Sprawa Galileusza

Tutaj są dyskusje na temat wiary. Masz jakieś pytania dotyczące nauki Kościoła, na temat chrześcijaństwa, sekt, wiary, a także komentarz na temat jakiegoś tekstu z mojej stronki? Tutaj możesz wyrazić swoje opinie i zadać pytania.

Moderator: Marek MRB

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11141
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Galileusz

Post autor: hiob » 13-10-04, 01:00

Tak jak obiecałem przed kilkoma dniami "Wątpiącemu" w księdze gości, napiszę coś o Galileuszu. Wątpiący przypomniał go jako przykład błędu Kościoła. Nie jest on odosobniony w tym mniemaniu. Parlament Europejski przed kilkunastu laty przeprowadził ankietę wśród studentów z krajów ówczesnej Wspólnoty na temat Galileusza i okazało się, że niemal wszyscy, 97%, wierzą, że był on poddawany torturom. Niemalże 30 % uważa, że został on spalony na stosie. Tymczasem prawda o Galileuszu wygląda troszkę inaczej. Nawet słowa Galileusza, wykrzyknięte w momencie ogłoszenia wyroku w twarz inkwizytorom: "Eppur si mouve", "A jednak się rusza", słowa, które podaje wiele "historycznych" źródeł, zostały po prostu wymyślone w Londynie, w 1757 roku, a więc ponad 100 lat po procesie, przez dziennikarza o nazwisku Giuseppe Baretti.

Galileusz co prawda prawidłowo uważał, że ziemia obraca się dookoła słońca, ale nie potrafił tego naukowo wykazać. W swoim procesie podał tylko jeden argument za tym faktem i do tego błędny. Mianowicie powiedział, że przypływy i odpływy wód są spowodowane wstrząsami powstałymi z powodu Ziemi obracającej się dookoła Słońca. Sędziowie Galileusza, nazywani przez niego "imbecylami" twierdzili jednak, że te przypływy są powodowane przyciąganiem wód przez Księżyc…

Ponieważ Galileusz nie miał innych dowodów, trudno się dziwić Świętemu Oficjum, że nie uznali jego teorii za udowodnioną. W końcu to trzeba było kolejnych 100 lat, żeby nauka mogła, w 1748.roku, ten fakt bezsprzecznie wykazać. A "zobaczyć" obroty Ziemi umożliwiło dopiero wahadło Foucaulta, wynalazek z 1851. roku.

W roku procesu Galileusza, w 1633, oba systemy, ptolemeuszowski i kopernikowski były równoważnymi sobie hipotezami. Wielu zakonników i naukowców katolickich opowiadało się za Kopernikiem, potępionym zresztą przez Lutra. Galileusz zresztą popełnił i inne błędy. W samej teorii ruchu Ziemi wokół Słońca mylił się co do nieruchomości tego ostatniego. Mylił się także w sprawie komety z 1618 roku, którą uważał za złudzenie optyczne i zaciekle walczył jezuickimi astronomami z obserwatorium w Rzymie, uważającymi kometę za realne ciało kosmiczne. Nie znaczy to, że nie był on na ówczesne warunki wielkim astronomem. Świadczy to tylko o tym, że najmądrzejsi popełniają błędy. Na tym polega rozwój nauki, że powstają teorie, błędne i prawdziwe, jedne i drugie mające swych zwolenników. Czas i rozwój nauki pokazuje, które okazały się wartościowe. W XVII wieku nie wszystko, co dziś jest wiadome, było tak jednoznaczne.

Skąd więc ta czarna legenda o Galileuszu? Oświecenie, a potem Marksizm zawsze starali się wykazać, że Kościół, wiara, średniowiecze to symbole ciemnoty i zacofania. Ludzie tacy, jak Bertolt Brecht i inni nie zatrzymywali się przed żadnym kłamstwem dla udowodnienia swych teorii. A ich ziarno trafia na podatny grunt. Tak było z legendą Inkwizycji, o czym pisałem już, tak jest z Galileuszem.

Galileusz nie był nigdy torturowany, nie spędził nawet dnia w więzieniu. Wezwany do Rzymu, zamieszkał na koszt Kościoła w pięciopokojowym mieszkaniu, z widokiem na ogrody watykańskie, z posługującym mu człowiekiem. Po wyroku umieszczono go w willi Medyceuszów w Pincio. Następnie przeniósł się do pałacu arcybiskupiego w Sienie. Ostatecznie zamieszkał w willi Arcetri. Nie był wyklęty, miał wielu przyjaciół wśród uczonych i biskupów. Nadal prowadził swe prace naukowe. Po wyroku opublikował "Dialogi i dowody matematyczne na temat dwóch nowych nauk", chyba najlepszą pracę swego życia. Odwiedzali go przyjaciele z całej Europy, z którymi prowadził dysputy naukowe. Zakaz opuszczania willi miał szybko darowany. Całą karę, jaką mu "krwawi inkwizytorzy" dali, to odmawianie raz w tygodniu siedmiu psalmów pokutnych. Przez 3 lata. Sam Galileusz kontynuował ją dobrowolnie do końca życia. Pod jego koniec powiedział znaczące słowa: " W żadnej z moich prac nikt nie może znaleźć nawet cienia czegoś, co uwłaczałoby czci i szacunkowi Świętego Kościoła". Zmarł on w wieku 78 lat, w swym własnym łożu, po otrzymaniu rozgrzeszenia i z papieskim błogosławieństwem.

Wracając do wpisu do księgi gości… to Kościół bronił Galileusza, ludzie Kościoła byli jego "sponsorami", jak to się dziś mówi. Najzacieklejszych wrogów Galileusz miał wśród swych kolegów-naukowców, którzy chcieli go usunąć z drogi i zmusić do milczenia. Kościół nie potępiał teorii Kopernika, potępił tylko uznawanie jej za udowodnioną, gdy dowodów na nią jeszcze nie było. Nam dzisiaj, w XXI wieku, łatwo wydać wyrok, ale 400 lat temu wcale nie było to takie jednoznaczne. Galileusz nie był nigdy potępiony za prace naukowe, czy za głoszenie jakichkolwiek teorii. Nawet teorii heliocentrycznej. Dopóki była to teoria. Potępiono fakt, że w pewnym momencie zaczął głosić to za fakt, mimo, że nie potrafił wskazać na to żadnych przekonywujących dowodów. Mimo to Kościół nie tylko nie znęcał się nad nim i go nie torturował, ale otoczył go i jego badania opieką. Wielu wysokich dostojników Kościoła uważało go za swego przyjaciela.

Jeżeli chodzi natomiast o sam zarzut, że jak Kościół się pomylił w jednym, to nie możemy Mu ufać, bo może się mylić we wszystkim, to na niego przytoczę moją odpowiedź z księgi gości. Oto ona:

" Wątpiący, witaj. Dzisiaj tylko jedna uwaga. Błąd Twojego rozumowania polega na tym, że mylisz dwie różne rzeczy. Gwarancja nieomylności Kościoła, dana przez Jezusa, dotyczy tylko wiary i moralności i zabezpiecza tylko przed ogłoszeniem herezji, błędnej doktryny. Nie znaczy to, że wszystko co ludzie związani z Kościołem zrobią, powiedzą, czy ogłoszą jest nieomylne. Jeżeli w sprawie Galileusza był jakiś błąd to nie dotyczył on wiary, lecz nauki. A w tej dziedzinie nigdy Kościół nie mógł się wypowiadać autorytatywnie, bo nie miał takiego prawa. W dziedzinie wiary i moralności Kościół ma "czysty" rekord w swej całej historii. Poza tym sprawa Galileusza wygląda troszkę inaczej, niż większość ludzi sądzi. Dlatego, mam nadzieję, napiszę wkrótce o tym felieton."

Wszystkim, którzy są zainteresowani obiektywnym spojrzeniem na fakty z historii Kościoła polecam książkę Vittorio Messoriego "Czarne Karty Kościoła". Wydana w 2002 roku przez Księgarnię św. Jacka, www.ksj.pl. To głównie z tej książki korzystałem w tym felietonie. Sam Messori w swej książce pisze także o wielu innych "czarnych legendach", bardzo polecam tę książkę. Jak każdą inną jego autorstwa.

