Trwa aktualizacja forum. Pisać już można, skorzystajcie z opcji przypomnij hasło, gdyż hasła przepadły. Nowe hasło dostaniecie mailem, na email podany podczas rejestracji.

Homoseksualizm

Tutaj są dyskusje na temat wiary. Masz jakieś pytania dotyczące nauki Kościoła, na temat chrześcijaństwa, sekt, wiary, a także komentarz na temat jakiegoś tekstu z mojej stronki? Tutaj możesz wyrazić swoje opinie i zadać pytania.

Moderator: Marek MRB

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11136
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Czy homoseksualizm jest złem?

Post autor: hiob » 01-12-04, 01:00

(Poniżej są zebrane chyba wszystkie moje felietony na temat homoseksualizmu i odpowiedzi innych osób chcących się podzielić swoimi opiniami na ten temat. Proszę pamiętać, że nie wszystkie moje początkowe posty są odpowiedzią na poprzedni wpis. Są to czasem po prostu teksty przeniesione ze strony www.polonus.alleluja.pl hiob. )

Otrzymałem ostatnio ciekawe pytanie, na które postaram się teraz odpowiedzieć. Misha wpisał mi się do księgi gości, gdzie między innymi pyta: <font color=purple>

Jedna rzecz mnie zastanawia - dlaczego uważasz że homoseksualizm to zło? Dobrze wiem, że w odpowiedzi możesz przytoczyć mi dziesiątki cytatów z Biblii ale rozważmy może sprawę od strony czysto świeckiej. Zło jest zaprzeczeniem dobra - co do tego się chyba zgadzamy. Zło nie jest samoistne - potrzebuje wykonawcy i obiektu (czasami może to być jedna osoba jak np. przy samookaleczaniu). W odniesieniu do homoseksualistów - jeśli oni są wykonawcami zła to kto jest obiektem. W jaki sposób praktyki homoseksualne stanowią zaprzeczenie dobra.

Właśnie. Czy pomijając to, czego uczy Biblia, możemy stwierdzić, że homoseksualizm jest złem? Od razu nasuwa się inne pytanie: Co jest złem? Co to jest "zło"?. Misha pisze, że "zło jest zaprzeczeniem dobra". Wspaniale. Mógłbym się zgodzić z tą definicją, ale ona nam niczego nie wyjaśnia. Sprowadza tylko problem do innego poziomu. Bo czym w takim razie jest "dobro"? Czy jest to jakaś wartość obiektywna, czy też nasze subiektywne odczucie? Czy jest to coś, co "czujemy", co powoduje nasze dobre samopoczucie, czy coś, co jest rzeczą pożyteczną dla dobra ogółu, mimo, że mnie, konkretnej osobie, daje uczucie bólu?

Przypatrzmy się na przykład podatkom. Są dobre, czy złe? Nie mówię tu o jakiś ekscesach parlamentarzystów, którzy chcą "zapodatkować" obywateli na śmierć. Mówię o normalnych podatkach, koniecznych dla prawidłowego funkcjonowania państwa. Wiemy, że żadne państwo nie może funkcjonować bez policji, wojska, służby zdrowia, szkolnictwa itp. Właśnie te działania państwa muszą być finansowane przez podatki obywateli. Więc musimy się zgodzić, że podatki są jakimś dobrem, albo środkiem do osiągnięcia dobra. Natomiast płacenie podatków nie jest na pewno żadną przyjemnością i każdy "normalny" obywatel robi wszystko, co może, żeby, w ramach istniejących przepisów i norm, zapłacić ich jak najmniej.

Podatki to przykład z dziedziny ekonomii, funkcjonowania społeczeństw i to przykład dość prosty. Trochę się sprawy komplikują, gdy mamy do czynienia ze sferą moralności. Moralność już bezpośrednio zaczyna dotykać "sacrum", naszych wierzeń. Jak ocenić, czy jest coś moralne? Znowu uczucia nie podpowiadają nam odpowiedzi, bo na przykład podczas okupacji aresztowani więźniowie cierpieli w niesamowity sposób, torturowani w kazamatach nazistowskich okupantów. Zgadzamy się chyba wszyscy, że ci, którzy wytrzymali tortury i nie wydali towarzyszy, byli bohaterami, że ich czyny były moralnie, obiektywnie dobre. Ale trudno ich uczucia nazwać dobrymi, w tym sensie, w jakim mówimy: "Ja czuję się dobrze, mam dobre samopoczucie". Mieli oni na pewno wspaniałą satysfakcję, gdy udało im się uchronić przyjaciół przed wydaniem ich oprawcom, ale ta satysfakcja wynikała z czegoś głębszego, niż zwykłe "odczucia".

Te przykłady pokazują nam, że jest coś w nas, w człowieku, co powoduje czasami, że robimy coś, co jest "dobre", nawet, jak jest to bolesne, co wymaga od nas poświęceń, a czasem nawet oddania tego, co mamy najwartościowsze, naszego życia. I nie jest to związane wcale z ustawodawstwem, z religią, czy wierzeniami. Gdy przyszedł czas rozliczania nazistów w Norymberdze za ich zbrodnie, sądzono ich według prawa naturalnego. Sąd uznał, że są pewne prawa, które człowiek posiada w sposób naturalny i naziści je naruszyli. Nie miało to znaczenia, że działali oni zgodnie z niemieckim ustawodawstwem, że nie naruszali żadnych przepisów obowiązujących w ich kraju. Co więcej, nie było żadnym argumentem dla sądu to, że gdyby odmówili wykonywania swych czynności, zapłaciliby za to nawet najwyższą karę. Prawa naturalne są, według tego sądu, ważniejsze, bo są obiektywne. Żadne ustawodawstwo, żadne przepisy poszczególnych krajów nie mogą tego zmienić, bo nie rządy nam te prawa dały. Są one nam dane od Boga, lub "przez naturę", jak wolisz takie podejście.

