Ciało moje jest prawdziwym pokarmem...

Tutaj są dyskusje na temat wiary. Masz jakieś pytania dotyczące nauki Kościoła, na temat chrześcijaństwa, sekt, wiary, a także komentarz na temat jakiegoś tekstu z mojej stronki? Tutaj możesz wyrazić swoje opinie i zadać pytania.

Moderator: Marek MRB

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11141
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Corpus Christi

Post autor: hiob » 10-06-04, 01:00

(Poniżej są wszystkie teksty na temat Prawdziwej Obecności Jezusa w Eucharystii z naszego forum, połączone w jeden temat. Niektóre z wypowiedzi zostały zamieszczone przed połączeniem tematów, zatem nie odnoszą się one do wszystkich poprzedzaj acych je postów. Hiob.)

Pisałem w poprzednim felietoniku o soli i światłości. We wczorajszym czytaniu Ewangelii był właśnie ten fragment: (Mt 5,13-16) Jezus powiedział do swoich uczniów: Wy jesteście solą dla ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi. Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie.

Aspekt, który poruszyłem, jest nam raczej znany. Wszyscy rozumiemy, przynajmniej teoretycznie, jakie znaczenie mają te słowa Jezusa. Powinniśmy prowadzić takie życie, żeby inni patrząc na nas widzieli, że jesteśmy chrześcijanami. Żeby nasza "słoność" powodowała u innych pragnienie. Pragnienie dowiedzenia się, co powoduje to, że tak się zachowujemy. Nasze życie powinno być jak latarnia morska w ciemnościach wskazująca innym bezpieczny kierunek w ich drodze do przystani, którą będzie nasze wieczne zbawienie.

Wczoraj jednak ksiądz zwrócił mi uwagę na inny aspekt tych słów Jezusa. Mianowicie na to, że za dużo soli powoduje, że potrawy nie da się zjeść. Za dużo światła powoduje tylko oślepienie. Dlatego właśnie potrzebny nam jest Kościół. Wielu chrześcijan, którzy opuścili Kościół, związali się z innymi grupami, sektami czy organizacjami, zostali oślepieni przez swoją interpretacją. Zasolili tak, że aż czasem nie można już przełknąć ich teologii, ich interpretacji. Jest w tej chwili podobno 38 tys. różnych denominacji. 38 tys. różnych interpretacji tego, czego nauczał Jezus. A tylko jedna prawdziwa. Ciekawe, czyja?

Kościół Powszechny obchodzi teraz Święto Bożego Ciała. Ewangelia Świętego Jana w rozdziale 6. uczy nas, że spożywanie Ciała i Krwi Jezusa jest nam niezbędne do uzyskania zbawienia. Uczy, że Ciało Jezusa i Jego Krew są prawdziwym pokarmem i prawdziwym napojem. Tak to rozumieli Żydzi współcześni Jezusowi i tak to rozumiał Kościół przez 2000 lat. Ale Żydzi wiedzieli też, że spożywanie krwi pociąga za sobą skutek wykluczenia z synagogi. Gdy mieli zadecydować, czy iść za Jezusem, czy też zostać w synagodze, większość nich wybrała to drugie. Tysiące uczniów zdobytych podczas rozmnożenia chleba opuściło Jezusa, nie rozumiejąc, w jaki sposób mają spożywać Jego Ciało. Tylko garstka uczniów została, zawierzając Mu. Dopiero podczas paschalnej Ostatniej Wieczerzy zrozumieli, w jaki sposób mogą spożywać Jego Ciało.

Fundamentaliści chrześcijańscy, baptyści i członkowie wielu innych współczesnych sekt chrześcijańskich wybrali podobną drogę. Mówiąc, że nie odrzucają Jezusa, de facto postępują tak jak ci Żydzi, którzy odeszli od Niego po usłyszeniu nauki o konieczności spożycia Jego Ciała. Co jest tym bardziej zastanawiające, że często interpretują oni Biblię tak dosłownie, że wierzą, że świat został stworzony 6 tysięcy lat temu w sześć 24-godzinnych dni. Zdumiewające, że jedyne miejsce, gdzie upierają się oni przy przenośnej i symbolicznej interpretacji w całej Biblii jest szósty rozdział Ewangelii Świętego Jana. Aż się prosi tutaj, żeby zacytować "trzy szóstki" z tej Ewangelii: Jn 6,66:
Odtąd wielu uczniów Jego odeszło i już z Nim nie chodziło.

Znak bestii? Apokalipsa nam mówi: Ap 13,18:

Tu jest [potrzebna] mądrość. Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy: liczba ta bowiem człowieka. A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć.

Był to, rzecz Jasna, teologiczny żart. Ale to właśnie w szóstym rozdziale Jan Ewangelista wspomina, że Judasz zdradzi Jezusa (J 6, 70-71) i właśnie podczas Ostatniej Wieczerzy diabeł nakłonił serce Judasza, aby wydał Jezusa (J13,2). To właśnie najbardziej szatanowi zależy na tym, żebyśmy nie uwierzyli, że Jezus jest faktycznie i prawdziwie obecny w Najświętszym Sakramencie. Tak, jak mu zależy na tym, żeby chrześcijaństwo było rozbite. Inaczej "świat mógłby uwierzyć":

Jn 17,21:
aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał.

Na koniec jeszcze jedna uwaga. W większości przypadków w Polsce przyjmujemy podczas mszy tylko konsekrowaną hostię, ale nie powinno nas to niepokoić. Nie przyjmujemy bowiem zwłok Pana Jezusa, ale Jego samego, żywego i zmartwychwstałego. Jest on obecny w konsekrowanej hostii cały, a więc także i Krew. I nawet możecie na następnej mszy zwrócić uwagę, że kapłan wrzuca do kielicha z Krwią Zbawiciela kawałeczek hostii, symbolizując w ten sposób to, że w Eucharystii jest Jezus żywy, zmartwychwstały, Ciało i Krew, Dusza i Bóstwo naszego Pana, Jezusa Chrystusa.
Zapraszam też do przeczytania rozważań o Czwartym Kielichu, mojego pierwszego eseju apologetycznego, od którego zaczęła się cała ta moja pisanina.
Ostatnio zmieniony 03-06-10, 06:07 przez hiob, łącznie zmieniany 3 razy.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11141
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Corpus Christi

Post autor: hiob » 25-05-05, 01:00

W najbliższy czwartek będziemy obchodzić Święto Bożego Ciała. Jest to uroczystość, która powinna nam przypomnieć czym jest Eucharystia i w co my tak naprawdę powinniśmy wierzyć.

W Polsce chyba nie jest jeszcze tak źle z wiarą w prawdziwą obecność Jezusa w Eucharystii, choć nie jestem do końca przekonany, czy rzeczywiście wszyscy w to wierzą. Wiemy jednak, że poza katolikami i kościołami ortodoksyjnymi nikt inny nie wierzy dokładnie tak samo w realia Eucharystii.

Jest to zresztą zrozumiałe, gdyż w momencie uwierzenia nic by ich nie mogło powstrzymać od połączenia się z nami w jednym Kościele. Łączy nas przecież miłość do Pana Jezusa, więc gdyby odkryli tę prawdę , że On rzeczywiście jest cały, Ciało i Krew, Dusza i Bóstwo, obecny w sakramencie Eucharystii, że On osobiście przychodzi do naszego serca podczas każdej mszy świętej, niewątpliwie staliby się natychmiast członkami Kościoła.

Ale jak to jest naprawdę z naszą wiarą? Bo przecież "wierzyć" nie oznacza tylko akceptacji intelektualnej. Ta też jest ważna i do tego jeszcze wrócę, ale najpierw chciałem zwrócić uwagę na inny trochę aspekt wiary.

Prawdziwa wiara objawia się w czynach. Pan Jezus sam powiedział:

Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. (Mt7,21)

Święty Jakub także o tym mówi:

Tak jak ciało bez ducha jest martwe, tak też jest martwa wiara bez uczynków. (Jk 2,26)

Wyobraźmy sobie taką sytuację: Ja mówię dzieciom: "Posprzątajcie w swoich pokojach, zróbcie zadania, umyjcie się i idźcie spać" , a one do mnie: "Tatusiu kochany, wierzymy Ci, że nam tak powiedziałeś. I kochamy Cię bardzo". Po czym dalej oglądają telewizję nic nie robiąc z tych rzeczy, o które je prosiłem. Czy ich postępowanie wskazywałoby na to, że rzeczywiście mnie kochają? Czy ja byłbym w takiej sytuacji usatysfakcjonowany ich postępowaniem? Oczywiście, że nie. Chcąc okazać mi miłość i szacunek powinny one od razu zrobić to, o co prosiłem. Inaczej mógłbym mieć pewne wątpliwości w stosunku do ich prawdziwych odczuć do mojej osoby.

Gdy zmarł nasz papież, Jan Paweł II, cały świat pokazał, jak bardzo go kochał. Miliony ludzi z Polski przyjechały do Rzymu, nie zważając na koszty i na fakt, że wiedzieli, że trudno będzie dotrzeć nawet w okolice placu Świętego Piotra. Ale prawdziwa miłość nie zważa na takie drobiazgi. Po prostu czujemy wewnętrzną potrzebę, że musimy coś zrobić.

Wróćmy jednak do Eucharystii. Do prawdziwej obecności Jezusa w tym Sakramencie. I odpowiedzmy sobie szczerze na takie pytanie: Kiedy ostatnio spędziliśmy czas na adoracji Najświętszego sakramentu? Jeżeli naprawdę wierzymy, jeżeli Jezus jest obecny w każdym kościele, czeka na nas w tabernakulum, kiedy ostatni raz przyszliśmy do Niego tak, po prostu, żeby pogadać?

W Krakowie w kilku co najmniej kościołach jest eksponowany Najświętszy Sakrament przez cały dzień. W kościele Mariackim na Rynku i u Jezuitów na Kopernika i pewnie w jeszcze innych. Ile razy jestem w Krakowie, przechodzę koło tych kościołów niemal każdego dnia i zawsze staram się wejść tam na chwilkę, odmówić część różańca, porozmawiać z Panem. Zawsze też jest tam kilkanaście osób. Ale trudno mówić o tłumach.

Gdy papież odwiedzał Polskę, gdy przyjeżdża jakaś gwiazda filmowa, czy zespół muzyczny, setki tysięcy ludzi pragnie zobaczyć swych idoli, bohaterów. Pewnie nie ma w tym nic złego. Gdy kogoś kochamy, gdy kogoś idealizujemy, gdy ktoś jest naszym bohaterem, pragniemy być blisko, pragniemy mu dać odczuć, jak bardzo go kochamy.

Ale w takim razie dlaczego w tych kapliczkach, gdzie Pan Jezus na nas czeka, jest tylko kilka moherowych beretów? Parę młodych ludzi też zawsze się modli, muszę być uczciwy. Największy problem z prawdziwą wiarą ma chyba moje pokolenie. Ci ani młodzi, ani starzy. Ci zagonieni za karierą, wiążący koniec z końcem, nie mający czasu na "marnowanie" go na modlitwę.

Cóż, gdyby tylko wiedzieli... Gdyby pamiętali te słowa Jezusa:

Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie. (Mt 6,24)

I nie mówię tu o jakimś buncie, o świadomym odrzuceniu Boga dla dóbr tego świata. Ale gdy nie mamy czasu na poświęcenie go na rozmowę z Jezusem, na odwiedzenie Go w Najświętszym Sakramencie, to nasze działanie samo za nas mówi.

Odmówienie jednej części różańca to około 20 minut. Pół godziny, gdy chcemy to zrobić naprawdę w skupieniu i nie spiesząc się. To tyle, ile trwa jedna telenowela, czy wiadomości w telewizji. Jedna dziesiątka to pięć minut. A przecież wiele osób twierdzi, że i na to nie ma czasu. Hmmm. Papież miał czas na odmawianie różańca. I liturgii godzin. I na spotkania z ludźmi. I na pisanie. I na mszę. I na adorację. Jak on to robił? Może słyszał o tym, że najpierw trzeba viewtopic.php?t=432 "wrzucić do słoja duże kamienie"? ( viewtopic.php?t=432 ) A może po prostu nie oglądał telewizji?

Skąd jednak wzięła się ta nasza wiara, że Jezus jest obecny w Eucharystii? Uczy nas tego Kościół i On sam nas tego nauczył.

