Maryja

Tutaj są dyskusje na temat wiary. Masz jakieś pytania dotyczące nauki Kościoła, na temat chrześcijaństwa, sekt, wiary, a także komentarz na temat jakiegoś tekstu z mojej stronki? Tutaj możesz wyrazić swoje opinie i zadać pytania.

Moderator: Marek MRB

KrzysztofW11
Przyjaciel forum
Posty: 21
Rejestracja: 24-10-07, 21:31
Lokalizacja: Będzin

Re: Maryja

Post autor: KrzysztofW11 » 19-05-07, 11:27

podziele się wrażeniami z mojej 1 Komuni Św---podobnie jak Papirus było dla mnie wazne że zagości w moim sercu Jezus:) a nie reszta
troche czasu już mineło od tego dnia:) ale nie zapomne jak cwiczyłem przed lustrem otwerania bużi:) (pewnie śmieszne) ale chciałem się jak najlepiej przygotować do tego momentu--- już nie wspomne o 1 Spowiedzi bo to było naistotniejsze:)
materializm--- to zależy od rodzicuw jak wychowują dziecko do Wiary jęsli dziecko nie widzi przykładu u rodzicuw to co się dziwć--- jęsli rodzice nie chodzą do Kościołą to jak dziecko ma chodzić????
Jeśli rodzice podchodzą do tego jak tylko do kolejnej imprezy rodzinnej to dziecko to widzi!!!!!!!!!!!!!!!!!
:)

robaczek2
Przyjaciel forum
Posty: 4
Rejestracja: 24-10-07, 21:35

Re: Maryja

Post autor: robaczek2 » 26-05-07, 04:46

Wracajac do tematu polecam opis swiatla pochodzacego z brzucha Matki z Gwadelupy 24 kwietnia. Nie udaje mi sie wpisac adresu. Pewnie napisalem za malo postow.
Poczekamy co powiedza wladze (jezeli powiedza)

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11141
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Re: Maryja

Post autor: hiob » 29-05-07, 00:45

robaczek2 pisze: Nie udaje mi sie wpisac adresu. Pewnie napisalem za malo postow.
Poczekamy co powiedza wladze (jezeli powiedza)
:?: :?: :?:
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11141
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Maryja, Królowa i Pośredniczka.

Post autor: hiob » 28-10-07, 11:11

<FONT COLOR ="MAROON"> Kościół oficjalnie uczy, że Maryja jest Królową. Wszyscy wyrośliśmy w tej wiedzy i myślę, że nigdy się nie zastanawialiśmy specjalnie, dlaczego nas tak Kościół uczy. A jeżeli nawet, to być może przeczytaliśmy encyklikę Piusa XII Ad Caeli Reginam, dającą nam doktrynalne wytłumaczenie tej nauki. Ja jednak spotkałem niedawno kogoś, kto nie jest katolikiem. Jest on jednym z naszych braci- chrześcijan, dla których jedynym autorytetem jest Pismo Święte. I zarzucił mi on, że ja wierzę w naukę, która nie ma żadnych podstaw biblijnych. Nie rozumiał tez, dlaczego my modlimy się do Maryi, dlaczego Ją prosimy o pośrednictwo, zamiast zwracać się bezpośrednio do Jezusa.

Ten zarzut jest może nawet poważniejszy, bo Biblia uczy, (wg niego), że rozmowy z umarłymi są grzechem. To prawda, Pwt rozdział 18 zabrania porozumiewania się ze zmarłymi, ale po pierwsze święci w niebie nie są martwi, są bardziej żywi, niż my tu, na ziemi, sam Jezus powiedział, ze Bóg jest bogiem Abrahama, Izaaka i Jakuba i ze jest on Bogiem żywych, nie umarłych. "...Wszyscy bowiem dla Niego żyją" dodaje Łukasz (Lk 20,38). Po drugie: Biblia nie zabrania nam modlitwy, nie zabrania tego, abyśmy zwracali się o pomoc do naszych bliskich w niebie, zabrania wróżbiarstwa i prób komunikowania się ze zmarłymi w celu poznania przyszłości. Bóg chce, żebyśmy Mu zaufali i Jemu swa przyszłość powierzyli, a wróżbiarstwo jest dowodem braku takiego zaufania.

Jeszcze jedna uwaga na temat tego, że Biblia jest jedynym autorytetem. Doktryna ta, znana jako "Sola Scriptora", jest doktryną wymyśloną przez człowieka, niemającą żadnych historycznych ani teologicznych podstaw. Odrzucając autorytet Kościoła i przyjmując Biblię jako autorytatywną popełnia się nielogiczność, bo to właśnie Kościół dal nam Biblię, to Kościół, pod natchnieniem Ducha Świętego uznał które, z około 300 listów i ewangelii z pierwszych lat chrześcijaństwa były natchnione i powinny wejść w skład kanonu Nowego Testamentu. Biblia sama nam podaje, że Kościół Boży jest filarem i podporą prawdy (1Tm3,15). Ale prowadząc z kimś dyskusje powinniśmy używać argumentów, które przemawiają do nich, gdyż sam Jezus tak robił. Na przykład gdy rozmawiał z Samarytanką, używał argumentów tylko z Pięcioksięgu, gdyż Samarytanie nie uznawali Proroków za pisma natchnione. Myślę, że i my powinniśmy podobnie postępować.

Jezus jest wielokrotnie nazywany w Biblii Synem Dawida. Prawdziwym jednak synem króla Dawida był Salomon. Przyjrzyjmy się może zwyczajom panującym na ich dworze, gdyż ich królestwo jest archetypem Królestwa Bożego. My, mieszkańcy państwa demokratycznego, republiki, na początku trzeciego tysiąclecia, często nie bardzo wiemy jak wyglądało królestwo 3 tysiące lat temu. Zajrzyjmy wiec do Biblii, do 1. Księgi Królewskiej.

Król Dawid był już starcem, o słabym zdrowiu i marzł w nocy. Słudzy znaleźli mu więc młodą, piękną dziewicę, Szunemitkę Abiszag żeby z nim spała i ogrzewała go w nocy. Tymczasem Adoniasz, syn Haggity, jeden z najstarszych synów Dawida praktycznie przejął władzę w państwie. Prorok Natan zapytał wiec Batszebę, matkę Salomona, czy król o tym wie i polecił jej iść i zapytać. Dawid przysiągł jej, że Salomon zostanie następcą tronu. Batszeba udała się do niego, uklękła, oddala mu pokłon i przedstawiła, wraz z Natanem, jak się sprawy w państwie mają. Jak sprawy się dalej potoczyły, wiemy, bo to właśnie jej syn, Salomon został królem. Adoniasz jednak nie zrezygnował tak łatwo.

Udajmy się wiec na dwór króla Salomona. Zarówno Dawid jak i Salomon mieli wiele żon, Salomon miał ich 700, nie licząc nałożnic, "żon drugorzędnych", jak to ładnie Tysiąclatka tłumaczy, których miał trzysta. Wiele z nich było wynikiem sojuszy zawieranych z innymi państwami, królestwo Izraela było w tym okresie dość poważnym mocarstwem, był to okres największej jego świetności. Adoniasz udał się wiec do Batszeby i przedstawił jej swoją prośbę. Upewnił ją, ze ma dobre zamiary i ze prosi tylko o to, żeby mu król Salomon zezwolił na poślubienie Szumenitki Abiszag. Nie wiem, jak piękną była ta Szumenitka,(moja Biblia jest bez obrazków ;-)), ale jak piękna by nie była, Adoniaszowi chodziło o cos zupełnie innego. Mimo, że Abiszag była tylko osobą, która miała ogrzewać króla Dawida, dla przeciętnego poddanego była ona ostatnią żoną królewską. Adoniasz wiedział, ze gdyby ją poślubił, nabrałby w pewnym sensie praw do tronu. Mając za żonę ostatnia żonę króla, sam stawał się głównym pretendentem do korony. Batszeba tego nie zauważyła, ale mądrość Salomona przewyższała mądrość wszystkich ludzi i on od razu przejrzał plan Adoniasza.