W moich argumentach na to, że Bóg istnieje jest dość przykładów na to, że sam fakt, że odczuwamy, że coś jest "dobre" i "złe", wskazuje na to, że Bóg musi istnieć. Założyciele Stanów Zjednoczonych w dokumencie znanym jako "Deklaracja Niepodległości" powiedzieli: <font color=Maroon> "Uważamy następujące prawdy za oczywiste: że wszyscy ludzie stworzeni są równymi, że Stwórca obdarzył ich pewnymi nienaruszalnymi prawami, że w skład tych praw wchodzi życie, wolność i swoboda ubiegania się o szczęście&#8230;"

Oczywiście nawet ta deklaracja niewiele nas posuwa do przodu, bo wracamy do tego samego problemu: Co to jest prawdziwa wolność i czym jest szczęście? Gdzie jest pociąg bardziej wolny: na torach, czy jak z nich wyleci? A rybka? W akwarium, czy jak z niego wyskoczy? Czy "wolność" to zezwolenie na robienie tego, co mi się podoba? Czy jak chcę czynić zło, to mam do tego prawo, w imię tej "wolności"? Cokolwiek by "zło" miało znaczyć&#8230; A szczęście&#8230; co to jest szczęście? Czy szczęśliwy jest człowiek, który nie uległ torturom nazistów, czy szczęśliwy jest raczej ten, który z nimi kolaborował i w zamian uniknął cierpień? Który z nich ma satysfakcję, a który moralnego kaca? Nawet antyczni filozofowie, jak Sokrates, mówiący, że cnota jest dobrem bezwzględnym, obiektywnym, w czym sprzeciwial się relatywizmowi sofistów, czy Arystoteles, uważający, że szczęśliwy może być tylko czlowiek czyniący dobro, uważali, że nie są wartości wieksze od naszych prywatnych wierzeń i subiektywnych odczuć. A trudno ich byoby nazwać chrzescijanami, żyli oni kilkaset lat przed Chrystusem.
Niezależnie od tego, jak byśmy podeszli do naszego problemu, spotykamy się z relatywizmem. A raczej z nielogicznością tej idei. <font color=Brown>

(z łac. "relativus = odnoszący się do czegoś, względny, warunkowy") Pogląd głoszący, że nie ma żadnych absolutnych prawd ani wartości i że wszystko jest zdeterminowane przez poszczególne okresy dziejów, przez kultury, społeczeństwa i osoby. Czysty relatywizm ("wszystkie roszczenia i prawdy są względne") jest sam w sobie sprzeczny. Łagodniejsza odmiana relatywizmu kładzie nacisk na fakt, że założenia historyczne, kulturalne i religijne warunkują pojęcie znaczenia i prawdy.

Bardzo lubię te "poprawki definicji" typu "Łagodniejsza odmiana relatywizmu".<br><br> Dla mnie to oksymoron. Faktem jest, że relatywizm jest wewnętrznie sprzeczny, bo jak nie ma żadnych absolutnych prawd, to i relatywizm taką być nie może. Ale jak go odrzucimy, to i każda "łagodniejsza odmiana" musi być odrzucona, przynajmniej jako autorytatywna doktryna.

Dochodzimy więc do wniosku, że albo uznamy, że istnieją obiektywne, niezależne od naszych odczuć i poglądów standardy "dobra" i "zła", albo "wszystko chodzi". Nie ma innego wyjścia z tej sytuacji. Bo nie rozważamy tu prawa poszczególnych krajów, czy kulturowych naleciałości narodów, ale chcemy ocenić, czy da się określić, że coś, a konkretnie związek homoseksualny, są moralnym złem.

Jeżeli więc popatrzymy na naturalny porządek rzeczy, to jest oczywiste, że akt płciowy ma na celu podtrzymanie gatunku. Jest to jego naturalny cel. U wszystkich gatunków zwierząt służy tylko do tego. Związek seksualny osobników tej samej płci jest więc nienaturalny. Jest złem, bo gdyby stał się normą, gdyby wszystkie jednostki danego gatunku go zaczęły stosować, to gatunek by zaginął. Byłaby to zbrodnia równa holokaustowi, zbrodnia ludobójstwa. Fakt, że być może sam akt likwidowania gatunku sprawiałby komuś przyjemność, nic tu nie ma do rzeczy. Sadyści w obozach koncentracyjnych też być może odczuwali przyjemność likwidując inne narody. I argument, że przecież tylko mały procent populacji ma skłonności homoseksualne też nie ma wielkiej wagi. To tak, jakby powiedzieć, że morderca zdarza się raz na 10 tysięcy osób, więc nie ma w skali całego społeczeństwa wielkiego znaczenia. Dajmy mu pożyć, niech robi, co chce.

Oczywiście tu usłyszę, że przykład jest do kitu, bo morderca zabiera życie innych, a homoseksualiści nikomu nie wadzą, kochają się i tylko chcą, żeby ich zostawić w spokoju. Cóż, nie jest to, niestety, prawda. Przede wszystkim, mimo, że prawdopodobnie część z nich ma swe skłonności w jakiś sposób uwarunkowane genetycznie, to statystycznie jest bardzo łatwo wykazać, że procent społeczeństwa o tych skłonnościach jest wprost proporcjonalny do tolerancji tego społeczeństwa dla takich zachowań. Częściowo zapewne wynika to z faktu, że niektórzy homoseksualiści "wychodzą z szafy" i przestają się ukrywać, ale w znacznym stopniu jest to wynikiem tego, że ten sposób życia, ten sposób zachowań i szukania doznań i przeżyć, propagowany przez prasę , telewizję, artystów i inne osoby publiczne staje się jakimś wzorem do naśladowania i przykładem dla młodych ludzi. Nastolatki z samej natury rzeczy, na skutek swego rozwoju, burzy hormonów, zmagają się ze zmianami, które często ich przerastają. Dochodzi do tego fakt, że coraz większa część dzieci rodzi się w domach bez ojca. W Stanach to już ponad połowa dzieci. I od dawna jest to znany fakt, że brak dobrego, kochającego ojca w domu ma olbrzymi wpływ na to, czy dziecko rozwinie w sobie skłonności homoseksualne. A gdy ten procent społeczeństwa się zwiększa, (mówię o grupie praktykujących homoseksualistów), zwiększa się niebezpieczeństwo wyginięcia narodu. W Europie już mamy do czynienia z tym zjawiskiem. Niektóre narody, jak Włosi, przestaną istnieć w ciągu paru stuleci, a ich kraj zamieszkiwać będą mieszkańcy napływowi i ich potomkowie. Oczywiście nie tylko homoseksualizm jest tu przyczyną, ale i antykoncepcja i fakt, że coraz więcej małżeństw z różnych względów nie może mieć dzieci.