W szóstym rozdziale Ewangelii Świętego Jana najpierw czytamy o cudownym rozmnożeniu chleba. Jan nie zapomina też ustawić swego opowiadania w kontekście paschalnym. Zaznacza on:

A zbliżało się święto żydowskie, Pascha. (J 6,4)

Dalej jest znane nam wszystkim opowiadanie o tym, jak Jezus nakarmił tysiące ludzi. Zdobył On w ten sposób wielu zwolenników. Gdyby to były czasy pisania sprawozdań, miałby się czym pochwalić.

Sprawozdań nie pisano wtedy, ale każdy nauczyciel pragnął mieć swoich wyznawców. Prestiż takiego, który miał ich wielu był na pewno większy, niż takiego, który nie miał żadnych naśladowców i uczni. Ale Jezusowi nie chodziło o poklask, o zdobywanie wyznawców "kiełbasą wyborczą". Jemu chodziło o Prawdę. O to, żebyśmy my tę Prawdę poznali, nawet, jakby była ona trudna do przyjęcia.

W dalszej części rozdziału szóstego Jan przekazuje nam słowa Jezusa o tym, że musimy spożywać Jego ciało:

Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata.
(J 6,51).

Oczywiście niektórzy interpretują te słowa symbolicznie. Co dziwniejsze, zwłaszcza ci tak robią, którzy zarzucają katolikom, że oni nie wierzą w dosłowny przekaz Biblii. Mówię tu o niektórych zborach baptystów czy innych fundamentalistów, wierzących przykładowo, że świat rzeczywiście powstał w sześć dni. Ale Jan nie pozostawia nam żadnego marginesu do takiej interpretacji. Przez kilka następnych wersetów wyraźnie pokazuje, że nie były to slowa symboliczne.

Jezus nie raz używał symboli. Mówiąc o sobie jako o bramie, czy drodze, mówił symbolicznie. Ale tu nie zaistniała taka sytuacja i wszyscy z tego zdawali sobie sprawę. Żydów zaszokowały Jego słowa.

Sprzeczali się więc między sobą Żydzi mówiąc: Jak On może nam dać /swoje/ ciało do spożycia? (J 6,52).

Jezus więc wyjaśnia:

Rzekł do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. (J6,53-56).

Musimy tu pamiętać, że poza wszystkimi innymi aspektami spożywania współplemieńców dodatkowym czynnikiem był fakt, że prawo Mojżeszowe zabraniało, pod karą wykluczenia z Synagogi, spożywania krwi. Słowa Jezusa były więc szokujące z wielu powodów. Niemniej jednak nie da się nie zauważyć, że mówił On serio. Nawet to "zaprawdę, zaprawdę" w oryginale "amen, amen", słowa zaprzysiężenia. Jezus powiedział: "Przysięgam, że mówię prawdę. Musicie spożywać moje Ciało I pić moją Krew, aby osiągnąć życie wieczne".

Jezus stracił niemal wszystkich swych wyznawców w tym dniu. Syte tłumy przeraziły się tego, co ten dziwny Nauczyciel mówił. Sam Piotr, na pytanie, czy i on odejdzie, odpowiedział:

Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. (J 6, 68b).

Został, bo uwierzył, ale nie każdy nawet z apostołów uwierzył. Jan właśnie tutaj nam mówi po raz pierwszy o jednym z apostołów, który nie uwierzył:

Na to rzekł do nich Jezus: Czyż nie wybrałem was dwunastu? A jeden z was jest diabłem. Mówił zaś o Judaszu, synu Szymona Iskarioty. Ten bowiem - jeden z Dwunastu - miał Go wydać. (J 6,70,71).

Znamienne, że właśnie w tym kontekście, kontekście nauki o Eucharystii, pierwszy raz Jezus mówi o zdradzie Judasza. I niejako pokazuje nam, że niewiara w Eucharystię jest działaniem szatańskim w naszym życiu.

Tu jeszcze ciekawostka, dla wszystkich tych zafascynowanych "znakiem bestii", trzema szóstkami. Co prawda wyjaśnienie symbolu "666" z Apokalipsy jest raczej proste. Najprawdopodobniej chodzi tu o Nerona, gdyż to właśnie jego nazwisko odczytane numerycznie daje liczbę 666. (W wielu starożytnych językach nie było osobnych symboli dla cyfr, ale niektóre litery miały podwójne znaczenie: jako cyfra i liczba, do dziś przecież i my czasem tak zapisujemy lata). Niemniej jednak ciekawy jest fakt, że właśnie w Ewangelii Jana, który jest także autorem Apokalipsy, właśnie werset 66 w 6. rozdziale mówi o tych, którzy odeszli, nie wierząc w słowa Jezusa:

Odtąd wielu uczniów Jego odeszło i już z Nim nie chodziło. (J 6,66)

To tylko ciekawostka, numeracja wersetów nie pochodzi od Jana, jest znacznie późniejsza i prawdopodobnie jest to tylko przypadek. Choć z drugiej strony nie wiem, czy w Biblii cokolwiek się dzieje przypadkowo.

Uczniowie Jezusa nie wiedzieli jeszcze długo, w jaki sposób mają spożywać swego Pana. Zaufali mu i dopiero podczas ich ostatniej wspólnej wieczerzy paschalnej Jezus pokazał im, jak będzie możliwe przyjmowanie Go jako pokarmu:

A gdy oni jedli, Jezus wziął chleb i odmówiwszy błogosławieństwo, połamał i dał uczniom, mówiąc: Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje. Następnie wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, dał im, mówiąc: Pijcie z niego wszyscy, bo to jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów. (Mt 26,26-28)

Święty Paweł pisząc do Koryntian uczy ich o tej rzeczywistości prawdziwej obecności Jezusa w Eucharystii i ostrzega:

Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pańską głosicie, aż przyjdzie. Dlatego też kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodnie, winny będzie Ciała i Krwi Pańskiej. Niech przeto człowiek baczy na siebie samego, spożywając ten chleb i pijąc z tego kielicha. Kto bowiem spożywa i pije nie zważając na Ciało [Pańskie], wyrok sobie spożywa i pije. Dlatego to właśnie wielu wśród was słabych i chorych i wielu też umarło. (1 Kor 11,26-30)

Niech mi ktoś, kto uważa Eucharystię za symbol, powie: Jak symbol może powodować chorobę i śmierć? Nawet, jeżeli Paweł mówi tu o chorobie i śmierci duszy? Jak spożywanie symbolu może być niegodne? Być powodem wyroku na siebie?

W Polsce na szczęście mamy jeszcze tradycję godnego przyjmowania Jezusa. Nawet uważam, że wielu z nas powinno częściej przystępować do tego sakramentu. Jezus przecież, gdy dotykał chorych, cierpiących, a nawet martwych, przywracał im zdrowie i życie. Nikt z nas nie jest perfekcyjny i nikt z nas nie jest godny Go przyjąć, ale gdy Go przeprosimy, gdy szczerze powtórzymy za setnikiem te słowa: "Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie" możemy i powinniśmy Go przyjąć.

W Stanach jest chyba gorzej. Naprawdę na palcach jednej ręki można policzyć osoby, które nie przystępują do tego sakramentu podczas mszy. A nasz kościół mieści chyba z tysiąc osób. I podejrzewam, że te osoby, które nie przystępują mogą nawet nie być katolikami. Często gdy kogoś odwiedza rodzina, czy znajomi, towarzyszą nam oni także do kościoła, ale gdy są protestantami, wstrzymują się od przyjęcia Eucharystii. Przynajmniej powinni.

Nie ma więc grzeszników w naszym kościele. A tymczasem spowiedź jest tylko przez godzinę w tygodniu i jakoś nie widać tłumów i długich kolejek. Odnoszę wrażenie, że widzę ciągle te same osoby przy konfesjonale. Cóż, jak już wspomniałem przed sekundą, nie ma grzeszników w naszym kościele. I jak już wspominałem nie raz w swych felietonach, wszystkich ludzi możemy podzielić na grzeszników, którzy myślą, że są świętymi i świętych, którzy myślą, że są grzesznikami. Pewnie dlatego Jan Paweł II spowiadał się co tydzień.

Jesteśmy w połowie Roku Eucharystycznego. Jest ważny powód, dla którego Jan Paweł II ogłosił ten rok. I jest jakaś niezwykła symbolika w tym fakcie, że właśnie ten rok stał się ostatnim w jego posłudze papieskiej.

Było tych lat wiele: Rok Maryi i Jezusa, Ducha Świętego, Boga Ojca, Trójcy Świętej, Różańca i teraz Eucharystii. Każdy z nich był ważny i miał na celu zwrócenie naszej uwagi na jakiś ważny aspekt naszej wiary. Ale to właśnie Eucharystia jest nazwana "źródłem i szczytem życia Kościoła":

1324 Eucharystia jest "źródłem i zarazem szczytem całego życia chrześcijańskiego". Inne zaś sakramenty, tak jak wszystkie kościelne posługi i dzieła apostolstwa, wiążą się ze świętą Eucharystią i do niej zmierzają. W Najświętszej bowiem Eucharystii zawiera się całe duchowe dobro Kościoła, a mianowicie sam Chrystus, nasza Pascha".

1325 "Eucharystia oznacza i urzeczywistnia komunię życia z Bogiem i jedność Ludu Bożego, przez które Kościół jest sobą. Jest ona szczytem działania, przez które Bóg w Chrystusie uświęca świat, a równocześnie szczytem kultu, jaki ludzie w Duchu Świętym oddają Chrystusowi, a przez Niego Ojcu".

1326 W końcu, przez celebrację Eucharystii jednoczymy się już teraz z liturgią niebieską i uprzedzamy życie wieczne, gdy Bóg będzie wszystkim we wszystkich.

1327 Eucharystia jest więc streszczeniem i podsumowaniem całej naszej wiary. "Nasz sposób myślenia zgadza się z Eucharystią, a Eucharystia ze swej strony potwierdza nasz sposób myślenia".
(Katechizm Kościoła Katolickiego)

Nie "przegapmy" więc w tym roku tego święta. Zwłaszcza w tym roku, Roku Eucharystii. I jeżeli naprawdę wierzymy, a jako katolicy powinniśmy, bo nauka o prawdziwej obecności Jezusa jest dogmatem naszej wiary, odwiedźmy Go czasem w tabernakulum. Porozmawiajmy z Nim. On na nas czeka. I nie bójmy się przyjmować Go często do naszego serca podczas mszy. Oczywiście, nie wtedy, gdy grzech ciężki pozbawił nas Łaski. Ale nie każdy grzech jest śmiertelny, a grzechy lekkie, choć także są obrzydlistwem w oczach Pana, znikają, gdy żałujemy i przyjmujemy Go do naszego serca.

I na koniec jeszcze parę słów o przyjmowaniu Pana na rękę. W Polsce teraz jest, z tego, co wiem, mała kontrowersja. Podobno protestujący Warszawiacy mieli sarkastyczne transparenty z napisami: "Dziękujemy Ci Prymasie, że nie zabroniłeś nam przyjmować Jezusa na język i na kolanach".

Ale ja tego w ogóle nie rozumiem. Jeżeli nie jestem godny przyjąć Pana na rękę, z czym się mogę zgodzić, to co niby powoduje, że jestem godny to uczynić bezpośrednio na język? Wydaje mi się, że tak samo tego nie jestem godny. W jednym i drugim przypadku jest to niezwykłe uniżenie się Boga, niezwykły dowód Jego miłości do mnie. Wiemy z historii, że dawniej właśnie na rękę przyjmowano Jezusa. W pierwszych wiekach dużo bardziej widoczny był aspekt "uczty", posiłku Eucharystycznego. A przecież dorosłych ludzi nie trzeba karmić. Sami potrafią jeść. A to, czy jesteśmy godni, czy nie, przyjąć Pana wynika nie z tego, czy jest to na rękę, czy na język, ale z gotowości naszego serca.

