Trwa aktualizacja forum. Pisać już można, skorzystajcie z opcji przypomnij hasło, gdyż hasła przepadły. Nowe hasło dostaniecie mailem, na email podany podczas rejestracji.

Recepta na dobre małżeństwo.

Teksty jakie zamieściłem w tym roku na swoich blogach: www.polonus.alleluja.pl, www.polon.us, www.hiob.us i www.jaskiernia.com
Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11135
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Recepta na dobre małżeństwo.

Post autor: hiob » 06-10-09, 05:45

<div class="content"> <p style="color: rgb(153, 0, 0);">Przeczytałem przed chwilą na blogowisku Frondy <a href="http://fronda.pl/frankofil/blog/co_nam_ ... stwa">post Frankofila</a> o problemach małżeńskich spowodowanych głównie przepracowaniem. Ponieważ parę tygodni temu my mieliśmy 30. rocznicę ślubu, a nasze małżeństwo jest dzisiaj w lepszej formie niż było kiedykolwiek, (i to pod KAŻDYM względem lepsze), postanowiłem podzielić się z wami pewnym sekretem. Sekretem na dobre małżeństwo. Nawet, gdy jest bardzo zapracowane. <p style="color: rgb(153, 0, 0);">Ja średnio pracuję po 80-100 godzin tygodniowo, a moja żona ma pełny etat w szpitalu i dodatkowo prowadzi firmę (czyli zajmuje się moimi ładunkami, wysyła rachunki, szuka towaru itp), a do tego naprawia cieknące krany i rynny, plewi, sadzi i wozi córkę na zajęcia do oddalonej o 30 km uczelni, bo przecież mnie nigdy nie ma w domu. Myślę zatem, że stwierdzenie, że się raczej nie nudzimy jest dość bezpieczne. Jeżeli ktokolwiek bywa przepracowany, to z pewnością my możemy się śmiało do tej grupy zaliczyć. A mimo to mamy naprawdę udane małżeństwo. <p style="color: rgb(153, 0, 0);">Czy zatem nie mieliśmy kryzysów? Owszem, wiele. Prawdę mówiąc bardzo trudno spotkać w USA kierowcę ciężarówki, który by miał po 30 latach tę samą żonę. Wiem, uogólniam i chyba nasi rodacy są tu chlubnym wyjątkiem, ale statystycznie kierowcy należą do profesji najczęściej się rozwodzących. <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Truck_driv ... ff">Według Wikipedii</a> czwarte miejsce w tej niechlubnej statystyce. Czemu więc nasz związek jest coraz lepszy? Bo ja odnalazłem receptę na dobre małżeństwo. <p style="color: rgb(153, 0, 0);">Skąd się brały dawniej nasze problemy? Głównie stąd, że ja, po tygodniu, czy dwóch, czy trzech w drodze, gdy wracałem do domu, spodziewałem się, że moja ukochana będzie czekała na mnie w powabnym szlafroczku, z zimnym piwem w jednej ręce, pilotem do telewizora w drugiej, a z różą w zębach i zapyta: "Czym mogę służyć mojemu panu i władcy?" Tymczasem przychodzę, a tu&#8230; pretensje i problemy, bo pralka się zepsuła, dziecko chore, ze szkoły dzwonią, że zadania nie oddane, w pracy zwolnienia&#8230; A ja to niby co? Na wczasach byłem? I tak od słowa do słowa czasem się tych słów powiedziało odrobinę zbyt wiele. <p style="color: rgb(153, 0, 0);">Oczywiście nigdy nie dawałem za wygraną. Starałem się najdelikatniej jak mogłem zmienić swoją żonę, by zrozumiała, jak to wygląda z mojej strony&#8230; No, czasem trochę mniej delikatnie, zwłaszcza jak się wypiło piwko, czy dwa&#8230; Albo gdy człowiek miał wyjątkowo zły dzień&#8230; Sami wiecie jak to jest. czasem nas wszystko dookoła irytuje i nic na to nie możemy poradzić. Ale to nie działało, a ona, zamiast się poprawić, to chciała zmieniać mnie. Mnie, takiego ideała! Słyszał ktoś takie rzeczy?
<p style="color: rgb(153, 0, 0);">Aż odkryłem sekret. Bardzo prosty. Banalny. Ale jak działa! Rewelacja. Zamiast zmieniać żonę, zmieniłem siebie. Nie mówię, że to było łatwe. Stokroć trudniejsze, niż zmienianie żony. Potrzeba było wielu modlitw, bym otrzymał łaski konieczne do tej odmiany. A zwłaszcza łaski, bym przestał wreszcie zmieniać ją, moją ukochaną. I zajęło to lata, nie stało się to przez jedną noc. Proces zresztą wcale się jeszcze nie zakończył i pewnie będzie trwał do końca życia. <p style="color: rgb(153, 0, 0);">Najdziwniejsze jednak jest to, (a może to wcale nie jest dziwne?) że moja żona odmieniła się także. Stała się taką żoną, jaką zawsze chciałem, żeby była. To, że odmieniłem swoje zachowanie wobec niej spowodowało dokładnie to samo w jej zachowaniu. Taką samą odmianę. Teraz nie patrzymy na siebie z podtekstem: "Co on/ona powinna dla mnie zrobić?", ale "Co ja mogę zrobić dla ciebie". I niby się nic nie zmieniło, krany ciekną tak, jak dawniej, dzieci chorują i mają problemy w szkole jak zawsze i zmęczenie nas dopada chyba częściej niż wtedy, gdy byliśmy młodsi. Ale jednak zmieniło się coś ważnego.