Przyjrzyjmy się jednak, jak sama wizyta Batszeby u króla Salomona wyglądała. Jakże inaczej, niż u króla Dawida. Gdy Batszeba udała się do Dawida, uklękła i oddala mu pokłon. Gdy udała się do syna Dawida, do Salomona, to on wstał na jej powitanie i oddal jej pokłon. Dlaczego taka nagła zmiana? Bo ona była teraz Krolową-Matką. Na dworze Izraelskim i także na innych dworach wschodu w tamtych czasach nigdy żona króla nie miała tytułu królowej, choćby z tego względu, ze nie wiadomo która z nich miałaby ten zaszczytny tytuł nosić. Zawsze matka króla była królową. Czytamy dalej, ze postawiono tron dla niej po prawej stronie króla. Wszyscy wiedzieli, ze prośba królowej matki jest rozkazem dla króla. Adoniasz powiedział: "Powiedz królowi Salomonowi, bo on niczego ci nie odmówi", sam Salomon znalazł się w kłopocie, gdyż nie mógł odmówić Królowej- Matce, nie mógł też spełnić jej prośby. Powziął wiec "salomonową decyzję", kazał zabić Adoniasza i w ten sposób rozwiązał ten problem.

Ja tu nie będę oceniał nikogo, król Salomon jest dość kontrowersyjną postacią i sama Biblia mówi, ze nie był tak wierny Bogu jak jego ojciec, Dawid. Ja tylko chciałbym zwrócić uwagę na typologiczną stronę tej historii. Salomon jest archetypem Jezusa a Batszeba Maryi. To, ze są oni grzeszni, nie świadczy o niczym, gdyż archetypy zawsze są mniej doskonale od postaci, których są archetypami. I jeżeli w królestwie Salomona, syna Dawida nie mógł on niczego odmówić królowej matce, to wskazuje na to, że i w prawdziwym Królestwie Syna Dawida, On, Jezus tez niczego Królowej Matce, Maryi, odmówić nie może.

Dla mnie jest to wspaniała wiadomość. I tłumaczy, czemu wstawiennictwo Maryi, która jest i naszą Matka jest takie skuteczne. Prośmy wiec ją o wszystko i jeżeli tylko nasze prośby będą zgodne z wola jej Syna, to na pewno Ona je Mu przedstawi i nie musimy się już martwic. A jeżeli Bóg w swej nieograniczonej mądrości uzna, że to, o co prosimy nie przyniesie nam pożytku, to na pewno da nam w zamian cos dużo, dużo lepszego. Bo każda modlitwa jest wysłuchana i każda jest spełniona, choć nie zawsze w taki sposób, w jaki my sobie to wyobrażaliśmy. Ale to dlatego, ze Bóg jest od nas mądrzejszy i wie lepiej. Któraż matka czy ojciec zgodziliby się spełnić prośbę swego dziecka, gdyby prosiło ono na przykład o to, żeby mu dać żyletkę do zabawy? Oczywiście odmówilibyśmy, dając w zamian zabawkę, bo jesteśmy mądrzejsi. Nie negujmy wiec nigdy Bożej Mądrości. I zaufajmy naszej Matce-Królowej, oddając się Jej całkowicie. Wtedy już o nic nie będziemy się musieli martwic. </FONT>
Ostatnio zmieniony 07-08-13, 23:46 przez hiob, łącznie zmieniany 2 razy.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11141
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Re: Maryja

Post autor: hiob » 05-12-07, 05:13

Na forum portalu www.wiara.pl prowadzę od czasu do czasu dyskusję na różne tematy. Dzisiaj parę godzin spędziłem na odpowiedź pewnemu bratu, a ponieważ temat podobny, a pracy włożyłem w to sporo, to postanowiłem cały mój post zamieścić i tutaj. Natomiast tamten wątek można znaleźć korzystając z tego linku:

http://forum.wiara.pl/viewtopic.php?t=1 ... sc&start=0

Ja się tam zjawiam na szóstej stronie wątku, a poniżej moja ostatnia wypowiedź:

mcfunthomas pisze:Witam! Długo to trwało ale cóż, czasem tak bywa. ;)
Wszyscy mamy ten sam problem. Praca, rodzina, a do tego w moim przypadku doszło moje własne, osobiste forum, więc nie mam zbyt wiele wolnego czasu.
Powyrzucam te kawałki, które już wg. mnie są zbyt OT.
Oczywiście. Każdy z nas wybiera, na co chce odpowiedzieć, a co mu z różnych względów "nie leży". Inaczej te odpowiedzi musiałyby być publikowane w kilku tomach. :biggrin:

hiob pisze:Biblia w innych miejscach ukazuje nam pośredniczą rolę, jaką mają święci w niebie,
Poproszę o namiary na te inne miejsca nt. modlitwy do świętych-umarłych.
Nie wiem, czemu wracasz do czegoś, co już "przerabialiśmy". Werset w Apokalipsie wyraźnie pokazuje pośrednictwo świętych w niebie. Werset w Liście do Hebrajczyków pokazuje nam, jak jesteśmy otoczeniu chmurą świadków, wspomagających nas w naszym biegu. Rozumiem, że się nie zgadzasz z tą interpretacją, ale ja na to nie mam już żadnego wpływu. Ja mogę tylko pisać o tym, jak ja to widzę. Albo raczej jak to widzą, w moim rozumieniu, apologetycy i egzegeci Kościoła Katolickiego.

Pobożność ludowa była różnorodna nawet w I wieku. Dziś jest tak samo. To nie świadczy o słuszności tych praktyk. A skoro Biblia nie zawiera praktyk modlitw do umarłych-świętych, lecz wszystkie modlitwy w Biblii są skierowane do Boga &#8211; to widocznie taka jest norma i wg. mnie tak powinno pozostać. Takie jest moje zdanie.
Ale ja nie mówię o "pobożności ludowej", ale o tradycji, jaką mamy od czasów apostolskich. Poza tym nie zapominaj, że to Tradycja jest pierwsza, niż Nowy Testament. Kościół funkcjonował całe lata, zanim powstały Ewangelie, zanim Paweł napisał swoje Listy, a do czasu, gdy było pewne, które z tych Listów i Ewangelii uznać za natchnione Słowo Boże minęło parę stuleci. Nie można się więc spodziewać, że każdą praktykę znajdziemy w Biblii. Sama Biblia wyraźnie nam to mówi. Listy Pawłowe są głównie "interwencyjne". Nigdy nie miały być w swych założeniach systematycznym wykładem z teologii. Jeżeli coś było powszechnie i zgodnie przyjęte przez młody Kościół, nie było potrzeby o tym przypominać w listach. Dopiero, gdy powstawały konflikty, gdy ktoś zaczynał uczyć, albo praktykować coś niezgodnego z depozytem wiary i Tradycją, trzeba było posłać pouczający list. Dlatego też Tradycja jest taka ważna. Bez niej, opierając się tylko na Biblii, otrzymujemy kulawy, wypaczony obraz Kościoła, jaki założył Jezus.
A tak na marginesie poproszę o źródła historyczne o tym, że modlono się do zmarłych-świętych o wstawiennictwo w I wieku. Możliwe, że jest coś o czym nie wiem.
Źródłem jestem tutaj ja sam. Pielgrzymując po Ziemi Świętej, zwiedzając katakumby w Rzymie widziałem na własne oczy prośby do zmarłych pisane na murach i ścianach i pochodzące z pierwszego i drugiego wieku.

hiob pisze:Widzimy to w Kafarnaum w domu Piotra,
Poproszę o cytat, bo mnie zamurowało. Nigdy nie myślałem o Kafarnaum pod kątem wstawiennictwa z "tamtego świata"&#8230; no chyba, że Cię źle zrozumiałem. :)
Chyba rzeczywiście mnie nie zrozumiałeś. A przynajmniej ja na pewno nie rozumiem tutaj Ciebie. Mówiłem tylko, że w Kafarnaum widziałem odkopane ruiny domu Piotra, a na kawałku ściany można było odczytać zatarte modlitwy do świętego Piotra. Oczywiście ślady te są bardzo zniszczone, ale trudno byłoby się spodziewać żeby było inaczej. W końcu mają dwa tysiące lat.

Chciałbym Ci przypomnieć, że sam jesteś zdania, by nie wyrywać fragmentu z kontekstu. Poza tym, co mnie dość mocno intryguje to fakt, że już o tym pisałem z Tobą &#8211; może zapomniałeś.
Nie wyrywam tu niczego z kontekstu, patrzę na przypowieść o bogaczu i Łazarzu w jej całej rozciągłości. I całkiem możliwe, że rozmawialiśmy już o tym fragmencie. Być może nawet wspominałem, że napisałem kiedyś na moim blogu o tym fragmencie Pisma: http://polonus.livenet.pl/viewtopic.php?t=408 Niestety ja mam naprawdę chorobliwie krótką pamięć i przez to jestem wręcz skazany na powtarzanie się. Zwłaszcza, gdy nasze rozmowy się rozciągają tak bardzo w czasie.

