Droga samotna

veros
Przyjaciel forum
Posty: 12
Rejestracja: 05-07-16, 06:12
Lokalizacja: Katowice

Droga samotna

Post autor: veros » 14-07-16, 10:44

Gdy dziecko dojrzewa i dorośleje przychodzi czas, w którym potrzebuje pójść swoją drogą, nie wskazywaną przez nikogo, lecz wybraną samodzielnie przez siebie.
Ten etap jest niezbędny, by doświadczyć wolnej woli i jej działania, a także by doświadczyć osobistego poznania, rozumowania i odczuwania.

Nie będą rodzice i nauczyciele za dorastającego człowieka żyć, za niego myśleć i odczuwać, a zwłaszcza wierzyć. Bywa, ze wcześniej świat takiego dziecka był jednym wielkim więzieniem, w którym część rzeczy się musi, a drugiej części nie wolno. To świat okropny, w dodatku stworzony przez kochające i mądre osoby, co dodaje akcentu emocjonalnego w życiu dziecka, które sobie to uświadamia. Nieraz prowadzi do depresji i samobójstwa.

Powyższy dramat dotyczy także spraw wiary, spraw Kościoła.
A przecież Kościół nie jest systemem zakazów i nakazów!!! - wołał na puszczy świątobliwy Papież Benedykt XVI. Nikt Go nie słuchał. Dla wielu - po obu stronach siłowej przepychanki o wiarę - wygodniejsze było ustalenie takiego siłowego modelu Kościoła i wiary.
Nie będziesz słuchał co ksiądz mówi - to pójdziesz do Piekła - jakie to proste, prawda?
Ba, a jakie skuteczne!!!

Do czasu.
Człowiek dojrzewający, czasem już dorosły weryfikuje te bulwersujące ogłoszenia z dzieciństwa i ściska je w dorosłej już ręce, patrząc, co zostaje. A gdy ściśnie mocniej, dostrzega, że gdy przecieknie przez palce głupota mieszana z modelem życia opartym o siłę, nie pozostaje między palcami nic.
I wtedy traci wiarę.

Jezus zniósł niewolnictwo.
Minęło 2 tysiące lat, a ukryte formy niewolnictwa pozostały - w rodzinach, w państwach, w Kościele. Bo w Kościele też się je spotyka - u katechetów, u proboszczów, czasem u biskupów. Ma być tak jak ja mówię i każę, a jak nie to będzie kara!!!

Jak w takich warunkach praktykować cnotę posłuszeństwa, gdy przełożeni się mylą?
Mylą się - to znaczy mamy zupełnie inne zdanie na temat, o którym mówią.
To jeden z ważniejszych dylematów, jakie człowiek napotyka na swej drodze.
Bardzo pięknie podchodziły do tego tematu i opisywały w swych dziennikach święte zakonnice, które złożyły śluby posłuszeństwa. Nie były i nie stawały się niewolnicami, zawsze tłumaczyły przełożonym, czy spowiednikowi swoje wątpliwości. W wyniku rozmowy ustalały się kierunki dalszego działania, które siostry realizowały, w spójności ze stanowiskiem przełożonych.

W życiu nie zawsze spotykamy świątobliwych przełożonych. Bywa, że trzeba im odmówić posłuszeństwa, zwłaszcza gdy namawiają do złego. Dlatego stanowiska przełożonych przefiltrowujemy ciągle przez sito własnej wiary i własnego sumienia, a także własnej wiedzy, umiejętności i doświadczenia. W ten sposób nieraz wychodzimy na drogę, która nam odpowiada i nie budzi naszych wątpliwości. Ta droga zazwyczaj jednak jest samotna. Trzeba rozmawiać o niej z Bogiem. Bo jeśli Bóg ma wątpliwości co do naszej drogi, to trzeba się zatrzymać i zweryfikować kierunki. Bóg się z pewnością nie myli.

Wszystkim życzę dobrych dróg, prowadzących do Nieba.

ODPOWIEDZ