Fatima 95 lat później. Nawet dziecko by zrozumiało...

Teksty jakie zamieściłem w tym roku na swoich blogach: www.polonus.alleluja.pl, www.polon.us, www.hiob.us i www.jaskiernia.com
Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11157
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Fatima 95 lat później. Nawet dziecko by zrozumiało...

Post autor: hiob » 13-05-12, 19:47

Dzisiaj, gdy piszę te słowa, mija 95. rocznica pierwszego
objawienia Maryi w Fatimie. Rocznica przechodzi bez większego rozgłosu,
niektóre katolickie portale (o świeckich nawet nie wspominam) nawet
nie wspominają o tym. A szkoda, bo to bardzo ważna rocznica. Albo
raczej ważne wydarzenie, które warto nieustannie przypominać.

Mówiąc o świeckich portalach, parę dni temu powtarzały one wszystkie
słowa ojca Rydzyka, które miały paść w Toruniu, gdzie Ojciec Dyrektor
miał nazwać "idiotką" kobietę, która nawoływała do modlitwy, zamiast
demonstracji na rzecz TV Trwam. Nie wiem, czy te przekazy są prawdziwe,
ale wiem, że tak myśli wiele osób. Tak, jak Ojciec Dyrektor: Że
najważniejsze, to "coś robić", wyjść na ulice, protestować. Przedwczoraj
na moim forum także jeden z gości stwierdził, że "modlitwy już były i
nic nie dały, teraz czas działać". Cóż, pozwolę się z tym nie
zgodzić.

Nie zgodzę się z tym głównie dlatego, że nie wierzę, że "modlitwy
już były". Po prostu nie wierzę, że wszyscy ci, co głośno o tym mówią,
rzeczywiście z takim samym zapałem się modlili. Nie wierzę także, że
manifestacje zmienią cokolwiek. A modlitwy - jak najbardziej.

Wystarczy wspomnieć Bitwę pod Lepanto, czy w czasach nam bliższych
wymodlone ustąpienie reżimy Marcosa na Filipinach, albo zmianę rządów
na Węgrzech. To są owoce modlitwy. Konkretnie Modlitwy Różańcowej. Ale
tam miliony ludzi się modliły, a nie mówiły o tym, że trzeba (albo nie
trzeba) się modlić.

Przypomnijmy zatem o co nas prosiła Maryja w Fatimie? Dziś Dzień
Matki w USA. A Ona jest naszą Matką, tak, jak jest matką Hiacynty,
Łucji i Franciszka. Jak te dzieci, które Ją widziały, które z Nią
rozmawiały, odpowiedziały na Jej wezwanie? O co Ona je prosiła?

Zacytuję tu, nie pierwszy już raz na moim blogu, kilka fragmentów
wspomnień siostry Łucji o Hiacyncie i Franciszku Marto. Cytaty za
książką "Siostra Łucja mówi o Fatimie", wydanie trzecie 1989,
Vice-Postulcao, P-2496 Fatima, imprimatur biskup Albert Leirii:


"Kiedyśmy tego dnia przyszli na pastwisko, Hiacynta usiadła na kamieniu zamyślona.

– "Hiacynta, chodź się bawić!"

– "Dzisiaj nie chce mi się bawić".

– "Dlaczego nie chce ci się bawić?"


– "Dlatego, że się zastanawiam. Ta Pani powiedziała nam, abyśmy
odmawiali różaniec i ponosili ofiary o nawrócenie grzeszników. [...] A
ofiary, jak mamy je ponieść?"

Franciszek wynalazł od razu sposób złożenia dobrej ofiary.

– "Damy nasz posiłek owcom i złożymy ofiary z jedzenia".


W parę minut potem cały nasz posiłek został rozdzielony pomiędzy naszą
trzodę. I tak spędziliśmy ten dzień na czczo niczym najsurowszy kartuz.


Hiacynta tak wzięła sobie do serca ofiary za
nawrócenie grzeszników, że nie opuszczała żadnej okazji, jaka się
nadarzała. Były tam dzieci dwóch rodzin mieszkających w Moita , które
chodziły po prośbie. Spotkaliśmy je kiedyś idąc na pastwisko z naszą
trzodą. Hiacynta spostrzegłszy je powiedziała:

– "Dajmy tym biedakom nasz posiłek za nawrócenie grzeszników".

I pobiegła im go zanieść. Po południu powiedziała mi, że jest głodna.
Było tam kilka drzew oliwkowych i dęby. Żołędzie były jeszcze
niedojrzałe. Mimo to uważałam, że możemy je jeść. Franciszek wspiął się
na drzewo oliwne, aby napełnić kieszenie, ale Hiacyncie przyszło do
głowy, że moglibyśmy jeść gorzkie żołędzie dębowe, aby ponieść ofiary. I
tak skosztowaliśmy tego popołudnia tej smacznej potrawy.


Dla Hiacynty była to jedna z jej normalnych ofiar. Zbierała żołędzie dębowe lub oliwki. Któregoś dnia powiedziałam jej:

– "Hiacynta, nie jedz tego, to bardzo gorzkie".

– "Jem właśnie dlatego, że jest gorzkie. A tę ofiarę ponoszę za nawrócenie grzeszników".


To nie były nasze jedyne ofiary postne.
Umówiliśmy się, że ile razy spotkamy te biedne dzieci, damy im nasze
jedzenie. A biedne dzieci, zadowolone z naszej jałmużny, starały się
spotkać nas i czekały na nas na drodze.

Kiedy je tylko zobaczyliśmy, Hiacynta biegła zanieść im nasz cały
posiłek dzienny, i to z taką radością, jak gdyby nie odczuwała jego
braku. W te dni naszym pokarmem były orzeszki pinii, korzonki z kwiatów
dzwonkowych, mające w korzeniu małą cebulkę wielkości oliwki, morwy,
grzyby i coś, co zrywaliśmy z korzeni, nie pamiętam, jak to się nazywa,
lub owoce, jeżeli były w pobliżu na polach naszych rodziców.