Przypomnę więc, że co do jego (bogacza) troski o żywych i jego niby "modlitwy", to chodzi o to, że on - fałszywy i podły nawet po śmierci - tak naprawdę dalej dba tylko o siebie i ludzi bogatych;
No właśnie... "i ludzi bogatych". Niezależnie od motywacji i niezależnie czy to są biedni, czy bogaci, ktoś, kto troszczy się o innych po śmierci nie może być wśród potępionych. Potępieni odrzucają całkowicie Boga i, moim zdaniem, w ogóle nie interesuje ich żadna inna osoba poza nimi samymi. O ile zbawieni są zjednoczeni razem w Bogu, w Bożej Miłości i pozbawieni jakiegokolwiek egoizmu, to potępieni są wręcz uosobieniem egoizmu, a gdyby nawet zauważyli jakiekolwiek inne istoty, to najwyżej w kontekście utrudniania im zbawienia i spowodowania, by także odrzuciły Boga. Wstawiennictwo za kimkolwiek jest wyrazem miłosierdzia, a wystarczy jego kropla, żeby uniknąć piekła. Dobry Jezus wykorzysta każdy pretekst, żeby nas zbawić. A wracając do samej istoty naszej różnicy zdań, widzimy tu pośrednictwo kogoś, kto już jest "po tamtej stronie". Czyli ta przypowieść pokazuje, że jest nie tylko możliwe, ale prawdziwe, że zmarli wstawiają się za nami.
jak Ty rozumiesz ten sportowy fragment? O jakim wspomaganiu tu mowa, wg. Ciebie?
Ja uważam, że oni wypraszają nam u Boga łaski, które pomagają nam w osiągnięciu zbawienia. W wytrwaniu w biegu do końca, jak to mówi św. Paweł.
Nikt z nas nie jest dosłownie na bieżni, czy też w Circus Maximus. Tak więc od strony egzegezy, dowolnej, skoro w przenośni jest ukazane nasze stawanie do wyścigu, to i obłok świadków należy brać w tych samych kategoriach, kategorii przenośni &#8211; i to uważam za uczciwe. I jest to zgodne z szerokim kontekstem w Hbr.
Absolutnie nie mogę się tutaj zgodzić. Oczywiście, że nie jesteśmy dosłownie na bieżni, ale jesteśmy dosłownie "w drodze". Nasze rzeczywiste pielgrzymowanie istnieje, jest realne, nawet, jak nie są to dosłownie zawody sportowe. Podobnie święci: Nie są w żadnej "chmurze", ich "otaczanie nas" nie jest dosłowne. Nie mogę sięgnąć ręką, by ich dotknąć. Ale nie jest przez to wcale mniej realne. Ich obecność wokół nas trzeba jakoś zilustrować, stąd ta chmura. Nie da się przecież opisać tamtej rzeczywistości nie wykorzystując wyobrażeń znanych nam naszej rzeczywistości. Ale zarówno nasza pielgrzymka, jak i pomoc świętych są jak najbardziej realne.

hiob pisze:Bardzo wielu protestantów właśnie tak robi, pragnąć uzasadnić swoje doktryny.
Ja zauważyłem podobne podejście u nie-protestantów. Więc jak widać nie chodzi tu o wyznanie tylko poszczególnych ludzi, którzy nie znają zasad zdrowej egzegezy. :) Że już nie wspomnę tych, którzy o egzegezie opartej na retoryce hebrajskiej nigdy nie słyszeli.
Ja nie mówię o "retoryce hebrajskiej", ale o samych podstawach reformacji. O tym, co Luter nazwał: "articulus stantis et cadentis ecclesiae doctrine", czyli "doktryna, na której Kościół się ostoi, albo się zawali". Czyli o doktrynie "sola fide". Druga, to rzecz jasna, "sola scriptura". Obie oparte na bardzo wybiórczym podchodzeniu do Słowa Bożego, a w przypadku sola fide wręcz na manipulacji polegającej na włączeniu słowa "tylko" w tłumaczeniu Lutra tam, gdzie go w ogóle nie było. Słowa, które diametralnie zmienia znaczenie całego wersetu i stoi w sprzeczności z Listem Św. Jakuba. Listem, który Luter chciał wręcz usunąć z kanonu Biblii.

Nie mówimy więc tutaj o tym samym. Ja nie mówię o indywidualnych katolikach, którzy być może sobie interpretują Biblię niezgodnie z nauczaniem Kościoła. Ja mówię o podstawach reformacji, o strukturalnym wręcz odrzucaniu pewnych fragmentów Biblii, nadając im mniejszą wartość, albo wręcz negując ich wymowę dla poparcia swoich wcześniej założonych doktryn.
Problem w tym, że w Biblii jedyną normą jest modlitwa TYLKO do Boga.
Już to przerabialiśmy, więc nie wiem, czemu do tego wracamy. Po pierwsze nie wszystko jest w Biblii i sama Biblia nam o tym wyraźnie mówi. Po drugie w Biblii nie ma zakazu wznoszenia próśb do świętych, wręcz przeciwnie. Są nakazy, abyśmy się za siebie wzajemnie modlili. Po trzecie Biblia także wyraźnie nam mówi, że ci, co odeszli do Pana wcześniej, nie są martwi, bo Bóg nie jest Bogiem martwych, ale żywych. A to, że jedni za drugich mamy się modlić, mamy wyraźnie nakazane w Biblii. Po czwarte Biblia także nam wyraźnie mówi, że człowiek nie jest zbawiony tylko przez wiarę, a jednak "chrześcijanie biblijni", zarzucający nam, katolikom, że stosujemy praktyki niezgodne z Biblią, sami nauczają czegoś wyraźnie niezgodnego z tym przekazem biblijnym. Podobnie jest zresztą z koniecznością spożywania Ciała Pańskiego, by osiągnąć zbawienie, czy z faktem, że chrzest zbawia.Obie rzeczy są wyraźnie nauczane w Biblii, a odrzucane przez wielu "biblijnych chrześcijan". Nie jest więc prawdą Twoje stwierdzenie, a zasłanianie się Biblią jako jedynym autorytetem przez kogoś, kto bardzo wybiórczo sam do Niej podchodzi zakrawa wręcz na hipokryzję. I nie odbierz tego jako personalnego ataku. Piszę o pewnym zjawisku, o logice nauczania pewnych doktryn, nie o Twojej osobie. Nie bardzo zresztą nam wszystkie Twoje wierzenia. Zakładam jednak, że przynajmniej niektóre z tych wymienionych wyżej doktryn (sola fide, sola scriptura, symboliczne znaczenie chrztu i Eucharystii) uważasz za swoje.

Chyba, że prośbę o modlitwę do Boga też nazwiemy modlitwą&#8230;to już się kłócić z góry przyjętą definicją nie będę.
Oczywiście, że tylko o takiej modlitwie cały czas rozmawiamy. Kłócić się więc nie mamy o co, nawet jakbyśmy bardzo chcieli ;) Wystarczy zresztą nawet zastanowić się nad słowami najpopularniejszej i najczęściej powtarzanej przez katolików modlitwy Maryjnej, "Zdrowaś Maryjo..." Jej pierwsza część to cytat z Biblii. Chyba nikt z nas nie ma tutaj z tym problemu, żeby modlić się słowami z Biblii, prawda? Druga część to prośba o wstawiennictwo:

"Święta Maryjo, matko Boża, módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinie śmierci naszej. Amen"

Inna prastara, najprawdopodobniej najstarsza znana nam modlitwa maryjna, pochodząca z trzeciego wieku, brzmi:

Pod Twoją obronę uciekamy się, święta Boża Rodzicielko, naszymi prośbami racz nie gardzić w potrzebach naszych, ale od wszelakich złych przygód racz nas zawsze wybawiać, Panno chwalebna i błogosławiona.
O Pani nasza, Orędowniczko nasza, Pośredniczko nasza, Pocieszycielko nasza. Z Synem swoim nas pojednaj, Synowi swojemu nas polecaj, swojemu Synowi nas oddawaj. Amen

Jak widzisz i tutaj oddajemy się Maryi nie po to, żeby Ona coś nam dała, żeby Ona swą mocą coś spowodowała, ale żeby nas pojednała z Jezusem, poleciła nas Jezusowi i Jemu nas oddała. Czyli, by rzeczywiście stała się naszą Orędowniczką i Pośredniczką.

