Nie tylko Syn i Matka...

Tutaj są dyskusje na temat wiary. Masz jakieś pytania dotyczące nauki Kościoła, na temat chrześcijaństwa, sekt, wiary, a także komentarz na temat jakiegoś tekstu z mojej stronki? Tutaj możesz wyrazić swoje opinie i zadać pytania.

Moderator: Marek MRB

Awatar użytkownika
o. Placyd Koń
Administrator
Posty: 309
Rejestracja: 11-04-08, 00:53
Lokalizacja: Neukirchen b. Hl. Blut, Niemcy
Kontakt:

Nie tylko Syn i Matka...

Post autor: o. Placyd Koń » 04-01-13, 13:53

Nasz Zbawiciel chciał przyjść na świat w ludzkiej rodzinie. Dlatego pierwszą "rzeczą", którą Pan przez swoją obecność uświęcił, była rodzina. Poza pielgrzymką do Jerozolimy z dwunastoletnim Jezusem nie mamy w Ewangeliach opisanego żadnego wydarzenia z tych trzydziestu lat życia w Nazarecie.

Pan stał się Człowiekiem w ludzkiej rodzinie; w ludzkiej rodzinie żył i przez to uświęcił życie rodzinne. Być może dzisiaj ma to większe znaczenie niż kiedykolwiek wcześniej. Bo to w naszych czasach, także w naszym kraju, podejmowane są próby przedefiniowania małżeństwa i rodziny. Dlatego chcemy wpatrywać się w przykład Świętej Rodziny i od niej się uczyć.

To Józef był głową Świętej Rodziny. Jako mąż Maryi i ojciec Jezusa według Prawa troszczył się o Ich bezpieczeństwo i utrzymanie. Nie był ojcem cielesnym Jezusa, jednakże spełniał obowiązki ojca. "Ojcem Jezusa" nazywała go Maryja zwracając się do dwunastoletniego Jezusa. Czytamy o tym w Ewangelii: "Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie". (Łk 2:48 BT). Jestem przekonany, że także Jezus zwracał się do Józefa: "ojcze". Józef nie tylko był ojcem Jezusa według Prawa, ale troszczył się o niego jak prawdziwy ojciec. To pokazuje, że ojcostwo fizyczne, aczkolwiek ważne, nie jest decydujące. Być ojcem to coś znacznie więcej niż tylko spłodzić dziecko. I nie kończy się z przyniesieniem do domu pieniędzy na utrzymanie rodziny.

Ktoś powiedział, że żyjemy w czasach bez ojców. Wydaje się, że jest w tym sporo racji. Bogu dzięki istnieje wciąż spora liczba mężczyzn, którzy są przykładnymi mężami i ojcami. To trzeba zobaczyć i docenić. Ale z drugiej strony coraz więcej dzieci wychowuje się bez ojców. Czasem jest ojciec w domu, ale trudno nazwać go dobrym ojcem. Lub też jest w rodzinie, ale duchowo czy psychicznie jest nieobecny.

W roku 2000 ukazała się książka P. Vitza "Faith of the Fatherless. The Psychology of Atheism". Autor przedstawia w niej szereg znanych ateistycznych myślicieli z ostatnich czterech stuleci mających wpływ na światopogląd wielu współczesnych. Nie wszyscy, ale większość z nich miało ojców, którzy albo wcześnie zmarli (kiedy ich dzieci były jeszcze małe), albo opuścili swoje rodziny, albo psychicznie byli nieobecni, albo byli bardzo surowi aż do znęcania się nad nimi. Wydaje się to przekonywującym dowodem na to, że dzieci potrzebują troskliwego, kochającego ojca, żeby mogły uwierzyć w dobrego, kochającego Boga.

Największe wrażenie zrobiło na mnie porównanie trzech znanych z historii postaci: Mao Tse Tunga, Józefa Stalina oraz Adolfa Hitlera. Przy wszystkich różnicach, tych trzech mężczyzn łączyły dwie rzeczy: 1. Każdy z nich był odpowiedzialny za śmierć milionów istnień ludzkich. 2. Każdy z nich miał ojca, którego trzeba by raczej nazwać tyranem. Zbieg okoliczności? Nie sądzę. Jestem przekonany, że autor udowodnił, jak bardzo ważną rolę pełni ojciec w rozwoju swoich dzieci. Dla swoich dzieci jest ojciec obrazem Boga. To, jaki obraz Boga będą miały, zależy w decydującym stopniu od ojca. Dzieci ojca, który ma dla nich czas, troszczy się o nich, z łatwością czy wręcz naturalnie wierzą, że Bóg jest właśnie taki: silny, troskliwy, kochający. Za pozytywny przykład w tym względzie niech posłuży mała święta Tereska. Kiedy zmarła jej mama, ojciec przejął funkcję wychowawcy świetnie wywiązując się z tego zadania.