Hiacynta była niestrudzona w wynajdywaniu ofiar.
Któregoś dnia sąsiad nasz zaofiarował mojej matce pastwisko dla naszej
trzody. Ale było to daleko, a byliśmy w pełni lata. Moja matka tę hojną
ofiarę przyjęła i posłała mnie tam. Ponieważ w pobliżu był staw, gdzie
trzoda mogła się napić, więc sądziła, że byłoby dobrze, abyśmy w
cieniu drzew spędzili naszą przerwę obiadową.

Po drodze spotkaliśmy naszych kochanych biedaków i Hiacynta pobiegła,
aby dać jałmużnę. Dzień był piękny, ale słońce bardzo prażyło i wydawało
się, że na wyschniętej ziemi wszystko się spali.

Pragnienie dawało się we znaki, a nie było ani kropelki wody do picia.
Początkowo ofiarowaliśmy wspaniałomyślnie tę ofiarę za nawrócenie
grzeszników, ale gdy minęło południe, nie mogliśmy więcej wytrzymać.
Zaproponowałam wtedy moim towarzyszom pójść do pobliskiej miejscowości i
poprosić o trochę wody. Zgodzili się na moją propozycję, poszłam więc
zastukać do drzwi pewnej staruszki, która mi wręczyła dzbanek wody, a
także kawałek chleba, który przyjęłam z wdzięcznością i pobiegłam
podzielić się z moimi towarzyszami. Dałam od razu dzbanek Franciszkowi i
powiedziałam, żeby się napił.

– "Nie chcę" – odpowiedział.

– "Dlaczego?"

– "Chcę cierpieć za nawrócenie grzeszników".

– "Hiacynta, napij się ty!"

– "Ja też chcę złożyć ofiarę za nawrócenie grzeszników".


W rezultacie wylałam wszystką wodę w kamienne wyżłobienie, by owce
mogły się jej napić i odniosłam dzbanek właścicielce. Upał stawał się
coraz silniejszy. Koniki polne i świerszcze łączyły swe śpiewy z
rechotaniem żab w pobliskim stawie. Hiacynta osłabiona głodem i
pragnieniem powiedziała do mnie ze swą zwykłą prostotą:

– "Powiedz świerszczom i żabom, żeby się uspokoiły, tak mnie boli głowa!"

Potem zapytał się Franciszek:

– "Nie chcesz ofiarować tego bólu za grzeszników?"

Biedne dziecko ścisnęło głowę rączkami i odpowiedziało:

– "Tak, chcę. Niech śpiewają i rechoczą".

Kiedyśmy po pewnym czasie zostali aresztowani,
najbardziej cierpiała Hiacynta wskutek nieobecności rodziców. Ze łzami
spływającymi po policzkach mówiła:

– "Ani twoi, ani moi rodzice nie przyszli nas odwiedzić. Nie dbają więcej o nas".

– "Nie płacz – powiedział jej Franciszek. – Ofiarujemy to Jezusowi za grzeszników".

I podniósłszy oczy i rączki do nieba, począł mówić modlitwę ofiarowania:

– "O mój Jezu, z miłości ku Tobie i za nawrócenie grzeszników".

A Hiacynta dodała:

– "Również i za Ojca Świętego i jako zadośćuczynienie za grzechy popełnione przeciw Niepokalanemu Sercu Maryi".

Kiedy po rozdzieleniu znowu umieścili nas we wspólnej celi więziennej,
mówiła, że wkrótce po nas przyjdą i zaczną nas smażyć. Hiacynta
zbliżyła się do okna, które wychodziło na targowisko z bydłem. Sądziłam
początkowo, że chciała rozerwać się widokiem, ale wkrótce przekonałam
się, że płakała. Przyprowadziłam ją do siebie i zapytałam, dlaczego
płacze.

– "Dlatego, że umrzemy nie
zobaczywszy ani naszych tatusiów, ani naszych mam" – odpowiedziała i ze
łzami spływającymi jej po policzkach dodała: – Chciałabym przynajmniej
zobaczyć moją mamę!"

– "A więc nie chcesz złożyć tej ofiary za nawrócenie grzeszników?"

– "Chcę, chcę!"

Ze łzami w oczach, wzniosła ręce i oczy do nieba i odmówiła modlitwę ofiarowania:


– "O mój Jezu, z miłości do Ciebie, za nawrócenie grzeszników, za Ojca
Świętego, i jako zadośćuczynienie za grzechy popełnione przeciwko
Niepokalanemu Sercu Maryi".

Postanowiliśmy zatem odmówić nasz różaniec. Hiacynta
zdjęła medalik, który miała na szyi, poprosiła jednego z więźniów, aby
go powiesił na gwoździu na ścianie. Uklękliśmy przed tym medalikiem i
zaczęliśmy się modlić.

Więźniowie modlili
się wspólnie z nami, jeżeli w ogóle umieli się modlić; w każdym razie
klęczeli. Po skończeniu różańca Hiacynta powróciła do okna i płakała.

– "Hiacynto, nie chcesz złożyć tej ofiary Panu Jezusowi?"–

zapytałam ją.

– "Chcę, ale myślę o mojej mamie i płaczę mimo woli".

Ponieważ Najświętsza Panna powiedziała nam, abyśmy składali również
nasze modlitwy i umartwienia za grzechy popełnione przeciw Niepokalanemu
Sercu Maryi, postanowiliśmy, że każdy z nas wybierze inną intencję.
Jeden za grzeszników, drugi za Ojca Świętego, a trzeci jako
zadośćuczynienie za grzechy popełnione przeciwko Niepokalanemu Sercu
Maryi. Jak tylko zrobiliśmy to postanowienie, zapytałam Hiacyntę, jaką
intencję chciałaby sobie wybrać?