Można przyjąć Pana na rękę jak na tron. Można tę sekundę, zanim się Go wsadzi do ust, adorować Go jeszcze. A z drugiej strony można bezmyślnie, odruchowo i bez żadnej weneracji otworzyć buzię i przyjąć Go w sposób tradycyjny. Podkreślam więc raz jeszcze: Nie buntujmy się przeciw postanowieniom Kościoła. Jeżeli nam przeszkadza przyjmowanie na rękę, możliwość przyjmowania do ust pozostała i zawsze będzie. Ale przede wszystkim pamiętajmy o tym, żeby mieć czyste serca, a wtedy nie będzie ważne już, czy Jezusa przyjmujemy na dłoń czy bezpośrednio na język. Bo i tak ostatecznie to w naszym sercu On ostatecznie odpocznie.
Ostatnio zmieniony 31-07-09, 15:10 przez hiob, łącznie zmieniany 3 razy.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11141
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Corpus Christi

Post autor: hiob » 15-06-06, 01:00

Od czasu do czasu daję się wciągnąć w dyskusję na forum. Jedna z takich dyskusji dotyczy Eucharystii. A ponieważ dzisiaj Boże Ciało, to postanowiłem skopiować tu mój dzisiejszy post z forum "Wiary". Ten fragment to moja odpowiedź na zarzut brata-protestanta, że skoro wierzymy, że musimy przyjmować Krew i Ciało Jezusa, to czemu przyjmujemy tylko Ciało? Zapraszam do przeczytania:

"godunow napisał:
Gdy byśmy mieli w Ewangeliach bierzcie lub pijcie.. A Chrystus wymaga ( Ewangelia jako słowo boże . wymaga całości nie połowiczności, (przynajmniej mnie się tak wydaje) to dlaczego tylko połowicznie?

Dlatego właśnie staramy się tłumaczyć naukę Kościoła. Piękno bycia katolikiem polega na tym, że nie musimy wymyślać doktryn, interpretacji i starać się samemu "wyrozumować" pewnych rzeczy. Stoimy na barkach olbrzymów. Mamy spuściznę dwóch tysięcy lat analizy nauki Jezusa i apostołów. I tak, jak nie można dziecku w zerówce tłumaczyć czym jest całkowanie, dopóki nie nauczy się dodawania i mnożenia, tak pewne zrozumienie nauki Jezusa wymaga kolejnych kroków. Najpierw "oko za oko", a jak to przyjmiemy i zrozumiemy, to potem możemy dopiero zrozumieć i przyjąć naukę o miłości nieprzyjaciela. Jak nasza dyspozycja serca jest taka, że za to, że ktoś na nas krzywo spojrzał mordujemy całą jego rodzinę, to nauka o miłości nieprzyjaciół wzbudza tylko pusty śmiech.

Z Twojego punktu widzenia przyjmowanie Ciała Jezusa w Eucharystii jest sprzeczne z nauką Biblii, bo wyklucza Krew. Ale jest to Twoja opinia. Tymczasem my się nie opieramy na naszych opiniach, ale na nauce Kościoła, która wyraźnie mówi, że cały, żywy Jezus jest obecny pod każdą postacią. A nauka Kościoła jest nieomylna, co jednoznacznie wynika z 16. rozdziału Ewangelii Mateusza:

Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. (Mt 16,18-19)

Jeden z najbardziej zdumiewających cudów Eucharystycznych, jakie nam dal Pan, jest ten w Lanciano. Podczas Mszy chleb i wino zamieniło się w Ciało i Krew. Ciało było, a raczej jest, fragmentem mięśnia sercowego i oczywiście zawiera też krew, której grupę można zbadać i określić. Polecam Ci zbadanie tego cudu, choć jak ktoś powiedział, niedowiarkowi nie pomoże tysiąc cudów, wierzącemu nie trzeba ani jednego. A z teologicznego punktu widzenia cud w Lanciano nie jest większy, ale mniejszy od cudu każdej Mszy, bo tam chleb i wino zamieniło się na konkretny fragment ciała i trochę krwi, a podczas mszy zamienia się w Ciało i Krew, duszę i Bóstwo, czyli w żywego Jezusa, obecnego sakramentalnie w Eucharystii. I to nie symbolicznie, nie "obok", nie "równolegle", ale faktycznie i materialnie. Jak nigdzie indziej w naszej materialnej rzeczywistości.

A w sumie to cala ta dyskusja sprowadza się do tego, co czytaliśmy we wczorajszym czytaniu na Mszy:

Achab rozesłał polecenie wszystkim Izraelitom i zgromadził proroków na górze Karmel. Wówczas Eliasz zbliżył się do całego ludu i rzekł: Dopókiż będziecie chwiać się na obie strony? Jeżeli Jahwe jest [prawdziwym] Bogiem, to Jemu służcie, a jeżeli Baal, to służcie jemu! Na to nie odpowiedzieli mu ani słowa. Wtedy Eliasz przemówił do ludu:

Tylko ja sam ocalałem jako prorok Pański, proroków zaś Baala jest czterystu pięćdziesięciu. Wobec tego niech nam dadzą dwa młode cielce. Oni niech wybiorą sobie jednego cielca i porąbią go oraz niech go umieszczą na drwach, ale ognia niech nie podkładają! Ja zaś oprawię drugiego cielca oraz umieszczę na drwach i też ognia nie podłożę. Potem wy będziecie wzywać imienia waszego boga, a następnie ja będę wzywać imienia Pana, aby okazało się, że ten Bóg, który odpowie ogniem, jest [naprawdę] Bogiem. Cały lud, odpowiadając na to, zawołał: Dobry pomysł!

Eliasz więc rzekł do proroków Baala: Wybierzcie sobie jednego młodego cielca i zacznijcie pierwsi, bo was jest więcej. Następnie wzywajcie imienia waszego boga, ale ognia nie podkładajcie! Wzięli więc cielca i oprawili go, a potem wzywali imienia Baala od rana aż do południa, wołając: O Baalu, odpowiedz nam! Ale nie było ani głosu, ani odpowiedzi. Zaczęli więc tańczyć [przyklękając] przy ołtarzu, który przygotowali. Kiedy zaś nastało południe, Eliasz szydził z nich, mówiąc:

Wołajcie głośniej, bo to bóg! Więc może zamyślony albo jest zajęty, albo udaje się w drogę. Może on śpi, więc niech się obudzi! Potem wołali głośniej i kaleczyli się według swojego zwyczaju mieczami oraz oszczepami, aż się pokrwawili. Nawet kiedy już południe minęło, oni jeszcze prorokowali aż do czasu składania ofiary z pokarmów. Ale nie było ani głosu, ani odpowiedzi, ani też dowodu uwagi. Wreszcie Eliasz przemówił do ludu: Zbliżcie się do mnie! A oni przybliżyli się do niego. Po czym naprawił rozwalony ołtarz Pański.

Potem Eliasz wziął dwanaście kamieni według liczby pokoleń potomków Jakuba, któremu Pan powiedział: Imię twoje będzie Izrael. Następnie ułożył kamienie na kształt ołtarza ku czci Pana i wykopał dokoła ołtarza rów o pojemności dwóch sea ziarna. Potem ułożył drwa i porąbawszy młodego cielca, położył go na tych drwach i rozkazał: Napełnijcie cztery dzbany wodą i wylejcie do rowu oraz na drwa! I tak zrobili. Potem polecił: Wykonajcie to drugi raz! Oni zaś to wykonali. I znów nakazał: Wykonajcie trzeci raz! Oni zaś wykonali to po raz trzeci, aż woda oblała ołtarz dokoła i napełniła też rów.

Następnie w porze składania ofiary z pokarmów prorok Eliasz wystąpił i rzekł: O Panie, Boże Abrahama, Izaaka oraz Izraela! Niech dziś będzie wiadomo, że Ty jesteś Bogiem w Izraelu, a ja Twój sługa na Twój rozkaz to wszystko uczyniłem. Wysłuchaj mnie, o Panie! Wysłuchaj, aby ten lud zrozumiał, że Ty, o Panie, jesteś Bogiem i Ty nawróciłeś ich serce. A wówczas spadł ogień od Pana [z nieba] i strawił żertwę i drwa oraz kamienie i muł, jako też pochłonął wodę z rowu. Cały lud to ujrzał i upadł na twarz, a potem rzekł: Naprawdę Jahwe jest Bogiem! Naprawdę Pan jest Bogiem!
(1 Krl 18,20-39)

Wiem, że to przydługi fragment, ale wart przeanalizowania. Kapłani Baala mieli wyobrażenie o Bogu takie, jak każda religia poza Judeochrzescijaństwem i Islamem, który także jest heretycką wersją Judeochrzescijanstwa. Istota różnicy polega na tym, że my wierzymy, że Bóg "Jest", a potem powstał świat. To Bóg stworzył świat. Świata mogłoby nie być i Bóg nie jest częścią tego świata. Dla wyznawców Baala ich bożek jest częścią stworzenia. Dlatego to Bóg prawdziwy jest wszechmogący, a bożek Baal jest bezsilny. To tylko wyobrażenie biednych ludzi. Bóstwo wykreowane przez nich na ich miarę.

Nie twierdzę tu, że nasi bracia w wierze uważają Boga za kogoś podobnego do Baala. Wierzymy w tego samego prawdziwego Boga. Ale czasem mam wrażenie, że udowadnianie nam, katolikom, że coś jest niemożliwe, bo "się nie mieści w głowie, żeby Bóg tak mógł postąpić", przypomina zachowanie się kapłanów Baala.

Nie jest wiele większym wyrazem miłości Boga do nas i większym wyrazem pokory to, że Bóg stal się kawałkiem chleba, niż to, że Bóg stal się człowiekiem. Bóg jest tak nieogarniętą rzeczywistością, tak potężnym bytem, że każde Jego ograniczenie jest niesamowite i niezrozumiale z naszego punktu widzenia. Tylko bezmiarem Jego miłości można wytłumaczyć fakt, że stal się On człowiekiem. Ale jak to zaakceptujemy, nie rozumiem dlaczego mielibyśmy negować fakt, że stal się on także kawałkiem chleba. Skoro sam nam to obiecał i sam nam to powiedział, to czemu Mu po prostu nie uwierzyć? Tym bardziej, że On nie może skłamać.

A jak ktoś nie może, czy nie chce tego faktu zaakceptować, niech przyzna chociaż, że z naszego, katolickiego punktu widzenia, nie możemy inaczej tego widzieć. To niezmienna nauka przez tysiąclecia, mająca potwierdzenie w dokumentach Ojców Kościoła od początków drugiego wieku i zgodna z przekazem Biblii."

To tyle mojego wpisu. Zapraszam do przesledzenia całej dyskusji, pomoże ona zrozumieć jak my, katolicy rozumiemy prawdziwą obecność Jezusa w Eucharystii i jakie trudności mają nasi bracia z z tą doktryną. Można ją prześledzić klikając tutaj: http://forum.wiara.pl/viewtopic.php?t=5293
Ostatnio zmieniony 03-06-10, 06:01 przez hiob, łącznie zmieniany 1 raz.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11141
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Ciało moje jest prawdziwym pokarmem...

Post autor: hiob » 24-08-06, 01:00

Przez ostatnie parę tygodni w czasie niedzielnych czytań słyszymy fragmenty szóstego rozdziału Ewangelii Janowej. Jest to niezwykle ważny fragment Pisma Świętego i dlatego postanowiłem napisać o tym parę słów.

Przede wszystkim istotny jest czas, w którym Kościół przypomina nam te słowa. W Kościele mamy trzy cykle czytań , tzw. lata liturgiczne A, B i C. Teraz jesteśmy w połowie drugiego roku liturgicznego, a więc niemal dokładnie w połowie całego cyklu. W roku "B" niedzielne czytania zazwyczaj są z Ewangelii Świętego Marka, ale właśnie w połowie tego roku, w samym centrum trzyletniego okresu przerywamy zwyczajną kolej czytań, aby zwrócić uwagę na coś, co jest, jak przypomina Katechizm Kościoła Katolickiego, "źródłem i zarazem szczytem całego życia chrześcijańskiego"- na Eucharystię.

Ewangelia św. Jana jest nazywana czasem Ewangelią znaków. Święty Jan pisze tylko o siedmiu cudach, jakie uczynił Jezus i nazywa je właśnie "znakami". Liczba ta jest niewątpliwie symboliczna, ta znaki, jakie nam przybliża ewangelista, są wybranymi cudami, symbolizującymi całą działalność Jezusa. W końcu on sam przypomina nam w zakończeniu swej Dobrej Nowiny:

Jest ponadto wiele innych rzeczy, których Jezus dokonał, a które, gdyby je szczegółowo opisać, to sądzę, że cały świat nie pomieściłby ksiąg, które by trzeba napisać. (J 21,25)

To centralne umieszczenie znaku rozmnożenia chleba w Ewangelii Świętego Jana i fakt, że w samym środku cyklu czytań Kościół nam ten znak przypomina świadczy właśnie o tym, jak ważny jest on w procesie naszego zbawienia i jak istotne jest, byśmy nie przespali tej nauki i zrozumieli ją dobrze.

