Trwa aktualizacja forum. Pisać już można, skorzystajcie z opcji przypomnij hasło, gdyż hasła przepadły. Nowe hasło dostaniecie mailem, na email podany podczas rejestracji.

...bo to jeszcze nie był twój czas...

Moderator: Marek MRB

Awatar użytkownika
wojtekNH
Przyjaciel forum
Posty: 82
Rejestracja: 21-02-11, 21:11
Lokalizacja: Nowa Huta

...bo to jeszcze nie był twój czas...

Post autor: wojtekNH » 10-03-11, 10:04

Witam
Opiszę historię mojego ojca, która toczy się dalej i pewnie jeszcze trochę potrwa.
Niecały rok temu mój tato zaczął się dziwnie zachowywać, widział różne rzeczy, nie zidentyfikowane kształty, miał problemy z czytaniem i ze skupieniem uwagi. Kiedy zaczął się zapominać i zasypiał w przy pracy (ciągle coś robił) stwierdziliśmy z matką, ze trzeba starego zmusić do pójścia do lekarza. O dziwo pojechał dobrowolnie, bo jak sam stwierdził, przestał nad sobą panować. Ale pojechał sam, swoim samochodem.
Dostał skierowanie na tomografię mózgu, z dopiskiem natychmiast.
Diagnoza była miażdżąca, guz mózgu, glejak 4stopnia, natychmiastowa operacja marne szanse na przeżycie. Jak się dowiedziałem to natychmiast byłem w szpitalu tato był właśnie po szczegółowych badaniach, był przerażony! Facet, który wykonał 108 skoków spadochronowych, wywalony z wojska za pobicie oficera, który aktywnie uczestniczył w rozruchach w stanie wojennym i po nim aż do 86`, w Nowej Hucie. A z każdej zadymy przynosił mi gumisia (pałkę milicyjną, mam ich 14), którą zabrał zomowcowi. Był przerażony! Człowiek, który samochodem ukradzionym sąsiadce (była w ORMO), przywoził kradziony na kombinacie lepik, na budowę kościoła Na Wzgórzach Krz. Pojechał rozklekotanym Tarpanem do Bułgarii z przemytem...
Kozak jakich mało. Takich historii mogę opisać jeszcze sporo.
Ale ten człowiek był przerażony, zawsze powtarzał mi, żebym korzystał z życia teraz bo po śmierci to wszystkich nas robaki zeżrą i tyle. Do kościoła chodził, z tytułu wychowania, tradycji i dla świętego spokoju, bo tak naprawdę nie wierzył, ani w Boga, ani w Niebo, ani w Piekło. Po śmierci kazał się skremować i rozsypać pod gruszką w ogrodzie, i żadnych księży bo to tylko hochsztaplerzy i oszuści. Mam w rodzinie dwóch duchownych i te określenia jakoś dziwnie do nich pasują.
Ale wtedy nic nie mówił... W jego oczach widziałem tylko strach, pierwszy raz w życiu widziałem tylko strach.
Ja sam z nerwów i z rozpaczy w domu wypiłem pół litra wódki drugie pół razem z żoną.
Operacja prawie się udała, chirurdzy zrobili co mogli. Przeżył, ale guz był tak duży, że nie udało się go usunąć w całości. Leżał na sali pooperacyjnej w razem z księdzem spod Makowa Podhalańskiego.
Odzyskał przytomność, był w dobrej formie, silny organizm itd. trzeciego dnia telefon ze szpitala: proszę przyjechać, pański ojciec umiera...
Wycisnąłem wszystko z mojej Fiesty, żeby zdążyć na Botaniczną, pod Mogilskim przejechałem po torach i pod prąd i za późno.
Zapaść, wylew, kolejna operacja, stan śmierci klinicznej.
No to siedzę w na korytarzu i czekam, bo może dadzą się pożegnać, noc już była, ale nie dałem się ruszyć, ochroniarz próbował tylko raz i nie dał rady.
Kiedy pielęgniarka mnie zgarnęła myślałem, że to już, ale zaprowadziła mnie do tego księdza, który leżał razem z moim ojcem, a ten mi mówi, że ojciec się wyspowiadał, przyjął Ciało Chrystusa i Sakrament Namaszczenia i jest dobrze.
-Kiedy? Co? Jak?
-Ano zadzwoniłem po kolegę z firmy, przyszedł i zrobilimy co trza.
Rano ojciec się pozbierał i obudził, Po kilku dniach dało się z nim pogadać. Nie wierzyłem, ale mój ojciec był niesamowicie rozżalony, wręcz wściekły na lekarzy, że go znowu operowali, że zdążyli i że nie umarł.
-...bo ja już zrobiłem wszystko co trzeba na tej ziemi, wychowałem trzech synów, wybudowałem dwa domy i posadziłem chyba hektar lasu i już było mi dobrze, to po co oni mnie budzili?...
-bo to jeszcze nie był twój czas Tato- tyle powiedziałem, byłem w szoku.
Tata walczy dalej z chorobą, chociaż już zaczyna przegrywać, to humor go nie opuszcza, pracuje na swoim gospodarstwie, które wcześniej przejął po swoim ojcu, psuje mojego odrestaurowanego zetora k25 z 61`, a teraz jak jest wiosna ujeżdża moją MZ jaskółkę z 59`, mimo że nie jest jeszcze skończona i ledwo się kupy trzyma.
Mój poważny ojciec zgupiał, cieszy się każdym dniem, ale za każdym razem powtarza, ze nie boi się umierać, a po śmierci to se róbcie co chcecie.
Umrze to umrze, to się go pochowa, mimo że ciągle łzy pchają mi się do oczu już jestem spokojny, przestałem dziczeć i czekam razem nim. Bo tak se myślę, że dobrym ludziom, będzie i Tam dobrze.