Poza "biernym" wpływem homoseksualistów nie bez znaczenia jest też ich czynne działanie. Każdy chyba, kto używa Internetu, musiał się kiedyś zetknąć z faktem istnienia milionów stron z pornografią kierowaną do środowiska homoseksualistów. Strony te są często pełne zdjęć młodych i bardzo młodych mężczyzn i chłopców. Trudno więc tu mówić o "wolnym wyborze" i wolności dwóch dorosłych osób. Gdy chłopak, nawet gdy jest według prawa pełnoletni, zostaje "podkupiony" obietnicą podarunków, zapłaty za kila zdjęć, to może jest to legalne, ale 17-latek to nie jest dorosła osoba. To jest jeszcze dziecko. Dziecko, które można kształtować jak wosk i gdy raz się spotka z tym środowiskiem, zapewne nie zostanie to bez śladu w jego osobowości. Przykład, który mi Misha podał jest abstrakcyjny i statystycznie nieprawdziwy. Statystycznie środowisko homoseksualistów charakteryzuje się tym, że zmieniają oni partnerów częściej, niż jakiekolwiek inne środowisko. Poszukują oni też coraz to nowych osób. Głośny skandal, jaki był ostatnio w amerykańskim Kościele, to nie był skandal z pedofilią, ale właśnie z homoseksualizmem. W ponad 90% przypadków niemoralnych zachowań księży wykrytych w Kościele, to przypadki aktów homoseksualnych między człowiekiem dorosłym, a młodzieńcem po okresie pokwitania. Nie jest to więc pedofilia, a homoseksualizm. I nie jest to problem kleru, problem celibatu. To problem homoseksualizmu i tego, że homoseksualiści spenetrowali także to środowisko. Tak, jak penetrują środowiska nauczycieli, pastorów, opiekunów harcerskich, trenerów sportowych itp.

Homoseksualiści są aktywni seksualnie, seks jest ich życiem i nigdy tego nie ukrywali. Jest to ich religia, ich bóg. Prawo do swej praktyki jest celem ich krucjaty przeciw "normalnemu" społeczeństwu. Żadna inna grupa się tak nie zachowuje. Mężczyzna zdradzający żonę też się zachowuje niemoralnie, ale mężczyźni ci nie organizują marszy, nie walczą o swoje prawa, nie przedstawiają się innym, mówiąc: "Jestem niewiernym mężem". Nawet, jak nie uważają tego, co robią, za zło. Nawet, jak ich żony o tym wiedzą i czasem robią dokładnie to samo. Ale nie uważają oni, że jest to coś, czym należy się chwalić. Nie jest to powód do dumy, najwyżej ich mały, brudny sekrecik. Homoseksualiści zupełnie inaczej podchodzą do tego. Kilka dni temu słyszałem wywiad z Peterem Kreeftem w radiu EWTN, gdzie mówił on o swych nowych książkach. Powiedział on, że spotkał niedawno kogoś, kto się mu przedstawił, jako katolik-homoseksualista. Kreeft zapytał go, dlaczego oni, tzn. homoseksualiści, tak personalnie odbierają każdy atak na homoseksualizm. Inni "grzesznicy" tak nie podchodzą. Jak się piętnuje kradzieże, czy korupcję, czy morderstwa, osoby, które byłyby zamieszane w takie działania, albo siedzą cicho, albo może bronią tych działań, czy też piętnują wraz z innymi, ale nie utożsamiają się ze złodziejami, czy mordercami. Homoseksualiści są tym, co robią. Człowiek ten odpowiedział Kreeftowi pytaniem: "A gdyby ktoś zaatakował twoje wierzenia, twojego Boga, twoją religię, nie czułbyś się zaatakowany osobiście?" Profesor Peter Kreeft komentuje to dalej: "Oczywiście, że czułbym się osobiście zaatakowany. I myślę, że przypadkiem mój rozmówca odkrył bardzo istotną rzecz. Mianowicie, że dla nich ich homoseksualizm jest religią. Pozostało mi tylko jedno. Zapytać go: Kim jesteś? Katolikiem, czy homoseksualistą?"

Trudno więc rozważać tu abstrakcyjne przypadki, bo homoseksualiści nie żyją w abstrakcyjnym świecie. I nie jest to cichy związek dwojga dorosłych ludzi, nikomu nieprzeszkadzający. Ich zachowanie jest nienaturalne i szkodliwe. Byłoby szkodliwe nawet wtedy, gdyby było tylko bierne, ale oni także czynnie działają na szkodę innych osób. Dobrze rzeczy należy propagować i rozpowszechniać. Im więcej dobrego, tym lepiej. Jeżeli np. założymy, że pomoc biednym jest dobra, to im więcej będziemy pomagać, tym mniej będzie biedy, aż do jej całkowitego zlikwidowania. Homoseksualizm rozpowszechniony też by zlikwidował biedę. Wraz z całą ludzkością.

Dzisiaj, 1. grudnia, obchodzimy Światowy Dzień AIDS. Być może nie obchodzilibyśmy go, gdyby nie problem homoseksualizmu. Zwłaszcza na początku rozwoju epidemii wirusa HIV, powodującego chorobę AIDS, znakomita większość wypadków była przenoszona w środowisku homoseksualistów. Co dziwniejsze, nawet po poznaniu faktów o potworności tej choroby, niewiele się zmieniło w tym środowisku. Jasne, że zaczęto być może więcej stosować jakieś formy zabezpieczeń, ale wiadomo, ze ich skuteczność nie jest wcale taka wielka. Znowu nasuwa się porównanie z religią, z tym, że homoseksualizm stał się ich bogiem. Do tego stopnia, że gotowi za niego umrzeć. Nie mówię też, że to jest choroba związana tylko z tym środowiskiem. Coraz więcej kobiet na nią zapada, wielu narkomanów się jej nabawiło przez wspólne używanie strzykawek. Mój serdeczny przyjaciel jest nosicielem tego wirusa, mimo, że nigdy nie był homoseksualistą. Ale to tylko potwierdza moje stanowisko. Nasze życie, nasze działanie, gdy jest niezgodne z naturalnym prawem, czy też prawem nam objawionym przez Boga, prowadzi do śmierci. Prowadzi do trudności, kłopotów, chorób i nieszczęść. Gdybyśmy wszyscy zaczęli się stosować do moralnej nauki Kościoła i poza małżeństwem zachowywali czystość, bez względu na naszą orientację seksualną, nie byłoby problemu AIDSa.