Siedemto symbol pełni, kompletności, pełni, a także słowo w języku hebrajskim oznaczające przymierze. Struktura tych siedmiu wybranych znaków ma nam też uświadomić, ze znak centralny, środkowy, jest wśród nich najważniejszy. To jakby piramida, gdzie pierwszy i ostatni znak tworzą podstawę, a czwarty znak jest właśnie "źródłem i zarazem szczytem całego życia chrześcijańskiego". Co więcej, w pierwszym czytaniu poprzedniej niedzieli, z Księgi Przysłów, słyszymy te słowa:

Mądrość zbudowała sobie dom i wyciosała siedem kolumn, nabiła zwierząt, namieszała wina i stół zastawiła. Służące wysłała, by wołały z wyżynnych miejsc miasta: Prostaczek niech do mnie tu przyjdzie. Do tego, komu brak mądrości, mówiła: Chodźcie, nasyćcie się moim chlebem, pijcie wino, które zmieszałam. Odrzućcie głupotę i żyjcie, chodźcie drogą rozwagi! (Prz 9,1-6)

Znowu siedem kolumn i znowu symbole eucharystyczne. Przymierze, wołanie o mądrość, ofiarowanie i zaproszenie do Uczty. A jakie te znaki przekazał nam św. Jan? Są to kolejno zamiana wody w wino (J 2,1-11), uleczenie syna urzędnika królewskiego (J 4,46-54), uzdrowienie paralityka (J 5,1), rozmnożenie chleba (J 6, 1-14), spacerowanie po wodzie (J 6, 15-21), uzdrowienie ślepca (J 9,1-41) i przywrócenie życia Łazarzowi (J 11,1-57). Dlaczego jednak rozmnożenie chleba miałoby być ważniejszym znakiem, niż uzdrowienie ślepca, czy przywrócenie życia przyjacielowi? Sam Jezus tłumaczy nam to w drugiej części szóstego rozdziału Ewangelii Jana.

Dwa tygodnie temu, 6. sierpnia akurat w niedzielę wypadło Święto Przemienienia Pańskiego. Zamiast zwykłych czytań na XVI Niedzielę Zwykłą mieliśmy czytanie o spotkaniu Jezusa z Mojżeszem i Eliaszem na "wysokiej górze". Zazwyczaj w ten dzień jest czytanie z Ewangelii Jana J 6,24-35. Nie ma to jednak, prawdę mówiąc, większego znaczenia, bo jedno i drugie czytanie wskazuje na Jezusa jako na nowego Mojżesza.

W czasie Niedzieli Przemienienia Pańskiego Jezus spotkał się z Mojżeszem, reprezentującym Prawo Starego Przymierza i z Eliaszem, reprezentującym Proroków. Symboliczne znaczenie tego spotkania jest takie, że Jezus wypełnił Prawo i jak nowy Mojżesz, podczas Kazania na Górze (Ewangelia Mateusza 5-7) ukazuje nam, jak naprawdę trzeba Prawo interpretować. Pokazuje nam On także, że jest Tym, którego zapowiadali Prorocy. Gdyby nie było w tym dniu uroczystości Przemienienia Pańskiego, usłyszelibyśmy te słowa:

Rzekli do Niego:

"Jakiego więc dokonasz znaku, abyśmy go widzieli i Tobie uwierzyli? Cóż zdziałasz? Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: "Dał im do jedzenia chleb z nieba". Rzekł do nich Jezus: "Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój da wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu". Rzekli więc do Niego: "Panie, dawaj nam zawsze tego chleba". Odpowiedział im Jezus: "Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie". (J 6,30-35)

Jezus podkreśla tu, że Jego znak jest większy od tego, który uczynił Mojżesz. Pozornie bowiem jest odwrotnie: Mojżesz "z niczego" dawał Izraelitom chleb na pustyni, i to być może przez cale lata, Jezus zaś "zaledwie" rozmnożył parę bochenków chleba. Jednak chleb na pustyni, nawet jak pojawiał się w cudowny sposób, był tylko zwykłym pokarmem. Ci, co go jedli, pomarli. Chleb-dar Jezusa jest czymś więcej: Typem Eucharystii, znakiem pokazującym, w jaki sposób będziemy mogli spożywać Ciało Jezusa, które jest prawdziwym pokarmem dającym nam życie wieczne.

Nikt tego jeszcze nie rozumie i nie każdy chce w to uwierzyć. Większość tych, którzy słuchają Jezusa, odchodzi. Usłyszymy to w najbliższą niedzielę. Pewną ciekawostką, choć zapewne bez żadnego znaczenia teologicznego jest fakt, że to werset z trzema szóstkami, "znakiem bestii", mówi o odejściu uczni:

Odtąd wielu uczniów Jego odeszło i już z Nim nie chodziło. (J 6,66)

Ale o ile numeracja wersetów nie jest częścią natchnionego Słowa Bożego, pochodzi od zwykłych mnichów kopiujących Biblię przed wiekami i ma nam tylko ułatwić znalezienie odpowiednich fragmentów Pisma, to trudno nie zauważyć, że właśnie w tym kontekście Jezus wspomina, że "jeden z was jest diabłem", a Jan wyjaśnia, że "mówił o Judaszu".

Inni apostołowie też nie rozumieli. Nikt wtedy nie rozumiał słów Jezusa. Żydzi dyskutowali miedzy sobą pytając:

Jak On może nam dać /swoje/ ciało do spożycia? (J 6, 52b)

Apostołowie jednak po prostu przyjęli te słowa na wiarę. Wszyscy, z wyjątkiem Judasza, jak można się domyśleć z komentarza uczynionego przez Jezusa. Dopiero za rok zrozumieli w jaki sposób będą mogli spożywać prawdziwe Ciało i Krew Jezusa. Stało się to podczas ich ostatniej wspólnej Paschy, gdy w wieczerniku Jezus powiedział te słowa:

A gdy oni jedli, Jezus wziął chleb i odmówiwszy błogosławieństwo, połamał i dał uczniom, mówiąc: Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje. Następnie wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, dał im, mówiąc: Pijcie z niego wszyscy, bo to jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów. (Mt 26,26-28) <br><br>
Święty Paweł w Liście do Koryntian pisze niezwykłe słowa:

Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pańską głosicie, aż przyjdzie. Dlatego też kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodnie, winny będzie Ciała i Krwi Pańskiej. Niech przeto człowiek baczy na siebie samego, spożywając ten chleb i pijąc z tego kielicha. Kto bowiem spożywa i pije nie zważając na Ciało [Pańskie], wyrok sobie spożywa i pije. Dlatego to właśnie wielu wśród was słabych i chorych i wielu też umarło. (1Kor 11,26-30)

Każdy, kto uważa, że Jezus mówił symbolicznie o spożywaniu swego Ciała, musi mieć poważny problem z tą interpretacją Świętego Pawła. Jeżeli Eucharystia jest tylko symbolem, to czemu niegodne Jej spożywanie ma być "winny Ciała i Krwi Pańskiej"? Czemu "wyrok sobie spożywa i pije"? Czemu wreszcie z powodu niegodnego przyjmowania Eucharystii wielu jest chorych, a nawet umarło? Paweł niewątpliwie mówi tu o śmierci duchowej, o grzechu śmiertelnym, jaki przyjmujemy na siebie niegodnie przyjmując Jezusa w Eucharystii.

Ale co z tym wersetem?

Duch daje życie; ciało na nic się nie przyda. Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i są życiem. (J 6,63)

Protestanci i fundamentaliści często używają go, żeby pokazać, że jednak Jezus mówił symbolicznie, że słowa są życiem, nie samo ciało, nie chleb. Cóż, jak ktoś nie widzi tego, co czyta, ale stara się przy pomocy tekstu udowodnić to, co sam sobie wymyślił, to szuka każdego pretekstu, aby potwierdzić swoją błędną interpretację. Ale nie można podczas egzegezy tekstu przekreślić kilkudziesięciu wersetów tylko dlatego, że mamy jeden mówiący coś, co pozornie jest sprzeczne z całym poprzednim tokiem narracyjnym. Pozornie, bo Jezus wcale nie mówi tu o swoim Ciele, ale o "cielesności" swych słuchaczy. Mówi, że zrozumieć Go można tylko, gdy podejdzie się do nich duchowo, gdy zrozumie się głębię tego, co On chce nam przekazać, a nie tylko "kulinarnie", skupiając się na pozornej absurdalności wyobrażenia przeżuwania Ciała naszego Pana. <br><br>
Święty Paweł także mówi w swych listach o tym rozgraniczeniu, miedzy człowiekiem "cielesnym", a "duchowym":

Wiemy przecież, że Prawo jest duchowe. A ja jestem cielesny, zaprzedany w niewolę grzechu. (Rz 7,14)

A ja nie mogłem, bracia, przemawiać do was jako do ludzi duchowych, lecz jako do cielesnych, jako do niemowląt w Chrystusie. Mleko wam dałem, a nie pokarm stały, boście byli niemocni; zresztą i nadal nie jesteście mocni. Ciągle przecież jeszcze jesteście cieleśni. Jeżeli bowiem jest między wami zawiść i niezgoda, to czyż nie jesteście cieleśni i nie postępujecie tylko po ludzku? (1 Kor 3,1-3)

O tym właśnie mówił Jezus na zakończenie swej nauki o Eucharystii. O duchowym zrozumieniu faktu, że spożywanie Jego Ciała jest konieczne do zbawienia, bo daje nam życie wieczne.

Tylko taka interpretacja jest logiczna i nie powoduje sprzeczności z tymi wszystkimi wcześniejszymi słowami Jezusa. Zresztą, gdyby było inaczej, czy nie powiedziałby On sam tego, gdy tysiące nakarmionych przez niego uczni odeszło? Oni wszyscy doskonale wiedzieli, że Jezus nie używa tu wcale symbolicznego języka. Odeszli, bo nie tylko nie rozumieli w jaki sposób mają spożywać Jego Ciało, ale wiedzieli też, że każdy, kto spożywa krew będzie wyrzucony z Synagogi. Mówi to wyraźnie Prawo:

Bo życie wszelkiego ciała jest we krwi jego - dlatego dałem nakaz synom Izraela: nie będziecie spożywać krwi żadnego ciała, bo życie wszelkiego ciała jest w jego krwi. Ktokolwiek by ją spożywał, zostanie wyłączony. (Kpł 17,14)

Tylko, że to jest właśnie dokładnie to, o co chodzi naszemu Panu. Żeby przyjąć Nowe Przymierze, odejść od skorumpowanej religii skupionej wokół Świątyni Jerozolimskiej i stać się członkiem Nowego Jeruzalem. Przyjąć Krew Jezusa, która naprawdę zawiera życie wieczne i stać się członkiem Kościoła Powszechnego, który jest wypełnieniem Starego Przymierza i w którym mamy prawdziwą Ofiarę Baranka i prawdziwą ucztę dającą nam pokarm gwarantujący życie wieczne.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11141
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Corpus Christi

Post autor: hiob » 11-06-09, 03:18

Poniżej jest nieznacznie poprawiony tekst felietonu, jaki napisałem parę lat temu. Jednak jest on zawsze aktualny, więc postanowiłem go opublikować na Frondzie, a przy okazji zamieszczam tu tę poprawioną wersję:

Dzisiaj obchodzimy w Kościele Powszechnym uroczystość Bożego Ciała. Jest to święto, które powinno nam przypomnieć czym jest Eucharystia i w co (albo raczej w Kogo) tak naprawdę powinniśmy wierzyć. W Polsce chyba nie jest jeszcze tak źle z wiarą w prawdziwą obecność Jezusa w Eucharystii, choć nie jestem do końca przekonany, czy rzeczywiście wszyscy w to wierzą.

Wiemy jednak, że poza katolikami i kościołami ortodoksyjnymi inni chrześcijanie nie uznają realiów Eucharystii i negują dosłowność nauczania Jezusa w tej kwestii. Jest to zresztą zrozumiałe, gdyż w momencie uwierzenia nic by ich nie mogło powstrzymać od połączenia się z nami w jednym Kościele. Łączy nas przecież miłość do Pana Jezusa, więc gdyby odkryli tę prawdę , że On rzeczywiście jest cały, Ciało i Krew, Dusza i Bóstwo, obecny w sakramencie Eucharystii, że On osobiście przychodzi do naszego serca podczas każdej mszy świętej, niewątpliwie staliby się natychmiast członkami Kościoła.

