FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
 Ogłoszenie 
Bezpieczna strona Zapraszam na forum http://katolik.us i do zapoznania się z REGULAMINEM FORUM oraz FAQ
                      Forum wykorzystuje ciasteczka jeżeli się nie zgadzasz opuść tę stronę!
Święty Michale Archaniele, wspomagaj nas w walce,
a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź naszą ochroną.
Niech go Bóg pogromić raczy - pokornie o to prosimy.
A Ty, Wodzu Niebieskich Zastępów, szatana i inne złe duchy,
które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą
mocą Bożą strąć do piekła.
Amen.
Charlotte
Warszawa


Poprzedni temat «» Następny temat
Rabbuni, żebym przejrzał
Autor Wiadomość
hiob 
Administrator


Dołączył: 24 Paź 2007
Skąd: Północna Karolina, USA
Wysłany: 28-10-12, 20:33   Rabbuni, żebym przejrzał

Tak, jak tydzień temu, w dzisiejszej Ewangelii słyszymy o prośbie skierowanej do Jezusa. Jakże jednak inna jest ta prośba, jak inne są motywacje.

Jezus znowu jest w drodze, jak to zwykle u Marka. Tam się wszystko dzieje szybko, to Ewangelia skierowana do Rzymian, do żołnierzy, do ludzi czynu. Ale jakiś żebrak nagle przeszkadza. Ślepiec. Ślepiec, który widzi lepiej, niż ci, którzy idą z Jezusem. Woła:

Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!

Nie prosi o nic konkretnego, prosi jedynie o miłosierdzie. I nazywa Jezusa "Synem Dawida" - królewskie, mesjańskie powitanie. Bo mesjasz musiał pochodzić z rodu Dawida. Mesjasz przez małe "m", bo to po prostu miał być pomazaniec, król, przywódca narodu. Jednak ślepy Bartymeusz widzi więcej i wierzy, że ten człowiek idący obok drogą może mu okazać swoje miłosierdzie.

Jezus nie zwracał uwagi na swych doradców, którzy chronili go jak mogli od tych wszystkich nieczystych, chorych, kalekich (a więc w ich przekonaniu grzesznych) nieudaczników. Oni mieli inne plany: Zwyciężyć Rzym i odbudować potęgę Jerozolimy. Ale Jezus zatrzymywał się nad każdym opuszczonym, zbolałym, przytłoczonym troskami...

Izajasz tak o nim prorokował:

Oto mój Sługa, którego podtrzymuję. Wybrany mój, w którym mam upodobanie. Sprawiłem, że Duch mój na Nim spoczął; On przyniesie narodom Prawo Nie będzie wołał ni podnosił głosu, nie da słyszeć krzyku swego na dworze Nie złamie trzciny nadłamanej, nie zagasi knotka o nikłym płomyku. On niezachwianie przyniesie Prawo. (Iz 42, 1-2)

Wróćmy do naszej Ewangelii:

Jezus przystanął i rzekł: Zawołajcie go! I przywołali niewidomego, mówiąc mu: Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię. On zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się i przyszedł do Jezusa.


Wyobraźmy sobie przez moment tę scenę. Nie wiem, w jakim wieku był syn Tymeusza, ale zwykle ślepcy poruszają się wolno, ostrożnie. Tu jednak zerwał się on, odrzucając płaszcz. by go nie krępował i przyszedł do Jezusa. Pewnie wręcz podbiegł - to była jego życiowa szansa której on nie chciał zaprzepaścić. Jednak nie odzywał się sam, nie od niego wychodzi dalsza inicjatywa. Nie jest taki, jak Jan i Jakub, którzy sami zainicjowali swą prośbę. Tutaj Jezus pyta pierwszy:

A Jezus przemówił do niego: Co chcesz, abym ci uczynił? Powiedział Mu niewidomy: Rabbuni, żebym przejrzał. Jezus mu rzekł: Idź, twoja wiara cię uzdrowiła.

Pomyśleliście kiedyś co, albo raczej Kogo zobaczył on, gdy pierwszy raz w życiu ujrzał światło dzienne?

W tłumaczeniu, jakie usłyszałem na Mszy w USA werset 52a brzmi to nieco odmiennie:

"Go your way; your faith has saved you."

"Idź swoją drogą..." Bo Jezus nie powiedział "Pójdź za mną". Powiedział mu "Idź". "Idź dokąd chcesz, odejdź". I Bartymeusz poszedł. Poszedł za Jezusem:

Natychmiast przejrzał i szedł za Nim drogą.