Wracając więc do twojego pytania, to jasne jest, że modlenie się do kogokolwiek poza Jedynym Bogiem o cokolwiek, w sensie prośby o spowodowanie czegoś z mocy adresata modlitwy, czy w sensie oddawania boskiej czci adresatowi modlitwy, nie tylko jest niezgodne z Biblią i Tradycją Apostolską, nie tylko jest grzeszne, bałwochwalcze i godne potępienia, ale także jest sprzeczne z nauczaniem Kościoła Katolickiego. I nie o takich modlitwach tu mówię i nie takich praktyk tu bronię. Modlitwy do świętych w rozumieniu nauczania Kościoła są modlitwami o pośrednictwo.

Rozumiemy co prawda, że jako mistyczne Ciało Chrystusa w Kościele mamy różne role. Maryja nie jest "jedną z wielu", zwykłą, przypadkową dziewczyną, wykorzystaną przez Boga jak ten osiołek, na którym Jezus wjechał do Jerozolimy, ale jest Matką naszego Zbawiciela. Jest Królową Matką. Z tej pozycji, której sobie ani sama nie wypracowała, ani na nią w żaden sposób nie zasłużyła, ale którą otrzymała od Boga, wynikają pewne konsekwencje. Ma ona praktyczną i aktywną rolę w ułatwieniu nam osiągnięcia zbawienia. Ale rola ta wynika zawsze z jej roli pośredniczej, nie z jej mocy. Jednak ponieważ taka rola istnieje, to jest dla nas korzystne czerpać z bogactw, jakimi została Ona obdarzona przez Swego Syna. Dlatego, że to jest Jego wola.

Modlitwa jest jedną z podstawowych form kultu religijnego. Polega na skierowaniu swoich myśli do istoty lub istot, mogących być lub będących przedmiotem kultu (bogowie, święci, aniołowie), do sfery sacrum. &#8211; WIKIPEDIA
Delikatnie mówiąc &#8211; nie jestem zwolennikiem kultu ani aniołów ani ludzi, tylko Boga. Zawsze tak rozumiałem słowa z Dekalogu.
Nie mówimy o słowach, ale o tym, co one reprezentują. W Anglii do dziś używa się w sądzie, zwracając się do sędziego, wyrażenia "I pray to thee". Czy to znaczy, że każdy obrońca i prokurator łamie w sądzie przykazania boże? Nonsens. Ja nie jestem zwolennikiem kultu sędziów Jej Królewskiej Mości, ale jakbym popadł w konflikt z prawem na Wyspach Brytyjskich, "modliłbym się" do sędziego. Bo taka jest forma zwracania się do niego. Podobnie jak u nas należy się zwracać "Wysoki Sądzie", czy to ma sens, czy nie. Staroangielskie "pray" w powyższym kontekście znaczy coś zupełnie innego. Nie modlitwa, ale "petycja", "prośba". Nawet całkiem współczesny amerykański Słownik Kościuszkowski podaje takie znaczenia słowa "pray": "Modlić się do kogoś, o coś, za kimś, na czyjąś intencję, błagać o coś, prosić o coś". Czyli słowo to ma szersze znaczenie, niż modlitwa do Boga, czy bóstwa.

Nasze "religijne słowa" powstały z tłumaczenia słów biblijnych, z hebrajskiego, greki i łaciny. Ale w każdym języku ich smak, odcień, znaczenie jest inne. Nie da się jednoznacznie i identycznie oddać tych niuansów. Dlatego też rozmawiamy dość obszernie, by sobie właśnie wytłumaczyć, co mamy na myśli mówiąc, że się "modlimy do świętych". dlatego też Twój zarzut, podparty cytatem z Wikipedii nie bardzo ma jakąkolwiek wagę. Jest skrótem myślowym, uproszczeniem. Czym jest nasza modlitwa, w katolickim kontekście i dlaczego nie jest sprzeczna z Dekalogiem a zgodna z nauczaniem Biblii wytłumaczyłem chyba wcześniej.
Nie wiemy tylko jednej małej rzeczy &#8211; tego, że są jak Bóg, czyli że potrafią usłyszeć (zobaczyć) na raz więcej niż jedną sprawę do nich kierowaną.

Może tylko ja jestem taki ograniczony swoim człowieczeństwem, że nie potrafię zrozumieć więcej niż jedną osobę na raz, i jak mówią do mnie co najmniej dwie osoby to już nie jestem w stanie ich wysłuchać.
Wybacz, ale czasem odnoszę wrażenie, że sam się dziwisz, co wygadujesz. Ten argument, bardzo rozpowszechniony wśród antykatolicko nastawionych fundamentalistów i wyciągnięty wprost z "antykatolickiej Biblii", książki autorstwa Loraine Boettner pod tytułem "Roman Catholicism". Na stronach 142-143 autor pisze:

"How, then, can a human being such as Mary hear the prayers of millions of Roman Catholics, in many different countries, praying in many different languages, all at the same time?

"Let any priest or layman try to converse with only three people at the same time and see how impossible that is for a human being. . . . The objections against prayers to Mary apply equally against prayers to the saints. For they too are only creatures, infinitely less than God, able to be at only one place at a time and to do only one thing at a time.

"How, then, can they listen to and answer thousands upon thousands of petitions made simultaneously in many different lands and in many different languages? Many such petitions are expressed, not orally, but only mentally, silently. How can Mary and the saints, without being like God, be present everywhere and know the secrets of all hearts?"


Nie będę tłumaczył całego cytatu, zarzut jest taki, jak Twój. Dodatkowo zwraca on uwagę, że nasze modlitwy często są ciche, wyrażone tylko myślami. Jakże więc Maryja i święci mogą je usłyszeć i zapamiętać, jak są tylko ludźmi? Zarzut powtarzany tu często. Ale o ile nie dziwi mnie on w ustach pewnych osób, które nigdy nie opuściły rodzinnej Alabamy i które uważają, że Bóg stworzył świat w 144 godziny i że stało się to sześć tysięcy lat temu, to dziwi mnie w ustach człowieka, którego uważam za inteligentnego i myślącego.

Gdyby bowiem Maryja i inni święci przebywali w pokoju obok, w postaci dokładnie takiej, w jakiej byli za swego życia na ziemi, argument ten byłby w pełni wartościowy. Jednak "tam" czeka nas zupełnie inna rzeczywistość. Nasze procesy myślowe nie będą polegały na przepływie impulsów między komórkami mózgu. Będzie to zupełnie inna jakość, inny wymiar rozumienia rzeczy, poznawania rzeczywistości. Będziemy wszyscy znacznie bardziej wolni i intelektualnie zdolni do osiągnięcia niewyobrażalnych wyżyn.

Takie argumenty jak ten Twój ostatni podobny jest do argumentu niewyklutego pisklęcia mówiącego, że latanie jest niemożliwe. Niemożliwe jest nawet rozpostarcie skrzydeł. A przecież nasze przejście z życia na ziemi do stanu, w którym spędzimy wieczność jest nieporównywalnie większym skokiem, niż przejście pisklęcia przez rozbitą skorupkę jajka. Rzeczywistość, która nas czeka nie tylko umożliwia nam latanie, ale umożliwia to bez konieczności machania skrzydłami. Naszą wolą będziemy w stanie dokonywać rzeczy, o których nam się nawet teraz nie śni. Wysłuchanie więc wszystkich próśb, jakie do nas mogą kierować ci, co są jeszcze w drodze, to będzie wręcz "małe piwo".