<p style="color: rgb(153, 0, 0);">30 lat temu ślubowałem mojej oblubienicy tymi słowami: "Ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci." Wierność i uczciwość &#8211; rozumiem. Ale miłość? Jak można ślubować miłość? Cóż, skoro ślubujemy, to widocznie można, ale musimy rozumieć, czym miłość małżeńska w swej istocie jest. <p style="color: rgb(153, 0, 0);">Nie można nikomu obiecywać uczucia, bo uczucia przychodzą i odchodzą. Czasem nasze uczucia w stosunku do współmałżonków są mordercze. Miłość, którą ślubujemy to miłość agape, nie eros. Ale jak pięknie to nam przekazał papież Benedykt w encyklice "<a href="http://www.vatican.va/holy_father/bened ... html">Deus Caritas Est</a>" nie da się tych rodzajów miłości oddzielić od siebie: <blockquote style="color: rgb(0, 0, 153);"> "W dyskusji filozoficznej i teologicznej te rozróżnienia często były zradykalizowane aż do autentycznego przeciwstawienia: typowo chrześcijańską byłaby miłość zstępująca, ofiarna, właśnie<em> agape</em>; kultura zaś niechrześcijańska, przede wszystkim grecka, charakteryzowałaby się miłością wstępującą, pożądliwą i posesywną, czyli<em> erosem</em>. Chcąc doprowadzić do ostateczności to przeciwstawienie, istota chrześcijaństwa byłaby oderwana od podstawowych relacji życiowych ludzkiego istnienia i stanowiłaby dla siebie odrębny świat, który mógłby być uważany jako godny podziwu, ale całkowicie odcięty od całości ludzkiej egzystencji. W rzeczywistości<em> eros</em> i<em> agape</em> &#8212; miłość wstępująca i miłość zstępująca &#8212; nie dają się nigdy całkowicie oddzielić jedna od drugiej. Im bardziej obydwie, niewątpliwie w różnych wymiarach, znajdują właściwą jedność w jedynej rzeczywistości miłości, tym bardziej spełnia się prawdziwa natura miłości w ogóle. Także jeżeli<em> eros</em> początkowo jest przede wszystkim pożądający, wstępujący &#8212; fascynacja ze względu na wielką obietnicę szczęścia &#8212; w zbliżeniu się potem do drugiej osoby będzie stawiał coraz mniej pytań o siebie samego, będzie coraz bardziej szukał szczęścia drugiej osoby, będzie się o nią coraz bardziej troszczył, będzie się poświęcał i pragnął &#171; być dla &#187; niej. W ten sposób włącza się w niego moment <em>agape</em>; w przeciwnym razie<em> eros </em>upada i traci swoją własną naturę. Z drugiej strony, człowiek nie może żyć wyłącznie w miłości oblatywnej, zstępującej. Nie może zawsze tylko dawać, musi także otrzymywać. Kto chce ofiarować miłość, sam musi ją otrzymać w darze. Oczywiście, człowiek może &#8212; jak mówi nam Chrystus &#8212; stać się źródłem, z którego wypływają rzeki żywej wody (por.<em> J </em>7, 37- 38). Lecz aby stać się takim źródłem, sam musi pić wciąż na nowo z tego pierwszego, oryginalnego źródła, którym jest Jezus Chrystus, z którego przebitego Serca wypływa miłość samego Boga (por.<em> J</em> 19, 34)." <p style="color: rgb(153, 0, 0);">Zatem eros i agape są współzależne. I choć nie mamy wpływu na miłość "eros", to gdy swą wolą kochamy kogoś miłością "agape", ta miłość rozpali także tę drugą. Gdy ofiarujemy siebie, zarażamy swą miłością i zamiast użerania się i pilnowania, by w małżeństwie było po równo, nagle odnajdujemy tę oczywistą prawdę, że tu wcale nie chodzi o to, żeby było po równo, ale żeby każdy, bezwarunkowo, dawał wszystko. <p style="color: rgb(153, 0, 0);">To rzeczywiście jest takie proste. Oczywiście przy założeniu, że mamy odrobinę dobrej woli po obu stronach. Ale przecież ta odrobina dobrej woli jest w każdym małżeństwie. Przynajmniej na początku. Zatem&#8230; polecam każdemu wypróbowanie mojego sekretu, tajemnicy na dobre małżeństwo. Przypomnę tylko, że to nie chodzi o to, by spróbować przez trzy dni i jak nie działa, to się wkurzyć i trzasnąć tę głupią babę w pysk, za to, że nic nie zrozumiała. Chodzi o to, że tajemnica polega na tym, że to my się odmieniamy, nie spodziewając się niczego w zamian. I trwamy w tym, nawet, gdyby to miało trwać następne 50 lat. Bo nawet, gdy nie uda nam się odmienić naszej żony, czy męża, to z pewnością uda nam się osiągnąć świętość. A to jest warte wszystkie pieniądze, bo tak naprawdę to tylko to się w życiu liczy. Ja jednak obiecuję, że i małżeństwo będzie lepsze. Nie wierzycie? Jak spróbujecie, przekonacie się sami.</div>
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Anna
Przyjaciel forum
Posty: 2
Rejestracja: 04-09-09, 21:51
Lokalizacja: Polska