– "Ja ofiaruję na wszystkie intencje, bo wszystkie mi się podobają".

Po kilku dniach szliśmy z naszymi owieczkami po
drodze, na której znalazłam kawałek sznura od wozu. Podniosłam go i
dla żartu owinęłam sobie ramię. Zauważyłam, że ten sznur sprawia

mi dotkliwy ból. Powiedziałam wtedy do moich kuzynów:

– "Słuchajcie! To boli! moglibyśmy się nim wiązać i nosić na sobie jako umartwienie z miłości do Jezusa".

Biedne dzieci przytaknęły memu pomysłowi i każdy z nas po przecięciu na
trzy części owiązał go sobie wokół bioder. Czy to grubość i szorstkość
sznura była temu winna, a może dlatego, że za mocno go związaliśmy, w każdym razie ten rodzaj pokuty sprawiał nam okropny ból. Hiacynta często nie mogła się powstrzymać od łez. Gdy
mówiłam, by go zdjęła, odpowiadała przecząco:

– "Nie! Chcę złożyć tę ofiarę Panu Jezusowi na zadośćuczynienie i za nawrócenie grzeszników".


Innym razem bawiliśmy się zbierając po murach
chwasty, które gdy się je ściska w rękach, wydają trzask. Hiacynta
zbierając te chwasty, urwała niechcąco kilka pokrzyw, którymi się
poparzyła. Czując ból ścisnęła je jeszcze bardziej w rękach i
powiedziała do nas:

– "Patrzcie! Znowu coś, aby czynić pokutę!"

Od tej pory przyzwyczajaliśmy się do tego, by chłostać się czasem po nogach pokrzywami, aby Bogu jeszcze jedną złożyć ofiarę."



Może wystarczy tych cytatów. Pomyślmy o tych malutkich
przecież dzieciach. To nie było symboliczne odmówienie sobie loda, czy
cukierka przez rozpieszczane dziecko. Te dzieci już i tak miały trudne
życie, pracując od najmłodszych lat, pasąc owce i pomagając rodzicom w
gospodarstwie. A ofiary, które dobrowolnie na siebie przyjęły są wręcz
niesamowite. Trudno uwierzyć, a jednak... Ale jeżeli to właśnie było
tym, czego oczekiwała od nich Błogosławiona Dziewica Maryja, to jaką my z
tego powinniśmy wyciągnąć lekcję? Jeżeli te małe dzieci mogły tak
wiele dać, to czy dwa dni o chlebie i wodzie to jest naprawdę taka
wielka ofiara? Czy godzina modlitwy to aż tak dużo?


Jest tylko jedna skuteczna droga, by odmienić świat. Droga modlitwy i
wyrzeczeń, postów i ofiar. Nie ma innej drogi. Manifestacje, zadymy,
protesty - to ślepa uliczka, prowadząca donikąd. Tylko, że nam to tak
trudno jest zrozumieć.

Wszyscy pamiętamy Piłata, który zapytał kogo ma uwolnić: Jezusa, czy
Barabasza. Biblia nie mówi nam jednoznacznie kim Barabasz był, ale
wielu egzegetów i historyków twierdzi, że był on rewolucjonistą,
samozwańczym mesjaszem, który był oskarżony o rozniecanie zamieszek.
Pamiętajmy, że Żydzi właśnie w tamtych czasach oczekiwali mesjasza.
Znamy imiona kilku z nich, a z pewnością było ich więcej, lecz nie
wszyscy przeszli do historii. Barabasz prawdopodobnie był jednym z
nich. Dlatego chyba tak łatwo było faryzeuszom przekonać tłum, by go
zwolnił. Tłum bowiem chciał działania, walki, następcy Machabeuszy,
następcy wielkiego wojownika Dawida, który z niczego zbudował potęgę
Izraela. A Jezus? Jezus mówił o nawróceniu, o modlitwie, o odmianie
serca.

95 lat temu Maryja przyszła do nas z ważnym orędziem. Wybrała trójkę
malutkich dzieci, biednych pastuszków, na końcu świata, w zapadłej
wiosce, by im to orędzie przekazać. I dzieci te, w prostocie swego
serca, przyjęły je. Pokazały nam swoim przykładem czego Ona od nas
oczekuje. A my? A my czekamy na Barabasza.

Lepanto, Filipiny, Węgry pokazują, że modlitwą można wygrać
wszystko. A my, z uporem godnym lepszej sprawy upieramy się, że
skuteczniejsze będą obelgi pod adresem przeciwników, demonstracje, akcje
i zadymy. O wielka ludzka naiwności! Ale choćbym miał być ostatnim,
który to będzie głosił, będę to powtarzał do znudzenia: Tylko modlitwą i
postem można wyrzucić niektóre złe duchy. I dopóki tego wszyscy nie
zrozumiemy, będziemy zawsze stali na straconej pozycji. Bo w obelgach i
zadymach nigdy nie prześcigniemy naszych adwersarzy.

Przed tygodniem usłyszeliśmy w Kościele takie słowa Pana Jezusa:

Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym,
który uprawia. Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina,
a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc
obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do
was. Wytrwajcie we Mnie, a Ja /będę trwał/ w was. Podobnie jak latorośl
nie może przynosić owocu sama z siebie - o ile nie trwa w winnym
krzewie - tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem
krzewem winnym, wy - latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten
przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten,
kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. I
zbiera się ją, i wrzuca do ognia, i płonie. Jeżeli we Mnie trwać
będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam
się spełni.
(J 15, 1-7)


Beze Mnie nic nie możecie uczynić. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a
słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się
spełni.