Statystyki pokazują, że w wymiarze religijnym rola ojca jest nieodzowna. Jest ona nawet większa niż rola matki. Dzieci wierzących i praktykujących ojców w większości przypadków też są wierzące i praktykujące. Przykład matki w tym względzie nie ma tak dużego znaczenia. Przykład św. Moniki pokazuje, że matka może przynajmniej w niektórych przypadkach "nadrobić" brak dobrego ojca, ale jest to bardzo trudne. Nie zapominajmy też, że św. Monika jest przykładem heroicznej troski o syna.

Potrzebujemy przykładów. Wydaje się, że ojcowie potrzebują dobrego przykładu bardziej, niż matki. Czytając wskazania św. Pawła Apostoła dla członków rodziny w trzecim rozdziale Listu do Kolosan znajdziemy pouczenia dla żon, mężów, dzieci, ojców, ale uderza fakt, że brakuje tam wskazań dla matek. Prawdopodobnie dlatego, że natchniony Autor nie uważał ich za konieczne. Kobiety niejako w swojej naturze mają wpisanie bycie matką. Dlatego nie potrzebują takich pouczeń, tak jak potrzebują ich mężczyźni. Dlatego przykład św. Józefa jest tak ważny i potrzebny dla mężów i ojców.

Dziecko potrzebuje ojca i matki. Rodzice uzupełniają się. Dlatego ostatecznie nie chodzi o odpowiedź na pytanie, kto w procesie wychowania jest ważniejszy. Dziecko nie tyle potrzebuje raz ojca, a innym razem matki, ile potrzebuje obojga rodziców. Dlatego rozwód jest dla niego wielkim nieszczęściem. To coś w rodzaju trzęsienia ziemi albo innego kataklizmu. Im mniejsze dziecko, tym dotkliwiej przeżywa rozwód rodziców. Najpiękniejszym prezentem dla dzieci jest wzajemna miłość ich rodziców. Jeśli rodzice kochają się wzajemnie, odnoszą do siebie z szacunkiem, pomagają sobie, znajdują czas dla siebie nawzajem, dzieci czują się bezpiecznie.

Dlatego właśnie obchodzimy święto Świętej Rodziny: żeby nie tylko uczcić Nowonarodzonego ani też nie tylko Syna z Jego Najświętszą Matką, ale właśnie dlatego, żeby uczcić całą Świętą Rodzinę: Jezusa, Maryję i Józefa. I żeby w nich wskazać na przykład i orędowników dla naszych rodzin.

Awatar użytkownika
Rafał'78
Przyjaciel forum
Posty: 262
Rejestracja: 05-03-11, 23:20
Lokalizacja: Mława
Kontakt:

Post autor: Rafał'78 » 05-01-13, 08:27

Dziękuję za ten tekst Drogi o.Placydzie! Tym zwrotem 'czasy bez ojców' [jakie okropne zjawisko i określenie socjologiczne prawda :/?] posługuje się chyba m.in. Jacek Pulikowski, znany świecki rekolekcjonista oraz terapeuta życia rodzinnego, który na pewno dostrzega wagę problemu. Wydał nawet książkę 'Warto być ojcem. Najważniejsza kariera mężczyzny.', Info np. tutaj http://www.tolle.pl/pozycja/warto-byc-ojcem . Do podanych wyżej przykładów, a szczególnie św.Józefa, patrona mężczyzn i ojców dodałbym też oczywiście także Ojca Św. bł. Jana Pawła II (sam jak wiemy miał świetny wzór swojego ojca) i wielu pasterzy Kościoła, zarówno ze Stolicy Piotrowej jak i naszych diecezji, parafii, wspólnot. NA pewno każdy może znaleźć kogoś takiego wokół siebie, no i warto naśladować, uczyć się od nich. Pozdrawiam w Panu i niech św. Józef czuwa nad ojcem, autorem tego tematu!
Panie, nie jestem godzien,abyś przyszedł do mnie...

Awatar użytkownika
o. Placyd Koń
Administrator
Posty: 309
Rejestracja: 11-04-08, 00:53
Lokalizacja: Neukirchen b. Hl. Blut, Niemcy
Kontakt:

Post autor: o. Placyd Koń » 05-01-13, 10:06

Rafał, dzięki za życzliwość i dobre życzenia. Nawzajem życzę wszystkiego najlepszego, a przede wszystkim:
Niech Pan Bóg błogosławi!