Starałem się prowadzić te rozważania unikając tego, czego uczy nas Biblia. Myślę, że mi się udało. Ale na koniec chciałbym zauważyć coś, co nie raz już podkreślałem. Osoby, które czytają mnie regularnie już zapewne spotkały się z tym stwierdzeniem, ale mam wrażenie, że tytuł tego felietonu przyciągnie trochę innych czytelników. Otóż człowiek jest istotą składającą się z ciała i duszy. Jesteśmy w pewnym sensie zwierzętami i aniołami równocześnie. Ale widzimy tylko świat materialny. Jego prawa i niebezpieczeństwa związane z nimi. Grawitację możemy zmierzyć i możemy ją odczuć, potykając się na schodach i spadając z nich. I wiemy, że gdyby nasz rząd dziś ogłosił, że grawitacji nie ma, to ciągle wyskakując z okna z dziesiątego piętra, skręcilibyśmy kark. Bo istnienie grawitacji jest obiektywnym faktem. Tymczasem świat pozamaterialny, który także istnieje obiektywnie, też ma swoje prawa. Część z nich dostrzegamy jako właśnie "prawo naturalne". Inne objawia nam Bóg. Dla naszego dobra, a nie po to, żeby nam zepsuć zabawę. Płynięcie w powietrzu po wyskoczeniu z okna drapacza chmur może jest przyjemne, ale upadek ma swe potworne konsekwencje. Łamanie bożych przykazań podobnie. Cywilizacja zachodnia może jest w okresie najwyższego rozwoju materialnego, ale moralnie umiera. A jej moralny upadek zaczyna powodować fizyczne unicestwienie. Ulice Paryża, Londynu a nawet Berlina są coraz bardziej kolorowe, coraz więcej napływowej ludności innych ras i religii. Europejczycy wyparli się swego Boga, wyparli się swych korzeni i swych tradycji. Wymyślili sobie swoje prawa, ogłosili, że nie ma grawitacji i wyskoczyli z okna. Gdy dziś czytamy podręczniki historii Polski, gdy patrzymy na tępotę i ślepotę naszych przodków w czasach tuż przed rozbiorami Polski, nie możemy się nadziwić. Jak mogli oni nie widzieć takich oczywistych rzeczy? Jak mogli w jakimś zbiorowym otumanieniu prowadzić Polskę do nieuchronnej zguby? Tak na nasze czasy będą patrzeć nasi potomkowie. Jeżeli tylko jacyś będą. A przynajmniej potomkowie tych z nas, którzy pozostaną w związkach zgodnych z naturą i tym, co Bóg dla nas przygotował.

Misha pisze dalej:

<font color=purple> Na koniec mała dygresja: Mówi się, że Bóg jest miłością - znany mi związek dwóch kobiet jest miłością przepełniony wiec jak nie może być w nim Boga? To nie tylko miłość na płaszczyźnie cielesnej ale głównie na płaszczyźnie duchowej. Licze na odpowiedź i możliwość dalszej polemiki. Pozdrawiam serdecznie i szczerze

Myślę, że już odpowiedziałem na to swym tekstem. Dodam tylko, że nie każde słowo oznacza to, co myślimy. Miłość Boża to nie to ciepłe uczucie, które czasem czujemy, miłość Boża to działanie, to coś, co opisuje święty Paweł w Liście do Koryntian i co tak ładnie wierszem sparafrazował mój przyjaciel, <a href="viewtopic.php?t=1131"target="_blank"> <B> HansMaria </a href> Sam fakt, że miłość istnieje świadczy pośrednio o tym, że musi istnieć Bóg. Zapraszam raz jeszcze do przeczytania "Argumentów na istnienie Boga". Będzie tam i o miłości. Ale samo uczucie miłości nie może determinować, czy coś jest dobre, czy złe. Bóg jest Miłością, to prawda. Nawet, jak to mi przypomniał ktoś, kto nazwał się "antyteistą". Ale Miłość Boga widzimy nie w akcie grzechu, nawet nie w uczuciu do kogoś, przynajmniej nie w takim, które prowadzi do grzechu. Miłość Boga widzimy najpełniej na Krzyżu, gdzie umarł On za nas, abyśmy my mieli wieczne życie. A przykłady "miłości" podane przez ciebie, Misha, nie mają z prawdziwą miłością nic wspólnego. I nie prowadzą do życia, ale do śmierci. I to w wielu płaszczyznach.

Misha zapytał mnie jeszcze przez GG o inną rzecz, troszkę związaną z tymi rozważaniami. Pyta on: <font color=purple>

" &#8230;interesuje mnie panująca w nauczaniu Kościoła specyficzna schizofrenia co do antykoncepcji. Mianowicie wg. mojej wiedzy Kościół uznaje tzw. naturalne metody zapobiegania ciąży, dokładnie stosunki przerywane, kalendarzyki itd. Zastanawia mnie jaka jest różnica między stosunkiem przerywanym a stosunkiem z prezerwatywą której Kościół (tu nie mam pewności czy pisać z dużej czy z małej litery bo mam na myśli instytucje kościelne) jest przeciwny. Co do niemoralności środków antykoncepcyjnych działających po zapłodnieniu (tabletki, spirale) zgadzam się z tobą. Natomiast środki zapobiegające de facto poczęciu (czyli zapłodnieniu) a nie tylko ciąży są moim zdaniem niepotrzebnie tematem kazań - choć nie znalazłem na ich temat nic na twojej stronie.
Więc w skrócie: dlaczego prezerwatywa jest grzeszna?

Już odpowiedziałem częściowo na to. Argument, że związek homoseksualistów jest niemoralny i zły, bo zamknięty dla życia, bo prowadzi do "holokaustu" jest tak samo ważki i ważny, gdy mówimy o antykoncepcji. Stosunek przerywany jest niemoralny i potępiony przez Kościół i jest też w sposób jednoznaczny potępiony w Biblii. Katechizm Kościoła Katolickiego uczy: <font color=Brown>

2370 Okresowa wstrzemięźliwość, metody regulacji poczęć oparte na samoobserwacji i odwoływaniu się do okresów niepłodnych są zgodne z obiektywnymi kryteriami moralności. Metody te szanują ciało małżonków, zachęcają do wzajemnej czułości i sprzyjają wychowaniu do autentycznej wolności. Jest natomiast wewnętrznie złe "wszelkie działanie, które &#8211; czy to w przewidywaniu aktu małżeńskiego, podczas jego spełniania, czy w rozwoju jego naturalnych skutków &#8211; miałoby za cel uniemożliwienie poczęcia lub prowadziłoby do tego" .

Nie jest więc prawdą to, co piszesz, Misha. Nie wrzucaj wszystkiego do jednego worka. Stosunek przerywany jest grzeszny i "wewnętrznie zły". I nie wynika to ze "schizofrenii Kościoła", ale z nauki opartej na Biblii. Przypatrz się tym wersetom:

Wtedy Juda rzekł do Onana: Idź do żony twego brata i dopełnij z nią obowiązku szwagra, a tak sprawisz, że twój brat będzie miał potomstwo. Onan wiedząc, że potomstwo nie będzie jego, ilekroć zbliżał się do żony swego brata, unikał zapłodnienia, aby nie dać potomstwa swemu bratu. Złe było w oczach Pana to, co on czynił, i dlatego także zesłał na niego śmierć. (Rdz.38,8-10)