Amen.

www.wspolnotamarto.com
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Awatar użytkownika
konik
Przyjaciel forum
Posty: 2390
Rejestracja: 16-12-10, 21:14
Lokalizacja: neunkirchen

od konika

Post autor: konik » 13-05-12, 20:18

Drogi hiobie - jest w Bozej przestrzeni miejsce i na to, i na to ...
Bracia Machabeusze to sa (jak najbardziej biblijne) "manifestacje", Jozue - to wodz wojskowy w akcji itd itp.
Bitwa pod Lepanto to wielka modlitwa i wielki wysilek marynarki wojennej.
Co do o. Rydzyka - ma przeciez luksusowego maybacha, prywatny dom publiczny, wysysa jak pijawka czynsz z prywatnych kamienic i ble, ble, ble ...
Bardzo prosze - nie powtarzaj glupot.
Klaniam sie z pelnym szacunkiem.
Ps. - Ojciec Swiety ma Gwardie Szwajcarska rowniez nie tylko od parady (komandosi z tej formacji sa uznawani za rownych z tymi z Legii Cudzoziemskiej czy z SEAL.
Pozdrawiam serdecznie.
Ostatnio zmieniony 13-05-12, 20:19 przez konik, łącznie zmieniany 1 raz.
konik

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11157
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Re: Fatima 95 lat później. Nawet dziecko by zrozumiało...

Post autor: hiob » 13-05-12, 22:41

Drogi Koniku, tu nie chodzi o to, czy te słowa ojca Rydzyka są prawdziwe, czy nie. Ale i na naszym forum był kolega "gorliwy", z którym, niestety, musieliśmy się pożegnać, który upierał się, że droga manifestacji to jedyny skuteczny sposób, jaki nam został. A ja z tym się nie mogę zgodzić.

Oczywiście, że i manifestacje są potrzebne, ale one nie doprowadzą nas do zwycięstwa. W czasach Machabeuszy cały naród poszedł za nimi. A dziś?

Skoro jesteśmy przy Machabeuszach - pamiętasz wdowę i jej synów, których skazano na okrutną śmierć za to, że nie zgodzili się na żadne kompromisy, gdy chodzi o łamanie boskiego prawa? Czy myślisz, że taka sytuacja byłaby możliwa w Polsce w dzisiejszych czasach? I nie pytam o jednostkowe przypadki, ale o ogół społeczeństwa...

Dopóki nie będziemy mieć takiej wiary jak ona i dopóki nie będziemy raczej gotowi na oddanie za wiarę życia, niż złamanie Jego nakazów, manifestacje są ślepym zaułkiem, prowadzącym donikąd.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Twin
Przyjaciel forum
Posty: 1412
Rejestracja: 30-10-10, 05:48
Lokalizacja: Kraków

Re: Fatima 95 lat później. Nawet dziecko by zrozumiało...

Post autor: Twin » 14-05-12, 01:04

hiob pisze:Ale choćbym miał być ostatnim,
który to będzie głosił, będę to powtarzał do znudzenia: Tylko modlitwą i
postem można wyrzucić niektóre złe duchy.
Mam nadzieję że nie będziesz ostatni i myślę, że wiele osób też tak myśli i konsekwentnie się modlą zamiast robić hałas. Wiąże się to z tym, że nie usłyszymy o nich w mediach.
Ja też myślę, że wszystko powinno się zaczynać od modlitwy i od pytania jaka jest wola Boga i jaką drogą chce nas poprowadzić. Wydaje mi się, że ci, którzy dziś nawołują do działania a nie do modlitwy (albo nawet działania zamiast modlitwy) tak naprawdę boją się, że Bóg może mieć inne zdanie co do ich poczynań więc na wszelki wypadek lepiej działać i nie pytać Pana Boga o opinię. Tak naprawdę to chyba mamy tutaj do czynienia z przekroczeniem pierwszego przykazania gdzie jakaś idea jest ważniejsza od samego Boga. Smutne to, ale niestety wielu ludzi zdawać by się mogło chrześcijan potrafi mówić straszne rzeczy gdy tylko zakwestionuje się ich sposób postępowania i sens udziału w takich demonstracjach jakie czasem ostatnio obserwujemy. Wystarczy powiedzieć, że się z tym nie zgadza i automatycznie zostaje się zdrajcą, ukrytym Żydem, poganinem i Bóg jeden raczy wiedzieć kim jeszcze. Przestaje się liczyć Bóg, przestaje się liczyć prawda, istotne jest tylko to aby w człowieku myślącym inaczej dostrzec wroga i zobaczyć w nim cechy, które wróg powinien posiadać, bez względu na prawdę.

Ewangelista Mateusz cytuje proroka Izajasza opisującego Zbawiciela:
18. Oto mój Sługa, którego wybrałem; Umiłowany mój, w którym moje serce ma upodobanie. Położę ducha mojego na Nim, a On zapowie prawo narodom.
19. Nie będzie się spierał ani krzyczał, i nikt nie usłyszy na ulicach Jego głosu.
20. Trzciny zgniecionej nie złamie ani knota tlejącego nie dogasi, aż zwycięsko sąd przeprowadzi.
Mt 12,18-20
(BT)

Chrystus Bóg-człowiek nie krzyczał na ulicach, nie spierał się, nie nawoływał do rewolucji politycznej i powstania przeciw okupantowi. Pokazywał rzeczy, które powinny być na pierwszym miejscu a z nich dopiero inne biorą swój początek. Dziś chyba odwrócony został porządek. Już nie ludzie słuchają Boga i tego co On mówi ale najwyraźniej zdaniem niektórych to Bóg ma obowiązek słuchać ludzkich pomysłów jak "zbawić" nasz kraj i obowiązek zaakceptować te pomysły. To jest priorytet a wszystko inne jest sprawą drugoplanową. Mam poważne obawy wobec takich postaw i całkowitą pewność, że niczego dobrego nie przyniosą.
Ostatnio zmieniony 14-05-12, 01:05 przez Twin, łącznie zmieniany 1 raz.
Chrześcijanie to światło świata - pod warunkiem, że są podłączeni do sieci.