Nie możemy podchodzić do realiów nieba w taki dziecinny, żeby nie powiedzieć prostacki sposób. Gdyby niebo było tylko taką ziemią, ale trwającą znacznie dłużej, to całe to chrześcijaństwo nie jest warte funta kłaków. Takie niebo raczej przypominałoby piekło. Zwłaszcza po upływie paru milionów lat tego "siedzenia na chmurce i grania na harfie". Wydaje mi się bowiem, że albo Bóg przygotował nam rzeczywistość, na opisanie której nawet Świętemu Pawłowi zabrakło słów, albo Bóg tylko się zabawił naszym kosztem i traktuje nas jak chomiki drepczące w kółko, w swej drodze do nikąd. Ponieważ jednak ja wiem, że Bóg nie jest złośliwym dowcipnisiem, ale Miłością, to wiem też, że to co nas czeka będzie tak wspaniałe, że każde, najodważniejsze moje wyobrażenie o niebie musi być dużo za słabe. Nie ma bowiem takiej możliwości, żeby nas w niebie cokolwiek rozczarowało. Rzeczywistość tam na nas czekająca będzie tak niesamowitą niespodzianką, miłą niespodzianką, że bezpiecznie możemy tutaj sobie wyobrażać największe cuda i dziwy, a i tak nawet w przybliżeniu nie wyobrazimy sobie cudowności realiów nieba.
hiob pisze:Dlaczego niby mieliby ofiarować Bogu te modlitwy, które my wznosimy bezpośrednio do Niego?
Dlaczego? Dlatego, że Bóg tak ustalił.
A gdzie to niby tak Bóg ustalił? Moim zdaniem Bóg ustalił, że mamy się modlić jedni za drugich. Ustalił też, że mamy się modlić do Niego. Jedno drugiemu nie zaprzecza. Potrzebna nam jest osobista relacja z Bogiem i potrzebny nam jest także poziomy aspekt naszej wiary. Wspólnota. Świętych obcowanie. Wspomaganie siebie wzajemne. Dlaczego? Bo Bóg jest Miłością i stworzył nas na swoje podobieństwo. A nie można kochać będąc samotnikiem. Mamy kochać Boga, ale mamy też kochać bliźniego i z tych przykazań wynikają pewne konsekwencje. Na przykład obowiązek modlitwy za braci. Nie biernego przekazywania czyichś modlitw, ale aktywnego, wynikającego z miłości do brata, wstawiania się za tymi, którzy nas o to proszą.

Tak więc, w tym temacie, skoro Dawid śpiewał i modlił się w psalmach do Boga i jego modlitwy szły jak dym kadzidlany do Niego, to w Ap. Św. Jana jest wizja która uzupełnia poprzedni fragment ze ST. Tak więc twierdzenie i gdybanie, które proponujesz jest chyba POZABIBLIJNE, niepoprawne egzegetycznie i nienormatywne. Nie zapominaj, że wszelka tradycja jak i Tradycja, której normatywność jest różna od spisanej Tradycji=Biblii jest inną ewangelią. Chyba że się mylę&#8230;
Nie można mieszać ze sobą zupełnie różnych wyobrażeń, czy fragmentów Biblii. Mogą bowiem one mieć zupełnie inne znaczenie. Na przykład symbol węża. Raz symbolizuje on w Biblii szatana, ale w innym miejscu Jezusa. Przykłady podane przez Ciebie mają tylko to wspólnego ze sobą, że pokazują nam, że symbolem modlitw jest dym kadzidła unoszący się do nieba. Nie jest jednak to ta sama wizja, są to dwie zupełnie inne sytuacje. I to Ty sam mi starałeś się wykazać, że protestanci wcale nie podchodzą do Biblii w sposób uznający, że albo jeden, albo drugi werset może być prawdziwy i że uważają, że każdy werset Biblii ma taką samą wartość. Więc bądź konsekwentny.

Dawid modlił się bezpośrednio do Boga, więc jego "kadzidlany dym" nie musiał być przez nikogo oferowany. Wizja Jana pokazuje nam co innego: Pokazuje, że święci w niebie oferują Bogu modlitwy świętych na ziemi, czyli członków Kościoła, mistycznego Ciała Jezusa. Inny fragment Apokalipsy pokazuje nam, że i aniołowie oferują te modlitwy. Czy zatem uważasz, że tam jest "rozdzielnia" jak na poczcie? Jedne modlitwy idą do aniołów, inne do Starców, trzecie bezpośrednio? Czy aniołowie walczą ze Starcami o to kto co będzie ofiarował, kto w czym pośredniczył? Czy może po prostu lepiej przyjąć ten tekst bez wstępnych założeń i uznać za prawdziwe, że to oni ofiarują nasze modlitwy, a nie, że zaledwie biernie pośredniczą, z niewiadomych zresztą przyczyn, w dostarczaniu tych modlitw, które ofiarujemy bezpośrednio Bogu.

Powrócę jeszcze raz do tego, że Bóg jest Miłością. A ktoś, kto kocha, chce byśmy wszystko robili wspólnie. Nie, żebyśmy stali na boku i się przyglądali, albo byli wykorzystywani do bezmyślnej "transmisji modlitw", ale żeby nasza rola była rzeczywista. Podam za Scottem Hahnem pewien przykład, który może pozwoli Ci wyraźniej to zobaczyć. Hahn opowiadał kiedyś, jak przypatrywał się sąsiadowi koszącemu trawę w swoim ogródku. Koło niego plątał się paroletni synek, ze swoją plastikową kosiarką-zabawką i przeszkadzał tylko ojcu. Ale tata, zamiast się zirytować i powiedzieć małemu, żeby nie przeszkadzał (jak pewnie ja bym zrobił :-/), podniósł jedną ręką chłopca tak, żeby ten chwycił prawdziwą kosiarkę, a sam trzymając ją mocno drugą ręką kończył koszenie trawnika. Szeroki uśmiech pojawił się na twarzy chłopca. Na twarzy taty też. Ale o ile chłopiec myślał: "Koszę trawę" , to tata myślał "Kocham chłopca". Ta pomoc chłopca nie była potrzebna do tego, żeby trawa była skoszona. Wręcz przeszkadzał on tacie. Tata i tak sam wykonał przecież całą pracę, a do tego musiał trzymać smyka. Ale od trawy ważniejsza jest miłość, a tu ten gest był niezbędny.

Podobnie jest z pośrednictwem świętych w modlitwach. I tych świętych żyjących na ziemi i tych w niebie. Bóg nie potrzebuje ich, czy naszego pośrednictwa. To my go potrzebujemy. Bo jeżeli nasza "ecclesia", nasza wspólnota ma być wspólnotą miłości, to nie może się składać z armii zapatrzonych w siebie egoistów. I naturalne jest, że jak ktoś pomagał bliźnim za życia na ziemi, to nie stanie się egoistą w momencie zjednoczenia z Tym, który jest Miłością, ale jeszcze bardziej i znacznie skuteczniej będzie się wstawiał za tymi, którzy go o to wstawiennictwo poproszą.

Psalm, który cytujesz, mówi, że modlitwy Dawida wznosiły się do Boga. Dobrze. Mamy biblijny przykład modlitwy bezpośrednio do Boga. Apokalipsa w jednym miejscu mówi, że to święci w niebie pośredniczą w ofiarowaniu modlitw Bogu. Dobrze. Załóżmy, że tak jest. w końcu to Słowo Boże. W innym miejscu Apokalipsy widzimy, że aniołowie ofiarują nasze modlitwy. Też doskonale. Nie wiem jak Ty, ale ja często rozmawiam z moim aniołem stróżem. Ma on na imię Bruno. Setki razy pomógł mi w życiu, a to, że nie miałem jeszcze poważnego wypadku, w czasie mojej długiej na pięć milionów kilometrów podróży, to bardziej zasługa jego, niż moja. Ale przecież wiem, że nie ze swej woli i inicjatywy jest on w stanie mnie obudzić, jak zasnę za kierownicą, czy skręcić kierownicą, jak ja się zagapię. On moje prośby o pomoc zanosi najpierw do Boga, bo tylko Bóg jest w stanie być źródłem tego, co może dla mnie zrobić Bruno. Piękny przykład miłości w praktycznym działaniu.
No to teraz ja Ci o tym przypominam i wyjaśniam, że jedną z podstawowych zasad egzegezy &#8211; o czym pewnie wiesz &#8211; jest założenie, że nie wymyśla się interpretacji do fragmentu, który jest już wyjaśniony w Biblii.


Amen, bracie. Nigdy inaczej nie uważałem.

Nie rozumiem Cie w tym momencie&#8230;to do mnie to zastrzeżenie? Bo mam wrażenie, że próbujesz obrócić kota ogonem&#8230; :) A może obaj mamy rację tylko się nie rozumiemy. Chciałem więc po raz kolejny przypomnieć, że Ap 4 to tylko początek wizji, która wg, mnie ciągnie się co najmniej do końca Ap 6 i na tej podstawie wychodzi mi, że Niebo &#8211; fakt &#8211; jest w centrum wizji, ale nie jest jedynym miejscem, które Jan widzi/słyszy.
Wcale tego nie neguję, ale nie o tym rozmawialiśmy. Mówiliśmy konkretnie o tym, gdzie są starcy, święci, którzy zanoszą nasze modlitwy przed oblicze Boga. A oni nie są "w niejednym miejscu", ale konkretnie w niebie, w centrum wizji, przed obliczem Boga.