Ale jak to jest naprawdę z naszą wiarą? Bo przecież "wierzyć" nie oznacza tylko akceptacji mentalnej, intelektualnej. Ta też jest ważna i do tego jeszcze wrócę, ale najpierw chciałem zwrócić uwagę na inny trochę aspekt naszej wiary. Prawdziwa wiara objawia się w czynach. Pan Jezus sam powiedział:

Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. (Mt7,21)

Święty Jakub także o tym mówi:

Tak jak ciało bez ducha jest martwe, tak też jest martwa wiara bez uczynków. (Jk 2,26)

Wyobraźmy sobie taką sytuację: Ja mówię dzieciom: "Posprzątajcie w swoich pokojach, zróbcie zadania, umyjcie się i idźcie spać" , a one do mnie: "Tatusiu kochany, wierzymy Ci, że nam tak powiedziałeś. I kochamy Cię bardzo". Po czym dalej oglądają telewizję nic nie robiąc z tych rzeczy, o które je prosiłem. Czy ich postępowanie wskazywałoby na to, że rzeczywiście mnie kochają? Czy ja byłbym w takiej sytuacji usatysfakcjonowany ich postępowaniem? Oczywiście, że nie.

Chcąc okazać mi miłość i szacunek powinny one od razu zrobić to, o co prosiłem. Inaczej mógłbym mieć pewne wątpliwości w stosunku do ich prawdziwych odczuć do mojej osoby. Gdy zmarł nasz papież, Jan Paweł II, cały świat pokazał, jak bardzo go kochał. Miliony ludzi z Polski przyjechały do Rzymu, nie zważając na koszty i na fakt, że wiedzieli, że trudno będzie dotrzeć nawet w okolice placu Świętego Piotra. Ale prawdziwa miłość nie zważa na takie drobiazgi. Po prostu czujemy wewnętrzną potrzebę, że musimy coś zrobić.

Wróćmy jednak do Eucharystii. Do prawdziwej obecności Jezusa w tym Sakramencie. I odpowiedzmy sobie szczerze na takie pytanie: Kiedy ostatnio spędziliśmy czas na adoracji Najświętszego sakramentu? Jeżeli naprawdę wierzymy, jeżeli Jezus jest obecny w każdym kościele, czeka na nas w tabernakulum, kiedy ostatni raz przyszliśmy do Niego tak, po prostu, żeby pogadać?

W Krakowie w kilku co najmniej kościołach jest eksponowany Najświętszy Sakrament przez cały dzień. W kościele Mariackim na Rynku i u Jezuitów na Kopernika i pewnie w jeszcze innych. W Bazylice Miłosierdzia w Łagiewnikach jest całodobowa Adoracja. Ile razy jestem w Krakowie, przechodzę koło tych kościołów niemal każdego dnia i zawsze staram się wejść tam na chwilkę, odmówić część różańca, porozmawiać z Panem. Zawsze też jest tam kilkanaście osób. Ale trudno mówić o tłumach.

Gdy papież odwiedzał Polskę, czy też gdy przyjeżdża jakaś gwiazda filmowa, albo zespół muzyczny, czy też znana drużyna piłkarska, setki tysięcy ludzi pragnie zobaczyć swych idoli, bohaterów. Pewnie nie ma w tym nic złego. Gdy kogoś kochamy, gdy kogoś idealizujemy, gdy ktoś jest naszym bohaterem, pragniemy być blisko, pragniemy mu dać odczuć, jak bardzo go kochamy. Ale w takim razie dlaczego w tych kapliczkach, gdzie Pan Jezus na nas czeka, jest tylko kilka emerytek? Parę młodych ludzi też zawsze się modli, muszę być uczciwy. Ale trudno mówić o tłumach. Zwłaszcza ciężko zobaczyć ludzi w tzw. średnim wieku. Wygląda na to, że największy problem z wiarą ma chyba moje pokolenie. Ci ani młodzi, ani starzy. "Baby boomers", czyli wyż demograficzny. Ci zagonieni za karierą, ci z trudem wiążący koniec z końcem, nie mający czasu na "marnowanie" go na modlitwę. Cóż, gdyby tylko wiedzieli... Gdyby pamiętali te słowa Jezusa:

Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie. (Mt 6,24)

I nie mówię tu o jakimś buncie, o świadomym odrzuceniu Boga dla dóbr tego świata. Wielu z nas uważa się za katolików, za chrześcijan. Ale gdy nie mamy czasu na poświęcenie go na rozmowę z Jezusem, na odwiedzenie Go w Najświętszym Sakramencie, to nasze działanie, to co robimy, mówi głośniej niż słowa. Odmówienie jednej części różańca to około 20 minut. Pół godziny, gdy chcemy to zrobić naprawdę w skupieniu i nie spiesząc się. To tyle, ile trwa jedna telenowela, czy wiadomości w telewizji. Jedna dziesiątka to pięć minut. A przecież wiele osób twierdzi, że i na to nie ma czasu. Hmmm. Papież miał czas na odmawianie różańca. I na odmawianie liturgii godzin. I na spotkania z ludźmi. I na pisanie. I na mszę. I na adorację. Jak on to robił? Może gdzieś słyszał o tym, że najpierw trzeba wrzucać viewtopic.php?p=3074#3074 duże kamienie? A może po prostu nie oglądał telewizji?

Skąd jednak wzięła się ta nasza wiara, że Jezus jest obecny w Eucharystii? Uczy nas tego Kościół, bo On sam nas tego nauczał. W szóstym rozdziale Ewangelii Świętego Jana najpierw czytamy o cudownym rozmnożeniu chleba. Jan nie zapomina też ustawić swego opowiadania w kontekście paschalnym. Zaznacza on:

A zbliżało się święto żydowskie, Pascha. (J 6,4)

Dalej jest znane nam wszystkim opowiadanie o tym, jak Jezus nakarmił tysiące ludzi. Zdobył On w ten sposób wielu zwolenników. Gdyby to były czasy pisania sprawozdań, miałby się czym pochwalić. Sprawozdań nie pisano wtedy, ale każdy nauczyciel pragnął mieć swoich wyznawców. Prestiż takiego rabina, który miał ich wielu był na pewno większy, niż takiego, który nie miał żadnych naśladowców i uczni. Ale Jezusowi nie chodziło o poklask, o statystyki, o zdobywanie wyznawców "kiełbasą wyborczą". Jemu chodziło o prawdę. Nawet, gdy ta prawda była trudna do przyjęcia. W dalszej części rozdziału szóstego Jan przekazuje nam słowa Jezusa o tym, że musimy spożywać Jego ciało:

Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata.(J 6,51).

Oczywiście niektórzy interpretują te słowa symbolicznie. Co dziwniejsze, zwłaszcza ci tak robią, którzy zarzucają katolikom, że oni nie wierzą w dosłowny przekaz Biblii. Mówię tu o niektórych zborach baptystów czy innych fundamentalistów, wierzących przykładowo, że świat rzeczywiście powstał w sześć dni. Ale Jan nie pozostawia nam żadnego marginesu do takiej interpretacji. Przez kilka następnych wersetów wyraźnie pokazuje, że nie były to slowa symboliczne. Jak nigdzie indziej w całej Biblii, czterokrotnie powtarza to, co nam chce tu przekazać. Jezus nie raz używał symboli. Mówiąc o sobie jako o bramie, czy drodze, mówił symbolicznie. Ale tu nie zaistniała taka sytuacja i wszyscy z tego zdawali sobie sprawę. Żydów zaszokowały Jego słowa.

Sprzeczali się więc między sobą Żydzi mówiąc: Jak On może nam dać /swoje/ ciało do spożycia? (J 6,52).

Jezus więc wyjaśnia:

Rzekł do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. (J6,53-56).

Musimy tu też pamiętać, że prawo Mojżeszowe zabraniało, pod karą wykluczenia z Synagogi, spożywania krwi. Słowa Jezusa były więc szokujące z wielu powodów. Niemniej jednak nie da się nie zauważyć, że mówił On serio. Nawet to "zaprawdę, zaprawdę", w oryginale "amen, amen", to słowa zaprzysiężenia. Jezus powiedział: "Przysięgam, że mówię prawdę. Musicie spożywać moje Ciało I pić moją Krew, aby osiągnąć życie wieczne".

Jezus stracił niemal wszystkich swych wyznawców w tym dniu. Syte tłumy przeraziły się tego, co ten dziwny Nauczyciel mówił. Sam Piotr, na pytanie, czy i on odejdzie, odpowiedział:

Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. (J 6, 68b).

Został, bo uwierzył, ale nie każdy z apostołów uwierzył. Święty Jan tutaj właśnie nam mówi po raz pierwszy o tym, który nie uwierzył:

Na to rzekł do nich Jezus: Czyż nie wybrałem was dwunastu? A jeden z was jest diabłem. Mówił zaś o Judaszu, synu Szymona Iskarioty. Ten bowiem, jeden z Dwunastu, miał Go wydać. (J 6,70,71).

Znamienne, że właśnie w tym kontekście, kontekście nauki o Eucharystii, pierwszy raz Jezus mówi o zdradzie Judasza. I niejako pokazuje nam, że niewiara w Eucharystię jest działaniem szatańskim w naszym życiu. Tu jeszcze interesujący fakt dla wszystkich tych zafascynowanych "znakiem bestii", trzema szóstkami. Co prawda wyjaśnienie symbolu "666" z Apokalipsy jest raczej proste. Najprawdopodobniej chodzi tu o Nerona, gdyż to właśnie jego nazwisko odczytane numerycznie daje liczbę 666. (W wielu starożytnych językach nie było osobnych symboli dla cyfr, ale niektóre litery miały podwójne znaczenie: jako cyfra i liczba, do dziś przecież i my czasem tak zapisujemy lata). Niemniej jednak ciekawy jest fakt, że właśnie w Ewangelii Jana, który jest także autorem Apokalipsy, właśnie werset 66 w 6. rozdziale mówi o tych, którzy odeszli, nie wierząc w słowa Jezusa:

Odtąd wielu uczniów Jego odeszło i już z Nim nie chodziło. (J 6,66)

To tylko ciekawostka, numeracja wersetów nie pochodzi od Jana, jest znacznie późniejsza i prawdopodobnie jest to tylko przypadek. Choć z drugiej strony nie wiem, czy w Biblii cokolwiek się dzieje przypadkowo. Nie jest to nauka Kościoła, a jedynie moja spekulacja, albo raczej interesujący zbieg okoliczności.

Uczniowie Jezusa nie wiedzieli jeszcze długo, w jaki sposób mają spożywać swego Pana. Zaufali mu i dopiero podczas ich ostatniej wspólnej wieczerzy paschalnej Jezus pokazał im, jak będzie możliwe przyjmowanie Go jako pokarmu:

A gdy oni jedli, Jezus wziął chleb i odmówiwszy błogosławieństwo, połamał i dał uczniom, mówiąc: Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje. Następnie wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, dał im, mówiąc: Pijcie z niego wszyscy, bo to jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów. (Mt 26,26-28)

Święty Paweł pisząc do Koryntian uczy ich o tej rzeczywistości prawdziwej obecności Jezusa w Eucharystii i ostrzega:

Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pańską głosicie, aż przyjdzie. Dlatego też kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodnie, winny będzie Ciała i Krwi Pańskiej. Niech przeto człowiek baczy na siebie samego, spożywając ten chleb i pijąc z tego kielicha. Kto bowiem spożywa i pije nie zważając na Ciało [Pańskie], wyrok sobie spożywa i pije. Dlatego to właśnie wielu wśród was słabych i chorych i wielu też umarło. (1 Kor 11,26-30)

Niech mi ktoś, kto uważa Eucharystię za symbol, powie: Jak symbol może powodować chorobę i śmierć? Nawet, jeżeli św. Paweł mówi tu o chorobie i śmierci duszy? Jak spożywanie symbolu może być niegodne? Jak może być powodem wyroku na kogokolwiek?

W Polsce na szczęście mamy jeszcze tradycję godnego przyjmowania Jezusa. Nawet uważam, że wielu z nas powinno częściej przystępować do tego sakramentu. Jezus przecież, gdy dotykał chorych, cierpiących, a nawet martwych, przywracał im zdrowie i życie. Nikt z nas nie jest perfekcyjny i nikt z nas nie jest godny Go przyjąć, ale gdy Go przeprosimy, gdy szczerze powtórzymy za setnikiem te słowa: "Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie..." możemy i powinniśmy Go przyjąć. W Stanach jest chyba gorzej. Naprawdę na palcach jednej ręki można policzyć osoby, które nie przystępują do tego sakramentu podczas mszy w naszej parafii. A nasz kościół mieści ponad tysiąc osób. Nie ma więc grzeszników w naszym kościele.