Re: Recepta na dobre małżeństwo.

Post autor: Anna » 20-01-10, 12:43

Tak Hiobie najtrudniej odmienić siebie... My mamy za sobą 20lat małżeństwa tak jak u Was były wzloty i upadki i pewno przyjdzie przetrwać nam nie jedną burzę , ale najlepsze w tym wszystkim jest to że jesteśmy ze sobą, nie obok siebie . MY- to brzmi dumnie. Pozdrawiam w Nowym 2010 r życzę wszystkich łask od Pana Boga jakich potrzebujecie .Bez Boga nie ma nic. :->
Anna

Zbyszek Michał
Przyjaciel forum
Posty: 964
Rejestracja: 14-10-08, 09:17
Lokalizacja: qq

Re: Recepta na dobre małżeństwo.

Post autor: Zbyszek Michał » 20-01-10, 21:08

Od pewnego czasu próbuję podążać drogą, którą wskazałeś. Bardzo pomocne są tu konferencje dr Jacka Pulikowskiego, które można ściągnąć z internetu ( http://www.jacek-pulikowski.izajasz.pl/ ). Gorąco polecam. Wkrótce zresztą mam nadzieję dotrzeć na rekolekcje Spotkań Małżeńskich (a wtedy zdam z nich relację :-) ). Postawiłem małżeństwo na pierwszym miejscu. Cierpi na tym praca, ale jakieś priorytety w życiu muszą być. Jeśli mamy nauczyć się kochać bliźnich to nie ma lepszego miejsca by to opanować, wyrugować swój egoizm, jak właśnie małżeństwo. Bliźni któremu mogę zaufać, z którym jestem tak często że wszelkie maski opadają. Nie da się tu udawać, trzeba żyć, trzeba kochać.
Jezu ufam Tobie!