W takim razie chodzi Ci, że owi Starcy są w Niebie? Proszę o określenie się w tym momencie, by się niepotrzebnie nie spierać. ;)
Właśnie o to mi chodzi ;)
Pozdrawiam ciepło
Nie pozostaję dłużny. Pozdrawiam równie serdecznie.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Awatar użytkownika
Anula
Przyjaciel forum
Posty: 208
Rejestracja: 12-11-07, 19:56
Lokalizacja: Szczecin

Re: Maryja

Post autor: Anula » 07-12-07, 12:27

Może najpierw odniosę się do słów kolegi-protestanta:
odnośniki w ST do Nt odnośnie Jezusa są jasne, klarowne i .....napisane w NT
odnośnie Marii nie ma nic
I co w tym dziwnego?
no nie szargaj tak tymi ojcami bo większość odnośnie Marii miała takie stanowisko jak protestanci (szczególnie luteranie)

Nie znam jeszcze wszystkich treści i stanowiska Ojców Kościoła, ale nie wierzę, żeby głośili oni coś przeciwnego Bogu.
słuchaj wiesz czemu w Polsce jest tak źle?
Nie, to nie wina komuchów
To wina 18 wiecznej i 17 wiecznej KATOLICKIEJ szlachty i duchowieństwa, które było tak rozpasane, że doprowadziło do ruiny
Mieszczanie nie mieli siły przebicia-byli karmieni katolicką papką o posłuszeństwie papieżowi i swoim ślepym duchowym przywódcom
Polska jest sama sobie winna
Odpowiada sama za rozbiory, wojny
Jej grzechy spadły na jej głowę
tak się skłąda, że początkowo szlachcicie pzchodzili na kalwinizm i wielu protestantów zostawało politykami -szlachta jeszcze w 16 wieku wybierała ich, bo widziała, ze są gospodarni
Potem szlachcie znudziło się kalwińskie zycie-bo przecież trzeba pracowac, w Kosciołach nie ma tyli świecidełek no i moralność za ostra
17 wiek to wiek fanatycznego katolicyzmu, który doprowadził do całkowitej ruiny gospodarkę
Takiej historii uczą na kursach? :-| Niezłe pranie mózgu.
Słuchaj, był czas kiedy CODZINNIE MÓWI ŁEM CAŁY RÓŻANIEC więc wiem na czym polega kult maryjny

Na duchowości macierzyństwa. Odmawianie różańca bez rozważania jej tajemnic nie ma wiele z duchowością wspólnego.
Odkąd poznałem Pana Jezusa takim, jakim jest NIE POTRZEBUJE JEJ rozumiesz?

No cóż inaczej mówiąc Bóg jest do mojej dyspozycji, dla moich potrzeb, i zachcianek - niech sie przyzna - też. Bóg ma być moją ozdobą a wogóle to "niech się cieszy, że o Nim wogóle pamietam". - Okropne.
Marie-matkę Jezusa kocham i okropnie szanuję i czcże (tak jak rodziców-wielkie poażanie)
Uważam, że jest błogosławiona kobietą, BOHATERKĄ WIARY
Potrzebuje jej jako przykładu świętego

Z poprzedniego zdania tak nie wynika. :-?
Ale nie potrzebuje już waszej Maryji-dobrej mateczki, pośrednizki i królowej

I znów zaprzeczenie.
Twierdzil rowniez ze z powodu kultu Maryi w Polsce jest wieksze bezrobocie, alkoholizm itd. niz w krajach z wiekszoscia protestantow.

A co ma piernik do wiatraka? Kozioł ofiarny? Naprawdę nie trzeba tęgich umysłów, żeby zauważyć, że psuć cokolwiek jest o wiele łatwiej niż budować.

Awatar użytkownika
Anula
Przyjaciel forum
Posty: 208
Rejestracja: 12-11-07, 19:56
Lokalizacja: Szczecin

Re: Maryja

Post autor: Anula » 07-12-07, 21:06

Jak chcecie, to się do niej módlcie-ja jestem chrześcijaniem-ja się skupiam na Bogu i na Jezusie, posiadam Ducha świętego-On jest moim Pocieszycielem i nie potrzebuje więcej
Przypomniała mi się "przygoda-incydent" przeżyta we wczesnej młodości, kiedy uczestniczyłam w życiu Kościoła, ale niewiele z tego rozumiałam. Moje zaangażowanie polegało na śpiewie w scholi, a potem w młodzieżowym zespole, który służył śpiewem podczas Mszy św., ale nie tylko. W domu rodzinnym (niektórzy nie opowiadają o swoich osobistych sprawach w celu zachowania prywatności, bądź z innych względów - ja nie mam tego rodzaju oporów, bo wiem, że w naszym życiu działa Bóg na różne sposoby i dzielenie się z innymi może pomóc komuś dostrzec podobieństwo doświadczeń ale przede wszystkim pozwoli zrozumieć, że nie jesteśmy odmieńcami, że ktoś przed nami był już w podobnej sytuacji i że ma to już za sobą), a więc moim domu dosłownie: nie było Boga, rodzice byli niewierzącymi katolikami, a ja na przekór wszystkim chodziłam regularnie do kościoła, ale tylko dlatego, że uwielbiałam śpiewać. Siłą rzeczy uczestniczyłam we Mszy, słuchałam czytań, modliłam się w formie litanii, nie wiedząc kiedy przeniosłam te praktyki do domu. Modliłam się w ciągu dnia, przed snem, a najczęściej wtedy, gdy wybuchały kłótnie między rodzicami.
I którejś nocy ocknąwszy się ze snu po wstaniu ojca (tak myślałam) do pracy - a wstawał bardzo wcześnie - gdy coś nagle zaczęło mnie dusić, przymurowało mnie do łóżka, ani prawą ani lewą ręką nie mogłam zrobić ruchu, wydobyć z siebie głosu tym bardziej. Pojawił się strach, niesamowity i jestem tego pewna - nie z tej ziemi. To było obezwładniające przerażenie. I w którymś momencie zaczęłam się w duchu modlić: Ojcze nasz...Aniele Boży ... Przerywałam, zaczynałam od nowa, a w myślach: dlaczego nie działa? To już była panika i nagle błysk myśli: Zdrowaś Mario, ... wierzcie lub nie - ale ustąpiło. Nie mogłam już zasnąć po tym przeżyciu, chciałam z kimś porozmawiać i ku mojemu zdziwieniu okazało się, że... wszyscy śpią w swoich łóżkach niczego nieświadomi.

Wracając do modlitwy, czy modlimy się do Maryi, czy do Boga prosząc Ją o wstawiennictwo? Jeśli Bóg reaguje dopiero po Pozdrowieniu Anielskim, to nie dlatego żeby pokazać, że jest Jemu równa, ale żeby nauczyć nas szacunku dla Jej osoby. Maryja ma uznanie w oczach Bożych i warto respektować Wolę Ojca zamiast wymądrzać się i szeregować podług ludzkiej hierarchii, gdzie wg kogoś mogłaby awansować, czy jakie miejsce zająć.

Tak myślę.

Awatar użytkownika
noHumanek
Przyjaciel forum
Posty: 529
Rejestracja: 24-10-07, 21:33
Lokalizacja: Rzeszów
Kontakt:

Re: Maryja

Post autor: noHumanek » 08-12-07, 12:09

To zjawisko duszenia w nocy nazywa się paralirzem sennym czy jakoś tak i się zdaża przynajmniej raz w życiu średnio co 3ciej osobie. Problem bardzo mało nagłośniony w mediach a takie przeżycia mogą zostawiać ślad zwłaszcza jeśli taważyszą im jakieś seksualne skojażenia (zdaża się że obok duszności i paraliżu człowiek odczuwa że jest gwałcony), to jest pierwsze "naturalne wyjaśnienie" w sprawach typu porwania nocne przez UFOle albo "gwałty przez demony"
Z przyczyn nieLudzkich powyszszy tekst może być nie-ortograficzny, niejest to lekcewarzenie czytającego tylko nieumiejętność piszącego, b. prosze się nie bulwersować

Awatar użytkownika
Vanilla
Przyjaciel forum
Posty: 186
Rejestracja: 24-10-07, 21:37
Lokalizacja: anioł gwiazdy zapala