Awatar użytkownika
Tomasz81
Przyjaciel forum
Posty: 77
Rejestracja: 20-10-09, 12:23
Lokalizacja: Wroclaw
Kontakt:

Re: Fatima 95 lat później. Nawet dziecko by zrozumiało...

Post autor: Tomasz81 » 14-05-12, 13:28

Ja się przypadkowo załapałem na nabożeństwo Fatimskie wczoraj. Pierwszy raz w życiu zmówiłem cały różaniec :)
"Wiara, radość, optymizm.-Ale nie głupota zamykania oczu na rzeczywistość."

Anteas

Re: Fatima 95 lat później. Nawet dziecko by zrozumiało...

Post autor: Anteas » 14-05-12, 17:10

No, zapał rewolucyjny z Was to aż tryska :lol: Szkoda że Lenin nie miał Was za towarzyszy. Car Mikołaj II w spokoju dożył by swoich dni siedząc na tronie, a jego syn po nim. Zamiast W. Putina w Rosji panował by Romanow. No, ale niestety towarzysze Lenina byli bardziej nastawieni na działanie i mamy to co mamy :evil:
hiob pisze:i manifestacje są potrzebne(...)W czasach Machabeuszy cały naród poszedł za nimi
Jako że cały naród nie pójdzie za nami, to mamy siedzieć jak myszy pod miotłą i (ewentualnie) "klepać" pacierze. Naturalnie czekając na to, że Pan Bóg za nas brudną robotę odwali.
hiob pisze:wdowę i jej synów(...)nie pytam o jednostkowe przypadki
No tak, tych wdów to musiała być tam cała armia. A jak by jeszcze dołączyć synów, to by nakryli czapkami Armię Ludowo-Wyzwoleńczą :lol:
hiob pisze:nie będziemy raczej gotowi na oddanie za wiarę życia
A kto nas kanonizuje, jak wszyscy zostaniemy męczennikami :?: :lol:

W sumie Hiobie, wygląda na to że Ty walczysz tylko w tedy jak masz przewagę liczebną i duchową. Oceniam twoje szanse na zostanie martwym bohaterem za nikłe :lol:
hiob pisze:manifestacje są potrzebne(...)manifestacje są ślepym zaułkiem, prowadzącym donikąd
To po kiego Jedynego Imperatora nam te manifestacje :?: :lol:
Twin pisze:zamiast robić hałas. Wiąże się to z tym, że nie usłyszymy o nich w mediach
Ciężko usłyszeć coś, co nie robi hałasu :-)
Twin pisze:Ja też myślę, że wszystko powinno się zaczynać od modlitwy i od pytania jaka jest wola Boga
A jeśli wolą Boga jest, żebyśmy sami zaczęli działać, zamiast ciągle czekać na niego? Powiedz mi Twinie, kiedy by nasza słodka ojczyzna odzyskała niepodległość, gdyby nikt nie chwycił za broń, tylko wszyscy by się zamknęli w klasztorach o zaostrzonej regule i czekali na cud? Na szczęście oprócz modlących się, znaleźli się też żołnierze którzy poszli za Piłsudskim.
Twin pisze:Wydaje mi się, że ci, którzy dziś nawołują do działania
Mnie się czasem wydaje że mają po prosu większe (cenzura) niż my :-)
Twin pisze:Bóg jeden raczy wiedzieć kim
Tylko On raczy wiedzieć, kim tak na prawdę jesteśmy.
Twin pisze:Chrystus Bóg-człowiek nie krzyczał na ulicach
Pewna nasza wspólna znajoma właśnie pisała na ten temat...
konserwatywni katolicy a agresja Post z dnia dzisiejszego.
Ostatnio zmieniony 14-05-12, 17:13 przez Anteas, łącznie zmieniany 1 raz.

Twin
Przyjaciel forum
Posty: 1412
Rejestracja: 30-10-10, 05:48
Lokalizacja: Kraków

Re: Fatima 95 lat później. Nawet dziecko by zrozumiało...