Onan nie unikał stosunku ze szwagierką, jak nakazywało Prawo, unikał zapłodnienia. Prawdopodobnie właśnie przez stosunek przerywany. Ale to nie jest to samo, co obserwacja naturalnych cykli i naszych ciał. Bóg nam dał te cykle i dał nam także pożądanie, ochotę na seks także w okresach niepłodnych. Tym się różnimy od zwierząt. Możemy, w ramach związki małżeńskiego, praktykować ten akt, także w dni, które nie powodują powstania nowego życia. Ale zawsze pozostajemy otwarci, zawsze mówimy Bogu: "Tak", gdyż nie stosując barier fizycznych liczymy się z tym, że zawsze może potencjalnie powstać nowe życie. Święty Paweł uczy:

"&#8230; żona nie rozporządza własnym ciałem, lecz jej mąż; podobnie też i mąż nie rozporządza własnym ciałem, ale żona. Nie unikajcie jedno drugiego, chyba że na pewien czas, za obopólną zgodą, by oddać się modlitwie; potem znów wróćcie do siebie, aby - wskutek niewstrzemięźliwości waszej - nie kusił was szatan." (1Kor 7,4-5)

Abstynencja jest dobra, gdy jest na nią czas. Obserwacja naturalnych cykli jest dobra, gdyż dał je nam Bóg. Planowanie ilości dzieci jest dobre, gdy jest ono prowadzone w zgodzie z Bożym planem. Nawet naturalne metody, które nawiasem mówiąc są, jeżeli są stosowane uważnie, skuteczniejsze od pigułek, nie mogą służyć wyłącznie jako środek antykoncepcyjny. Co innego dbanie o dobro rodziny, którą już mamy, co innego stosowanie metod nawet naturalnych jako środka antykoncepcyjnego z samolubnych i egoistycznych przyczyn. Bóg nie wymaga od nas, żebyśmy mieli po 20 dzieci, ale wymaga od nas potencjalnego otwarcia na każde nowe życie i zawierzenia Mu. Nie jest więc Kościół schizofreniczny w swej nauce, jest ona logiczna i spójna. Jeżeli naprawdę jesteś głębiej zainteresowany tym tematem, przeczytaj papieskie encykliki: Humanum Vitae Pawła VI i Evangelium Vitae Jana Pawła II. Warto, zapewniam Cię. Także Katechizm tłumaczy dobrze naukę Kościoła. Przeczytaj też uważnie mój tekst <a href="http://www.polonus.alleluja.pl/tekst.ph ... b>Dlaczego antykoncepcja jest złem? </a href> Zapraszam do czytania.


Ostatnio zmieniony 15-07-09, 04:16 przez hiob, łącznie zmieniany 1 raz.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11136
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Homoseksualizm i małżeństwo

Post autor: hiob » 03-12-04, 01:00

O!!!! Mój drogi przyjaciel, "Myśl"!!! Chyba muszę się pogodzić z tym, że Cię będę miał do końca życia ;). Cieszę się z tego i cieszę się, że mnie czytasz. Tylko, że dalej nie myślisz, drogi przyjacielu. Oto moje odpowiedzi:

"Myśl":<font color=purple>1. Hiobek powołuje się na wyniki referendum o prawie do zawierania związków jakby miało to o czymś konkretnym świadczyć, nie nadmienia, że w USA stanem w którym dopuszczane są małżeństwa homoseksualistów jest Massachusets.

Nie nadmieniam, że w Massachusetts, czy na Hawajach, czy w innych miejscach sędziowie dopuścili zawieranie cywilnych związków między osobami tej samej płci, gdyż pisałem już o tym w innym miejscu. Poza tym moja uwaga o referendum właśnie tego dotyczyła. Społeczeństwo dlatego zdecydowało się na referendum, którego wynik spowodował zmiany w stanowych konstytucjach, żeby uniemożliwić wojującym działaczom narzucanie temu społeczeństwu przez swoich sędziów praw, które nie są wolą tego społeczeństwa. W USA obowiązuje prawo precedensowe i sędzia może wymyślić sobie co mu się żywnie podoba. Gdy jego decyzja się uprawomocni, staje się to prawem obowiązującym wszystkich. Oczywiście te decyzje muszą być zgodne z konstytucją, ale o tym także decydują sędziowie. Dlatego referenda, żeby w konstytucjach był zapis, mówiący, że małżeństwo to "związek jednego mężczyzny z jedną kobietą". Taki zapis będzie trudno obejść nawet tym sędziom, którzy dopatrzyli się w konstytucji amerykańskiej prawa do prywatności i rozdzielności państwa od kościoła. Natomiast obywatele zaczynają mieć już tego dość i nie tolerować więcej faktu, że narzuca się im prawa, których nie uchwalili ich przedstawiciele i które nie są wolą większości mieszkańców tego kraju.

"Myśl":<font color=purple>2. Homoseksualizm nietolerowany jest chyba najfajniej dla Drogiego Hioba w takich krajach jak: Mauretania, Nigeria, Sudan, Iran Jemen czy Zjednoczone Emiraty Arabskie. Taki jeden z drugim pedał dostaje tam czapę i jest fajnie.