Awatar użytkownika
konik
Przyjaciel forum
Posty: 2390
Rejestracja: 16-12-10, 21:14
Lokalizacja: neunkirchen

od konika

Post autor: konik » 10-03-11, 10:36

Wspaniale swiadectwo! Dla Boga wszystko jest mozliwe, ale najbardziej mozliwe jest to ,ze w ogole znajdziemy sie w Niebie. Trzymam kciuki i pozdrawiam.
konik

wilku
Przyjaciel forum
Posty: 22
Rejestracja: 09-03-11, 16:10
Lokalizacja: Opole
Kontakt:

Re: ...bo to jeszcze nie był twój czas...

Post autor: wilku » 10-03-11, 13:09

Ciało duszą silne, chciałoby się napisać. Zdrówka dla ojca oby mu jak najdłużej dopisywało.

Ada
Przyjaciel forum
Posty: 1066
Rejestracja: 06-09-10, 14:20
Lokalizacja: Radom

Re: ...bo to jeszcze nie był twój czas...

Post autor: Ada » 10-03-11, 17:47

a czy on pamięta coś ze śmierci klinicznej?

co znaczy, że było mu dobrze?
"Starajcie się wpierw o Królestwo Boże, a wszystko inne będzie wam dane"

Ada

Awatar użytkownika
wojtekNH
Przyjaciel forum
Posty: 82
Rejestracja: 21-02-11, 21:11
Lokalizacja: Nowa Huta

Re: ...bo to jeszcze nie był twój czas...

Post autor: wojtekNH » 10-03-11, 18:14

Witaj Ada
Nie odpowiem Ci na twoje pytanie bo nie wiem i nigdy nie pytałem o to i nigdy nie zapytam, jak sam powie to ok. Ja nie chcę burzyć tego co mamy teraz i jak ważna jest psychika w tej chorobie to każdy, który się z tym zetkną wie. Obawiam się, że kiedy go o to zapytam to i tak odpowie jak zwykle: sam se spróbuj. Po prostu nie chcę.
Układ jest taki: Tato udaje, że nie wie, że ja wiem jak bardzo jest chory i zakazuje matce mi mówić, a ja udaje twardziela i jak go odwiedzam to gadamy o wszystkim, tylko nie o tych zdarzeniach. I obu nam to odpowiada. Nie będę tego naruszał.
Wiem jak bardzo bał się operacji i jaki był zły kiedy kiedy wrócił po zapaści, Wyraźnie nie chciał wracać powiedział to wprost, że był gotów, a lekarze mu nie dali. I tyle mi wystarczy. Nie chcę wiedzieć nic więcej bo i na co mi to.
pozdrawiam
Wszystko co piszę wymyślam sam i sam się potem sobie dziwie, że to piszę.

draywer
Przyjaciel forum
Posty: 44
Rejestracja: 30-10-09, 10:25
Lokalizacja: Małopolska

Re: ...bo to jeszcze nie był twój czas...

