Odpowiedź na wpis do Księgi Gości dotyczący antykoncepcji

Teksty jakie zamieściłem w tym roku na swoich blogach: www.polonus.alleluja.pl, www.polon.us, www.hiob.us i www.jaskiernia.com
Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11139
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Odpowiedź na wpis do Księgi Gości dotyczący antykoncepcji

Post autor: hiob » 25-05-06, 01:00

Otrzymałem parę dni temu wpis do Księgi Gości. Odnoszę wrażenie, sądząc po licznych literówkach i przejęzyczeniach, że osoba pisząca go była bardzo wzburzona, a do tematu podchodzi bardzo emocjonalnie. To chyba dobrze. Temat antykoncepcji i aborcji zawsze wzbudza wielkie emocje. Wydaje mi się jednak, że powinniśmy bardziej słuchać głowy, niż serca, gdy zastanawiamy się nad tą sprawą, bo serce nie raz zwodzi człowieka. Pisałem już nie raz na ten temat, ale odpowiem i na ten wpis, bo jest to ważny problem i ciągle wielu katolików, nie mówiąc o innych chrześcijanach, nie rozumie dlaczego Kościół naucza tak, jak naucza. <br><br>
"Gazzella", bo tak się ta osoba podpisała, pisze: </font size> <font color=purple><br><br>
"W odniesieniu do rozważań na temat aborcji, nie można zgodzić się z przedstawianymi przez pana argumentami, a dane statystyczne nie są na tyle przekonywujące.Rozumieć subiektywizm z pana strony jako zagorzałego katolika i szanuję to"<br><br>
Proszę. Gazzella rozumie "mój subiektywizm jako zagorzałego katolika". Interesujące stwierdzenie. Czy z tego wynika, że ktoś, kto wierzy w nauczanie Kościoła jest od razu "zagorzałym katolikiem"? A jego poglądy są z definicji "subiektywne"? Tylko wtedy, gdy się zgodzimy z tym, że są katolicy ortodoksyjni, liberalni, przedsoborowi, afrykańscy, rebelianccy, papiescy, Lefebvrowscy i inni, to zgodzę się, że są także zagorzali. Ale "katolicki" znaczy "powszechny" i każdy katolik, na całym świecie ma obowiązek wierzyć w to samo. To znaczy we wszystko, czego nas uczy Kościół i co nam podaje Katechizm Kościoła Katolickiego. I jeżeli ktoś ma z tym problem, niech nie wymyśla swych współbraci od "zagorzałych", ale niech sam przeegzaminuje swoje sumienie, czy jest jeszcze w dalszym ciągu katolikiem. Na świecie jest w końcu ponad trzydzieści tysięcy różnych kościołów chrześcijańskich. Jak ktoś ma problem z nauczaniem Kościoła, tamte sekty przyjmą go z otwartymi ramionami. A skoro i tak nie wierzy w to, co naucza Kościół, to po co tworzyć fikcję i mówić, ze się jest katolikiem, jak się nim de facto już nie jest? Albo, co jest znacznie lepszym rozwiązaniem, może po prostu trzeba poznać przyczyny takiego, a nie innego nauczania Kościoła. I zaakceptować je, albo raczej przyjąć z radością i z otwartymi ramionami. <br><br>
Nie wiem o jakich statystykach pisze Gazzella , ale dalej pisze ona: <font color=purple><br><br>
"jednak proszę zwrócić uwage na jekże istotną rzecz jaka jest kwestia wolności. nie można bowiem nawoływac młodych ludzi do czystości i zakazywać im uprawiania seksu, tym bardziej nie uzasadnione wydaje się utrzymywanie czystości przedmałżeńskiej".<br><br>