Kilka uwag na temat tego Twojego zapisu. Przede wszystkim prosiłbym Cię, żebyś nie mówił w sposób obraźliwy o homoseksualistach, przynajmniej nie na mojej stronie. To nie jest żaden argument i obrażanie kogokolwiek do niczego nie prowadzi. Określenie naszych braci zmagających się z problemem homoseksualizmu "pedałami" jest pejoratywne i nic tu do naszej dyskusji nie wnosi. Po drugie sama uwaga o tym, że "najfajniej" dla mnie byłoby w krajach, gdzie homoseksualizm jest karany śmiercią też jest niezrozumiała. Nie raz pisałem na swej stronie , że ja nie toleruję żadnych form przemocy. Nie mam też żadnych specjalnych problemów z homoseksualizmem, nie prowadzę przeciw temu żadnej krucjaty i nie nawołuję do przemocy. Uważam ich za bardzo biednych ludzi, potrzebujących pomocy. Jestem pełen podziwu dla tych, którzy prowadzą życie czyste, pozostają w celibacie. Uważam, że ci, którzy praktykują swe skłonności za grzeszników, ale wcale nie gorszych od heteroseksualistów praktykujących swe skłonności czy to związku pozamałżeńskim. Tak jedni, jak i drudzy potrzebują się nawrócić i zaprzestać swych praktyk, jeżeli pragnął osiągnąć zbawienie i życie wieczne. To, że mówię tu tyle o tym, że homoseksualizm praktykowany jest grzechem, nie wynika z nienawiści do homoseksualistów, ale z miłości. Ja chcę z nimi spędzić wieczność w niebie. Gdybym ich zaczął tolerować, oddałbym im niedźwiedzią przysługę. Dziś jest uroczystość świętego Franciszka Ksawerego. Gdy wykładał on w Paryżu, w XVI wieku filozofię, będąc wschodzącą gwiazdą uniwersytetu, Ignacy Loyola szepnął mu pytanie: Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? <font color=Maroon> To cytat z 26. wersetu 16 rozdziału Ewangelii św. Mateusza. Pytanie to spowodowało, że Franciszek rozstał się z karierą nauczyciela akademickiego, został kapłanem i misjonarzem, głoszącym Prawdę o Jezusie w Indiach, Malezji i Japonii. Nie jest to, być może to samo, co być gwiazdą towarzyską w Paryżu, ale też kto teraz pamięta jakiś profesorów paryskich sprzed pięciuset lat? A święty Franciszek Ksawery, zapewniam Cię, jest ciągle dobrze znany wśród chrześcijan. Moja motywacja jest taka, jak Ignacego. Nie na darmo jest on moim patronem. Mam na imię Ignacy, na drugie, co prawda, ale zawsze. Co zyskają homoseksualiści, gdy wywalczą prawo do legalizacji związków "małżeńskich", a stracą zbawienie? Na co im się to przyda? Czy logiczne byłoby namawianie kogoś, gdyby miał taką alternatywę, żeby wziął teraz 10 groszy, a nie czekał do jutra na 100 milionów złotych? Przykład jest tak absurdalny, że aż śmieszny. Ale przecież różnica w "wartości" naszego "szczęścia" rozumianego jako zwykłe, ziemskie przyjemności, a szczęścia wynikającego z faktu uzyskania zbawienia i przebywania przez wieczność z Bogiem jest nieskończenie większa. To nie 10 groszy teraz, albo 100 milionów jutro. Nawet nie 1 grosz teraz, a miliardy za minutę. Różnica ta jest nieskończona. A ponieważ nie jestem idiotą i raczej zaczekam na miliardy niż się będę łakomił na grosze, to podobnie będę radził moim braciom. Dlatego to mówię im, co jest grzechem i dlatego namawiam do czystości. To tylko dla ich dobra. Ja nic z tego nie mam. Poza satysfakcją, że zrobiłem to, co powinienem.

We wczorajszej Ewangelii słyszeliśmy te słowa Jezusa: Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie.[...] Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki. (Mt 7,21,24-27). Jak sam widzisz, ja, jako chrześcijanin, nie mogę się zamknąć w czterech ścianach swego pokoju i wołać imienia Pana. Muszę wyjść i robić to, czego On uczy. Muszę głosić jego Ewangelię, Jego Dobrą Nowinę. Franciszek Ksawery musiał osobiście udać się w podróż, gdy dosłyszał wołanie, podróż, której nie dokończył i zmarł zanim dotarł do Chin. Ja żyję w innych czasach, mogę ewangelizować przez Internet, ale istota naszego powołania nie jest wcale taka różna. Ale jeżeli mam się okazać człowiekiem rozsądnym, muszę budować na Skale.

"Myśl":<font color=purple>3. Jako ciekawostka na koniec :Projekt ustawy w Dawnej Ojczyźnie Hioba zakłada, że dwoje ludzi tej samej płci będzie mogło zawierać związki w USC. Zapewni im to wspólnotę majątkową, możliwość noszenia wspólnego nazwiska, odbierania poczty, odwiedzin w szpitalu i prawa do świadczeń po zmarłym partnerze. Partnerzy będą mogli wychowywać dzieci pochodzące z wcześniejszych związków, ale nie będą mogli starać się o adopcję.

Cóż. Jak już mówiłem, politycy i działacze często starają się przepchać ustawy i prawa niezgodne z wolą ludzi, których reprezentują. Polska scena polityczna jest dla mnie tak zdumiewająca, że nie chciałbym zaczynać tego tematu. Nie chcę się denerwować. Polska nie jest moją "Dawną Ojczyzną", jest i zawsze będzie po prostu moją ojczyzną. To, że mieszkam na stałe w USA i mam obywatelstwo tego kraju nic tu nie zmienia. Ale i o tym już pisałem. Ja sobie zdaję sprawę, że czasem ludzie zamieszkują razem w różnych celach. Wnuczek z babcią, przyjaciele, przyjaciółki, bracia czy siostry, i to zarówno we wspólnotach zakonnych, jak i ci połączeni więzami krwi. W mojej najbliższej rodzinie mam sytuację, gdzie dwie siostry zamieszkują razem, prowadząc wspólne gospodarstwo domowe. W takich sytuacjach są inne przepisy, określające co kto może, a czego nie. Do odbierania poczty i innych praw służą upoważnienia. Pewne przepisy można by zapewne ulepszyć, ale nie znaczy to, że mamy nadawać prawa do związków równych wobec prawa małżeństwom w takich sytuacjach. O absurdalności takiego myślenia już pisałem, bodajże w tekście o mojej nietolerancyjności. Definicja małżeństwa nie jest nam dana od rządów i sądów, ale od Boga, czy natury, w zależności w co wierzysz. I nie rządy, parlamenty i sądy mogą ją zmienić. I nawet w tych kulturach, gdzie wielożeństwo było dopuszczalną i praktykowaną formą małżeństwa, to ciągle był to związek między jednym mężczyzną i jedną kobietą, gdy inne kobiety cierpliwie oczekiwały w haremie na swoją kolej. Nie były to komuny typu "każdy z każdym". Więc niech sądy i parlamenty odczepią się od tego, co nie jest w ich jurysdykcji i pomyślą o tym, jak pomóc takim osobom, które są od siebie uzależnione materialnie i społecznie bez zniszczenia tego, co dobre i święte. Nie na darmo rodzina zawsze, nawet w czasach komunizmu, była nazywana podstawową komórką społeczeństwa. I zniszczenie tej komórki spowoduje rozpad tego społeczeństwa. Wszystkie cywilizacje w ten sposób się rozpadały. Przez zniszczenie domowego kościoła, przez akceptowanie rozwodów, homoseksualizmu, związków pozamałżeńskich, eksperymentów na rodzinie. Wystarczy postudiować trochę historię, żeby to zauważyć. Uchwalanie praw niszczących tradycyjną rodzinę nie służy niczyjemu dobru, a na pewno nie dobru społeczeństwa i samych osób dotkniętych problemem homoseksualizmu.

Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11136
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Tolerancja i prawa gejów.

Post autor: hiob » 12-06-05, 01:00

Jak pewnie nie tak trudno było się domyśleć, wydarzenia w Warszawie w czasie ostatnich dni sprowokowały mnie do tego, żebym napisał wreszcie kolejny felietonik. Co prawda przez ostatnie dni byłem zajęty, byłem w drodze i nie oglądałem TV Polonii, wiadomości z Polski docierały wiec do mnie dość skąpo. Usłyszałem jednak wystarczająco wiele, żeby się wkurzyć. Chodzi mi oczywiście o prawa gejów i tak zwaną "Paradę Równości" jaka wczoraj odbyła się w Warszawie.