Ostatnio zmieniony 19-08-10, 02:30 przez hiob, łącznie zmieniany 2 razy.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Awatar użytkownika
Anula
Przyjaciel forum
Posty: 208
Rejestracja: 12-11-07, 19:56
Lokalizacja: Szczecin

Re: Galileusz

Post autor: Anula » 30-12-07, 22:45

Znalazłam w archiwum 'Polityki' jeszcze artykuł o Galileuszu. Nie wiem czy coś wyjaśni, ale na pewno wzbogaci zasób wiedzy na ten temat. Rehabilitacja Galileusza

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11141
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Re: Galileusz

Post autor: hiob » 31-12-07, 05:18

Anula pisze:Znalazłam w archiwum 'Polityki' jeszcze artykuł o Galileuszu. Nie wiem czy coś wyjaśni, ale na pewno wzbogaci zasób wiedzy na ten temat.
Wzbogaci zasób wiedzy? Hmm... Bardzo stronniczo napisana propaganda antykościelna, jeżeli chcesz znać moją opinię.

"Galileusz klęczał w białej koszuli pokutnej w sali rzymskiej inkwizycji. Miał blisko 70 lat, sławę uczonego zaprzyjaźnionego z największymi umysłami epoki, nie wyłączając wybitnych ludzi Kościoła. Ale miał też w Kościele wrogów..."

"Inkwizycja rzymska nie posyłała wprawdzie na tortury i śmierć tak ochoczo jak niegdyś hiszpańska, ale ledwie 33 lata wcześniej z jej wyroku spłonął na stosie Giordano Bruno."


Itd, itp. Szkoda czasu na czytanie, niedobrze się robi. Zresztą trudno byłoby się spodziewać czegoś innego po Polityce. Celem mojego tekstu było właśnie wzbogacenie wiedzy na temat Galileusza, bo nasz świat jest zalany takimi stronniczymi tekstami jak ten w Polityce. I prawdę mówiąc, nie wnoszą one zbyt wiele do tematu, a nawet jak przedstawiają one pewne fakty, to w tak gęstym sosie propagandowym, że trudno je z niego wyłowić.

Wolałby usłyszeć, co Ty na ten temat sądzisz i co sama poznałaś o tej sprawie. Polecam Ci przy okazji znakomitą książkę "Czarne Karty Kościoła". Autor Vittorio Messori. Wspominałem zresztą o niej w powyższym tekście i głównie z niej korzystałem w moim felietonie.

I może powinniśmy wreszcie przestać przepraszać za grzechy, których nigdy nie popełniliśmy. Takie sprawy muszą być oceniane w świetle epoki, a w tym kontekście Kościół wcale nie był gorszą instytucją niż jakakolwiek inna. Zwłaszcza nie był gorszy niż kościoły protestanckie, tak pokazujące teraz na nas, jako na najgorsze zło. I warto także pamiętać, że cała nowoczesna nauka powstała tylko dlatego, że to Kościół ją popierał, sponsorował, finansował i uczył, że świat stworzony przez Boga jest logiczny i poznawalny. A jak Galileusz miałby lepsze argumenty, nie musiałby raz na tydzień odmawiać pokutnych psalmów przez trzy lata, mieszkając w pałacu na koszt Kościoła. :roll: Kara rzeczywiście okrutna. Bo prawda jest taka, że nie potrafił on w naukowy sposób dowieść swojej teorii.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Awatar użytkownika
Anula
Przyjaciel forum
Posty: 208
Rejestracja: 12-11-07, 19:56
Lokalizacja: Szczecin

Re: Galileusz

Post autor: Anula » 31-12-07, 23:07

hiob pisze: Bardzo stronniczo napisana propaganda antykościelna, jeżeli chcesz znać moją opinię.
Tak, chciałam poznać i nie tylko Twoją opinię, ale również innych Forumowiczów.
hiob pisze:Szkoda czasu na czytanie, niedobrze się robi.
Przynajmniej jest jakaś reakcja. Bo widzisz zastanawia mnie, dlaczego na tylu katolickich pisarzy zaledwie jeden podjął się sprostowania Historii, mało tego "Czarne Karty Kościoła" Vittorio Messoriego od ponad roku są niedostępne w księgarniach :-/ , a więc skoro tylko jeden odważny podjął się tego zadania, w momencie wyczerpania nakładu nie powinno się dołożyć starań, aby wznowić wydanie? Z tego co mi wiadomo niektóre książki mają po V wydań.
hiob pisze: Wolałby usłyszeć, co Ty na ten temat sądzisz i co sama poznałaś o tej sprawie.
Oprócz Twojego felietonu i ogólnie dostępnych informacji niczego więcej nie znalazłam o samym Galileuszu. Szukając o nim informacji siłą rzeczy pojawiał się temat Inkwizycji. W tych informacjach sam Galileusz jest dodatkiem do tematu o Świętej Inkwizycji, najczęściej przedstawianej w negatywnym świetle. A więc stąd wniosek, że Historię piszą ludzkie emocje.
Żeby zrozumieć tamte czasy, bo człowiek współczesny inaczej myśli, należałoby najpierw przyjrzeć się sytuacji jaka miała miejsce w ówczesnej Europie, problemom z jakimi borykał się świat.

Rafał A. Ziemkiewicz w swej pracy pt. "Stosy kłamstw o Inkwizycji" tak pisze:

"O wydarzeniach sprzed wieków nie można wyrokować nie znając mentalności czasów, w których miały miejsce, ani wypadków, które do nich doprowadziły. Potoczna wiedza o Inkwizycji, ukształtowana przez osiemnastowiecznych, fanatycznych antyklerykałów i rozbudowana przez ich następców, opiera się właśnie na oderwanych faktach, przeinaczanych, wyolbrzymianych i obudowywanych całkiem fantastycznymi hipotezami. Co istotne, czarnej legendy Inkwizycji nie tworzyli historycy, nawet najbardziej stronniczy. Autorytetami od okrzyczanych zbrodni Świętego Officjum stali się głównie pisarze i scenarzyści, których nikt nigdy nie próbował rozliczać z rzetelności czy obiektywizmu."

"Atmosfera wieku XII różniła się jednak zasadniczo od stuleci poprzednich. Przede wszystkim, nad chrześcijańską Europą zawisło śmiertelne niebezpieczeństwo Islamu. Prowadzona z nim walka i ruch krucjatowy oraz związana z tym spirala obustronnych wojennych okrucieństw w ciągu kilku pokoleń pogrzebały średniowieczną tolerancję. Zarazem stopniowe przemiany ekonomiczne zachwiały wewnętrznym pokojem, pchając zubożałe tłumy do rewolt, a feudałów do wyniszczających wojen domowych. Było to stulecie nie notowanych od czasu wielkiej wędrówki ludów społecznych napięć, dzikich okrucieństw i obłędnych nierzadko ideologii, pragnących przewrócić świat do góry nogami."

http://www.historycy.org/index.php?showtopic=16416

Cóż powiedzieć, brakuje rzetelnych opracowań, ale najgorsze jest to, że niektórym znawcom tematu wcale to nie przeszkadza.

Alex
Przyjaciel forum
Posty: 1424
Rejestracja: 24-10-07, 21:24
Lokalizacja: Gdynia

Re: Galileusz

Post autor: Alex » 01-01-08, 13:26

Anula pisze:... "Czarne Karty Kościoła" Vittorio Messoriego od ponad roku są niedostępne w księgarniach , a więc skoro tylko jeden odważny podjął się tego zadania, w momencie wyczerpania nakładu nie powinno się dołożyć starań, aby wznowić wydanie?
To fakt, szukałam tej książki w internetowych księgarniach i niestety nigdzie nie jest dostępna, a już narobiłam sobie na nią apetytu.
Bo widzisz zastanawia mnie, dlaczego na tylu katolickich pisarzy zaledwie jeden podjął się sprostowania Historii,
Dwa dni temu natrafiłam w radio na wywiad z Krzysztofem Zanussim (niestety tylko na fragment), który mówił, że na uczelniach Zachodu istnieje swego rodzaju cenzura i autocenzura, które nie pozwalają na zadawanie wielu pytań, poruszanie określonych problemów, głoszenie pewnych poglądów. Uniwersytety, które w swym założeniu powinny być ośrodkami wolnej myśli (w sensie swobody poszukiwania prawdy) jeszcze nigdy nie były tak skrępowane różnymi obszarami tabu.

