Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym...Mt1,19

Teksty jakie zamieściłem w tym roku na swoich blogach: www.polonus.alleluja.pl, www.polon.us, www.hiob.us i www.jaskiernia.com
Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11153
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym...Mt1,19

Post autor: hiob » 15-03-08, 17:03

Dzisiaj w Kościele obchodzimy uroczystość Świętego Józefa, Oblubieńca Najświętszej Matyi Panny. Normalnie uroczystość ta obchodzona jest 19. marca, ale ponieważ w tym roku dziewiętnasty jest w Wielkim Tygodniu, uroczystość została przeniesiona na sobotę, 15. marca.

Podczas mszy słyszeliśmy dziś między innymi te słowa z Ewangelii według świętego Mateusza:

Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. (Mt 1,19)

Najpopularniejsza interpretacja tego wersetu jest taka, że Józef chciał uchronić Maryję przed wstydem i wyśmianiem i chciał po cichu "ukręcić sprawie łeb". Odesłać swą dopiero co zaślubioną oblubienicę do mamy i zapomnieć o całej sprawie. Jednak taka interpretacja ma kilka słabych punktów i moim zdaniem jest zupełnie błędna. Oczywiście mogę się mylić, przedstawiam tu tylko swoją opinię, ale opinię tę podziela także wielu znacznie mądrzejszych ode mnie teologów. Pozwólcie więc, że wyjaśnię szerzej.

Przede wszystkim Biblia nam mówi, że Józef był człowiekiem "sprawiedliwym". Słowo to oznacza coś więcej, niż sprawiedliwość w potocznym znaczeniu tego słowa. Był on człowiekiem "prawym", człowiekiem honoru, bogobojnym. Człowiekiem przestrzegającym Prawa Mojżeszowego. Tymczasem takie ciche odesłanie Maryi ukazywałoby nam Józefa-krętacza, kombinatora, bardziej przypominającego dzisiejszych polityków, niż ludzi, którzy za swe ideały, za swe wierzenia gotowi są oddać życie. Człowiek prawy bardziej boi się Boga, niż opinii społecznej i bardziej słucha Boga, niż swego serca, które lituje się nad ukochaną osobą. Biblia mówi nam, że "nie chciał jej narazić na zniesławienie". Greckie słowa tak przetłumaczone mają nawet słabsze znaczenie i mówią zaledwie o ujawnieniu prawdy, odkryciu tajemnicy. Jednak tu chodzi o coś więcej. Karą za niedotrzymanie wierności mężowi nie był wstyd. Karą była śmierć:

Jeśli dziewica została zaślubiona mężowi, a spotkał ją inny jakiś mężczyzna w mieście i spał z nią, oboje wyprowadzicie do bramy miasta i kamienować ich będziecie, aż umrą: młodą kobietę za to, że nie krzyczała będąc w mieście, a tego mężczyznę za to, że zadał gwałt żonie bliźniego. Usuniesz zło spośród siebie. (Pwt 22,23-24)

A więc można by pomyśleć, że Józef ulitował się nad Maryją, a jego motywacja była nawet mocniejsza, bo nie chronił jej przed zawstydzeniem, ale przed ukamienowaniem. Bohater pozytywny w każdym calu. Tylko co z tą "sprawiedliwością"?

Księga Powtórzonego Prawa oczywiście dopuszcza rozwody i mógłby ktoś powiedzieć, że to ten przepis wykorzystał Józef:

Jeśli mężczyzna poślubi kobietę i zostanie jej mężem, lecz nie będzie jej darzył życzliwością, gdyż znalazł u niej coś odrażającego, napisze jej list rozwodowy, wręczy go jej, potem odeśle ją od siebie.
(Pwt 24,1)

Ale Maryja nie miała w sobie nic odrażającego, a Józef ciągle darzył Ją życzliwością, więc dlaczego miałby dawać Jej list rozwodowy? Wszyscy się zgadzamy, że Ją nadal kochał, a ciąża i to TAKA ciąża na pewno nie jest niczym odrażającym. Przepisz o którym mówi Pwt 24,1 nie dotyczy więc a najmniejszym stopniu Maryi. Ona musiałaby odpowiadać za zdradę, a to karane było ukamienowaniem, a nie odesłaniem do mamusi.

Ja jestem przekonany, że prawdziwa interpretacja tamtych wydarzeń jest zupełnie inna. Józef nie tylko nie był krętaczem i nie tylko nie był słabym, zakochanym młodzieńcem kombinującym jak tu ukryć pewien wstydliwy fakt dotyczący jego ukochanej dziewczyny, ale był prawym i skromnym bohaterem, uważającym się za niegodnego misji, jaką wyznaczył mu Bóg Ojciec.