Post autor: Twin » 14-05-12, 19:54

Anteas pisze:Ciężko usłyszeć coś, co nie robi hałasu :-)
Niekoniecznie. Gdy nie ma hałasu to w ciszy znacznie lepiej słychać rzeczy niehałaśliwe i bardziej wartościowe, a głos Boga słychać wyłącznie w ciszy i w cichej modlitwie.
Anteas pisze:
Twin pisze: Ja też myślę, że wszystko powinno się zaczynać od modlitwy i od pytania jaka jest wola Boga
A jeśli wolą Boga jest, żebyśmy sami zaczęli działać, zamiast ciągle czekać na niego?
A jeśli nie jest? Jak widzę raczej nie odpuszczasz takiej możliwości co pozwala mi sądzić, że zgadzasz się z wolą Boga gdy jest zgodna z twoją wolą. Zaiste jest to postawa wysoce chrześcijańska pełna ufności we wszechmoc Boga i Jego pragnienie dobra dla nas. :-/
Anteas pisze: Powiedz mi Twinie, kiedy by nasza słodka ojczyzna odzyskała niepodległość, gdyby nikt nie chwycił za broń, tylko wszyscy by się zamknęli w klasztorach o zaostrzonej regule i czekali na cud?
Powiem Ci, że gdyby nasi przodkowie mniej chwytali za broń a więcej za Biblie i bardziej słuchali Boga niż własnych zachcianek to nasza Ojczyzna nie miałaby z czego odzyskiwać niepodległości. Jakoś tak patrzysz tylko na rezultaty a w ogóle nie widzisz przyczyn. Proszę o choć trochę obiektywizmu bo zacznę widzieć w Twoich wypowiedziach złą wolę i zwyczajne czepianie się (póki co staram się jak mogę tego nie widzieć).
Dodam jeszcze, że niepodległa Ojczyzna w moim mniemaniu nie jest czymś co się nam zwyczajnie należy. Nawet Naród Wybrany nie otrzymał ojczyzny ze względu na sam fakt, że istniał ale był to dla niego dar od jego Boga. Nasza Ojczyzna również jest dla nas darem i jeśli nie umiemy o ten dar dbać powierzając go Bogu tylko sami ciągniemy we własnych kierunkach to wcale mnie nie zdziwi jeśli Bóg nam przypomni, że nic tutaj tak naprawdę do nas nie należy.
Anteas pisze: Na szczęście oprócz modlących się, znaleźli się też żołnierze którzy poszli za Piłsudskim.
Mam nadzieję, że się tutaj tylko mylisz a nie świadomie wprowadzasz w błąd. Żołnierze znaleźli się nie "oprócz modlących się" ale sami również do modlących się należeli.
To właśnie napisałem w moim poście. Zaczynajmy od modlitwy i rozeznania co jest wolą Boga a potem według Jego woli postępujmy. Jeśli Jego wolą jest działanie to działajmy a jeśli zaniechanie działania to go nie podejmujmy. Taka teza przyświecała mojej wypowiedzi i moim zdaniem trzeba naprawdę mocno chcieć ją poprzekręcać aby postawić jej takie zarzuty jakie Ty postawiłeś.
Anteas pisze:
Twin pisze:
Wydaje mi się, że ci, którzy dziś nawołują do działania
Mnie się czasem wydaje że mają po prosu większe (cenzura) niż my :-)
Jeśli potraktować Twoje określenie jako synonim głupoty, a tak się niestety składa, że dzisiaj mieć wielkie te nie wymawialne, to najczęściej robić rzeczy naprawdę głupie, to można by się z Tobą zgodzić.
Anteas pisze:
Twin pisze:
Bóg jeden raczy wiedzieć kim
Tylko On raczy wiedzieć, kim tak na prawdę jesteśmy.
Aj tam, kto Ci powiedział, że tylko On? Zapytajże kiedyś tych działaczy z wielkim nabiałem kim jesteś, a oni to określą o wiele dokładniej niż sam Pan Bóg. Aha, tylko na początku dodaj, że się z nimi nie zgadzasz, to wystarczy abyś usłyszał naprawdę "głęboką analizę" na temat swojej osoby.
Anteas pisze:
Twin pisze:
Chrystus Bóg-człowiek nie krzyczał na ulicach
Pewna nasza wspólna znajoma właśnie pisała na ten temat...
konserwatywni katolicy a agresja Post z dnia dzisiejszego.
I dobrze napisała, Jezus tępił grzech i obłudę. Oburzał się na to co jest złe w człowieku a nie na to w jakim systemie politycznym człowiek funkcjonuje. On nie krzyczał na ulicach nawołując do powstania przeciw okupacji rzymskiej, krzyczał na dziedzińcu świątyni nawołując do przeciwstawienia się profanacji miejsca świętego, krzyczał na faryzeuszy oburzając się jak profanują własne dusze. Daremnie szukasz sprzeczności między moją wypowiedzią a wypowiedzą Agunik.
Chrześcijanie to światło świata - pod warunkiem, że są podłączeni do sieci.

skrzydlaty
Administrator
Posty: 1185
Rejestracja: 09-03-10, 19:43
Lokalizacja: Polska

Re: Fatima 95 lat później. Nawet dziecko by zrozumiało...

Post autor: skrzydlaty » 14-05-12, 21:25

hiob pisze:Dzisiaj, gdy piszę te słowa, mija 95. rocznica pierwszego
objawienia Maryi w Fatimie. Rocznica przechodzi bez większego rozgłosu
Przecież nie jest to jakaś okrągła rocznica. Takie nieokrągłe normalnie nie są nagłaśniane.
Ostatnio zmieniony 14-05-12, 21:25 przez skrzydlaty, łącznie zmieniany 1 raz.

Anteas

Re: Fatima 95 lat później. Nawet dziecko by zrozumiało...