Re: Maryja

Post autor: Vanilla » 08-12-07, 19:39

Anula pisze:zaczęłam się w duchu modlić: Ojcze nasz...Aniele Boży ... Przerywałam, zaczynałam od nowa, a w myślach: dlaczego nie działa? To już była panika i nagle błysk myśli: Zdrowaś Mario, ... wierzcie lub nie - ale ustąpiło.
Anula pisze:coś nagle zaczęło mnie dusić, przymurowało mnie do łóżka, ani prawą ani lewą ręką nie mogłam zrobić ruchu, wydobyć z siebie głosu tym bardziej. Pojawił się strach, niesamowity i jestem tego pewna - nie z tej ziemi.
Kilkakrotnie też coś takiego przezyłam w swoim życiu(chodziłam wówczas do liceum) Prawda jest taka,ze ustąpiło gdy zaczełam modlic sie do Maryii. Tylko wtedy "ten stan ustępował" Modlitwa do Boga jakos nie chciała mi pomóc. Mam z Maryjka większy kontakt,może dlatego ze jest kobieta?sama nie wiem.To ONA wstawia sie za nas do Boga. A odnośnie tych zjaw ktore przyduszaja tzw paraliż senny,to nie wiem czemu to robia i jaki maja cel... Czym sa? i przychodza tylko nad ranem. Wiem jedno,budza lęk. To zjawisko nadal dla mnie nie jest wyjasnione. Widuje rózne cienie,zarysy ludzkie..
To czego szukasz, znajdziesz w ostatnim spośród możliwych miejsc.

Awatar użytkownika
Anula
Przyjaciel forum
Posty: 208
Rejestracja: 12-11-07, 19:56
Lokalizacja: Szczecin

Re: Maryja

Post autor: Anula » 08-12-07, 21:20

Dziękuję Ci noHumanku za podpowiedź. Poszłam tym tropem i w necie znalazłam kilka informacji na temat paraliżu sennego. Zdumiała mnie ilość osób, które przyznały sie do podobnych przeżyć. Psychologia próbuje wyjaśnić to dość często występujące zjawisko, ale wciąż jest na etapie domniemań i przypuszczeń (być może dlatego, że prace nad badaniami nie przyniosą dochodu, co innego - komórki macierzyste)
Ja jednak skłaniam się ku biblijnym wyjaśnieniom i taka refleksja przyszła, gdy w krytycznym momencie ujrzałam twarz znanej mi osoby i ta twarz zaczęła się zmieniać w diaboliczny wyraz. Jakiś czas później spotkałam 'znajomą z koszmaru' i wtedy wyrzuciła z siebie, że tajemnica, którą mnie 'obdarzyła' (czyt. obciążyła) - ujrzała światło dzienne. Winą mnie obarczała i na nic sie zdały zapewnienia, że się myli. A jest to osoba, która z uśmiechem na twarzy życzy wszystkiego najgorszego człowiekowi. W jej towarzystwie siedziałam jak na szpilkach, bo miewała szalone pomysły. Np. raz, żeby wyrazić swoją dezaprobatę, niby to w żartach, wepchnęła mnie w odzieży do wanny pełnej wody. Taki sobie żarcik. :-?

Do czego zmierzam, otóż w Piśmie św. Pan Jezus nauczając mówi, że już nawet samą złą myślą człowiek grzeszy. Jeśli w myślach źle komuś życzę, to powinnam się zastanowić: co ja najlepszego robię, jeśli wyzwalam złe emocje i kieruję je na drugiego człowieka, to oprócz tego, że oddalam się od Boga, to jeszcze mogę skrzywdzić tę osobę.
Poznając dziedzinę duchowości, która zajmuje się opętaniami, można spotkać się z różnymi formami oddziaływania złych mocy. Rzucanie uroków może być o wiele prostsze niż mogłoby się nam wydawać.
VANILIA pisze:Kilkakrotnie też coś takiego przezyłam w swoim życiu(chodziłam wówczas do liceum) Prawda jest taka,ze ustąpiło gdy zaczełam modlic sie do Maryii. Tylko wtedy "ten stan ustępował"
W moim przypadku te czasy minęły. Być może dlatego, że częściej się modlę, nawet rozmawiam z Panem Jezusem w ciągu dnia: przepraszam za swoje zachowanie, za brak opanowania czy cierpliwości, albo dziękuję, że spotkałam kogoś dawno niewidzianego, albo poznałam kogoś niezwykle uprzejmego, albo pytam jak powinnam postąpić, itp. W ciągu dnia tyle rzeczy się wydarza, że zawsze jest coś do powiedzenia - najbliższej sercu - Osobie. Jestem spokojniejsza, ale też myślę, że koszmary nie pojawiają się już dlatego, że człowiek wiary jest osłonięty takim niewidocznym pancerzem, którego insekty tego świata (czytaj: siły Złego) nie przebiją. :-D

Awatar użytkownika
noHumanek
Przyjaciel forum
Posty: 529
Rejestracja: 24-10-07, 21:33
Lokalizacja: Rzeszów
Kontakt:

Re: Maryja

Post autor: noHumanek » 09-12-07, 00:21

Paraliżsenny to rodzaj patologicznego snu / koszmaru , coś jak lunatykowanie tylko na odwrót ;) . w muzgu jest ośrodek może kilka odpowiedzialne za przełaczanie muzgu w sen a potem budzenie, ten mechanizm czasem szwankuje, czasem człowiek podczas zasypiania "upada"/traci równowage , czasem lunatykuje, ma halucynacje a czasem paraliż senny .... różne nieszczęścia hodzą po ludziach a czasami im się nawet śnią ;P

Mi się zdażyło pare razy, wkącu doszłem sam że to tylko taki dziwny sen i następnym razem spokojnie poczekałem asz przejdzie. teraz mi się już nie zdaża

Ślady tego zjawiska są w różnych kulturach na całym świecie ... w starożytnej grecji były inkuby i sukuby . kiedyś słyszałem że jedno plemie indiajskie wierzy że stare panny (ponad 20lat ; ) odwiedzają bogowie w nocy i uczą je pokory i rozkoszy ;P

Jeszcze chciałem powiedzieć że z tego zjawiska żyją osoby zajmujące się wypedzaniem duchów i bioenergoterapełci. To dramat dla wielu osób jeśli zostaną "zgwałcone przez demona" a takie formy to zjawisko przybiera w skrajnych przypadkach .... był kiedyś w "rozmowy w toku" temat "zgwałcił mnie demon" ..... głuwnie z powodu takich nieszczęść troche mnie denerwóje że nikt o tym nie mówi w Tv czy nie uczy w szkole , teraz uczą dzieci w szkole jak zakładać prezerwatywe albo zmniejszyć ryzyko Hiv czy ciąży ale o paraliżu sennym to nie ;P
Z przyczyn nieLudzkich powyszszy tekst może być nie-ortograficzny, niejest to lekcewarzenie czytającego tylko nieumiejętność piszącego, b. prosze się nie bulwersować

Awatar użytkownika
Vanilla
Przyjaciel forum
Posty: 186
Rejestracja: 24-10-07, 21:37
Lokalizacja: anioł gwiazdy zapala

Re: Maryja

Post autor: Vanilla » 09-12-07, 10:32

Anula pisze:W moim przypadku te czasy minęły. Być może dlatego, że częściej się modlę
Pogratulowac,ze "to" juz minęło. Mi obecnie zdarza sie "to nawiedzenie"przez zjawy,sporadycznie. Nie modle sie zbyt często do Boga,ale rozmawiam z NIM. On wskazuje mi drogę.. Nie mam nic złego na sumieniu dlatego jestem czysta. Aczkolwiek zyje na pograniczu 2 światów. Ciężko to zrozumiec,ale tak mam. Zło zawsze da o sobie znac,tego nie da sie uniknąć. Trzeba byc odpornym i silnym psychicznie by nie dac sie omamic. Moze w jakis sposób zostałam naznaczona?miewam sny, ktore sie sprawdzaja. Są bardzo realistyczne,niemal namacalne. Wciaż sie ich boje. Często modle sie do Maryjki. ONA pomaga mi przetrwac te ciężkie chwile. Właśnie ONA. Została wybrana spośród innych. JEST ŚWIĘTA
To czego szukasz, znajdziesz w ostatnim spośród możliwych miejsc.