Interesujące. Czym jest prawdziwa wolność pisałem całkiem niedawno. Ciągle jednak wiele osób myli wolność z anarchią. Nie będę tu powtarzał swych argumentów, zapraszam do przeczytania <a href="http://truckerhiob.blogspot.com/2005/10 ... wolno.html "target="_blank"> <u><B>TEGO TEKSTU. </B></u> </a> Smutne jednak jest, że są faktycznie ludzie, którzy naprawdę uważają, że nie można nawoływać młodych ludzi do życia w czystości. Jeżeli poddamy się, zanim rozpoczniemy walkę, to faktycznie nie mamy szans na zwycięstwo. Ale jak spróbujemy, to okazuje się, że nie tylko zwycięstwo jest możliwe, ale jest ono bardzo częste. Przegrywają tylko ci, którzy nie próbują walczyć. Wystarczy przypomnieć sobie o sukcesie <a href="http://truckerhiob.blogspot.com/2005/10 ... o-bez.html "target="_blank"> <u><B>UGANDY</B></u> </a> i porażce sąsiadujących krajów. Poza tym Bóg nie wymaga od nas sukcesów, ale wierności. Więc nawet, jakbyśmy tego sukcesu nie odnieśli, to przynajmniej nie musielibyśmy się wstydzić spojrzeć naszemu Panu w oczy. <font color=purple><br><br>
"a co w przypadku gdy ktoś jest wierny, ale zyje w zwiazku partnerskich. przecież nie jedyna postacią dorosłego życia jest małżeństwo"<br><br>
Właśnie. Czasem ma wrażenie, że coraz rzadszą i zanikającą "postacią dorosłego życia" jest małżeństwo. Ale co z tego? Czy to znaczy, że mamy taką formę budowania społeczeństw zarzucić? Rodzina, jako cegiełka budowy znanej jako społeczeństwo sprawdziła się przez tysiące lat. Teraz, gdy społeczeństwa się rozpadają w proch, właśnie dlatego, że rodziny są słabe i nietrwale, mamy eksperymentować i zamiast rodziny wprowadzać jakieś erzace? I gdzie to są te wierne sobie związki partnerskie? Ja się jeszcze z takim nie spotkałem. Czemu też, skoro są takie sobie wierne, boją się zobowiązać się nawzajem do miłości do śmierci? Bo nie o to im chodzi? Bo ta wierność ma trwać w założeniu do spotkania innego partnera? Jeżeli tak, to chyba nie muszę tłumaczyć, czemu jestem przeciwny takiemu podejściu do małżeństwa. A prawda jest taka, że według amerykańskich statystyk na każde 100 par, które mieszkały ze sobą przed ślubem, 70 się rozwodzi. Na każde 100 stosujących w praktyce naukę Kościoła, rozwodzą się trzy. Po co więc "gdybać", jak prawda jest taka, że to "po Bożemu" jest jakąś gwarancją szczęścia, a inne drogi w większości powodują tylko ból i tragedie rodzin. <font color=purple><br><br>