Post autor: Anteas » 16-05-12, 19:23

Trzeba pomóc jak tak.
Twin pisze:Jak widzę raczej nie odpuszczasz takiej możliwości
Możesz mi powiedzieć na jakiej podstawie to wywnioskowałeś?
Twin pisze:że zgadzasz się z wolą Boga gdy jest zgodna z twoją wolą
Napisałeś to strasznie oględnie. Ale odpowiem Ci tak; każdy się zgadza z wolą Bożą gdy ta jest zgodna z jego wolą. Nawet Zły. Zetem chyba nic dziwnego, że i ja w tej liczbie jestem :lol:
Twin pisze:Powiem Ci, że gdyby nasi przodkowie mniej chwytali za broń a więcej za Biblie i bardziej słuchali Boga niż własnych zachcianek to nasza Ojczyzna nie miałaby z czego odzyskiwać niepodległości
Nasza Ojczyzna miała sprzedajnych i zdradzieckich polityków, oraz armię niezdolną pod względem militarnym do zapewnienia jej niepodległego bytu państwowego. Natomiast co do chwytania za Biblię to nie posiadam danych na ten temat. Rozumem że moralne zepsucie polityków było po części spowodowane pewnym upadkiem życia religijnego a stan armii był konsekwencją słabości władzy państwowej spowodowanej miernością klasy politycznej (szlachty). Nie bardzo rozumiem natomiast co masz na myśli gdy mówisz" chwytać za Biblię.
Twin pisze:Jakoś tak patrzysz tylko na rezultaty a w ogóle nie widzisz przyczyn
Ty piszesz o utracie niepodległości a ja o odzyskiwaniu. Nie ma to nic wspólnego z niedostrzeganiem przyczyn.
Twin pisze:Żołnierze znaleźli się nie "oprócz modlących się" ale sami również do modlących się należeli
Nigdy nie twierdziłem że jedno drugie wyklucza.
Anteas pisze:A jeśli wolą Boga jest, żebyśmy sami zaczęli działać, zamiast ciągle czekać na niego?
Twin pisze:A jeśli nie jest? Jak widzę raczej nie odpuszczasz takiej możliwości
Gdy mówię że może Jego wolą jest abyśmy działali, to mi zarzucasz że nie liczę się z Jego wolą (tak to odbieram momi bardzo oględnie sformułowanego wpisu)
Twin pisze:Jeśli Jego wolą jest działanie to działajmy a jeśli zaniechanie działania to go nie podejmujmy
A parę linijek niżej piszesz to samo co ja powiedziałem :-)
Twin pisze:trzeba naprawdę mocno chcieć ją poprzekręcać aby postawić jej takie zarzuty
Nie postawiłem. Jestem, jak zresztą świadczy mój podpis, zwolennikiem działania a nie czekania.
Twin pisze:że dzisiaj mieć wielkie te nie wymawialne, to najczęściej robić rzeczy naprawdę głupie
Chyba lepiej coś robić i się pomylić nic nie robić nic. A nie myli się tylko ten kto nic nie robi.
Może ci ludzie przemodlili i przemyśleli swoje działania (co do przemyślenia to mam wątpliwości) i dopiero zaczęli działać. Raczej chyba takiej możliwości nie dopuszczasz.
Anteas pisze:Tylko On raczy wiedzieć, kim tak na prawdę jesteśmy
Twin pisze:Aj tam, kto Ci powiedział, że tylko On?
Zdawało mi się że napisałem tam takie maleńkie słówko "prawda" (nie miałem na myśli ani moskiewskiej, ani półprawdy ani (cenzura)prawdy) :-)
Twin pisze:szukasz sprzeczności
Czy ja to gdzieś napisałem? Nic nie szukam tylko zaznaczam że Jezus nie ograniczał się do modlitwy, działał również.

skrzydlaty
Administrator
Posty: 1185
Rejestracja: 09-03-10, 19:43
Lokalizacja: Polska

Re: Fatima 95 lat później. Nawet dziecko by zrozumiało...

Post autor: skrzydlaty » 16-05-12, 20:07

Anteas pisze:Nic nie szukam tylko zaznaczam że Jezus nie ograniczał się do modlitwy, działał również.
Dzisiaj mamy odwrotny problem - ograniczamy się do działania bez modlitwy.

Awatar użytkownika
konik
Przyjaciel forum
Posty: 2390
Rejestracja: 16-12-10, 21:14
Lokalizacja: neunkirchen

od konika

Post autor: konik » 17-05-12, 20:23

Modlitwa i dzialanie - tak to najprosciej wyglada. Ale czy jest takie proste?
Modlitwa dla samej modlitwy to chyba wyzej sufitu nie wzniesie sie.
Bog dal wiele razy wzor, jak sie modlic, w jakim celu i komu zawierzac.
Dzialanie dla samego dzialania to tylko szkode przyniesc moze.
Dzialanie ukierunkowane na pelnienie woli Bozej zawsze jest dzialaniem z modlitwa, dzialaniem wedlug potrzeb dobra wspolnego - a wiec obejmowac moze manifestacje, czyn zbrojny, protest czy zrzeczenie sie okreslonych przywilejow, albo w innym przypadku przyjecie okreslonych przywilejow i obowiazkow z tym zwiazanych.
Bywa, ze pewne osoby zaczynaja z modlitwa, a koncza bez modlitwy, ale bywa tez, ze w ferworze ktos zaczyna bez modlitwy i odkrywa w aktywnym, a nawet gwaltownym dzialaniu Boze prowadzenie i staje sie tytanem modlitwy i niezlomnym dzialaczem.
Jako chabeta wojskowa (stara i zdemobilizowana) twierdze, ze sztuczne jest to rozgraniczanie na modlitwe i dzialanie - bywa, ze jedynym , czego Bog od konia oczekiwal , to bylo: teraz do ataku, a gdy zadanie wykonane to do rozanca, aby Pan prowadzil i zeby nic na krzywdzie ludzkiej nie bylo budowane.
Tak kon to widzi, choc klapki konskie nosi (bo twarzowe) 8-)
konik

Awatar użytkownika
Rafał'78
Przyjaciel forum
Posty: 262
Rejestracja: 05-03-11, 23:20
Lokalizacja: Mława
Kontakt:

Re: Fatima 95 lat później. Nawet dziecko by zrozumiało...