I możemy się domyślić o jakie tabu chodzi. Zanussi sam był niejednokrotnie "ofiarą" zaszufladkowania go jako twórcy katolickiego: to chyba we Włoszech nie zakwalifikowano jego filmu do festiwalowego konkursu ze względu właśnie na chrześcijańską wymowę jego dzieł.

Faktycznie trudno uwierzyć, że tylko jeden Messori zajmuje się wywabianiem czarnych plam, może trzeba by poszukać...

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11141
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Re: Galileusz

Post autor: hiob » 01-01-08, 17:04

Anula pisze:Szukając o nim informacji siłą rzeczy pojawiał się temat Inkwizycji. W tych informacjach sam Galileusz jest dodatkiem do tematu o Świętej Inkwizycji, najczęściej przedstawianej w negatywnym świetle.
O inkwizycji i o Giordano Bruno, który w przeciwieństwie do Galileusza rzeczywiście spłonął na stosie pisałem już i można także odświeżyć te wątki. Nie starałem się nigdy unikać trudnych tematów. Tym bardziej, że i w tamtych przypadkach powszechny prawda historyczna jest inna niż "czarna legenda". Wiedza pozwala lepiej zrozumieć i prawdziwiej ocenić historię. Propaganda na pewno daje doraźnie jakieś cele współczesnym ideologiom, ale zazwyczaj ma bardzo niewiele z rzeczywistymi faktami. A to linki do tekstów o Inkwizycji:

viewtopic.php?t=482

... i Giordano Bruno:

viewtopic.php?t=259
Cóż powiedzieć, brakuje rzetelnych opracowań, ale najgorsze jest to, że niektórym znawcom tematu wcale to nie przeszkadza.
Takie organizacje jak "Catholic Answers" mają dostępne eseje na swej stronie internetowej i w archiwach swego periodyku "This Rock" zajmujące się prostowaniem przeinaczeń. Dostęp to historycznej prawdy jest możliwy dla tych, którzy szukają. Pewnie gdzieś tam w archiwach "Wiary", czy "Katolika", a zwłaszcza "Apologetyki" ( http://www.apologetyka.katolik.net.pl/index.php Polecam! ) także by się coś znalazło, ale fakt, że tego jest ciągle mało.

Nie tylko bowiem nasza cywilizacja jest od stuleciu już zdominowana przez anglosaskie wpływy, historycznie wrogie katolicyzmowi (odwieczne walki z katolicką Francją i Hiszpanią, i mniej, lub bardziej świadome próby wybielania swej, tzn angielskiej historii i oczerniania katolickiej Hiszpanii i całej sfery wpływów "papistów"), to jeszcze dochodzi do tego wpływ liberalnych humanistów. Zwłaszcza w porewolucyjnej Francji. Ten wpływ jednak teraz jest ogromny także we Włoszek, Hiszpanii i innych krajach.

Kościół Katolicki zawsze będzie "chłopcem do bicia" i będzie atakowany z każdej strony, bo Jego niezmienna nauka w sferze moralności będzie przeszkadzała tym, którzy sami woleliby decydować, co jest dobrem, a co złem. Stąd może nawet groźniejsze są ataki "rodzinne". Dlatego też wzburzył mnie ten tekst w Polityce. On jest przecież tylko próbą obrony Kunga, co wyłazi w ostatnich paragrafach tamtego artykułu. Oczywiście ataki polityki trudno nazwać "rodzinnymi", ale ataki Kunga tak, a wrogowie naszych wrogów stają się naszymi przyjaciółmi, więc warto odgrzebać biednego teologa prześladowanego przez Kościół, porównać go do Galileusza, przypomnieć inkwizycję i te wszystkie zdobycze nauki potępiane przez Kościół i otrzymujemy propagandową bryję która zasłania jakikolwiek prawdziwy obraz Kościoła. I ten aktualny i historyczny. Usprawiedliwia za to tych, którzy uważają, że kwestia zmiany nauczania Kościoła to kwestia wyboru następnego, bardziej liberalnego papieża.
Alex pisze:
Dwa dni temu natrafiłam w radio na wywiad z Krzysztofem Zanussim (niestety tylko na fragment), który mówił, że na uczelniach Zachodu istnieje swego rodzaju cenzura i autocenzura, które nie pozwalają na zadawanie wielu pytań, poruszanie określonych problemów, głoszenie pewnych poglądów. Uniwersytety, które w swym założeniu powinny być ośrodkami wolnej myśli (w sensie swobody poszukiwania prawdy) jeszcze nigdy nie były tak skrępowane różnymi obszarami tabu.
To prawda i tu się często, w radiu EWTN, w audycjach Catholic Answers podkreśla, żeby przygotować dzieci idące na studia do tego, że ich wiara będzie aktywnie zwalczana, wyśmiewana, wykpiwana i podważana intelektualnie. I to nie tylko na liberalnych, laickich uczelniach, ale także na "postępowych" uniwersytetach mających w swej nazwie słówko "katolicki". Nawet w Polsce do pewnego stopnia mamy ten problem, gdzie pewne periodyki i organizacje katolickie są opanowane przez tych, którzy są bardzo nieszczęśliwi z powodu "twardej linii Kościoła" i mają wielką ochotę na liberyzację Jego nauki. Na szczęście nie doczekają się tego i o ile mogą zawsze liczyć na sympatię wielu teologów i nawet pewnej grupy biskupów, to jest to jedyne co będą w stanie kidykolwiek osiągnąć.
Ostatnio zmieniony 29-08-13, 11:31 przez hiob, łącznie zmieniany 1 raz.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Awatar użytkownika
Anula
Przyjaciel forum
Posty: 208
Rejestracja: 12-11-07, 19:56
Lokalizacja: Szczecin

Re: Galileusz

Post autor: Anula » 02-01-08, 21:59

Ha! Znalazłam!
Spokojnie, autorem jest ks. Andrzej Kołaczkowski TChr, a za źródło posłużył mu V. Messori, Przemyśleć historię, Kraków 1999, s. 131-151. Jest parę literówek, ale proszę się nie zniechęcać. Zapraszam do lektury:

" Galileusz – męczennik za prawdę, za naukę?

Ciekawa ankietę przeprowadziła na ten temat Rada Europy. 30 procent ankietowanych ludzi uważała, że został on spalony na stosie, a 97% była przekonana, że na pewno był torturowany. No i prawie każdy przypisywał mu słynne zdanie "Eppur si muove" ( A jednak się kręci), jako rzucone w twarz inkwizytatorom.

Spróbujmy przyjrzeć się faktom:

22 czerwca 1633 roku podczas przesłuchania w klasztorze dominikanów Santa Maria w Minerva, Galileusz w ciągu czterech dni dyskusji wysunął tylko jeden argument na poparcie swojej tezy, a mianowicie, że przypływy są spowodowane "wzburzeniem" wód na skutek ruchów Ziemi. To więc miałoby wskazywać na fakt, że Ziemia się kręci wokół Słońca a nie na odwrót. Jednocześnie Galileusz wyśmiewał tezę sędziów, którzy mówili, że przypływy są skutkiem przyciągania księżyca (co jest faktem). Tak więc błąd był w dowodzie. A jeżeli dowód jest pokazany być fałszywym, to jakże można przyjąć twierdzenie wypływające z niego za prawdziwe (choć w tym przypadku było ono prawdziwe).

W czasie "sprawy Galileusza" oba systemy: ptolemejski i kopernikański były jedynie hipotezami, bez ostatecznych dowodów, żeby zakończyć dyskusję.

Święte Oficjum nie sprzeciwiało się nauce w imię teologicznego i religijnego zacofania. Pierwszy, bezsporny dowód ruchu Ziemi pochodzi z 1748 roku (a wiec ponad sto lat pozniej).

Galileusz został wezwany przed sąd ponieważ w swojej książce "Dialog o dwu najważniejszych układach świata: ptolemeuszowym i kopernikowym" zerwał umowę. Dostał bowiem aprobatę na publikację książki od władz kościelnych pod warunkiem, że przedstawi teorię kopernikańską jako hipotezę a nie pewnik (jako że brakło bezspornych dowodów). Dlatego wycofanie książki Galileusza z obiegu było wręcz konieczne właśnie z naukowego punktu widzenia.

