Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają.

Teksty jakie zamieściłem w tym roku na swoich blogach: www.polonus.alleluja.pl, www.polon.us, www.hiob.us i www.jaskiernia.com
Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11153
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają.

Post autor: hiob » 24-02-07, 01:00

Gdy słuchałem dzisiaj (tzn. w sobotę) Ewangelii, uporczywie powracała do mnie sprawa arcybiskupa Stanisława Wielgusa. Te słowa, jakie były odczytane w Kościele Powszechnym na całym świecie ukazują nam pewną prawdę, o której zdaje się zapominać wielu katolików. A ja sam co prawda pisałem o tym całkiem niedawno, ale w związku z dzisiejszą Ewangelią powtórzę to jeszcze raz. Najpierw jednak przypomnienie samej Ewangelii:

Jezus zobaczył celnika, imieniem Lewi, siedzącego w komorze celnej. Rzekł do niego: Pójdź za Mną. On zostawił wszystko, wstał i chodził za Nim. Potem Lewi wyprawił dla Niego wielkie przyjęcie u siebie w domu; a była spora liczba celników oraz innych, którzy zasiadali z nimi do stołu. Na to szemrali faryzeusze i uczeni ich w Piśmie i mówili do Jego uczniów: Dlaczego jecie i pijecie z celnikami i grzesznikami? Lecz Jezus im odpowiedział: Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem wezwać do nawrócenia sprawiedliwych, lecz grzeszników. (Łk 5,27-32)

Faryzeusze, to oczywiście ci sami ludzie, którzy za trzy lata będą krzyczeć:

Precz! Precz! Ukrzyżuj Go! Piłat rzekł do nich: Czyż króla waszego mam ukrzyżować? Odpowiedzieli arcykapłani: Poza Cezarem nie mamy króla. (J 19,15b)

Potępiali celników za to, że współpracowali z okupującymi ich Rzymianami, ale w codziennym życiu sami starali się ułożyć sobie z Rzymianami jak najlepsze stosunki. Zwłaszcza z tymi, którzy byli u władzy. Z Cezarem, z Herodem, czy z Piłatem. Całkiem jak dzisiaj w Polsce. Ci, którzy są na jakiejkolwiek liście współpracowników bezpieki, ci, którzy współpracowali rzeczywiście, lub są tylko fałszywie oskarżeni, już są odsądzeni od czci i wiary i potępieni w czambuł. Natomiast ci, którzy byli częścią reżimu, o współpracę z którym oskarża się takie osoby jak arcybiskup, ci, którzy łamali uczciwych ludzi i przez których ci ludzie do dziś płacą olbrzymią cenę za to, że ulegli, ci żyją spokojnie, krytykując wszystkich i wszystko, udzielając wywiadów w programach radiowych i telewizyjnych i odgrywając ekspertów o czystych rękach i sumieniach.

Cieszę się, że papież napisał do arcybiskupa Wielgusa. Cieszę się, że teraz, gdy emocje opadają, coraz więcej ludzi zaczyna dostrzegać, że on jest tu przede wszystkim tragiczną ofiarą, a nie przyczyną wszelakiego zła. Nie chcę go ani usprawiedliwiać, ani oskarżać, nie jest to mój cel, ani moja rola. Nie mam do tego żadnego prawa. Ale wiem jedno. Jeżeli założymy, że współpraca z komuną była czymś złym, czymś godnym potępienia, to dlaczego ciągle dopuszczamy, by ludzie, którzy w czasie rządów komunistycznych, w czasie działania tego reżimu byli u władzy ciągle mieli prawo brania aktywnego udziału w życiu politycznym? Dlaczego rozliczamy takich ludzi jak arcybiskup Wielgus, a nie rozliczymy takich, jak Miller (były sekretarz KC PZPR), Oleksy (były kierownik Biura Centralnej Komisji Rewizyjnej PZPR, były pierwszy sekretarz KW PZPR), Kwaśniewski (były minister w rządzie komunistycznym) i wielu, wielu innych? A jeżeli nie mamy ich z czego rozliczać, bo byli to członkowie legalnej władzy w ówczesnej Polsce, to na czym polega wina tych, którzy z tą władzą współpracowali? Czy może mi to ktoś wytłumaczyć?

Jezus przyszedł do grzeszników, bo lekarza potrzebują chorzy, a nie ci, co się dobrze mają. A chorych jest bardzo dużo. Prawdę mówiąc chory jest każdy z nas. Wyleczyć jednak się mogą tylko ci, co zdają sobie sprawę ze swej choroby. Ci, którzy poproszą Lekarza o wyleczenie. Pomyślmy o tym. Może zamiast pokazywać palcami na innych, w jakim oni są okropnym stanie, popatrzmy wszyscy do lustra. Jak się tak dobrze przyjrzymy, może dojrzymy, że i z nami jest raczej kiepsko. I zamiast szemrać jak faryzeusze, poprosimy Jezusa, by i do nas przyszedł, tak jak przyszedł do celnika Lewiego.

Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

ODPOWIEDZ