Awatar użytkownika
konik
Przyjaciel forum
Posty: 2390
Rejestracja: 16-12-10, 21:14
Lokalizacja: neunkirchen

od konika

Post autor: konik » 06-01-13, 21:57

Drogi ojcze Placydzie. Mysle, ze ten temat, tak fajnie opisany moglby byc poczatkiem takich mini forumowych rekolekcji (nie wiem, czy uzylem wlasciwego okreslenia) na tematy zwiazane ze wzajemnymi relacjami w rodzinie: maz-zona, matka-syn, ojciec-corka, rodzenstwo, natlok i szum informatyczny, itd.
Szczesc Boze.
konik

Awatar użytkownika
couture92
Przyjaciel forum
Posty: 98
Rejestracja: 04-12-11, 13:54
Lokalizacja: Głogów

Re: Nie tylko Syn i Matka...

Post autor: couture92 » 06-01-13, 22:26

o. Placyd Koń pisze: To Józef był głową Świętej Rodziny. Jako mąż Maryi i ojciec Jezusa według Prawa troszczył się o Ich bezpieczeństwo i utrzymanie. Nie był ojcem cielesnym Jezusa, jednakże spełniał obowiązki ojca. "Ojcem Jezusa" nazywała go Maryja zwracając się do dwunastoletniego Jezusa. Czytamy o tym w Ewangelii: "Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie". (Łk 2:48 BT). Jestem przekonany, że także Jezus zwracał się do Józefa: "ojcze". Józef nie tylko był ojcem Jezusa według Prawa, ale troszczył się o niego jak prawdziwy ojciec. To pokazuje, że ojcostwo fizyczne, aczkolwiek ważne, nie jest decydujące. Być ojcem to coś znacznie więcej niż tylko spłodzić dziecko. I nie kończy się z przyniesieniem do domu pieniędzy na utrzymanie rodziny.
Czy w związku z tym możemy nazywać Józefa "Ojcem Bożym"?
Jeśliby ktoś mówił: Miłuję Boga, a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi. (1J 4,20)

Awatar użytkownika
o. Placyd Koń
Administrator
Posty: 309
Rejestracja: 11-04-08, 00:53
Lokalizacja: Neukirchen b. Hl. Blut, Niemcy
Kontakt:

Re: od konika

Post autor: o. Placyd Koń » 07-01-13, 07:21

konik pisze:Drogi ojcze Placydzie. Mysle, ze ten temat, tak fajnie opisany moglby byc poczatkiem takich mini forumowych rekolekcji (nie wiem, czy uzylem wlasciwego okreslenia) na tematy zwiazane ze wzajemnymi relacjami w rodzinie: maz-zona, matka-syn, ojciec-corka, rodzenstwo, natlok i szum informatyczny, itd.
Szczesc Boze.
Czemu nie? Chodzi o osobny dział, jak rozumiem. Wydaje mi się to dobrym pomysłem. Można by dawać tam rozważania czy linki na ten właśnie temat.
Szczęść Boże!

couture92 pisze:
o. Placyd Koń pisze: To Józef był głową Świętej Rodziny. Jako mąż Maryi i ojciec Jezusa według Prawa troszczył się o Ich bezpieczeństwo i utrzymanie. Nie był ojcem cielesnym Jezusa, jednakże spełniał obowiązki ojca. "Ojcem Jezusa" nazywała go Maryja zwracając się do dwunastoletniego Jezusa. Czytamy o tym w Ewangelii: "Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie". (Łk 2:48 BT). Jestem przekonany, że także Jezus zwracał się do Józefa: "ojcze". Józef nie tylko był ojcem Jezusa według Prawa, ale troszczył się o niego jak prawdziwy ojciec. To pokazuje, że ojcostwo fizyczne, aczkolwiek ważne, nie jest decydujące. Być ojcem to coś znacznie więcej niż tylko spłodzić dziecko. I nie kończy się z przyniesieniem do domu pieniędzy na utrzymanie rodziny.
Czy w związku z tym możemy nazywać Józefa "Ojcem Bożym"?
Nigdy nie popatrzyłem na to w ten sposób. Ale pytanie jest dobre. Odpowiedź musi brzmieć "tak", ale trzeba jednak przy tym pamiętać, że chodzi o przybrane ojcostwo w stosunku do Jezusa, i na pewno nie pisane być dużą literą. Oprócz tego trzeba dodać, że ta nazwa może być stosowana do św. Józefa nie przez analogię do Maryi - "Matki Pana" (bo Ona jest prawdziwą Matkę Bożą, a nie tylko przybraną), ale przez analogię do naszego synostwa Bożego. Przez chrzest stałem się dzieckiem Bożym, a więc synem Bożym, ale chodzi oczywiście o przybrane synostwo Boże, bo prawdziwym Synem Bożym jest tylko Jezus Chrystus.

Pozdrawiam.

ODPOWIEDZ