Galileo popełnił nie tylko jeden błąd naukowy, bo również w sprawie komet w roku 1618 z uporem sprzeciwiał się astronomom-jezuitom i twierdził, że są one tylko złudzeniami optycznymi.

Mówiąc o niezmienności Słońca również popełnił błąd, bo i ono jest w ciągłym ruchu.

Zakłamanie ludzi Oświecenia a potem marksistów stworzyło sztucznie ten przypadek dla propagandy wskazującej na nieprzystawalność nauki i wiary. Zdanie "Eppur si muove" wcale nie należy do Galileusza, a zostało wymyślone w Londynie w roku 1757 przez dziennikarza Giuseppe Baretti.

Jeżeli chodzi o tortury, to spotykamy się tutaj z kolejnym mitem. Galileo nie spędził w lochu ani jednej nocy, ani nie był poddany przemocy fizycznej. Po ogłoszeniu wyroku został umieszczony w willi Medyceuszy na wzgórzach Pincio. Później zamieszkał w pałacu arcybiskupim Sienny, a następnie zamieszkał w willi Arcetri. Nigdy mu nie zakazano kontynuowania pracy. Tam "w więzieniu" powstała najwybitniejsza jego książka, a mianowicie: "Rozmowy i dowodzenia matematyczne z zakresu dwóch nowych umiejętności".

Dostęp dla gości był nieograniczony, a po niedługim czasie i dla samego Galileusza zakaz opuszczania willi został zdjęty. Również i pokuta nałożona na niego (odmawianie raz w tygodniu psalmów pokutnych) po trzech latach została zdjęta, ale kontynuował ją dobrowolnie do końca życia z własnej pobożności.

Galileusz nie był wojownikiem o prawdę przeciw "zakłamanemu i ciemnemu" Kościołowi. Tak to zostało później dopiero spreparowane. Galileusz napisał, że w żadnych z jego dzieł nie ma nawet najmniejszego cienia rzeczy, które by nie były przepełnione pobożnością i czcią dla Świętego Kościoła.

Galileusz marł 8 stycznia 1642 roku w swoim łożu, otrzymawszy ostatnie rozgrzeszenie i błogosławieństwo od papieża.

Georges Bene napisał w swojej książce, że Galileusz i jego przypadek interesują świat nie tyle jako cel, ale jako środek do walki z "obskurantyzmem, zacofaniem, zakłamaniem" Kościoła, który walczy z nauką.

Z intelektualnego punktu widzenia, oczywiste jest to, że sędziowie popełnili błąd – ale dowody dostępne wówczas nie umożliwiały innego osądu. Zarówno wyrok z 1616 roku, jak i z 1636 roku są orzeczeniami Kongregacji rzymskiej zaaprobowanymi przez papieża in forma communi, a jako takie nie należą do stwierdzeń w których Kościół jest nieomylny. Tak więc błąd sędziów nie jest błędem dogmatycznym Kościoła, lecz błędem konkretnych ludzi Kościoła."


Zwróciliście uwagę na fakt powtarzającego się nazwiska tego znakomitego dziennikarza? Hmm, chyba jest niezastąpiony. :shock:

Podaję - przy okazji - adresy księgarń, gdzie jeszcze można nabyć książki tegoż autora "Opinie o Maryi". Ja juz złożyłam zamówienie. 8)

Ksiegarnia Ludzi Myślących: http://www.xlm.pl/sklep.php?a=4&id=7313

Księgarnia internetowa Gandalf: http://www.gandalf.com.pl/b/opinie-o-maryi/

Ps. Radzę się pospieszyć. :-D
Ostatnio zmieniony 02-01-08, 22:01 przez Anula, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11141
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Re: Galileusz

Post autor: hiob » 02-01-08, 22:21

Ponieważ i ja korzystałem z Messoriego pisząc o Galileuszu, to fakty podane w Twoim poście są bardzo zbieżne z tym, o czym ja pisałem. A jeśli chodzi o nową książkę Messoriego, dzięki za info. Na pewno kupię. Jego pierwsza książka, napisana jeszcze w czasach studenckich, to "Opinie o Jezusie". Czytałem ją parokrotnie i polecałem nie raz. Uważam ją za najlepszą książkę Messoriego. Napisał on potem dwie dalsze części tej swoistej trylogii o Jezusie: "Umęczon pod Ponckim Piłatem" i "Mówią, że zmartwychwstał". Ta ostatnia tytułem nawiązuje do jego pierwszej książki i na pewno będzie doskonałą lekturą.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Awatar użytkownika
o. Placyd Koń
Administrator
Posty: 274
Rejestracja: 10-04-08, 23:53
Lokalizacja: Neukirchen b. Hl. Blut, Niemcy
Kontakt:

Sprawa Galileusza

Post autor: o. Placyd Koń » 31-10-12, 10:35

Ponieważ sprawa Galileusza to jedna z historycznych "pałek" wykorzystywanych do bicia Kościoła – pozostałe dwie to wyprawy krzyżowe i hiszpańska inkwizycja – ważne jest, żeby katolicy dokładnie rozumieli, co tak naprawdę rozegrało się między Kościołem, a tym wielkim uczonym. Bliższe spojrzenie na fakty niweczy niemal każdy aspekt legendy powszechnie przyjmowanej w sprawie Galileusza.


Żaden inny epizod w historii Kościoła katolickiego nie jest tak źle zrozumiany jak potępienie Galileusza. Jest to, mówiąc słowami Newmana, standardowy argument używany w celu pokazania, że nauka i katolicki dogmat są sobie wrogie. W powszechnie panującej świadomości, sprawa Galileusza jest dowodem prima facie na to, że wolne dążenie do prawdy stało się możliwe dopiero po tym, jak nauka "wyzwoliła się" z teologicznych okowów Średniowiecza. Sprawa ta tak zgrabnie wpasowuje się w moralitet 'oświecona nauka kontra dogmatyczna ciemnota', że historycy nie bardzo mają ochotę na prostowanie anty-katolickiej propagandy, która stała się jej nieodłącznym elementem. Nawet wielu inteligentnych katolików wolałoby o niej zapomnieć.


Jan Paweł II i Galileusz

Nie była to jednak postawa papieża Jana Pawła II. W 1979 roku wyraził on życzenie, aby Papieska Akademia Nauk przeprowadziła dogłębne studium słynnego przypadku. Zwołano komisję uczonych, która 31 października 1992 roku przedstawiła papieżowi sprawozdanie. W przeciwieństwie do relacji w The New York Times oraz innych kanałach dezinformacji na temat Kościoła nie jest prawdą, że Stolica Apostolska dopiero wtedy wywiesiła białą flagę przyznając, że Ziemia krąży wokół Słońca. Ta konkretna debata, jeśli chodzi o Kościół, została zamknięta w 1741 roku, gdy Benedykt XIV polecił Świętemu Oficjum przyznać imprimatur pierwszej edycji Dzieł Galileusza.

Zamiarem Jana Pawła II było lepsze zrozumienie całej sprawy zarówno przez naukowców jak i teologów. Mówi się, że politycy zwykli myśleć w kategoriach tygodni, mężowie stanu w kategoriach lat, natomiast papież myśli w perspektywie stuleci. Ojciec Święty starał się położyć kres bolesnemu rozdarciu między wiarą a nauką, które mimo, iż powstało w XVII-tym wieku, wciąż jest obecne w kulturze Zachodu. Uwzględniając wytyczne II Soboru Watykańskiego, Papież chciał podkreślić, że w swojej własnej dziedzinie nauka cieszy się uzasadnioną wolnością i że w przypadku Galileusza wolność ta została niesłusznie naruszona przez władze kościelne.