"poza tym nalężałoby raczej skupić się na problemie niechcianych ciąży, a sposobem na zmniejszenie ich ilości w tym takich fotografii jakie mozna obejrzej na tej stronie jest właśnie uświadaminie społeczeństwa i walka o łatwy dostep do srdokow antykoncepcyjnych."<br><br>
Zgadzam się, że trzeba uświadamiać społeczeństwo. Trzeba mówić o tych sprawach. Nie raz tu pisałem, że media katolickie powinny się mniej zajmować polityką, a więcej wyjaśnianiem nauczania Kościoła. Ale na pewno nie jest rozwiązaniem propagowanie środków antykoncepcyjnych. Te środki właśnie są przyczyną problemów, jakie teraz mamy, nie rozwiązaniem. Od czasu nieograniczonej dostępności tych środkow ilość aborcji nie tylko się nie zmniejszyła, ale wielokrotnie wzrosła. <a href="http://www.polonus.alleluja.pl/tekst.php?numer=8116 "target="_blank"> <u><B>I O TYM </B></u> </a>także pisałem. Nie mówiąc już o tym, że same pigułki mają także działanie aborcyjne i w pewnym procencie przypadków powodują zabicie powstałego już nowego życia. Życia człowieka. Inaczej mówiąc są przyczyną morderstwa.<font color=purple><br><br>
"Mam tu na mysli np. tzw rodziny patologiczne, w których cięzko mówić o racjonalnym planowaniu rodziny, o kobietach, które zostaja zmuszane do uprawianie seksu z tzw. swoimi mężami.ważne byłoby gdyby i one miały możliwośc nie dopuszenia do kolejnego zapłodnienia. nie mówie tu ,że lepsza jest aborcja, ale urodzenie dzieck a, które będzie później maltretowane tez nie wydaje sie byc wyjściem. Dlatego tez uwazam iż najlepiej rozwiazywac problem u źródła."<br><br>
Na pewno takie sytuacje są trudne. Nikt tego nie neguje. Ale gdy kobieta jest gwałcona przez swego męża, to naprawdę uważasz, Gazzello, że rozwiązaniem jest tutaj pigułka lub aborcja? Niech kobieta ma swoje piekło, byle nie urodziła dziecka? Co to za rozwiązanie? Nie lepiej takiego drania wsadzić do więzienia, albo posłać do obozu pracy? Żeby musiał zarabiać na te dzieci, które już są? Co w takiej sytuacji rozwiąże stosowanie środków antykoncepcyjnych? Problemem u źródła nie jest dostęp do antykoncepcji i aborcji, ale prawo prorodzinne, wychowanie, zwalczanie alkoholizmu i konsekwencja w działaniu władz w obronie takich kobiet. Zaproponowanie takiej kobiecie środka antykoncepcyjnego przypomina proponowanie plastra na odciski choremu na raka. <font color=purple><br><br>
"Jeśli zaś chodzi o rozwiązłośc wsród młodych nie nalezy sie tym zbyt bardzo przejmować, ona była zawsze tylko mniej eksponowana, ale osoby którą wierza w prawdziwe związki i prawdzine uczucie nie poddadza się wpływom środowiska . to jest pewne i niepodważalne. Najważniejsze jest jednak to by pozostawić dozę swobody wyboru,a nie zakazywać i straszyć. dlatego tez rozwazania na temat antykoncepcji jako środka złonośnego uważam za jednopłaszcyznozne i nieodzwierciedlajace rzeczywistej sytuacji społecznej." <br><br>

Otóż nie była ona zawsze. Ja naprawdę nie jestem jeszcze taki stary, ale nawet ja pamiętam "lepsze" czasy. Jasne, że były osoby współżyjące ze sobą przed ślubem. W większości przypadków jednak były to osoby zaręczone, lub "serio chodzące ze sobą". Zawsze była gdzieś ta myśl, że w razie czego, gdyby było dziecko, szybko weźmiemy ślub. Inna sprawa, jak to potem było w praktyce. Wiele takich związków się rozpadało. Wiele tych dziewcząt zostawało z dzieckiem ale bez tatusia. Co tylko potwierdza, że tylko czystość przed ślubem, a wierność po, gwarantuje szczęście. Dzisiaj jednak mamy zupełnie inną sytuację. Dziś wiele osób traktuje seks jako rozrywkę taką, jaką kiedyś było pójście do kina. Jak zjedzenie lodów. Można to zrobić z kolegą, albo z koleżanką, albo samemu i nikomu nic do tego. A jak ktoś powie, że to chore, że to rak na ciele społeczeństwa, to od razu otrzymuje nalepkę fundamentalisty i zacofanego. <br><br>
Gazzella ma rację, mówiąc, że moje stanowisko jest jednopłaszczyznowe i że nie odzwierciedla rzeczywistej sytuacji społecznej. Dumny jestem z tego, że jestem jednopłaszczyznowy, a nie jak ten kurek na dachu, który obraca się tak, jak wieje wiatr. I to nie społeczna sytuacja powinna nas zmieniać, ale my społeczną sytuację. Zwłaszcza wtedy, gdy ta sytuacja jest chora. Moralność to nie jest coś, co się wybiera przez glosowanie. Albo Bóg istnieje i to On jest źródłem wszelkiego prawa, albo wszyscy róbmy co chcemy. W końcu najprostszym sposobem na zlikwidowanie przestępczości jest zalegalizowanie wszystkiego, prawda? Podobnie z moralnością. Jak wszystko będzie moralne, nikt nie będzie już prowadził niemoralnego życia. Tylko co to faktycznie zmieni? Kogo oszukamy? Siebie? Boga? A że "czasy się zmieniły" sam widzę. Tylko co z tego wynika? Że mam się poddać i nie robić nic? Nigdy. Nie zapominajmy, że tylko martwe ryby płyną z prądem.

Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

ODPOWIEDZ