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11135
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Re: Recepta na dobre małżeństwo.

Post autor: hiob » 20-01-10, 21:59

Zbyszek Michał, posłuchaj tego, co nagrałem wczoraj, zwłaszcza końcówki drugiego filmu: viewtopic.php?t=1389

Zbyszek Michał, Anna, Zapewniam o modlitwie.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Awatar użytkownika
Mazi
Przyjaciel forum
Posty: 128
Rejestracja: 04-12-14, 22:18
Lokalizacja: Zawiercie

Re: Recepta na dobre małżeństwo.

Post autor: Mazi » 21-12-14, 13:49

Jeśli mogę, Moja żona pracuje minimum 40 godzin tygodniowo, a teraz przed świętami, pracuje 7 dni w tygodniu po 8-10 nawet 12 godzin. Pomagam jej jak mogę, sprzątam, gotuję, i nie jest najlepiej, ale nie kłocimy się już tak, jak kiedyś, teraz to raczej drobne sprzeczki są czy konflikty o "coś" a najczęściej o dziecko. Ale tak to już jest jak kogoś nie ma tyle, ile by to się chciało. Chciał bym, abyśmy potrafili jeszcze bardziej, jeszcze lepiej się dogadywać, do czego winna jest silna wola. Niestety mimo, iż z każdym dniem jest lepiej, nie jest to łatwe i czasami poprostu brakuje do tego sił
Jeżeli życie daje nam cytryny, zróbmy z nich lemoniadę ;)

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11135
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Re: Recepta na dobre małżeństwo.

Post autor: hiob » 21-12-14, 15:57

Dj Mazi, na pewno czasem jest trudno i naiwnością byłoby sądzić, że w prawdziwym życiu istnieje jakaś uniwersalna recepta.

Poza tym, (to już uwagi natury ogólnej, nie kierowane konkretnie do Ciebie), zawsze może zaistnieć taka sytuacja, że ta druga osoba po prostu nie chce, lub nie może odpowiedzieć na naszą miłość. I nie musi to być zła wola, czasem jest to zmęczenie, choroba, problemy finansowe, czy jakieś problemy natury psychologicznej. Ale zawsze warto próbować, bo nawet "trochę lepiej" to dużo lepiej, niż "całkiem źle".
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Awatar użytkownika
Mazi
Przyjaciel forum
Posty: 128
Rejestracja: 04-12-14, 22:18
Lokalizacja: Zawiercie

Re: Recepta na dobre małżeństwo.

Post autor: Mazi » 21-12-14, 18:43

No to prawda. O problemach finansowych, nawet nie wspominam, ale ogólnie mówiąc nie mamy większych problemów, bo najważniejsze, że mamy siebie. Zawsze jest możliwość, aby załagodzić konflikt, a to naprawdę umacnia związek. Choroby, czy Problemy tylko nas umacniają, pod warunkiem, że obie połowy tego chcą, na szczęście, do tej właśnie grupy nalezymy :)
Jeżeli życie daje nam cytryny, zróbmy z nich lemoniadę ;)

Anteas

Re: Recepta na dobre małżeństwo.

Post autor: Anteas » 09-01-15, 13:54

Małżeństwa rozpadają się dla tego że przynajmniej jedno z małżonków po prostu "nie chce". Zatem taka "uniwersalna" recepta na dobre małżeństwo (i w ogóle na małżeństwo) to po prostu "chcieć" układać sobie życie z tą kobietą czy z tym mężczyzną (dziwne to trochę dla mnie chcieć układać sobie życie z mężczyzną, ale podobno kobiety tak mają :-) ). Ale, jak powszechnie jest wiadomo, "z tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz". Ale jak już dwoje chce tego małżeństwa na raz, to już jest co najmniej połowa sukcesu. Oczywiście cały czas trzeba dbać o to, aby obie strony cały czas "chciały" małżeństwa, wtedy nikomu nie przyjdzie na myśl rozwód czy takie tam.

ODPOWIEDZ