Ale jednocześnie - czego świeckie media "nie dosłyszały" - Ojciec Święty wspomniał, że "sprawa Galileusza była rodzajem ‘mitu’, w którym obraz sfabrykowany na podstawie historycznych wydarzeń, był dość daleki od rzeczywistości. W tej perspektywie, sprawa Galileusza była symbolem rzekomego odrzucenia postępu naukowego przez Kościół". Według papieża, w konfrontacji Galileusza z Kościołem obecne było "tragiczne wzajemne niezrozumienie", za które winę ponoszą obie strony. Był to konflikt, który nigdy nie powinien się wydarzyć, ponieważ wiara i nauka, właściwie rozumiane, nigdy nie przeczą sobie nawzajem.

Ponieważ sprawa Galileusza to jedna z historycznych "pałek" wykorzystywanych do bicia Kościoła – pozostałe dwie to wyprawy krzyżowe i hiszpańska inkwizycja – ważne jest, żeby katolicy dokładnie rozumieli, co tak naprawdę rozegrało się między Kościołem, a tym wielkim uczonym. Bliższe spojrzenie na fakty niweczy niemal każdy aspekt legendy powszechnie przyjmowanej w sprawie Galileusza.

Obojętny wobec katolicyzmu wiktoriański biolog Thomas Henry Huxley zbadał kiedyś tę sprawę i doszedł do wniosku, że "racja była po stronie Kościoła". W tym wszystkim najbardziej uderzające jest to, że dopóki Galileusz nie wymusił przeniesienia kontrowersji w dziedzinę teologii, Kościół był życzliwym rzecznikiem nowej astronomii; wspierał pracę Kopernika i ochraniał Keplera przed prześladowaniami kalwinistów. Problemy pojawiły się dopiero wtedy, gdy debata wyszła poza samą tylko kwestię ruchów ciał niebieskich. W tym miejscu należy jednak przedstawić szersze historyczne tło.


Zapisywanie zjawisk czy zachowywanie pozorów?

Współczesny wiek nauki rozpoczął się w roku 1543, kiedy Mikołaj Kopernik, polski kanonik, opublikował swoje epokowe dzieło: O obrotach sfer niebieskich. Popularny pogląd głosi, że Kopernik "odkrył", że Ziemia krąży wokół Słońca. Tymczasem taka opinia była znana już w starożytnej Grecji. Ale teoria geocentryczna, przyjęta przez Arystotelesa i wsparta matematycznymi obliczeniami Ptolemeusza, była modelem dominującym do czasów Kopernika. Jej wiarygodność zdawały się potwierdzać także niektóre fragmenty Pisma św. mówiące o mobilności Słońca i nieruchomości Ziemi. Większość wczesnych Ojców Kościoła uznawała tę teorię za pewnik, ale tak naprawdę nie byli oni zainteresowani naukowym wyjaśnianiem kosmosu. Ambroży pisał: "omawianie natury i pozycji Ziemi nie pomaga nam w nadziei przyszłego życia".

Ponieważ z natury łatwo ulegamy temu, co C.S. Lewis nazywa, "snobizmem chronologicznym", musimy spróbować zrozumieć podejście do nauki panujące w czasach, kiedy Galileusz rozpoczynał swoją pracę. Od czasów Greków, celem astronomii było "zapisywanie zjawisk" ("save the appearances") pojawiających się na niebie. To słynne wyrażenie jest zazwyczaj pojmowane jako wyraz uciekania się do desperackich wybiegów, których celem jest usprawiedliwienie czy uratowanie systemu ptolemejskiego. (Angielskie wyrażenie "saving appearances" może oznaczać zarówno: "zapisywanie zjawisk", jak i też: "zachowywanie pozorów" – uwaga tłumacza). Ale ta fraza nie oznacza czegoś takiego. Dla umysłu greckiego i średniowiecznego nauka była rodzajem formalizmu, środkiem do koordynowania danych, czymś, co nie miało związku z ostatecznym kształtem rzeczywistości. Różne matematyczne teorie – takie jak ptolemejskie cykle – mogą zostać rozwinięte i wykorzystane do przewidywania ruchów planet, ale nie było przedmiotem zainteresowania średniowiecznego astronoma czy takie schematy zbliżają się do rzeczywistej prawdy fizycznej. Sednem było pragnienie uporządkowania skomplikowanych danych, a tym, co się liczyło, było ustalenie, która hipoteza (kluczowe słowo w sprawie Galileusza) jest najprostsza i najwygodniejsza.


Zabawki dla erudytów

Niemal powszechne przekonanie, że celem nauki nie jest ostateczne opisanie rzeczywistości, lecz jedynie "zapisywanie zjawisk" ("save appearances"), tłumaczy, dlaczego hierarchia kościelna początkowo tak lekko przyjęła teorię Kopernika. Astronomia i matematyka były traktowane jako zabawki dla erudytów; nie przypisywano im ani filozoficznego, ani teologicznego znaczenia. Wśród duchownych było prawdziwe zakłopotanie koniecznością zaangażowania się w dysputę dotyczącą orbit planetarnych. Było im wszystko jedno, jak "zjawiska" zostają "zapisane". A do tego, Kopernik, dobry katolik, opublikował swoją książkę zachęcony przez dwóch wybitnych dostojników kościelnych i zadedykował ją papieżowi Pawłowi III, który przyjął ją serdecznie.

To, że według Kopernika teoria heliocentryczna jest prawdziwym opisem rzeczywistości, pozostało w dużej mierze niezauważone. Częściowo dlatego, że uspokajająco odwoływał się ciągle do cykli i epicykli z systemu Ptolemeusza, a od Arystotelesa zapożyczył pogląd, że planety muszą poruszać się po orbitach kołowych, ponieważ jest to jedyna doskonała forma ruchu. Dodatkowym czynnikiem, który pomógł Kopernikowi, było zaopatrzenie dzieła w słynną przedmowę napisaną przez protestanta Osiandera, który nadzorował drukowanie pierwszej edycji. Nie mówił on o definitywnym opisie niebios, ale zaprezentował teorię wyłącznie jako matematyczne opracowanie rejestrowania ruchów planet w sposób prostszy niż umożliwiał to uciążliwy system Ptolemeusza. Osiander wiedział, że Luter i Melanchton gwałtownie sprzeciwiają się wszelkim sugestiom, że Ziemia krąży wokół Słońca, dlatego nie podpisał owej napisanej przez siebie przedmowy, którą w efekcie wszyscy uznali za pochodzącą od Kopernika.


Przewrót kopernikański

Ale w rzeczywistości książka Kopernika oznaczała epokową zmianę w ludzkiej myśli, na którą uniwersytety były jeszcze mniej przygotowane niż Kościół. Owen Barfield w swojej fascynującej książce Saving the Appearances nazywa to "prawdziwym punktem zwrotnym" w historii nauki: "Miało to miejsce, kiedy Kopernik (prawdopodobnie – nie można tego uznać za pewnik) zaczął myśleć, a inni, jak Kepler i Galileusz, zaczęli potwierdzać, że heliocentryczna hipoteza nie tylko zapisuje zjawiska, ale jest fizycznie prawdziwa... Tym, czego się obawiano, była nie tylko nowa teoria ruchu ciał niebieskich, ale nowa teoria tego, czym jest teoria, a mianowicie, że jeśli jakaś hipoteza zapisuje wszystkie zjawiska, jest ona identyczna z prawdą".

Kopernik opóźnił publikację swojej książki o cała lata, ponieważ obawiał się nie tyle krytyki ze strony Kościoła, co kpiny środowiska uczonych. To właśnie konserwatywni arystotelicy na uczelniach najgwałtowniej sprzeciwiali się nowej nauce. Arystoteles był Mistrzem tych, którzy wiedzą; staranna lektura jego tekstów była uważana niemalże za pewniejsze źródło wiedzy, niż studiowanie samej przyrody. Arystotelesowski wszechświat składał się z dwóch światów: nadksiężycowego i podksiężycowego. Ten pierwszy to księżyc i wszystko ponad nim; był doskonały i niezniszczalny. Ten drugi to ziemski glob z atmosferą, mający początek i podlegający rozkładowi, hałda żużlowa kosmosu.

Ptolemeuszowe usystematyzowanie Arystotelesa, przy pomocy którego wyjaśniano ruchy gwiazd, było częścią tego akademickiego bagażu. I było w pełni sensowne w praktyce; przy jego ich pomocy statki były w stanie żeglować po morzach, a astronomowie potrafili przewidzieć zaćmienia. Czemuż więc zrezygnować z tego szacownego systemu na rzecz dla nowej, nieudowodnionej kosmologii, która nie tylko była sprzeczna ze zdrowym rozsądkiem (tak twierdził autorytet pokroju Francisa Bacon), ale także w sposób oczywisty z treścią Pisma św.?