Pamiętacie spotkanie Jezusa z bogatym młodzieńcem? Słyszeliśmy to dwa tygodnie temu. Święty Marek także nam je opisuje:

Gdy wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, pytał Go: Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne? Jezus mu rzekł: Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę. On Mu rzekł: Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości. Wtedy Jezus spojrzał z miłością na niego i rzekł mu: Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną. Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości. (Mk 10, 17-22)

Tu także inicjatywa wychodzi od młodzieńca, tak, jak w przypadku apostołów proszących o zaszczytne miejsca, który, odnoszę wrażenie, niby pyta, ale tak naprawdę to chce się pochwalić. "Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od swojej młodości...". Jezus spogląda na niego z miłością, wie jednak, że trzeba mu czegoś więcej. Że dla tego młodzieńca materialne dobra stały się bożkami, przeszkadzają mu w osiągnięciu zbawienia, dlatego nakazuje mu rozdanie wszystkiego i pójście za Nim. Młodzieniec jednak nie skorzystał z tej rady. Odszedł zasmucony.

Jakże inaczej postąpił nasz dzisiejszy bohater. Nawet swój płaszcz odrzucił i gdy dostał to, o co poprosił, poszedł swoją drogą... za Jezusem. Jego droga stała się drogą Jezusa, było im od tego momentu "po drodze". Nie potrzebował nawet zaproszenia, zachęty od Nauczyciela. Dla niego było to oczywiste. On przecież od początku widział oczami wiary, nawet wtedy, gdy jego wzrok nie potrafił jeszcze przebić otaczających go ciemności.

_________________
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)
Ostatnio zmieniony przez hiob 06-03-18, 18:04, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
 
kana 

Dołączył: 09 Mar 2012
Skąd: Oświęcim, poland
Wysłany: 29-10-12, 12:19   Kilka myśli z niewygłoszonej homilii

Mk 10,46-52 Uzdrowienie niewidomego


Scena dzisiejszej ewangelii to wejście do miasta Jerycho – jednego z najstarszych miast świata.
Idzie tłum z Jezusem; niewidomy woła, krzyczy – chce się przedrzeć przez zgiełk ulicy / która zwyczajnie jest bardzo głośna/.

Jak krzyczał ? Musiał naprawdę „drzeć się” by zareagowali na niego przechodnie.

Niewidomy – ten, który jest przeklęty – nie może studiować Prawa / Tory/ , poznać Słowa Bożego. W zasadzie jeden z najmniej szanowanych osób w Izraelu. Nie mający nic. Jego domem, był płaszcz, który stanowił odzienie, ochronę przed klimatem.

Bartymeusz – imię oznacza syn chwały / bar – syn aram. / Staje się obrazem ludzkości – niewidzącej, ślepej.
Bartymeusz – siedzi , to znaczy chce słuchać – przechodzącego Jezusa.
Niewidomy krzyczy – jest w tym nieustępliwy, podobnie jak Jakub w ST / Jeśli mi nie pobłogosławisz to Cię nie puszczę/.
Rzuca swój płaszcz, wszystko co posiada i zaczyna iść do Jezusa Wj 22, 26
Jest to obraz człowieka, który jest pozbawiony ochrony a jednocześnie przeszłości.

Ten ślepiec jest figurą ciemności. Nie mając w sobie światła, nie widział żadnej perspektywy, żadnej możliwości zmiany. A jedyną deską ratunku była dla niego modlitwa, z której nigdy nie zrezygnował, choć wielu próbowało go uciszyć. Jest więc też figurą modlitwy. Modlitwy wytrwałej, natarczywej i co najważniejsze - pełnej wiary. I Bóg na nią odpowiada!

Jezus dokonując cudu, zmienia mu całe życie. To doświadczenie miłości Boga musiało wywołać w nim ogromną radość. Radość, którą musiał podzielić się z innymi, podobnie jak Zacheusz. Bo nie da się Jego / Jezusa/ darów zatrzymać tylko dla siebie. One są zawsze zobowiązaniem. Wzrastają tylko przez podział. Jego miłość to jedyna rzecz, która się mnoży, jeśli się ją wpierw podzieli.

Patrząc na Bartymeusza wyraźnie widać, że modlitwa zmienia życie człowieka. W niej doświadcza się przemiany. Myśląc o ślepcu spod Jerycha, który odważnie wykrzykiwał to, co inni tylko ostrożnie szeptali, zadaję sobie pytanie o moją wiarę, modlitwę i gotowość doświadczenia cudu….

A przyglądając się Zacheuszowi dostrzegam, że warto wyjść z tłumu, skończyć ze statecznością, odrzucić to, co nieistotne, by znaleźć Boga. Takie postacie pozwalają na nowo odkryć chrześcijaństwo oraz odkryć ewangeliczną logikę „pójścia dalej”.



Pisane jako homilia, ale akurat była niedziela poświęcenia kościoła własnego i były inne czytania.;)
_________________
KaNa
 
 
hiob 
Administrator


Dołączył: 24 Paź 2007
Skąd: Północna Karolina, USA
Wysłany: 30-10-12, 14:14   

kana, dziękuję za te przemyślenia. Domyślam się, że to miało być Twoje kazanie? :mrgreen:
_________________
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)
 
 
 
kana 

Dołączył: 09 Mar 2012
Skąd: Oświęcim, poland
Wysłany: 30-10-12, 15:17   

Cytat:


Tak. ;) x. Karol Nadratowski SDB ;)
_________________
KaNa
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

phpBB by przemo