I rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3, 1)

Teksty jakie zamieściłem w tym roku na swoich blogach: www.polonus.alleluja.pl, www.polon.us, www.hiob.us i www.jaskiernia.com
Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11153
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

I rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3, 1)

Post autor: hiob » 01-11-05, 01:00

Dzisiaj w kościele mogliśmy usłyszeć mój ulubiony werset. Najbardziej z całej Biblii lubię chyba te słowa Świętego Jana:

Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1b)

Dlatego lubię ten werset, bo mówi wyraźnie, że nasza adopcja przez Boga nie jest tylko legalną transakcją. Nie chodzi tu tylko o deklarację prawną, ale o rzeczywiste przemienienie nas w kogoś, kto z Bogiem ma podobną naturę. Oczywiście nie znaczy to, że staniemy się równi Bogu. Zawsze będziemy stworzeniami, a On zawsze będzie nieogarniętym dawcą wszelkiego życia. Ale realia naszego życia w niebie będą miały zupełnie inny ciężar gatunkowy, zupełnie inny wymiar jakościowy, niż teraz na ziemi.

Sam Święty Jan tak to dalej opisuje w swoim liście:

Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest. (1 J 3,2)

Czyli, wynika z tego, że mimo, że już teraz rzeczywiście jesteśmy Jego dziećmi, to tak naprawdę zrozumiemy to dopiero, gdy staniemy z Bogiem twarzą w twarz.

Niedawno słuchałem archiwalnego programu Matki Ageliki i zadzwoniło do niej11-letnie dziecko z pytaniem, czy to prawda, że w niebie będzie telewizja i gry nintendo. Bo tak im powiedziała pani do religii. Matka Angelica odpowiedziała, że telewizja najwyżej będzie w piekle. Albo inaczej, że teraz telewizja pokazuje nam piekło. Potem zwróciła uwagę na fakt, że takie porównania okradają nas z czegoś niezwykle wartościowego.

Ja wiem, że trudno jedenastolatkowi wytłumaczyć, czym jest niebo. Trudno i dorosłemu. Ani się stamtąd nie wraca, ani nie ma słów na opisanie tamtej rzeczywistości. Święty Paweł tak to ujął w swoim Pierwszym Liście do Koryntian:

lecz właśnie głosimy, jak zostało napisane, to, czego ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują. (1 Kor 2,9)

A przecież Paweł miał wizję nieba. Został do niego porwany i zobaczył tamte realia. Powiedział jednak, że nie godzi się człowiekowi powtarzać tego, co tam usłyszał. (Por. 2Kor 12, 2-4). Rzeczywistość, jaka nas tam czeka jest tak niesamowita, tak wspaniała i tak różna od tego wszystkiego, co teraz możemy sobie wyobrazić, że naprawdę każde zgadywanie i próba opisu tego, co nas czeka, mija się z celem. Na pewno nie odda sprawiedliwości temu, co nas tam czeka.

Bardzo niedoskonałym przykładem, jaki mi przychodzi do głowy, jest porównanie życia dziecka nienarodzonego do życia po urodzeniu. Gdyby nienarodzone dziecko umiało formułować swoje myśli i gdyby słyszało, jak do niego mówimy, niezależnie jak bardzo zachwalalibyśmy mu świat, jaki go czeka, musiałoby to przyjąć na wiarę. Nie rozumiałoby pojęć takich jak bieganie, piękne widoki, wycieczki, las, jezioro i góry, zapach skoszonej trawy i kwitnących polnych kwiatów. Prawdę mówiąc, jakby takie dziecko mogło nam odpowiedzieć, prawdopodobnie powiedziałoby, że mu jest wspaniale u mamy w brzuchu i nie chce wcale przedostawać się na ten drugi świat.

Przykład dlatego jest niedoskonały, bo nie zawsze takie dziecko czeka cudowne życie. Czasem czekają cierpienia i ból. Ale nie to chciałem zilustrować tym przykładem. Chciałem pokazać, że czasem trudno nam sobie wyobrazić pewne rzeczy, gdy nie mamy żadnego punktu odniesienia dla porównań. Śmierć jednak, gdy jesteśmy w stanie Łaski, kończy wszelkie cierpienia. Wiemy z całą pewnością, że czeka nas tylko szczęście. Szczęście tak nieopisane, że porównywanie tego do telewizji i gier komputerowych jest żałosne. Jest okradaniem tych dzieci z czegoś cudownego, niesamowitego i wspaniałego.

W pierwszym czytaniu dzisiaj, z Apokalipsy, dowiadujemy się, jaką miał wizję nieba święty Jan. Napisał on:

Potem ujrzałem: a oto wielki tłum, którego nie mógł nikt policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem. Odziani są w białe szaty, a w ręku ich palmy. I głosem donośnym tak wołają: Zbawienie u Boga naszego, Zasiadającego na tronie i u Baranka. A wszyscy aniołowie stanęli wokół tronu i Starców, i czworga Zwierząt, i na oblicza swe padli przed tronem, i pokłon oddali Bogu, mówiąc: Amen. Błogosławieństwo i chwała, i mądrość, i dziękczynienie, i cześć, i moc, i potęga Bogu naszemu na wieki wieków! Amen. (Ap 7, 9-12)

Czytając takie fragmenty niektórzy stwierdzają, że jak to tak wygląda, to oni mają niebo gdzieś. Lepsze piekło i niekończąca się impreza, niż to siedzenie na chmurce z aniołkami, granie na harfie i śpiewanie hymnów Bogu. Tylko, że Jan używa tu języka symbolicznego. Ani niebo, ani piekło nie jest tym, co oni sobie wyobrażają. Trywializują strasznie i nawet nie starają się zrozumieć istoty nieba i piekła. Nikt, kto potrafi odrobinę myśleć i spróbuje to czasem robić, nie pomyśli serio, że chciałby iść do piekła. Nikt, kto nie jest potworem, nawet najgorszemu wrogowi tego nie będzie życzył.

Niebo jest niesamowitą, wspaniałą rzeczywistością. Przebywanie z Bogiem twarzą w twarz to nie tyle, co przebywanie z Nim w jednym pokoju, to zjednoczenie się z Nim w jednym ogniu miłości. Zawrzemy się w Jego miłości, jak płomyczek świecy zawarłby się w ogniu słońca. Dlatego to rzeczywiście będziemy Jego dziećmi. Dlatego też Kościół uczy, że oczyszczenie po śmierci jest konieczne. Inaczej, gdybyśmy nie oczyścili naszych serc do końca, ta miłość Boża zamiast stać się źródłem nieograniczonego szczęścia, byłaby źródłem niewypowiedzianych cierpień.

W przeciwieństwie do wielu kościołów protestanckich, rozumiejących zbawienie jako kontrakt, umowę, deklarację ze strony Boga, Kościół Katolicki uczy, że zbawienie jest prawdziwym zaadaptowaniem nas. A wiemy przecież, że choćbyśmy nie wiadomo jak kochali naszego pieska, kotka czy złotą rybkę, adoptować możemy tylko dzieci. Tylko dzieci mają bowiem naturę ludzką. Inaczej taka adopcja byłaby tylko fikcją. Bóg więc wyniesie nas na takie wyżyny, że będziemy dzielić z Nim Jego naturę i rzeczywiście będziemy jego dziećmi. Tak, jak dzisiejszy list Świętego Jana uczy.

Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

ODPOWIEDZ