Teleskop Galileusza

Taki był naukowy umysł Europy w roku 1610 w chwili nagłego pojawienia się Galileusza odkrywającego zdumiewające rzeczy przy pomocy teleskopu. Do tego momentu czterdziestosześcioletni Galileusz interesował się głównie fizyką, a nie astronomią. Jego najsławniejszym osiągnięciem było sformułowanie prawa spadania ciał. (W przeciwieństwie do legendy nigdy niczego nie spuścił z wieży w Pizie.) Galileusz był utalentowanym majsterkowiczem. Kiedy usłyszał o skonstruowaniu teleskopu w Holandii, od razu sobie taki zbudował, jak zwykle przypisując sobie całą chwałę za wynalazek.

Patrząc przez swoje nowe "szpiegowskie okulary" dokonał kilku odkryć, które wstrząsnęły podstawami arystotelesowskiego kosmosu. Po pierwsze, zobaczył, że Księżyc nie jest idealną kulą, ale jest pokryty górami i dolinami, podobnie jak Ziemia. Po drugie, co było jeszcze bardziej zadziwiające, odkrył, że Jowisz ma co najmniej cztery satelity. Już nie można było powiedzieć, że ciała niebieskie krążą wyłącznie wokół Ziemi. I wreszcie zauważył fazy Wenus, których jedynym wyjaśnieniem jest obrót Wenus wokół Słońca, nie zaś wokół Ziemi.

Odpowiedzi na te odkrycia były różne: od entuzjastycznych do wręcz wrogich. Czołowy ówczesny astronom, jezuita, Christopher Clavius, był sceptyczny, jednak kiedy Kolegium Rzymskie nabyło ulepszoną lunetę, ujrzał na własne oczy, że Galileusz ma rację co do księżyców Jowisza, a jezuici potwierdzili następnie fazy Wenus. Ludzie ci nie byli gotowi od razu przejść na stronę kopernikańską, jednakże przyjęli system Tycho Brahe’a, który był rozwiązaniem pośrednim: wszystkie planety z wyjątkiem Ziemi krążą wokół Słońca. Sam ten fakt jest wystarczającym wyjaśnieniem odkryć Galileusza. Mimo to Galileusz był bohaterem chwili; w 1611 roku składa triumfalną wizytę w Rzymie, gdzie został uczczony przez kardynałów oraz przyjęty na prywatnej audiencji przez papieża Pawła V, który zapewnił go o swoim wsparciu i życzliwości.

Galileusz powrócił do Florencji, aby, jak się spodziewano, kontynuować swoje badania naukowe. Ale w czasie następnych dwóch dziesięcioleci po 1611 r. nauka jako taka przestała być głównym przedmiotem jego zainteresowań. Zamiast tego jego obsesją stało się usiłowanie zmiany opinii publicznej na rzecz systemu Kopernikańskiego. Stał się protoplastą kogoś w rodzaju współczesnego polityka kulturalnego. Cała Europa, począwszy od Kościoła, musiała bez zastrzeżeń przyjąć system Kopernika. Ta krucjata nigdy nie zakończyłaby się w siedzibie Inkwizycji, gdyby Galileusz posiadał odrobinę taktu, nie mówiąc już o życzliwości. Ale nie był on taktowny, lubił poniżać i ośmieszać. I nie brał pod uwagę ludzkiej natury, która nie łatwo zrzuca z siebie starą kosmologię, aby przyjąć nową, która wydawała się sprzeczna zarówno ze zdrowym sensem, jak i z tradycją.

Kardynał Newman, który nie należał do osób uważających, że świeckie prawdy są określane przez kościelne fiat, napisał o krucjacie Galileusza: ​​"Gdybym był wychowany w wierze w bezruch ziemi, niby dogmacie Objawienia, i łączył ją w swoim umyśle z nieprzekazywalną godnością człowieka pośród istot stworzonych, z przeznaczeniem rodzaju ludzkiego, z umiejscowieniem czyśćca i piekła oraz z innymi doktrynami chrześcijańskimi, a następnie po raz pierwszy usłyszał tezy Galileusza ... natychmiast oburzyłbym się na jego domniemania i przestraszył się ich zwodniczością bardziej niż jakąkolwiek inną podobną nowością w innych naukach humanistycznych odnoszących się jakoś do religii".
Ostatnio zmieniony 31-10-12, 15:41 przez o. Placyd Koń, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
o. Placyd Koń
Administrator
Posty: 274
Rejestracja: 10-04-08, 23:53
Lokalizacja: Neukirchen b. Hl. Blut, Niemcy
Kontakt:

Re: Galileusz

Post autor: o. Placyd Koń » 31-10-12, 10:36

cd.


Wojowniczość astronoma


Ale Galileusz był zdeterminowany, by siłą wepchnąć Kopernika chrześcijaństwu do gardła. Ironią jest, że kiedy zaczął swoją kampanię, cieszył się niemal powszechną życzliwością hierarchii katolickiej. Jednakże swą uszczypliwością i agresywnym zachowaniem udało mu się zrazić prawie wszystkich. Jego postawa nie dała władzom kościelnym żadnej możliwości manewru: musiały one albo zaakceptować system kopernikański jako fakt (choć nie został on udowodniony) i dokonać odpowiedniej reinterpretacji Pisma św. albo go potępić. Odrzucił rozsądną trzecią możliwość, którą zaproponował mu Kościół: uznanie systemu kopernikańskiego za hipotezę, nawet lepszą od systemu Ptolemeusza, do czasu potwierdzenia jej dodatkowymi dowodami.

Takie dowody jednak nie pojawiały się. Wojowniczość Galileusza prawdopodobnie miała wiele wspólnego z tym, że wiedział, iż nie ma żadnego bezpośredniego dowodu na heliocentryzm. Nie potrafił nawet odpowiedzieć na najsilniejszy argument, który został wysunięty przez Arystotelesa. "Gdyby Ziemia krążyła wokół Słońca" - pisał filozof – "to na niebie powinny być możliwe do zaobserwowania gwiezdne paralaksy". Innymi słowy, pojawiłoby się przesunięcie pozycji gwiazdy obserwowanej z Ziemi z jednej stronie Słońca, a następnie sześć miesięcy później z drugiej strony. Nawet przez najlepszy ze swoich teleskopów, Galileusz nie był w stanie dostrzec najmniejszej gwiezdnej paralaksy. To był ważny naukowy zarzut i nie było na niego odpowiedzi aż do roku 1838, kiedy to Fryderykowi Bessela udało się określić paralaksę gwiazdy 61 Cygni.

Innym problemem Galileusza było to, że twierdził, mimo odkryć Keplera, iż ​​planety krążą wokół Słońca po doskonale kolistych orbitach. Jezuiccy astronomowie po prostu widzieli, że taki pogląd jest nie do utrzymania. Mimo to, Galileusz rozpoczął swoją kampanię rozsyłając szereg druków i listów, kolportowanych w całej Europie. Przy okazji wdawał się w zatargi z licznymi ludźmi Kościoła w sprawach marginalnych ustawiając się samemu na pozycjach nie do obrony. I mimo ostrzeżeń przyjaciół w Rzymie, nalegał na przesunięcie debaty na grunt teologiczny.

Nie ma wątpliwości, że gdyby debata na temat heliocentryzmu pozostała czysto naukowa, władze kościelne nie przywiązywałyby do niej większej uwagi. Ale w 1614 Galileusz uważał, że musi odpowiedzieć na zarzut, że nowa nauka zaprzecza niektórym fragmentom Pisma św. Na przykład fragmentowi z Księgi Jozuego, który rozkazał słońcu, aby zatrzymało się w miejscu. Skąd taki rozkaz Jozuego, jeśli, jak twierdził Galileusz, słońce w ogóle się nie porusza? Dalej Psalmy 93: ("[Pan] utwierdził też okrąg świata, aby się nie poruszył", Ps 93, 1; Biblia Gdańska) i 103: ("Ugruntowałeś ziemię na słupach jej, tak, że się nie poruszy na wieki wieczne", Ps 104, 5; Biblia Gdańska), nie wspominając już o słynnym wersecie z początku Księgi Koheleta. Nie są to jakieś niejasne ustępy, i gdyby system Kopernika okazał się prawdziwy, pojawiłaby się konieczność porzucenia ich sensu dosłownego.