Spowiedź w parafii liczącej 7500 rodzin jest oferowana tylko przez dwie godziny w tygodniu i jakoś nie widać tłumów i długich kolejek. Co więcej, odnoszę wrażenie, że widzę ciągle te same osoby przy konfesjonale. Cóż, jak już wspomniałem przed sekundą, nie ma grzeszników w naszym kościele. I jak już wspominałem nie raz w swych felietonach, wszystkich ludzi możemy podzielić na grzeszników, którzy myślą, że są świętymi i świętych, którzy myślą, że są grzesznikami. Pewnie dlatego Jan Paweł II spowiadał się co tydzień.

Ostatni rok pontyfikatu Jana Pawła Wielkiego był Rokiem Eucharystii. Nie bez powodu. To właśnie Eucharystia jest nazwana "źródłem i szczytem życia Kościoła":

1324 Eucharystia jest "źródłem i zarazem szczytem całego życia chrześcijańskiego". Inne zaś sakramenty, tak jak wszystkie kościelne posługi i dzieła apostolstwa, wiążą się ze świętą Eucharystią i do niej zmierzają. W Najświętszej bowiem Eucharystii zawiera się całe duchowe dobro Kościoła, a mianowicie sam Chrystus, nasza Pascha".
1325 "Eucharystia oznacza i urzeczywistnia komunię życia z Bogiem i jedność Ludu Bożego, przez które Kościół jest sobą. Jest ona szczytem działania, przez które Bóg w Chrystusie uświęca świat, a równocześnie szczytem kultu, jaki ludzie w Duchu Świętym oddają Chrystusowi, a przez Niego Ojcu".
1326 W końcu, przez celebrację Eucharystii jednoczymy się już teraz z liturgią niebieską i uprzedzamy życie wieczne, gdy Bóg będzie wszystkim we wszystkich.
1327 Eucharystia jest więc streszczeniem i podsumowaniem całej naszej wiary. "Nasz sposób myślenia zgadza się z Eucharystią, a Eucharystia ze swej strony potwierdza nasz sposób myślenia".
(Katechizm Kościoła Katolickiego)


Nie "przegapmy" więc dziś tego święta. I jeżeli naprawdę wierzymy, (a jako katolicy powinniśmy, bo nauka o prawdziwej obecności Jezusa jest dogmatem naszej wiary), odwiedźmy Go czasem w tabernakulum. Porozmawiajmy z Nim. On na nas czeka. I nie bójmy się przyjmować Go często do naszego serca podczas mszy. Oczywiście, nie wtedy, gdy grzech ciężki pozbawił nas Łaski. Ale nie każdy grzech jest śmiertelny, a grzechy lekkie, choć także są obrzydlistwem w oczach Pana, zostają nam wybaczone, gdy żałujemy i przyjmujemy Go do naszego serca.

Na koniec jeszcze dwie rzeczy. Wspomniałem wcześniej o karze wykluczenia z synagogi za spożywanie krwi. Księga Kapłańska podaje tak nam to podaje:

Bo życie wszelkiego ciała jest we krwi jego, dlatego dałem nakaz synom Izraela: nie będziecie spożywać krwi żadnego ciała, bo życie wszelkiego ciała jest w jego krwi. Ktokolwiek by ją spożywał, zostanie wyłączony. (Kpł 17,14)

Jezus oczywiście doskonale znał ten przepis, ale to jest właśnie dokładnie to, o co Mu chodziło. Żeby odejść od skorumpowanej religii skupionej wokół Świątyni Jerozolimskiej i stać się uczestnikiem Nowego Przymierza. Przyjąć Krew Jezusa, która naprawdę zawiera życie wieczne i stać się członkiem Kościoła Powszechnego, który jest wypełnieniem Starego Przymierza i w którym mamy prawdziwą Ofiarę Baranka i prawdziwą ucztę dającą nam pokarm gwarantujący życie wieczne. "Nie wlewa się młodego wina w stare bukłaki". Wykluczenie z Synagogi było zatem koniecznym krokiem.

Druga sprawa, to kontrowersja dotycząca wersetu 6,63 Ewangelii Jana:

Duch daje życie; ciało na nic się nie przyda. Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i są życiem.

Protestanci i fundamentaliści często używają go, żeby pokazać, że jednak Jezus mówił symbolicznie, że to słowa są życiem, nie samo ciało, nie chleb. Cóż, jak ktoś nie widzi tego, co czyta, ale stara się przy pomocy tekstu udowodnić to, co sam sobie wymyślił, to zawsze znajdzie pretekst, aby potwierdzić swoją błędną interpretację. Ale nie można podczas egzegezy tekstu przekreślić kilkudziesięciu wersetów tylko dlatego, że mamy jeden mówiący coś, co pozornie jest sprzeczne z całym poprzednim tokiem narracyjnym.

Pozornie, bo Jezus wcale nie mówi tu o swoim Ciele, ale o "cielesności" swych słuchaczy. Mówi, że zrozumieć Go można tylko, gdy podejdzie się do nich duchowo, gdy zrozumie się głębię tego, co On chce nam przekazać, a nie tylko "kulinarnie", skupiając się na pozornej absurdalności wyobrażenia przeżuwania Ciała naszego Pana. Święty Paweł także mówi w swych listach o tym rozgraniczeniu, miedzy człowiekiem "cielesnym", a "duchowym":

Wiemy przecież, że Prawo jest duchowe. A ja jestem cielesny, zaprzedany w niewolę grzechu. (Rz 7,14)

A ja nie mogłem, bracia, przemawiać do was jako do ludzi duchowych, lecz jako do cielesnych, jako do niemowląt w Chrystusie. Mleko wam dałem, a nie pokarm stały, boście byli niemocni; zresztą i nadal nie jesteście mocni. Ciągle przecież jeszcze jesteście cieleśni. Jeżeli bowiem jest między wami zawiść i niezgoda, to czyż nie jesteście cieleśni i nie postępujecie tylko po ludzku? (1 Kor 3,1-3)

O tym właśnie mówił Jezus na zakończenie swej nauki o Eucharystii. O duchowym zrozumieniu faktu, że spożywanie Jego Ciała jest konieczne do zbawienia, bo daje nam życie wieczne. Tylko taka interpretacja jest logiczna i nie powoduje sprzeczności z tymi wszystkimi wcześniejszymi słowami Jezusa. Zresztą, gdyby było inaczej, czy nie powiedziałby On sam tego, gdy tysiące nakarmionych przez niego uczni odeszło? Oni wszyscy doskonale wiedzieli, że Jezus nie używa tu wcale symbolicznego języka. Wszyscy słuchacze Jezusa zrozumieli go dosłownie i dlatego odeszli. A my? A my, mam nadzieję, także Go rozumiemy dosłownie i dlatego jesteśmy katolikami. I o tej prawdzie nam przypomina dzisiejsze święto.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11141
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Re: Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawd

Post autor: hiob » 08-08-09, 17:08

(Poniższy tekst napisałem przed trzema laty i tylko nieznacznie jest poprawiony. Jest jednak tak samo aktualny dziś, jak był wtedy, gdy go pierwszy raz pisałem. hiob.)

<span style="color:maroon;">Przez ostatnie parę tygodni w czasie niedzielnych czytań słyszymy fragmenty szóstego rozdziału Ewangelii Janowej. Jest to niezwykle ważny fragment Pisma Świętego i dlatego postanowiłem napisać o tym parę słów.

Przede wszystkim istotny jest czas, w którym Kościół przypomina nam te słowa. W Kościele mamy trzy cykle czytań , tzw. lata liturgiczne A, B i C. Teraz jesteśmy w połowie drugiego roku liturgicznego, a więc niemal dokładnie w połowie całego cyklu. W roku "B" niedzielne czytania zazwyczaj są z Ewangelii Świętego Marka, ale właśnie w połowie tego roku, w samym centrum trzyletniego okresu przerywamy zwyczajną kolej czytań, aby zwrócić uwagę na coś, co jest, jak przypomina Katechizm Kościoła Katolickiego, "źródłem i zarazem szczytem całego życia chrześcijańskiego"- na Eucharystię.

Ewangelia św. Jana jest nazywana czasem Ewangelią znaków. Święty Jan pisze tylko o siedmiu cudach, jakie uczynił Jezus i nazywa je właśnie "znakami". Liczba ta jest niewątpliwie symboliczna, ta znaki, jakie nam przybliża ewangelista, są wybranymi cudami, symbolizującymi całą działalność Jezusa. W końcu on sam przypomina nam w zakończeniu swej Dobrej Nowiny:
<span style="color:red;">
Jest ponadto wiele innych rzeczy, których Jezus dokonał, a które, gdyby je szczegółowo opisać, to sądzę, że cały świat nie pomieściłby ksiąg, które by trzeba napisać. (J 21,25)
<span style="color:maroon;">
To centralne umieszczenie znaku rozmnożenia chleba w Ewangelii Świętego Jana i fakt, że w samym środku cyklu czytań Kościół nam ten znak przypomina świadczy właśnie o tym, jak ważny jest on w procesie naszego zbawienia i jak istotne jest, byśmy nie przespali tej nauki i zrozumieli ją dobrze.

Siedem to symbol pełni, kompletności, pełni, a także słowo w języku hebrajskim oznaczające zawarcie przymierza. Struktura tych siedmiu wybranych znaków ma nam też uświadomić, ze znak centralny, środkowy, jest wśród nich najważniejszy. To jakby piramida, gdzie pierwszy i ostatni znak tworzą podstawę, a czwarty znak jest właśnie "źródłem i zarazem szczytem całego życia chrześcijańskiego". Co więcej, w pierwszym czytaniu następnejj niedzieli, z Księgi Przysłów, usłyszymy te słowa:
<span style="color:red;">
Mądrość zbudowała sobie dom i wyciosała siedem kolumn, nabiła zwierząt, namieszała wina i stół zastawiła. Służące wysłała, by wołały z wyżynnych miejsc miasta: Prostaczek niech do mnie tu przyjdzie. Do tego, komu brak mądrości, mówiła: Chodźcie, nasyćcie się moim chlebem, pijcie wino, które zmieszałam. Odrzućcie głupotę i żyjcie, chodźcie drogą rozwagi! <span style="color:maroon;"> (Prz 9,1-6)

Znowu siedem kolumn i znowu symbole eucharystyczne. Przymierze, wołanie o mądrość, ofiarowanie i zaproszenie do Uczty. A jakie znaki przekazał nam św. Jan? Są to kolejno zamiana wody w wino (J 2,1-11), uleczenie syna urzędnika królewskiego (J 4,46-54), uzdrowienie paralityka (J 5,1), rozmnożenie chleba (J 6, 1-14), spacerowanie po wodzie (J 6, 15-21), uzdrowienie ślepca (J 9,1-41) i przywrócenie życia Łazarzowi (J 11,1-57). Dlaczego jednak rozmnożenie chleba miałoby być ważniejszym znakiem, niż uzdrowienie ślepca, czy przywrócenie życia przyjacielowi? Sam Jezus tłumaczy nam to w drugiej części szóstego rozdziału Ewangelii Jana.

Parę dni temu, 6. sierpnia, wypadło Święto Przemienienia Pańskiego. Mieliśmy wtedy czytanie o spotkaniu Jezusa z Mojżeszem i Eliaszem na "wysokiej górze". Poprzedniej niedzieli było czytanie z Ewangelii Jana J 6,24-35. Jedno i drugie czytanie wskazuje na Jezusa jako na nowego Mojżesza.

Obchodząc Święto Przemienienia Pańskiego wspominamy, jak to Jezus spotkał się z Mojżeszem, reprezentującym Prawo Starego Przymierza i z Eliaszem, reprezentującym Proroków. Symboliczne znaczenie tego spotkania jest takie, że Jezus wypełnił Prawo i jak nowy Mojżesz, podczas Kazania na Górze (Ewangelia Mateusza 5-7) ukazuje nam, jak naprawdę trzeba Prawo interpretować. Pokazuje nam On także, że jest Tym, którego zapowiadali Prorocy. Natomiast w poprzednią niedzielę usłyszeliśmy te słowa:
<span style="color:red;">
Rzekli do Niego: "Jakiego więc dokonasz znaku, abyśmy go widzieli i Tobie uwierzyli? Cóż zdziałasz? Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: &#171;Dał im do jedzenia chleb z nieba&#187;". Rzekł do nich Jezus: "Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój da wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu". Rzekli więc do Niego: "Panie, dawaj nam zawsze tego chleba". Odpowiedział im Jezus: "Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie". <span style="color:maroon;"> (J 6,30-35)

Jezus podkreśla tu, że Jego znak jest większy od tego, który uczynił Mojżesz. Pozornie bowiem jest odwrotnie: Mojżesz "z niczego" dawał Izraelitom chleb na pustyni, i to być może przez cale lata, Jezus zaś "zaledwie" rozmnożył parę bochenków chleba. Jednak chleb na pustyni, nawet jak pojawiał się w cudowny sposób, był tylko zwykłym pokarmem. Ci, co go jedli, pomarli. Chleb-dar Jezusa jest czymś więcej: Typem Eucharystii, znakiem pokazującym, w jaki sposób będziemy mogli spożywać Ciało Jezusa, które jest prawdziwym pokarmem dającym nam życie wieczne.