Post autor: draywer » 11-03-11, 08:02

wojtekNH
Czytając to co spotkało Twojego Ojca daje mi to osobiscie nadzieję że jesli tylko Bóg zechce każdy bedzie się mógł z Nim pojednać. Bóg tego dopilnuje jak w przypadku Twojego Taty bo to nie przypadek że po operacji był razem z księdzem na sali. Tu nie było przypadku. Czasami mam wrażenie że Bóg celowo nam nie pomaga mimo że na pewno widzi że nie dajemy rady bo jesteśmy za słabi, słabi wewnetrznie(choć w osobie Twojego Taty ja słabości nie widzę wrecz przeciwnie niesamowity charakter, coś go wyróżniało. Takie odnoszę wrażenie z Twojego tekstu)
Nie pomaga nam, żebyśmy sami doszli na koniec ślepej drogi by się przekonać że jest nie własciwa i zawrócić?
Nie pomaga nam , mimo że od dawna toniemy. Byśmy sięgneli dna żeby potem mocno móc się od niego odbić?
Takie często mam wrażenie że moja droga jest ślepa i że cały czas tonę. Ale opis drogi Twojego Taty daję nadzieję że jesli tylko Bóg zechce każdy bedzie się mógł z Nim pojednać.
Stracić nadzieję to jak stracić życie!

Awatar użytkownika
konik
Przyjaciel forum
Posty: 2390
Rejestracja: 16-12-10, 21:14
Lokalizacja: neunkirchen

od konika

Post autor: konik » 11-03-11, 11:17

W odpowiedzi na pytanie Ady zadane w tym swiadectwie osmiele sie dodac , ze bylem z 15 lat temu osobiscie swiadkiem, jak jedna osoba doznala zawalu serca i praktycznie byla juz na tamtym swiecie. Ratunek przybyl zbyt pozno i stwierdzono zgon. A jednak, po prostu krotka chwile pozniej ta osoba wybudzila sie (nie wiem , czy prawidlowo okreslam ) i powiedziala , ze nie chciala, aby ja ratowano , gdyz tam , dokad sie udawala ( w jakis niematerialny sposob ) bylo tak wspaniale... W dodatku potrafila opisac wszystko , co bylo przy niej robione , kiedy stwierdzono , ze juz umarla, i to nie tylko w tym pomieszczeniu , ale rowniez jak zachowywali si eludzie znajdujacy sie akurat w innym pomieszczeniu niz to, w ktorym wszyscy sie znajdowali.
Tak mysle , ze Bog moze wezwac i pozwolic ( albo ) nakazac powrot, gdy taki jest Jego zamysl ze wzgledu na nas samych . A my czesto nawet w tym momencie nie jestesmy w stanie nic uczynic oprocz przeszkadzania woli Bozej - stad chyba bierze sie zrodlo tylu watpliwosci i strachu przed ostatecznoscia.
Pozdrawiam bardzo serdecznie,
konik

Awatar użytkownika
wojtekNH
Przyjaciel forum
Posty: 82
Rejestracja: 21-02-11, 21:11
Lokalizacja: Nowa Huta

Re: ...bo to jeszcze nie był twój czas...

Post autor: wojtekNH » 11-03-11, 21:57

Jestem ostatnim człowiekiem, który doszukiwał by się tu jakichś doznań transcendentalnych. Przepraszam jeśli kogoś urażę, ale ja w takie rzeczy nie wierzę.
Myślę, że tato był w stanie Łaski Uświęcającej, być może pierwszy raz w swoim życiu. Był blisko spotkania z Bogiem i się z nim nie spotkał, stąd zapewne to rozgoryczenie.
Inaczej tego nie widzę.
dostać rozgrzeszenie, pozbyć się grzechów w zasadzie jest bardzo łatwo, ale wytrwać w stanie Łaski Uświęcającej to już zupełnie co innego, zwłaszcza z pełną świadomością, że drugiej szansy może nie być i w każdej chwili człowiek może stać się ŚP.
pozdrawiam
Wszystko co piszę wymyślam sam i sam się potem sobie dziwie, że to piszę.

Awatar użytkownika
wojtekNH
Przyjaciel forum
Posty: 82
Rejestracja: 21-02-11, 21:11
Lokalizacja: Nowa Huta

Re: ...bo to jeszcze nie był twój czas...

Post autor: wojtekNH » 05-04-12, 09:01

Dziś rano przyszedł czas na tatę. Zmarł spokojnie, opatrzony sakramentami. Byliśmy przy nim do końca.
Dziękuję za wsparcie i modlitwę. O modlitwę proszę nadal.
Wszystko co piszę wymyślam sam i sam się potem sobie dziwie, że to piszę.

Awatar użytkownika
Vul
Administrator
Posty: 1251
Rejestracja: 26-09-08, 08:26
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: ...bo to jeszcze nie był twój czas...