Pismo św. a nauka

Galileusz zajmował się tym problemem w swoim słynnym liście do Castelli’ego. W swoim podejściu do egzegezy biblijnej list ironicznie antycypuje encyklikę Leona XIII Providentissumus Deus (1893), który zwrócił uwagę, że Pismo św. często wykorzystuje język metaforyczny i nie jest przeznaczone do wykładania nauk ścisłych. Galileusz zaakceptował nieomylność Pisma św., ale pamiętał także powiedzenie kard. Baroniusa: "Biblia ma na celu nauczyć nas, jak iść do nieba, a nie jak niebo idzie". Słusznie też zaznaczył, że zarówno św. Augustyn, jak i św. Tomasz z Akwinu nauczali, że natchnieni pisarze w żaden sposób nie mieli na celu nauczania astronomii. Św. Augustyn napisał: "Nie znajdziemy w Ewangelii słów Pana: ‘Ja poślę wam Ducha Pocieszyciela, który nauczy was o przebiegu słońca i księżyca’. Bo On chce swoich uczniów uczynić chrześcijanami, nie zaś matematykami".

Niestety, także i dzisiaj mamy wciąż biblijnych fundamentalistów, zarówno protestanckich, jak i katolickich, którzy nie rozumieją tej prostej reguły: Biblia nie jest traktatem naukowym. Kiedy Chrystus powiedział, że nasionko gorczycy jest najmniejsze ze wszystkich (a jest ono wielkości pyłku), nie ustanawiał praw botaniki. Bo przecież botanicy mówią nam, że są mniejsze nasiona. On po prostu mówił do ludzi tamtej epoki ich własnym językiem i w nawiązaniu do ich własnych doświadczeń. Stąd ostrzeżenie Piusa XII w Divino Afflante Spiritu (1943), że prawdziwy sens biblijnego fragmentu nie zawsze jest jasny, bo autorzy świętych tekstów w pełni korzystali z lokalnych języków używanych w ich czasach.

Ale w roku 1616, kiedy doszło do pierwszego "procesu" Galileusza, w katolickiej teologii biblijnej było bardzo niewiele elastyczności. Kościół dopiero co wyszedł z ciężkich bojów z Reformacją. Jeden z głównych sporów z protestantami dotyczył prywatnej interpretacji Pisma św. Teologowie katoliccy nie mieli zamiaru przejmować się dyrektywami hermeneutycznymi osoby świeckiej, takiej jak Galileusz. Jego przyjaciel abp. Piero Dini ostrzegł go, że może pisać swobodnie, dopóki "będzie się trzymał poza zakrystią". Ale Galileusz zlekceważył ostrzeżenie i w tym momencie znalazł się w punkcie – jawnie naruszając teren zastrzeżony dla teologów – w którym wrogowie mieli wreszcie możliwość go dopaść.


Zawiązywanie się opozycji

W grudniu 1614 wścibski i ambitny dominikanin, Tomasz Caccini, wygłosił płomienne kazanie we Florencji potępiające system kopernikański i naukę w ogólności jako sprzeczną z wiarą chrześcijańską. Atak został wyraźnie wymierzony w Galileusza, a przeprosiny na piśmie od generała zakonu dominikańskiego nie zdołały udobruchać rozgoryczonego Galileusza za to, że stał się celem niedzielnej homilii. Miesiąc później inny dominikanin, o. Niccolo Lorini, przeczytał kopię Galileuszowego Listu do Castelli’ego i przejął się tym, że Galileusz poważył się na prywatną interpretację Pisma. Wysłał kopię do Inkwizycji w Rzymie – w której dokonano manipulacji na słowach Galileusza czyniąc je bardziej niepokojącymi, niż były w rzeczywistości. Jednak konsultor Świętego Oficjum (czyli Inkwizycji) nie znalazł żadnych poważnych zastrzeżeń do listu i sprawa została oddalona.

Miesiąc później Caccini nieproszony pojawił się w Rzymie, błagając Święte Oficjum, aby przyjęto jego zeznania przeciwko Galileuszowi. Arthur Koestler pisze, że "Caccini świetnie uosabia satyryczny wizerunek nadgorliwego ignoranta i intryganckiego mnicha Renesansu. Jego zeznania przed trybunałem Inkwizycji były mieszanką plotek, insynuacji i celowych zafałszowań". Jednakże sędziowie Inkwizycji nie dali się nabrać i sprawa przeciwko Galileuszowi ponownie została odrzucona. Ale List do Castelli’ego i zeznania Caccini’ego pozostały w aktach Inkwizycji, a w Rzymie krążyły pogłoski, że Kościół zamierzał potępić zarówno Galileusza, jak i system kopernikański. Przyjaciele Galileusza w hierarchii, w tym kardynał Barberini, przyszły Urban VIII, ostrzegli go, by nie wymuszał decyzji w tej sprawie. Ale Galileusz jeszcze bardziej zintensyfikował swoją kampanię mającą na celu wymuszenie na Kościele akceptacji systemu kopernikańskiego jako niepodważalnej prawdy.


Bellarmin wyzywa Galileusza

W tym momencie włączył się do sprawy jeden z wielkich świętych, a przy tym jeden z najważniejszych teologów katolickiej odnowy tamtych czasów – kardynał Robert Bellarmin. Był łagodnym człowiekiem o szerokich horyzontach i posiadał ten rodzaj łagodności i dobrego humoru, które są skutkiem długoletniej praktyki ascetycznego życia. Jako konsultor Świętego Oficjum i mistrz od rozwiązywania spornych problemów teologicznych, niechętnie włączył się do kontrowersji w sprawie Kopernika. W kwietniu 1615 roku napisał list, który praktycznie był nieoficjalną deklaracją stanowiska Kościoła. Zwrócił w nim uwagę, że:

1) jest całkowicie dopuszczalne przyjmować system kopernikański jako hipotezę roboczą,

2) gdyby pojawił się "prawdziwy dowód", że Ziemia krąży wokół Słońca, "to musielibyśmy postępować z wielką ostrożnością w wyjaśnianiu fragmentów Pisma, które wydają się uczyć czegoś przeciwnego...".

Praktycznie zatem Bellarmin zobowiązał Galileusza, aby udowodnił swoją teorię albo zaprzestał naprzykrzania się Kościołowi. Odpowiedzią Galileusza było przedstawienie teorii przypływów i odpływów, która miałaby pokazywać, że są one spowodowane ruchem obrotowym Ziemi. Nawet niektórzy zwolennicy Galileusza widzieli w tym kompletny nonsens. Jednakże Galileusz zdecydowany na ostateczną rozgrywkę przybył do Rzymu, by stawić czoła papieżowi Pawłowi V. Papież poirytowany całą tą wrzawą z powodu planet skierował sprawę do Świętego Oficjum. Biegli (tj. eksperci teologii) Świętego Oficjum wkrótce wydali opinię, że doktryna kopernikańska jest "głupia i absurdalna, filozoficznie i formalnie heretycka, gdyż w wielu miejscach wyraźnie przeczy nauczaniu Pisma św..."

Werdykt ten został na szczęście odrzucony pod naciskiem bardziej ostrożnych kardynałów i nie został opublikowany aż do roku 1633, kiedy to Galileusz wymusił drugą konfrontację. Wydano łagodniejszy wyrok, nie zawierający słowa "herezja", a Galileusza wezwano przed Święte Oficjum. Tego dnia, 26 lutego 1616 r., do akt Świętego Oficjum złożono sprawozdanie, według którego Galileusz został zobowiązany do porzucenia doktryny kopernikańskiej oraz nakazano mu, aby "powstrzymał się całkowicie od nauczania lub obrony tej opinii i doktryny, a nawet od rozważań na jej temat".