Przede wszystkim chciałbym napisać o tej równości i o prawach ludzi dyskryminowanych. Pewne osoby, pewne grupy społeczne rzeczywiście są dyskryminowane w różnych społeczeństwach ze względu na to jakimi zostali stworzeni przez Boga. Chodzi tu o płeć, kolor skóry czy wygląd fizyczny. Dyskryminacja może też wynikać z głoszonych poglądów czy wyznawanych wierzeń.

Homoseksualiści sami za bardzo nie wiedzą, do której z tych grup mieliby być zaliczeni. Albo raczej chcieliby być zaliczeni do obu. Uważają oni, że ich orientacja seksualna wynika z uwarunkowań genetycznych i jest od nich zupełnie niezależna, ale nie są tego w stanie w żaden sposób udowodnić. Wiele przykładów osób, które przeszły terapię i zaczęły prowadzić życie osób heteroseksualnych, pobrały się i założyły rodziny, wskazuje na fakt, że nie jest to jednak stan zależny od genów, ale raczej od innych czynników. O tym napiszę za chwilę więcej.

Podobnie fakt, że tylko pewien procent bliźniaków jednojajowych, a więc osób o identycznym genotypie, ma skłonności homoseksualne, wyraźnie nam mówi, że problem jest dużo bardziej skomplikowany, niż niektórzy chcieliby nam wmówić. Szczególnie dobrze to widać u bliźniaków rozdzielonych zaraz po urodzeniu, wychowanych przez różne rodziny. Wtedy niemalże nigdy oboje (czy obie) zostają homoseksualistami, co bardzo mocno wskazuje na dominującą rolę środowiska, w jakim się oni wychowali, a nie uwarunkowań genetycznych.

Zostaje więc kwestia uwarunkowań społecznych, środowiska i rodziny. Tu wszyscy chyba się zgadzają, że właśnie te czynniki mają decydujący wpływ na to, czy ktoś zostaje gejem, czy nie. Ale przecież nie można uważać, że skoro to środowisko, wychowanie, brak ojca w rodzinie, pierwsze kontakty seksualne czy inne czynniki spowodowały, że ktoś stal się homoseksualistą, to nie ma on na to wpływu i powinien być przez nas zaakceptowany z całym dobytkiem inwentarza. Nic nie odbiera nam wolnej woli i końcowa decyzja zawsze należy do nas samych.

Środowisko powoduje wiele uwarunkowań, których nie akceptujemy jako społeczeństwo. Wpływ środowiska może spowodować, że ktoś zostaje złodziejem, prostytutką, alkoholikiem, ma problemy z dochowaniem wierności żonie, jest zoofilem czy pedofilem. Niewiele jednak osób uważa, że takie zachowanie jest "normalne". Nikt nie życzy swym dzieciom, nikt nie modli się o to, żeby jego dzieci zostały członkiem jednej z tych grup. Wszyscy wiemy (pisząc "wszyscy" wiem, że każde uogólnienie jest fałszywe. Zapewne zdarzają się jakieś chore wyjątki), że nie jest normalne jak ktoś zostaje złodziejem czy prostytutką.

Oczywiście nie można wszystkich tych dewiacji wrzucać do jednego worka. W zasadzie wszyscy się zgadzają, że alkoholizm jest chorobą, choć problemy społeczne stwarza także picie alkoholu osób nieuzależnionych. Trudno nazwać złodzieja chorym człowiekiem, chyba, że jest kleptomanem. Prostytucja jest w pewnym sensie zawodem, nie chorobą, ale na przykład zoofilia czy pedofilia to już konkretne zaburzenia psychoseksualne, leczone na całym świecie.

Niezależnie jednak od tego do jakiej grupy zaliczymy homoseksualizm nie widzę żadnego powodu, dla którego mielibyśmy im pozwalać maszerować ulicami, aby domagali się jakiś praw dla siebie. Zresztą zastanówmy się jakich praw oni się domagają? Statystyki na całym świecie pokazują, że homoseksualiści zaliczają się do najlepiej zarabiających ludzi. W pewnych środowiskach, zwłaszcza artystycznych, niemalże nie wypada nie być gejem, jeżeli się chce odnieść sukces. Nie chodzi im więc o zrównanie ich dochodów z dochodami całego społeczeństwa, jak bywa w przypadku kobiet czy Murzynów, czy innych, naprawdę dyskryminowanych grup. Zrównanie takie w ich przypadku prowadziłoby do zmniejszenia ich dochodów. Im chodzi o to, żeby prawo uznało ich dewiację za normę i nadało im takie prawa jak heteroseksualnym osobnikom i o to, żebyśmy ich kochali i akceptowali ich sposób życia. Ale z tym naprawdę nie można się pogodzić. Czym innym jest bowiem narzucenie społeczeństwu praw broniących jakiś mniejszości, czym innym akceptacja społeczna tych grup.

Nie wiem czemu mielibyśmy mówić na czarne białe i na zło dobro. Pewne rzeczy są obiektywnie dobre, moralne, prawe, a inne są obiektywnie złem i dewiacją. Nie ma tu nic do rzeczy miłość chrześcijańska czy dobre serce, czy zmiany społeczne i cywilizacyjne ostatnich stuleci. Związki homoseksualne, praktykowanie takiej formy współżycia jest grzechem. Nie jest normalna i nie powinna być propagowana. Agresywna propaganda środowisk gejowskich doprowadziła jednak do tego, że coraz więcej ludzi, także polityków, uważa, że jest inaczej.

Nikomu nie przychodzi do głowy, żeby organizować parady równości w obronie innych dewiacji. Jakoś trudno mi wyobrazić sobie paradę, gdzie żonaci mężczyźni defilowaliby w obronie swych praw do zdradzania swych żon. Czy paradę zoofilów ze swymi ukochanymi owieczkami. Czy paradę złodziei, oszustów, alkoholików i innych, żądających uznania ich praw i nadania ich działalności znamion legalności. Zresztą każda z tych grup musiałaby chyba maszerować, na wzór Ku Klux Klanu w kapturach na głowie. Jeżeli nie z obawy przed wymiarem sprawiedliwości, to przynajmniej ze strachu przed żonami.