Post autor: Vul » 05-04-12, 13:02

wojtekNH pisze:Dziś rano przyszedł czas na tatę. Zmarł spokojnie, opatrzony sakramentami. Byliśmy przy nim do końca.
Dziękuję za wsparcie i modlitwę. O modlitwę proszę nadal.
Świeć Panie nad Jego duszą... obejmę Ciebie i Twoja rodzinę modlitwą. +++
Dobrze, że wojtekNH napisałeś o tym.
Wspólnota Domowego Kościoła
天無絕人之路 (天无绝人之路)
Niebo nigdy nie zamyka wszystkich drzwi (chiń)

Awatar użytkownika
myschonok
Przyjaciel forum
Posty: 957
Rejestracja: 15-02-10, 00:29
Lokalizacja: Miedzy Erkelenz a Hückelhoven

Re: ...bo to jeszcze nie był twój czas...

Post autor: myschonok » 05-04-12, 14:46

Osadz go Panie wedlug Milosierdzia Twego!
Obejmuje modlitwa Twoja rodzine i Tate i jednoczesnie prosze go o wstawiennictwo w pewnej intencji.
Czlowiek w czlowieku umiera, gdy zlo czynione- nie boli- a dobro- nie raduje....

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11136
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Re: ...bo to jeszcze nie był twój czas...

Post autor: hiob » 27-05-12, 23:47

wojtekNH, przepraszam, że dopiero teraz piszę. Moje najserdeczniejsze wyrazy współczucia. Ale także i radości, bo choć rozstanie z najbliższymi zawsze boli, to cudownie jest mieć tę nadzieję, nie pozbawioną podstaw, że spotkamy się jeszcze z nimi tam, gdzie nie ma łez, nie ma bólu, nie ma więcej rozstań.

Z Twojego świadectwa widać, że miałeś cudownego tatę. I miłosierny Bóg nie pozwolił mu odejść od Niego. " Pokaż mi wiarę swoją bez uczynków, to ja ci pokażę wiarę ze swoich uczynków." - uczy św. Jakub.

Ja także będę pamiętał o Twoim tacie i całej Twojej rodzinie w modlitwach i jeszcze raz dziękuję za to świadectwo.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Awatar użytkownika
wojtekNH
Przyjaciel forum
Posty: 82
Rejestracja: 21-02-11, 21:11
Lokalizacja: Nowa Huta

Re: ...bo to jeszcze nie był twój czas...

Post autor: wojtekNH » 14-07-12, 22:43

Bardzo Ci Hiobie dziękuje i nie ma za co przepraszać. Tak naprawdę Ty Hiobie i wszyscy ludzie tu na forum daliście mi ogromne wsparcie. Nawet w tę ostatnią noc, kiedy sam czuwałem przy łóżku taty obok stał laptop i Twój stream. Wiedziałem już w tedy, że to ostatnie godziny. Jestem pewien, że dzięki temu nie rozpadłem się wtedy psychicznie. To również dzięki Wam czułem siłę i spokój. Ludzie często w takich sytuacjach zaczynają wątpić, często bluźnią albo złorzeczą Bogu powtarzając pytanie: Dla czego ja? Dlaczego mnie to spotyka? itp.
Przez chorobę i taką śmierć mojego taty ja umocniłem się w swojej wierze, nie miałem wątpliwości, mimo że wcześniej różnie ze mną bywało...
Byłem świadkiem i uczestnikiem wielkiej tajemnicy cierpienia, nawrócenia i śmierci, a dzięki Wam wszystkim i temu miejscu rozumiałem co się dzieje.

A co do mojego taty, to zawsze otworzył mi drzwi do domu, choćbym nie wiem jak nabzdryngolony wrócił. Teraz liczę, że zrobi to samo w moim czasie tylko cobym do domu trafił...



...zapewniam o modlitwie za Was (za nas)
Wszystko co piszę wymyślam sam i sam się potem sobie dziwie, że to piszę.

Alex
Przyjaciel forum
Posty: 1424
Rejestracja: 24-10-07, 21:24
Lokalizacja: Gdynia

Re: ...bo to jeszcze nie był twój czas...

Post autor: Alex » 15-07-12, 10:17

WojtekNH pisze:Byłem świadkiem i uczestnikiem wielkiej tajemnicy cierpienia, nawrócenia i śmierci, a dzięki Wam wszystkim i temu miejscu rozumiałem co się dzieje.
Dobrze Cię rozumiem. Mój Tata zmarł na moich rękach. To było wstrząsające przeżycie i jedno z najważniejszych na drodze mojej wiary. Towarzyszenie mojemu Ojcu w odchodzeniu poczytuję sobie za wielką łaskę i nie umiem myśleć o tym inaczej. To była chwila, w której wręcz dotykałam Trancendencji, czegoś tak prawdziwego, nieuchronnego i ostatecznego.
To był moment, w którym wiedziałam z całą pewnością, że Bóg jest tuż obok...
Dominus meus et Deus meus!

ODPOWIEDZ