Do dziś pozostaje kwestią dyskusji, czy ten dokument jest autentyczny, czy też został sfałszowany i podrzucony do akt przez jakiegoś pozbawionego skrupułów urzędnika kurii. Na prośbę Galileusza, Bellarmin dał mu zaświadczenie, które zabraniało mu tylko "wyznawania lub obrony" tej teorii. Kiedy szesnaście lat później Galileusz napisał swój słynny Dialog o dwóch głównych systemach wszechświata, ściśle rzecz biorąc nie wykroczył przeciwko zakazowi Bellarmina. Ale naruszył polecenie zapisane w kontrowersyjnym protokole, którego istnienia był całkowicie nieświadomy i który został użyty przeciw niemu w drugim procesie w 1633 roku.


Papież mówi za dużo


Ten drugi proces był znowu wynikiem nietaktownego natręctwa Galileusza. Kiedy w roku 1623 przyjaciel i zwolennik Galileusza – kardynał Barberini – został wybrany papieżem (przyjął imię Urban VIII), Galileusz pomyślał sobie, że może uzyskać zniesienie dekretu z 1616 r. Urban VIII przyjął go na kilku prywatnych audiencjach, podczas których dyskutowano teorię Kopernika. Urban był człowiekiem próżnym, łatwo wpadającym w gniew, który na sposób dawnego księcia Renesansu uważał, że ma wystarczające kwalifikacje do wypowiadania się we wszystkich dziedzinach ludzkiej wiedzy. Podczas jednej z audiencji powiedział Galileuszowi, że Kościół nie zdefiniował kopernikanizmu jako herezji i nigdy tego nie zrobi. Ale jednocześnie podtrzymał stanowisko, że całe to handryczenie się na temat planet nie dotyka rzeczywistości: tylko Bóg jeden wie, jak tak naprawdę ustawiony jest układ słoneczny.

Jako naukowiec, Galileusz miał całkowitą rację odrzucając to domorosłe filozofowanie. Jednak pisząc swój wielki Dialog rażąco przeliczył się co do tolerancji Urbana. W książce tej nie tylko wyraźnie dał do zrozumienia, że uważa obrońców Arystotelesa i Ptolemeusza za intelektualnych klaunów, ale co więcej, przedstawił Simplicio, jednego z głównych rozmówców dialogu, jako głupawego wyraziciela poglądów Urbana na temat kosmologii. Galileusz wykpiwał właśnie tego, kogo potrzebował jako swojego protektora, papieża, któremu ogromna pycha nie pozwalała przyjmować takich obelg ze spokojem. Jednocześnie Galileusz zraził do siebie zakon jezuitów gwałtownymi atakami na jednego z ich astronomów, Horacego Grassi’ego, w kwestii natury komet (w rzeczywistości jezuita miał rację – komety nie są wyziewami atmosferycznymi, jak zakładał Galileusz).

Efektem tego nierozważnego postępowania był słynny drugi proces, który wciąż jest upamiętniany w pieśni i micie jako definitywne zerwanie pomiędzy wiarą a nauką. Starego już i schorowanego Galileusza wezwano przed trybunał Inkwizycji w Rzymie. Na próżno przekonywał, że nigdy nie widział dokumentu zakazującego mu nawet dyskusji na temat heliocentryzmu, który bez wiedzy jego i Bellarmina włożono do akt w 1616 roku. Wbrew rozpowszechnionym opiniom, Galileusz nie wyrzekł się tej teorii pod groźbą tortur. Zarówno on, jak i inkwizytorzy wiedzieli, że groźba tortur była czystą formalnością. Galileusz był w rzeczywistości traktowany z wielkim respektem. Jak nikogo przed nim, umieszczono go z osobistym lokajem w luksusowym apartamencie z widokiem na ogrody watykańskie. Co do samego procesu, biorąc pod uwagę dowody i domniemany zakaz z 1616 roku, był on jak na standardy 17-wiecznej Europy wyjątkowo łagodny. Historyk Giorgio de Santillana, który nie jest przychylnie nastawiony do Kościoła, pisze, że "jeśli już, to trzeba podziwiać rozwagę i prawość rzymskich władz" w okresie, gdy tysiące "czarownic" i innych religijnych odmieńców zamordowano na mocy wyroków sądów w północnej Europie i Nowej Anglii.

Galileusz został w końcu skazany przez Święte Oficjum jako "bardzo mocno podejrzany o herezję". Sformułowanie dyskusyjne, jako że system kopernikański nigdy nie został uznany za heretycki ani przez nadzwyczajne, ani przez zwyczajne magisterium Kościoła. W każdym razie, na mocy wyroku Galileusz musiał wyrzec się tej teorii i milczeć na jej temat przez resztę życia, które wolno mu było spędzić w miłym wiejskim domku w pobliżu Florencji. Jak pisze filozof Alfred North Whitehead: "W pokoleniu, które widziało wojnę trzydziestoletnią i pamiętało uczynki Alvy w Niderlandach, najgorsze, co spotkało ludzi nauki, było to, że Galileusza zatrzymano: w areszcie domowym i łagodnie upomniano, zanim spokojnie umarł we własnym łóżku". I warto zauważyć, że trzech z dziesięciu kardynałów, który byli członkami komisji, nie podpisało wyroku, chociaż nie wiadomo, jakie dokładnie motywy powstrzymały ich przed złożeniem podpisu.


Niesprawiedliwe potępienie

Potępienie Galileusza był z pewnością niesprawiedliwe, ale w żaden sposób nie podważa nieomylności katolickich dogmatów. Heliocentryzm nigdy nie został uznany za herezję ani przez papieską wypowiedź ex cathedra, ani przez nauczanie soboru powszechnego. I jak stwierdza Komisja Papieska, orzeczenie z 1633 roku nie było nieodwołalne. Dzieła Galileusza zostały ostatecznie usunięte z Indeksu, a w 1822 r. na polecenie Piusa VII Święte Oficjum udzieliło imprimatur dziełu kanonika Settelego, w którym kopernikanizm został zaprezentowany już nie jako hipoteza, ale jako fizyczna rzeczywistość.

Kościół katolicki ma naprawdę niewiele powodów, aby przepraszać za swoje relacje z nauką. W rzeczywistości, jak stwierdza Stanley Jaki i inni, to właśnie metafizyczne ramy średniowiecznego katolicyzmu umożliwiły powstanie współczesnych nauk ścisłych. W wymownym powiedzeniu Jaki’ego nauka była "poronionym płodem" we wszystkich wielkich kulturach – greckiej, hinduskiej, chińskiej – oprócz chrześcijańskiego Zachodu. To właśnie akcentowanie racjonalności Boga i Jego stworzenia przez Tomasza z Akwinu i innych katolickich myślicieli utorowało drogę Galileuszowi i Newtonowi.

Jeśli zaś chodzi o autorytet nauczycielski Kościoła, to jest uderzające, jak nowoczesna fizyka musi nadrobić zaległości w stosunku do katolickiej doktryny. W 1215 Sobór Laterański IV nauczał, że wszechświat miał początek w czasie – pomysł, którym byłby zgorszony zarówno antyczny Grek, jak i dziewiętnastowieczny filozof pozytywista, ale który jest oczywistością we współczesnej kosmologii. Bowiem im więcej dowiadujemy się o wszechświecie, tym bardziej zbliżamy się do ontologicznych tajemnic wiary chrześcijańskiej.

Autor: GEORGE SIM JOHNSTON

*******

PS. Oryginalny tekst można przeczytać tutaj. Tłumaczenie i publikacja tego artykułu w języku polskim stały się możliwe dzięki życzliwej zgodzie Autora, za co jestem mu bardzo wdzięczny. Podziękowania kieruję również w stronę Profesora Henryka Krzyżanowskiego za korektę tłumaczenia i cenne rady filologiczne.
Ostatnio zmieniony 31-10-12, 13:50 przez o. Placyd Koń, łącznie zmieniany 2 razy.

Andriej
Przyjaciel forum
Posty: 446
Rejestracja: 12-02-13, 16:05
Lokalizacja: Alpy

Re: Galileusz

Post autor: Andriej » 20-02-13, 20:42

Nawet nie mialem pojecia ( gonitwa codziennosci przeszkadza zglebianiu wielu interesujacych zdarzen z dziejow ) , ze tak sie fakty przedstawiaja.
Skladam podziekowanie.

ODPOWIEDZ