Post autor: Rafał'78 » 18-05-12, 13:39

Myślę, że dla chrześcijanina, dla kogoś, kto żyje Wiarą, chce pełnić Wolę Bożą na tym świecie, nie może być rozgraniczenia modlitwy i działania. Zgodzę się tu z Konikiem, że to dość nienaturalne.. Sztuką jest chyba łączyć te obie 'rzeczy', oczytywać czego wymaga od nas Pan. Przykładem mogą być i błogosławione dzieci z Fatimy i bł.Jan Paweł II. Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, skąd brała się mądrość, siła, skuteczność działań Wielkiego Papieża dla Bożych spraw. Skąd czerpał swą wielką dobroć i sedeczność. Biografowie, świadkowie życia podkreślają i ilość czasu, jaką poświęcał na modlitwę, a także jej jakość, kiedy cały zanurzony był w modlitwie, kontemplował Boga, nawet w zgiełku stadionowych spotkań z wiernymi.. Oprócz tych przykładów godnych naśladowania chciałbym tu przypomnieć kilka mysli św. Escrivy pochodzących z 'Drogi', które wg mnie mogą być b.cenną wskazówką dla każdego a 'pasują' do off-topu, który powstał:
81 Działanie nic nie jest warte bez modlitwy a modlitwa nabiera wartości przez ofiarę.
82 Najpierw modlitwa, potem przebłaganie; dopiero na trzecim miejscu, daleko “na trzecim miejscu", działanie.
83 Modlitwa jest fundamentem duchowego gmachu. — Modlitwa jest wszechmogąca.
84 Domine, doce nos orare! — Panie, naucz nas się modlić! — A Pan odpowiedział: kiedy się modlicie mówcie: Pater noster, qui es in coelis... Ojcze nasz, któryś jest w niebie... — jakże więc nie przywiązywać wagi do modlitwy ustnej!
85 Powoli. — Uważaj, co mówisz, kto to mówi i do kogo. — Bo to szybkie klepanie bez zastanowienia się, to pusty hałas, łomotanie w blachę. Więc powiem ci za św. Teresą, iż choćbyś najdłużej poruszał wargami nie uważam tego za modlitwę.
86 Twoja modlitwa powinna być liturgiczna. — Obyś polubił odmawianie psalmów, modlitw mszalnych zamiast modlitw prywatnych.
87 “Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych", powiedział Pan. — Chleb i Słowo! : Hostia i modlitwa. Bez tego nie będziesz żył życiem nadprzyrodzonym.
źródło: http://www.pismaescrivy.org/
Ostatnio zmieniony 18-05-12, 13:45 przez Rafał'78, łącznie zmieniany 2 razy.
Panie, nie jestem godzien,abyś przyszedł do mnie...

Twin
Przyjaciel forum
Posty: 1412
Rejestracja: 30-10-10, 05:48
Lokalizacja: Kraków

Re: Fatima 95 lat później. Nawet dziecko by zrozumiało...

Post autor: Twin » 18-05-12, 22:20

konik pisze:ale bywa tez, ze w ferworze ktos zaczyna bez modlitwy i odkrywa w aktywnym, a nawet gwaltownym dzialaniu Boze prowadzenie i staje sie tytanem modlitwy i niezlomnym dzialaczem.
Pewnie bywa i tak ale myślę, że to jednak są wyjątki a nie reguła. Tak jak napisałeś i jak pisał Rafał'78 modlitwa i działanie powinny ze sobą współistnieć. Jeśli działanie ma by dobre i skuteczne to powinien je pobłogosławić Bóg a aby je pobłogosławił to musi być zgodne z Jego wolą bo trudno oczekiwać aby błogosławił coś co Mu się nie podoba. Bez modlitwy i rozeznania czy jakieś działanie będzie zgodne z wolą Boga można stracić wiele czasu na darmo bo działanie bez modlitwy i bez Boga jest działaniem daremnym:
Jeżeli Pan domu nie zbuduje, na próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą. Jeżeli Pan miasta nie ustrzeże, strażnik czuwa daremnie.(Ps 127,1)
Chrześcijanie to światło świata - pod warunkiem, że są podłączeni do sieci.

Niosący Światło

Re: Fatima 95 lat później. Nawet dziecko by zrozumiało...

Post autor: Niosący Światło » 22-05-12, 14:33

hiob pisze:Ale i na naszym forum był kolega "gorliwy", z którym, niestety, musieliśmy się pożegnać, który upierał się, że droga manifestacji to jedyny skuteczny sposób, jaki nam został. A ja z tym się nie mogę zgodzić.
Papież ostatnio coś o tym powiedział link. Więc nie wiem czy do końca masz rację.

Alex
Przyjaciel forum
Posty: 1424
Rejestracja: 24-10-07, 21:24
Lokalizacja: Gdynia

Re: Fatima 95 lat później. Nawet dziecko by zrozumiało...

Post autor: Alex » 22-05-12, 16:47

Niosący Światło pisze:Papież ostatnio coś o tym powiedział link. Więc nie wiem czy do końca masz rację.
Teraz trzeba by zdefiniować ten "Kościół wojujący" i co jest jego orężem. Nie przypuszczam, żeby Ojciec Święty miał na myśli armię. Modlitwa też jest bronią. W ostatnim Gościu Niedzielnym jest WYWIAD z twórcami filmu dokumentalnego "Ja jestem" Lechem Dokowiczem i Maciejem Bodasińskim.

Maciej Bodasiński mówi m.in.:

"Zrozumiałem, że to, co po ludzku jest absurdalne, jest możliwe u Boga. Zobaczyłem, że istnieje idealne połączenie między naszym światem a światem duchowym. Tym mostem jest Eucharystia. Catalina Rivas opowiedziała nam taką historię: pewnego dnia Pan Jezus ukazał jej człowieka adorującego Eucharystię, w tym samym czasie jego syn kilka kilometrów dalej miał straszliwy wypadek samochodowy. Catalina zobaczyła postać w jasnej szacie, która wyciąga tego młodego chłopaka z wraku samochodu. Nietkniętego. A obok dymiące szczątki pojazdu. Spotkanie z bohaterami tego filmu pokazało mi, że każda modlitwa przed Najświętszym Sakramentem, każde przyjęcie Komunii ma wielki wpływ na rzeczywistość. Więcej spraw możemy "załatwić" w ciszy kościoła, "tracąc" czas na adoracji, niż dziesiątkami telefonów, mejli, spotkań".

Modlitwa powinna wspierać działanie, być jego napędem. I jedno nie wyklucza drugiego.

Zachęcam do przeczytania o filmie: http://gosc.pl/Ja_Jestem i do kupienia Gościa Niedzielnego w najbliższą niedzielę. Do numeru będzie dołączony film.
Dominus meus et Deus meus!

ODPOWIEDZ