Nikt tego jeszcze nie rozumie i nie każdy chce w to uwierzyć. Większość tych, którzy słuchają Jezusa, odchodzi. Usłyszymy to w najbliższą niedzielę. Pewną ciekawostką, choć zapewne bez żadnego znaczenia teologicznego jest fakt, że to werset z trzema szóstkami, "znakiem bestii", mówi o odejściu uczni:

<span style="color:red;">Odtąd wielu uczniów Jego odeszło i już z Nim nie chodziło. <span style="color:maroon;"> (J 6,66)

Ale o ile numeracja wersetów nie jest częścią natchnionego Słowa Bożego, pochodzi od zwykłych mnichów kopiujących Biblię przed wiekami i ma nam tylko ułatwić znalezienie odpowiednich fragmentów Pisma, to trudno nie zauważyć, że właśnie w tym kontekście Jezus wspomina, że "jeden z was jest diabłem", a Jan wyjaśnia, że "mówił o Judaszu".

Inni apostołowie też nie rozumieli. Nikt wtedy nie rozumiał słów Jezusa. Żydzi dyskutowali miedzy sobą pytając:
<span style="color:red;">
Jak On może nam dać /swoje/ ciało do spożycia? <span style="color:maroon;"> (J 6, 52b)

Apostołowie jednak po prostu przyjęli te słowa na wiarę. Wszyscy, z wyjątkiem Judasza, jak można się domyśleć z komentarza uczynionego przez Jezusa. Dopiero po roku mogli zrozumieć w jaki sposób będą mogli spożywać prawdziwe Ciało i Krew Jezusa. Stało się to podczas ich ostatniej wspólnej Paschy, gdy w wieczerniku Jezus powiedział te słowa:
<span style="color:red;">
A gdy oni jedli, Jezus wziął chleb i odmówiwszy błogosławieństwo, połamał i dał uczniom, mówiąc: Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje. Następnie wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, dał im, mówiąc: Pijcie z niego wszyscy, bo to jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów. <span style="color:maroon;"> (Mt 26,26-28)

Święty Paweł w Liście do Koryntian pisze niezwykłe słowa:
<span style="color:red;">
Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pańską głosicie, aż przyjdzie. Dlatego też kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodnie, winny będzie Ciała i Krwi Pańskiej. Niech przeto człowiek baczy na siebie samego, spożywając ten chleb i pijąc z tego kielicha. Kto bowiem spożywa i pije nie zważając na Ciało [Pańskie], wyrok sobie spożywa i pije. Dlatego to właśnie wielu wśród was słabych i chorych i wielu też umarło. <span style="color:maroon;"> (1Kor 11,26-30)

Każdy, kto uważa, że Jezus mówił symbolicznie o spożywaniu swego Ciała, musi mieć poważny problem z tą interpretacją Świętego Pawła. Jeżeli Eucharystia jest tylko symbolem, to czemu niegodne Jej spożywanie ma być "winny Ciała i Krwi Pańskiej"? Czemu "wyrok sobie spożywa i pije"? Czemu wreszcie z powodu niegodnego przyjmowania Eucharystii wielu jest chorych, a nawet umarło? Paweł niewątpliwie mówi tu o śmierci duchowej, o grzechu śmiertelnym, jaki przyjmujemy na siebie niegodnie przyjmując Jezusa w Eucharystii.
<span style="color:maroon;"><span style="color:maroon;">Ale co z tym wersetem?

<span style="color:red;">Duch daje życie; ciało na nic się nie przyda. Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i są życiem. <span style="color:maroon;"> (J 6,63)

Protestanci i fundamentaliści często używają go, żeby pokazać, że jednak Jezus mówił symbolicznie, że słowa są życiem, nie samo ciało, nie chleb. Cóż, jak ktoś nie widzi tego, co czyta, ale stara się przy pomocy tekstu udowodnić to, co sam sobie wymyślił, to szuka każdego pretekstu, aby potwierdzić swoją błędną interpretację. Ale nie można podczas egzegezy tekstu przekreślić kilkudziesięciu wersetów tylko dlatego, że mamy jeden mówiący coś, co pozornie jest sprzeczne z całym poprzednim tokiem narracyjnym. Pozornie, bo Jezus wcale nie mówi tu o swoim Ciele, ale o "cielesności" swych słuchaczy. Mówi, że zrozumieć Go można tylko, gdy podejdzie się do nich duchowo, gdy zrozumie się głębię tego, co On chce nam przekazać, a nie tylko "kulinarnie", skupiając się na pozornej absurdalności wyobrażenia przeżuwania Ciała naszego Pana.

Święty Paweł często mówi w swych listach o tym rozgraniczeniu, miedzy człowiekiem "cielesnym", a "duchowym":

<span style="color:red;">Wiemy przecież, że Prawo jest duchowe. A ja jestem cielesny, zaprzedany w niewolę grzechu. <span style="color:maroon;"> (Rz 7,14)

<span style="color:red;">A ja nie mogłem, bracia, przemawiać do was jako do ludzi duchowych, lecz jako do cielesnych, jako do niemowląt w Chrystusie. Mleko wam dałem, a nie pokarm stały, boście byli niemocni; zresztą i nadal nie jesteście mocni. Ciągle przecież jeszcze jesteście cieleśni. Jeżeli bowiem jest między wami zawiść i niezgoda, to czyż nie jesteście cieleśni i nie postępujecie tylko po ludzku? <span style="color:maroon;"> (1 Kor 3,1-3)

O tym właśnie mówił Jezus na zakończenie swej nauki o Eucharystii. O duchowym zrozumieniu faktu, że spożywanie Jego Ciała jest konieczne do zbawienia, bo daje nam życie wieczne.

Tylko taka interpretacja jest logiczna i nie powoduje sprzeczności z tymi wszystkimi wcześniejszymi słowami Jezusa. Zresztą, gdyby było inaczej, czy nie powiedziałby On sam tego, gdy tysiące nakarmionych przez niego uczni odeszło? Oni wszyscy doskonale wiedzieli, że Jezus nie używa tu wcale symbolicznego języka. Odeszli, bo nie tylko nie rozumieli w jaki sposób mają spożywać Jego Ciało, ale wiedzieli też, że każdy, kto spożywa krew będzie wyrzucony z Synagogi. Mówi to wyraźnie Prawo:

<span style="color:red;">Bo życie wszelkiego ciała jest we krwi jego - dlatego dałem nakaz synom Izraela: nie będziecie spożywać krwi żadnego ciała, bo życie wszelkiego ciała jest w jego krwi. Ktokolwiek by ją spożywał, zostanie wyłączony. <span style="color:maroon;"> (Kpł 17,14)

Tylko, że to jest właśnie dokładnie to, o co chodzi naszemu Panu. On przecież wie, że nie wlewa się nowego wina do starych bukłaków. Stare Przymierze jest dobre, ale dobre zawsze jest wrogiem lepszego. Żeby przyjąć Nowe Przymierze, koniecznym jest odejście od tego, co tylko wskazywało na Jezusa. Konieczne, niezbędne jest porzucenie tego, co było jedynie znakiem i przyjęcie Tego, do którego ten znak prowadził. Porzucenie tego, co było zaledwie archetypem i przyjęcie Tego, który te ten archetyp wypełnił. Przyjęcie Krwi Jezusa, która naprawdę zawiera życie wieczne nie tyle zatem powoduje wyrzucenie nas z Synagogi, co raczej powoduje, że stajemy się członkami Nowego Jeruzalem. Członkami Kościoła Powszechnego, który jest Ciałem Jezusa i w którym mamy prawdziwą Ofiarę Baranka i prawdziwą ucztę dającą nam pokarm gwarantujący życie wieczne.



Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Saileh
Przyjaciel forum
Posty: 359
Rejestracja: 18-08-09, 17:27
Lokalizacja: Ożarów Maz

Re: Corpus Christi

Post autor: Saileh » 19-08-09, 11:40

hiob pisze:¦wiêty Pawe³ pisz±c do Koryntian uczy ich o tej rzeczywisto¶ci prawdziwej obecno¶ci Jezusa w Eucharystii i ostrzega: <span style="color:red;">

Ilekroæ bowiem spo¿ywacie ten chleb albo pijecie kielich, ¶mieræ Pañsk± g³osicie, a¿ przyjdzie. Dlatego te¿ kto spo¿ywa chleb lub pije kielich Pañski niegodnie, winny bêdzie Cia³a i Krwi Pañskiej. Niech przeto cz³owiek baczy na siebie samego, spo¿ywaj±c ten chleb i pij±c z tego kielicha. Kto bowiem spo¿ywa i pije nie zwa¿aj±c na Cia³o [Pañskie], wyrok sobie spo¿ywa i pije. Dlatego to w³a¶nie wielu w¶ród was s³abych i chorych i wielu te¿ umar³o.(1 Kor 11,26-30)

Niech mi kto¶, kto uwa¿a Eucharystiê za symbol, powie: Jak symbol mo¿e powodowaæ chorobê i ¶mieræ? Nawet, je¿eli Pawe³ mówi tu o chorobie i ¶mierci duszy? Jak spo¿ywanie symbolu mo¿e byæ niegodne? Byæ powodem wyroku na siebie?
Zwróci³em Hiobowi uwagê na ten fragment przez pw, ale poleci³ mi napisaæ o tym na forum.
Moim zdaniem sposób zacytowania w tym miejscu jest nieco problematyczny. Zacytowano bowiem:
Ilekroæ bowiem spo¿ywacie ten chleb albo pijecie kielich, ¶mieræ Pañsk± g³osicie, a¿ przyjdzie. Dlatego te¿ kto spo¿ywa chleb lub pije kielich Pañski niegodnie, winny bêdzie Cia³a i Krwi Pañskiej.
Co oznacza, ¿e czê¶æ czytelników mo¿e zwróciæ uwagê na s³owo "dlatego" i doszukiwaæ siê nastêpuj±cej zale¿no¶ci:
Ilekroæ bowiem spo¿ywacie ten chleb albo pijecie kielich, ¶mieræ Pañsk± g³osicie, a¿ przyjdzie, dlatego te¿ kto spo¿ywa chleb lub pije kielich Pañski niegodnie, winny bêdzie Cia³a i Krwi Pañskiej.
Gdyby taka zale¿no¶æ istnia³a, w sposób oczywisty uniemo¿liwia³oby to co najmniej powo³ywanie siê na ten fragment w celu udowodnienia transsubstancji. A mog³oby byæ nawet gorzej. Mo¿na bowiem wyprowadziæ z tego nastêpuj±ce rozumowanie:

G³osimy ¶mieræ Pañsk± i ten kto niegodnie uczestniczy w Eucharystii ¶ci±ga na siebie winê. No dobrze, ale zaraz. To co to za dowód na transsubstancjê, z tym, ¿e jest wina? Przecie¿ jest napisane, dlaczego ten kto niegodnie uczestniczy w Eucharystii ¶ci±ga na siebie winê: bo g³osimy ¶mieræ Pañsk±. Widocznie chodzi o to, ¿e je¿eli kto¶ uczestniczy niegodnie, to ur±ga pamiêci Chrystusa i dlatego ¶ci±ga na siebie winê. Trochê dziwne, ¿e a¿ taka wielka ta wina, no ale tak jest napisane, czyli tak musi byæ...
Ale z drugiej strony: je¶li transsubstancja jest prawdziwa, to po co Pawe³ tak napisa³? Przecie¿ powo³uj±c siê na transsubstancjê mo¿na du¿o lepiej uzasadniæ, dlaczego nale¿y unikaæ niegodnego uczestnictwa. Mo¿e Pawe³ nie s³ysza³ o transsubstancji? Widocznie Pawe³ nie mia³ o niej pojêcia i przez ca³y czas chodzi o pamiêæ Jezusa...