Awatar użytkownika
Anula
Przyjaciel forum
Posty: 208
Rejestracja: 12-11-07, 19:56
Lokalizacja: Szczecin

Re: Maryja

Post autor: Anula » 10-12-07, 20:43

noHumanek pisze:.... głuwnie z powodu takich nieszczęść troche mnie denerwóje że nikt o tym nie mówi w Tv czy nie uczy w szkole , teraz uczą dzieci w szkole jak zakładać prezerwatywe albo zmniejszyć ryzyko Hiv czy ciąży ale o paraliżu sennym to nie ;P
Ale jest za to hiobowe forum:-D i możemy wymieniać się informacjami, o których inni milczą.
VANILIA pisze:Aczkolwiek zyje na pograniczu 2 światów. Ciężko to zrozumiec,ale tak mam. Zło zawsze da o sobie znac,tego nie da sie uniknąć.(...)
Moze w jakis sposób zostałam naznaczona?miewam sny, ktore sie sprawdzaja. Są bardzo realistyczne,niemal namacalne. Wciaż sie ich boje.
I proszę, jakby tak nabrało odwagi więcej osób i zechciało o tym mówić, to okazało by się, że co drugi mieszkaniec tej ziemi doświadcza tego rodzaju przeżyć. Mogło by się okazać, że jest wręcz powszechnym zjawiskiem.

Na strach najlepszym lekarstwem jest ... przylgnięcie do Pana Jezusa. Małymi krokami, nic na siłę, ale jednak zdecydowanie zmierzać w Jego kierunku. Cóż zaproponowałabym Tobie, Vanilia przeczytać życiorys Ojca Pio. Można znaleźć tam wskazówki, jak żyć wiedząc, że zło jest blisko. Ale robi się również na duszy raźniej wiedząc, że ktoś przechodził przez podobną udrękę. Warto sobie pomóc.

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11141
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Re: Maryja

Post autor: hiob » 10-12-07, 22:16

Anula pisze:Może najpierw odniosę się do słów kolegi-protestanta[...]
Wątpię, żeby on zaglądał na naszą stronę. Jak masz ochotę z nim dyskutować, pewnie lepiej byłoby to robić na forum "Wiary", skąd są chyba te cytaty.
Anula pisze: Przypomniała mi się "przygoda-incydent" przeżyta we wczesnej młodości [...] nagle błysk myśli: Zdrowaś Mario, ... wierzcie lub nie - ale ustąpiło.
"Protoewangelia" (Rdz 3,15) nam mówi, że to Niewiasta, "Nowa Ewa", czyli Maryja, będzie miała instrumentalnie znaczenie w zniszczeniu szatana. To Jej potomstwo zniszczyło głowę węża i dlatego, myślę, miłe jest Bogu, gdy właśnie ją prosimy o pomoc. Jest to bowiem od samego początku plan Boży.
noHumanek pisze:To zjawisko duszenia w nocy nazywa się paralirzem sennym czy jakoś tak i się zdaża przynajmniej raz w życiu średnio co 3ciej osobie. ...
Musimy jednak uważać, pisząc o takich rzeczach, by nie upraszczać zbytnio sprawy. Różne osoby bowiem mogą mieć różne doświadczenia. Mogą one być spowodowane problemami psychiki, jakimiś doświadczeniami ostatnich dni i mogą także być spowodowane działaniem złego. Niekoniecznie więc da się je tak prosto zaszufladkować.
VANILIA pisze: Mam z Maryjka większy kontakt ...
:shock: Przepraszam, VANILIA, ale muszę coś powiedzieć. Nie chciałbym tylko, żeby to było odebrane w zły sposób. Nie chodzi mi bowiem o krytykowanie nikogo, ale o pewne uwagi ogólne. Chodzi mi oczywiście o tę "Maryjkę". Nie wydaje mi się, żeby nazywanie w taki sposób Matki Jezusa było właściwe. Tak samo, jak nie wydaje mi się właściwe, aby o Bogu mówić "Bozia". Ja rozumiem, że czasem czujemy się tak blisko kogoś, że chcemy to w jakiś sposób wyrazić, a Maryja, czy Najświętsza Maryja Panna to brzmi tak... obco, pomnikowo. Jednak ciągle uważam, że Jej się należy szacunek. Tak samo w treści, płynący z serca, jak i w formie.

Ja jestem bardzo blisko z moją mamą. Rozmawiamy często, jest moim prawdziwym przyjacielem i bardzo ją kocham. Ale nigdy by mi nie przyszło na myśl pisanie o niej "Ireńcia". Mama to jest mama i zawsze tak zostanie. Irenka to była ona dla taty, a ja, niezależnie od tego jak blisko niej jestem i jak serdeczne nas łączą stosunki, zawsze będę się do niej zwracał "mamo".

Ale jeżeli tak jest w stosunku do mojej naturalnej mamy, to o ile bardziej powinno się to tyczyć Matki, którą Jezus dał "ukochanemu uczniowi" z Krzyża? Każdy z nas jest tym umiłowanym uczniem, każdy z nas otrzymał Matkę od naszego Brata, Jezusa. Ale jak On zawsze Ją obdarzał czcią (choćby dlatego, że nakazywało to Prawo, a On wypełnił Prawo w sposób doskonały), to o ile bardziej my powinniśmy zawsze to robić.

Jeszcze raz chciałem dodać, że nawet w najmniejszym stopniu nie sugeruję, że Ty nie oddajesz Jej czci, ale myślę, że powinnaś przemyśleć, czy jest odpowiednie takie zdrabnianie Jej imienia. Ale to tylko moje uwagi, zrobisz, jak Ci będzie dyktowało serce i sumienie. :-D
Anula pisze: W moim przypadku te czasy minęły. Być może dlatego, że częściej się modlę, nawet rozmawiam z Panem Jezusem w ciągu dnia[...]
Zresztą rola Maryi zawsze jest taka. Doprowadzić nas do Jej Syna. Ona nigdy nie staje w centrum uwagi, ale zawsze wskazuje na Jezusa. Zawsze jest tak, jak było w Kanie:

Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie. (J 2,5)
noHumanek pisze:Paraliżsenny to rodzaj patologicznego snu / koszmaru , coś jak lunatykowanie tylko na odwrót ;) . w muzgu jest ośrodek może kilka odpowiedzialne za przełaczanie muzgu w sen a potem budzenie, ten mechanizm czasem szwankuje...
Zapewne masz rację, ale, jak już wspominałem wcześniej, nie wszystko da się wytłumaczyć przy pomocy "szkiełka i oka". Piszesz dalej:
Jeszcze chciałem powiedzieć że z tego zjawiska żyją osoby zajmujące się wypedzaniem duchów i bioenergoterapełci.
Nie można tak trywializować, ani wrzucać wszystkich do jednego worka. Zjawisko ingerencji złego w życie ludzkie jest faktem, a egzorcyści istnieją w Kościele cały czas. I mają pełne ręce roboty. Czym innym bowiem są choroby psychiczne, czy problemy z funkcjonowaniem układu nerwowego, a czym innym rzeczywista i obiektywna działalność szatana.
VANILIA pisze: Nie modle sie zbyt często do Boga,ale rozmawiam z NIM. [...]
A czymże jest modlitwa, jak nie rozmową z Bogiem? Modlitwa nie tylko nie musi być powtarzaniem jakiś słów z książeczki z modlitwami, ale wręcz bym powiedział, że klepanie modlitw bez myślenia co się robi nie ma zbytniego sensu. Prawdziwa modlitwa to jest zawsze rozmowa z Bogiem. Można w czasie tej rozmowy używać słów znanych, tradycyjnych modlitw, ale można po prostu mówić to, co nam rozum, czy serce dyktuje. Tak więc, VANILIA, myślę, że jednak często się modlisz, jak z Nim rozmawiasz o wszystkich sprawach ;-)

Pozdrawiam.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Awatar użytkownika
Anula
Przyjaciel forum
Posty: 208
Rejestracja: 12-11-07, 19:56
Lokalizacja: Szczecin

Re: Maryja

Post autor: Anula » 11-12-07, 10:19

hiob pisze:
Anula pisze:Może najpierw odniosę się do słów kolegi-protestanta[...]
Wątpię, żeby on zaglądał na naszą stronę. Jak masz ochotę z nim dyskutować, pewnie lepiej byłoby to robić na forum "Wiary", skąd są chyba te cytaty.
No cóż, odniosłam się do postu Servusa (partrz: początek tematu), który, mam nadzieję zagląda na Twoje forum, niestety nie podał źródła tych informacji, więc nie wiem czy dialog był prowadzony na forum Wiary. Odsyłanie mnie na inne forum, hmm pozwolisz, że sama będę o tym decydować, ok?

ODPOWIEDZ