Nie możemy być pewni z biblijnego przekazu kiedy dokładnie Józef miał pierwsze mistyczne przeżycia. Kiedy pierwszy raz anioł przemówił do niego. Jednak wydaje się niemal pewne, że od samego początku wiedział on, że jego rola w małżeństwie z Maryją będzie bardzo specjalna. Samo małżeństwo miało być "czyste", a Józef miał być opiekunem Maryi. On sam pochodził z rodu Dawida, rodu królewskiego i mesjańskiego, a i Maryja najprawdopodobniej także była praprawnuczką Dawida. Jestem przekonany, że Józef bezgranicznie ufał Maryi i gdy dowiedział się, że jest ona w ciąży był jak najdalszy od jakichkolwiek podejrzeń pod jej adresem.

Dlaczego więc chciał ją odesłać potajemnie? Myślę, że dlatego, że uważał się za niegodnego być ojcem i opiekunem Tego, który miał się narodzić. Wiedział on, że legalnie, prawnie nowonarodzone Dziecię będzie jego synem. Wiedział jednak także, że ten Mesjasz, którego poczęła jego oblubienica ma jakieś niezrozumiałe, przekraczające ludzkie wyobrażenie pochodzenie. Ta Tajemnica go przerastała i ponieważ był człowiekiem prawym chciał się usunąć w cień. W końcu był on tylko skromnym cieślą. Być może uważał, że Maryją powinni się zaopiekować arcykapłani, Świątynia, hierarchowie. Kimże był on, by to właśnie jemu Bóg zaufał powierzając w opiekę swego Syna?

Oczywiście nie od początku Józef rozumiał do końca kim był ten nienarodzony Syn Maryi. Jednak rozumiał na tyle dużo, by widzieć, że jest to "misterium", tajemnica, która go przerasta. Rozumiał także, że tym bardziej tajemnicy tej nie zrozumieją jego sąsiedzi, znajomi, krewni. Rozumiał, że być może w tych mesjańskich czasach, w tych czasach, gdy wszyscy Żydzi oczekiwali na przyjście mesjasza zapowiedzianego 500 lat wcześniej przez proroka Daniela ktoś inny, mądrzejszy od niego powinien tę tajemnicę przejąć i się nią opiekować. On sam czuł się niegodnym. Dlatego też mógł odesłać Maryję potajemnie, pozostając prawym i sprawiedliwym człowiekiem. I dlatego też mógł przez posłuszeństwo wziąć do siebie Maryję, gdy Anioł, Boży Posłaniec, zapewnił go, że nie powinien się obawiać. Józef nie był już sam ze swymi myślami, ale miał też obietnicę Boga, że to co robi jest Mu miłe. Zaufał Mu więc i podjął się niezwykle trudnej i odpowiedzialnej roli opiekuna Świętej Rodziny.

Taka interpretacja nie jest zaledwie próbą zrobienia z Józefa jakiegoś lukrowanego świętoszka. Nie jest sztucznym wymyślaniem zasług, by udowodnić coś, co nie jest prawdą. Wręcz przeciwnie. Uważam, że właśnie taka interpretacja jest zgodna z przekazem biblijnym i lepiej przedstawia to, co rzeczywiście zaszło w Nazarecie przed dwoma tysiącami lat. Dziś trudno nam czasem to dostrzec, bo nie razi nas specjalnie krętactwo wielu ludzi. Zwłaszcza polityków. Przyzwyczaili nas już do tego. Nie uważamy też za nic niezwykłego, ani nawet specjalnie niemoralnego, gdy młoda, niezamężna dziewczyna znajdzie się w ciąży. Jednak wtedy zupełnie inaczej podchodzono do pewnych spraw i człowiek sprawiedliwy na pewno nie był krętaczem i kombinatorem, dziewczęta pozostawały dziewicami do dnia swego ślubu, a karą za niemoralne prowadzenie się była śmierć. Nikogo to nie dziwiło i raczej gdyby im przedstawiono jak będzie świat wyglądał za dwa tysiące lat to oni przeżyliby szok. Dlatego takie wersety jak ten musimy oceniać w kontekście tamtej kultury i tamtych zwyczajów, a patrząc w taki sposób widzimy wyraźnie, że przedstawiona przeze mnie interpretacja tego wersetu ma dużo więcej sensu.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

ODPOWIEDZ