Gdyby to rozumowanie by³o prawdziwe, to by³oby argumentem przeciw transsubstancji - w ten sposób poprzez nieuwa¿ne studiowanie Pism mo¿na wykrêciæ ich tre¶æ.
Moje wyt³umaczenie tego problemu jest nastêpuj±ce - List Paw³a by³ czytany g³o¶no, a ludzie go s³uchali. Je¿eli wiêc tak, to na pewno zwrócili uwagê na pewn± kwestiê:
Pawe³ najpierw mówi "Ja bowiem otrzyma³em od Pana to, co wam przekaza³em" - od tego momentu zaczyna siê taki jakby cytat - to otrzyma³ Pawe³ od Pana.
(23) Ja bowiem otrzyma³em od Pana to, co wam przekaza³em, ¿e Pan Jezus tej nocy, kiedy zosta³ wydany, wzi±³ chleb (24) i dziêki uczyniwszy po³ama³ i rzek³: To jest Cia³o moje za was [wydane]. Czyñcie to na moj± pami±tkê! (25) Podobnie, skoñczywszy wieczerzê, wzi±³ kielich, mówi±c: Ten kielich jest Nowym Przymierzem we Krwi mojej. Czyñcie to, ile razy piæ bêdziecie, na moj± pami±tkê! (26) Ilekroæ bowiem spo¿ywacie ten chleb albo pijecie kielich, ¶mieræ Pañsk± g³osicie, a¿ przyjdzie. (27) Dlatego te¿ kto spo¿ywa chleb lub pije kielich Pañski niegodnie, winny bêdzie Cia³a i Krwi Pañskiej.
I to jest wyja¶nienie ca³ego problemu.

Trudno mi oceniæ, jak du¿e jest znaczenie tej kwestii, ale my¶lê, ¿e nie zaszkodzi zwróciæ na ni± uwagê i ew o niej podyskutowaæ.

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11141
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Re: Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawd

Post autor: hiob » 24-08-09, 03:28

Saileh, dzięki za przedstawienie problemu, ale ja naprawdę go dalej nie widzę. Ciągle nie rozumiem na czym miałby ten problem polegać. Przeczytałem Twoją argumentację trzykrotnie i po prostu "I don't get it". :-/

Śwwięty Paweł tam się wyraża bardzo jasno. Mówi:

Dlatego też kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodnie, winny będzie Ciała i Krwi Pańskiej.

Koniec dyskusji. Kropka. Nie ma tu symbolicznego języka, jest proste oświadczenie: Niegodne przyjmowanie Eucharystii jest profanacją Ciała i Krwi Jezusa.

Poza tym my nie na tym wersecie (albo raczej nie przede wszystkim na tym) opieramy naszą wiarę w prawdziwą obecność Jezusa w Eucharystii. Wiara ta wynika bowiem przede wszystkim z samych słów Jezusa:

Jezus wziął chleb i odmówiwszy błogosławieństwo, połamał i dał uczniom, mówiąc: &#171;Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje&#187;. Następnie wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, dał im, mówiąc: &#171;Pijcie z niego wszyscy, bo to jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów. (Mt 26, 26b-28)

Jezus jest Słowem, które wypowiedziane stworzyło świat. Jak On mówi coś, to to jest. Gdyby Jezus powiedział, że ja jestem psem, to zaraz bym zaczął merdać ogonem na Jego chwałę. Jak On mówi, że coś jest Jego Ciałem i Krwią, to zapewniam Cię, że jest. Prawdziwe Ciało i Prawdziwa Krew, a nie symbol. A św. Paweł tylko to swoją uwagą potwierdza.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Saileh
Przyjaciel forum
Posty: 359
Rejestracja: 18-08-09, 17:27
Lokalizacja: Ożarów Maz

Re: Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawd

Post autor: Saileh » 25-08-09, 11:05

No dobrze Hiobie :-) Widocznie widzê jaki¶ nieistniej±cy problem, chocia¿ uwa¿am, ¿e je¿eli jest napisane "dlatego" i tak t³umacz± wszystkie przek³ady (albo równowa¿nie), to wypada³oby siê zastanowiæ: "dlaczego?". Dziêkujê za po¶wiêcony mi czas.

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11141
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Re: Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawd

Post autor: hiob » 25-08-09, 12:28

Saileh pisze:... chociaż uważam, że jeżeli jest napisane "dlatego" i tak tłumaczą wszystkie przekłady (albo równoważnie), to wypadałoby się zastanowić: "dlaczego?"
Masz rację. Scott Hahn nie raz powtarzał, że jeżeli mamy w tekście "therefore" to musimy się zastanowić "what is it there for". Problem tylko polega jedynie na tym, że taki tok rozumowania jaki sugerujesz wcale, moim zdaniem, nie wynika z tekstu.

Św. Paweł pisze najpierw:

Ja bowiem otrzymałem od Pana to, co wam przekazałem, że Pan Jezus tej nocy, kiedy został wydany, wziął chleb i dzięki uczyniwszy połamał i rzekł: &#171;To jest Ciało moje za was [wydane]. Czyńcie to na moją pamiątkę&#187;. Podobnie, skończywszy wieczerzę, wziął kielich, mówiąc: &#171;Ten kielich jest Nowym Przymierzem we Krwi mojej. Czyńcie to, ile razy pić będziecie, na moją pamiątkę&#187;. Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pańską głosicie, aż przyjdzie. (1 Kor 11, 23-26)


Do tej pory wszystko jasne, prawda? Można by jedynie dodać, że "czynić coś na pamiątkę" nie oznacza biernego wspominania, ale czynne powtórzenie, powtórne uczestnictwo, czy też nawet powrót do oryginalnych wydarzeń. To jest to samo słowo, jakie użył Bóg mówiąc Mojżeszowi, że mają obchodzić Święto Paschy:

Dzień ten będzie dla was dniem pamiętnym i obchodzić go będziecie jako święto dla uczczenia Pana. Po wszystkie pokolenia - na zawsze w tym dniu świętować będziecie. (Wj 12,14)

W Wieczerniku, gdzie Pan Jezus powiedział słowa cytowane przez Pawła była właśnie wieczerza paschalna. Pan Jezus nadaje jej zupełnie nowy wymiar.

I teraz mamy to "nieszczęsne" Dlatego:

Dlatego też kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodnie, winny będzie Ciała i Krwi Pańskiej. Niech przeto człowiek baczy na siebie samego, spożywając ten chleb i pijąc z tego kielicha. Kto bowiem spożywa i pije nie zważając na Ciało [Pańskie], wyrok sobie spożywa i pije. (1 Kor 11, 27-29)

Mój problem polega na tym, że ja tu nie widzę niczego, co by miało sugerować taką interpretację jaką Ty sugerujesz. Dla mnie to oznacza tyle: Święty Paweł najpierw przypomina, że Wieczerza Eucharystyczna nie jest zwykłym posiłkiem, ale Ciałem i Krwią Pana Jezusa. Po czym mówi: "Dlatego właśnie kto tę wieczerzę spożywa w sposób niegodny ni będzie winny złych manier przy stole, ale winny będzie profanacji prawdziwego Boga. Winny będzie bluźnierstwa. Karą za to jest śmierć. Zatem uważajcie, jak podchodzicie do Stołu Pańskiego".

Widać to zresztą z dalszego kontekstu. Pierwotne spotkania eucharystyczne chrześcijan zapewne znacznie bardziej przypominały "agapy", wspólne posiłki z czytaniem Pism, niż Mszę w takiej formie, jaką mamy teraz (niezależnie od rytu ;-)). Dlatego łatwo było zapomnieć, że to było przyjmowanie Ciala i Krwi naszego Pana. Dla wielu stawało się to, być może, piknikiem. Św. Paweł pisze dalej:

Każdy bowiem już wcześniej zabiera się do własnego jedzenia, i tak się zdarza, że jeden jest głodny, podczas gdy drugi nietrzeźwy. Czyż nie macie domów, aby tam jeść i pić? Czy chcecie znieważać Boże zgromadzenie i zawstydzać tych, którzy nic nie mają?
[...]
Tak więc bracia moi, gdy zbieracie się by spożywać [wieczerzę] poczekajcie jedni na drugich! Jeżeli ktoś jest głodny, niech zaspokoi głód u siebie w domu, abyście się nie zbierali ku potępieniu [waszemu].
(1 Kor 11, 21-22...33-34)

Można sobie zatem wyobrazić, jak te spotkania wyglądały w Koryncie. Każdy siadał ze swoim towarzystwem i zamiast odprawiać "Wieczerzę Pańską" zaczynali majówkę. I to nie majówkę jako nabożeństwo do Najświętszej Panienki, ale zwykły piknik. I za to otrzymują upomnienie od św. Pawła.

Nie widzę jednak niczego w tym liście, co mogłoby negować naukę o prawdziwej obecności Jezusa w Eucharystii. Wręcz przeciwnie, są to bardzo mocne słowa potwierdzające, że Wieczerza Pańska nie jest jakimś zwykłym spotkaniem, ale podczas niej spożywamy samego Jezusa, tak, jak On nam to nakazał i dlatego, gdy robimy to niegodnie, stajemy się winni jego Krwi, za co może nas czekać nasza śmierć duchowa i kara potępienia.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Saileh
Przyjaciel forum
Posty: 359
Rejestracja: 18-08-09, 17:27
Lokalizacja: Ożarów Maz

Re: Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawd

Post autor: Saileh » 25-08-09, 14:58

Chyba siê nie zrozumieli¶my :mrgreen:
Od jakiego¶ czasu mówiê mniej wiêcej to, co ty teraz powiedzia³e¶, z t± ró¿nic±, ¿e omówi³e¶ to dok³adnie.
Stwierdzi³em tylko, ¿e spotka³em siê z argumentacj± protestanck± (nie moj± - ja chcê byæ katolikiem, chocia¿ to trudniejsze), która dopatruje siê tutaj odwrotnego sensu.

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11141
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Re: Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawd

Post autor: hiob » 27-08-09, 04:11

Saileh, ja to doskonale rozumiem. Jednak sama egzegeza tekstu nie daje podstaw do takiego twierdzenia. Jest to doskonały przykład na to, jak protestanci stronniczo podchodzą do Biblii. Dla nich często ich tradycja, tradycja ich pastora jest ważniejsza od tego, co jest tak wyraźne i jednoznaczne w tekście. Mając ciągle na ustach "sola Scriptora" gwałcą tekst, by z niego wyciągnąć coś czego tam zupełnie nie ma.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11141
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Re: Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawd

Post autor: hiob » 03-06-10, 06:21

Jeszcze raz powtórzę, co zaznaczyłem na początku tego wątku. Połączyłem tu wszystkie wpisy, jakie znalazłem na temat Prawdziwej Obecności Jezusa w Eucharystii. Niektóre posty są niemal identyczne, jedynie nieznacznie poprawione, ale ponieważ je zamieszczałem na różnych blogach w różnym czasie, postanowiłem je i tu zostawić w jednym wątku.

Tyle mojego wyjaśnienia, a ja uciekam na Wawel na procesję.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Agnieszka Nowacka
Przyjaciel forum
Posty: 67
Rejestracja: 11-01-10, 10:48
Lokalizacja: Wrocław

Corpus Christii

Post autor: Agnieszka Nowacka » 07-07-10, 14:03

Witaj Hiobie!
Pozdrawiam Cię serdecznie ze słonecznego Wrocławia,. jak zwykle chciałam Cię prosić o coś . tzn. oczywiście o komentarz krytyczny publikacji pt." Błędy doktryny rzymskiego katolicyzmu" pana m.Kurka, zamieszczony w internecie. Jest to niedługi wpis, (http://nickycruz.ovh.org/msza_swieta.html)-
na który bardzo często powołują się nasi bracia. Chodzi mi głównie o temat Eucharystii.
Pozdrawiam jeszcze raz i czekam z niecierpliwością na Twoją Odp.
Z Panem Bogiem!

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11141
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Re: Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawd

Post autor: hiob » 07-07-10, 17:22

Agnieszka Nowacka, zajmę się tym tekstem, ale to trochę potrwa. Pierwsza część mojej odpowiedzi jest na Frondzie: http://www.fronda.pl/hiob/blog/sakramenty
Tutaj, na forum, też ją zamieszczę, ale pewnie w osobnym wątku i wtedy dodam linka.

Powiedz mi tylko skąd wiesz, że autorem tego tekstu jest M Kurek? Nigdzie nie mogę znaleźć tej informacji w samym tekście.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

ODPOWIEDZ