doprowadzić do tak masowego spotkania (pojęcie "masowości" w niemieckim Kościele jest zresztą inne niż u nas - zwłaszcza jeśli się porówna 14 tysięcy osób w Ulm ze 140 tysiącami młodych w Lednicy).

Trzy czwarte katolików ankietowanych przez Instytut Allensbacha uważa, że znaczenie Kościoła w życiu niemieckiego społeczeństwa będzie systematycznie maleć. Zmiany te widać najwyraźniej w prawodawstwie, gdzie przeforsowano ostatnio legalizację związków homoseksualnych. W 1997 roku wspomniany arcybiskup Dyba w wywiadzie dla "Spiegla" mówił, że "ustawy stają się coraz bardziej pogańskie" i Niemcy są na najlepszej drodze, by stać się "republiką pogańską". Od tamtego czasu, niestety, proces ten się pogłębił.

Za : http://www.opoka.org.pl/biblioteka/Z/ZD ... de_kk.html

koterba
Przyjaciel forum
Posty: 326
Rejestracja: 17-12-10, 21:15
Lokalizacja: Podlasie

Re: Jeden Święty, Powszechny i Apostolski Kościół

Post autor: koterba » 27-12-10, 09:54

Hiob napisał:
Trzecia Świątynia bowiem istnieje. Istnieje od roku 33. Jezus przecież powiedział, że Ją odbuduje w trzy dni. I zrobił tak, jak obiecał. W końcu jest Bogiem i nie potrafi kłamać. Wszystkie Jego obietnice muszą się wypełnić. Tak, jak prawdziwą Arką Przymierza jest Maryja, tak prawdziwą Świątynią jest Jezus i Kościół, który On założył.
zgoda, ale przynajmniej kilku wczesnych Ojcow nauczało o tym , iż Antychryst odbuduje swiatynie w Jerozolimie. Nie bedzie ona miejscem kultu dla chrzescijan, ale namiastka swiatyni Chrystusowej i klamstwem Antychrysta.

http://www.catholic.com/library/The_Antichrist.asp

ODPOWIEDZ