Z jakiegoś nieznanego mi powodu geje nagle nie tylko powychodzili z ukrycia i nie wstydzą się swych wstydliwych praktyk, ale pociągnęli za sobą dość znaczną grupę społeczeństwa. Zwłaszcza polityków tak bojących się etykietki "nietolerancyjnego". Ja się nie boję i nigdy nie ukrywałem swojej nietolerancji. Dla tych, którzy nie wiedzą dlaczego, napisałem felieton i zapraszam do przeczytania go. Można go znaleźć TUTAJ . Tolerancja jest głupia. Co więcej, ci, którzy tak nawołują do tolerancji sami zapędzają się w kozi róg wykazując bezsens i nielogiczność tolerancji. Natykając się na takie osoby jak ja nagle sami przestają być tolerancyjni. Nie tolerują moich poglądów i głośno wołają, że muszę je zmienić.

Tolerancja jest właśnie dlatego nielogiczna, że nie da jej się pogodzić z każdą sytuacją życiową. Jest taka zasada logiczna, że coś nie może czymś być i nie być równocześnie. Albo urządzenie na którym piszę ten tekst jest komputerem, albo nim nie jest. Jest to alternatywa. Nie można powiedzieć, że mój laptop jest komputerem i że nim nie jest równocześnie. To nielogiczne, bez sensu. Ale i tolerancja dokładnie tak samo jest nielogiczna.

Nie można być tolerancyjnym i wykluczać poglądy pewnych grup, z którymi się nie zgadzamy. Taka tolerancja niczym nie różniłaby się od mojej nietolerancji. Ja bowiem także jestem bardzo tolerancyjny w stosunku do osób wyznających poglądy identyczne z moimi. Nie toleruję tych poglądów, z którymi nie mogę się zgodzić. Ale zauważcie, że "tolerancyjni" postępują dokładnie tak samo. Ich tolerancja nagle kończy się przy spotkaniu ze mną i nagle zostaje pouczany, że to ja muszę zmienić swoje poglądy. Inaczej nie będę przez nich tolerowany.

Jest to oczywiste, bo nie da się pogodzić tolerancji z osobą uważającą, i słusznie, tolerancję za idiotyzm. Zachodzi tu nieunikniona sprzeczność logiczna udowadniająca jasno, że tolerancja jest bez sensu. Nie można być jednocześnie tolerancyjnym i tolerować poglądów mówiących, że tolerancja jest złem, tak samo, jak mój laptop nie może być i nie być komputerem w tym samym momencie.

Zresztą zastanówmy się chwilę czym jest prawdziwa miłość. Jeżeli geje chcą, żebym ich kochał, (mówię tu o miłości "agape", czy "phileo", nie o seksie), to jak ta moja miłość, miłość chrześcijańska, powinna się objawiać? Jeżeli naprawdę ich dobro ma mi leżeć na sercu, to przede wszystkim moim pragnieniem powinno być spędzenie z nimi wieczności w Niebie. Moim celem powinno być to, żebyśmy razem osiągnęli zbawienie. To jest prawdziwa miłość. I nie jest tu istotne czy zranię ich uczucia, czy nie. Oczywiście, że delikatność jest zawsze potrzebna, ale nie taka delikatność, która powoduje, że unikamy głoszenia prawdy.

Gdy widzą własne dziecko usiłujące wsadzić śrubokręt do kontaktu, albo ściągnąć garnek z wrzątkiem ze stołu na swoją głowę, delikatność jest ostatnią rzeczą o jakiej myślę w tym momencie. Przede wszystkim odruchowo i szybko usiłuję zapobiec zbliżającemu się nieszczęściu. Gdy akcja ta spowoduje ból, czy strach, będzie wiele czasu na przytulania i przeprosiny po usunięciu bezpośredniego zagrożenia.

Praktykowanie stylu życia właściwego homoseksualistom jest dużo bardziej niebezpieczne niż wsadzanie gwoździe do kontaktu. Powoduje śmierć duszy. Prowadzi do utraty zbawienia. Akceptowanie tego przez nas nie jest żadnym objawem miłości. Wyrządza im olbrzymią krzywdę. Nie tylko nie jest objawem miłości w stosunku do nich, ale wprost przeciwnie.

Nie mówię tu o tym, że należy tych ludzi traktować z góry, poniżać, obrażać czy stosować inne formy samosądów. Fizycznych, czy też psychicznych. Zawsze ważne jest, żeby odróżnić grzech od grzesznika. Homoseksualizm jest właśnie tym, grzechem. Tak jak grzechem jest antykoncepcja, niewierność małżeńska, każdy seks pozamałżeński, oglądanie pornografii, masturbacja i wiele innych. Kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem.

Czemu więc i ja o tym mówię? Czy ja jestem jakiś chodzącym świętoszkiem? A raczej jeżdżącym? Na pewno nie. Ale ja po pierwsze nie bronię żadnego grzechu, który miałem nieszczęście popełnić. Grzechów swoich się wstydzę, żałuję za nie, spowiadam się z nich i zawsze mam nadzieję, że więcej ich nie popełnię. Po drugie ja nie "napadam" tu na ludzi, ale na to, co ci ludzie praktykują.

To właśnie z miłości do ludzi piszę ten tekst. To dlatego, że mi nie zwisa, że mi zależy na każdym z moich braci i sióstr, spędzam niedzielę przy kompie pisząc ten tekst. Bo wierzę, że będę rozliczony z mojego życia i że Jezus zapyta mnie: "A co ty zrobiłeś dla tych, którym zbawienie wymykało się z rąk? Ja za nich umarłem na Krzyżu, a co ty zrobiłeś?"

Kierowanie się jakąś fałszywą delikatnością do niczego dobrego nie prowadzi. Sam Jezus nazywał rzeczy po imieniu. "Plemię żmijowe", "groby pobielane", "głupi", "ślepi", "obłudnicy" to tylko niektóre z epitetów jakie usłyszeli ci, którzy odrzucali naukę Jezusa. Ale przecież nie było motywacją Jezusa obrażanie kogokolwiek. Raczej zwrócenie uwagi na to, że sprawa jest poważna. Słownictwo to szokowało, ale miało właśnie taki cel: Zaszokować tych, do których było skierowane.

Podobnie chyba musimy postępować i my. Nie bać się nazwać grzechu grzechem i powiedzieć, że pewne postępowanie prowadzi do utraty zbawienia i śmierci duchowej. I nie ma tu znaczenia, czy jest to homoseksualizm, czy inny grzech. Powód dla którego piszę waśnie w kontekście grzechu homoseksualizmu już wyjaśniałem. To właśnie oni żądają od nas i od polityków akceptacji ich zboczenia i uznania tego, co jest nienormalne za normalność. Ale nienormalny jest każdy grzech i każde złamanie Bożych przykazań. Tyle, że inne grupy grzeszników jak na razie na szczęście nie demonstrują jeszcze w celu przekonania nas, że to my, nie oni, jesteśmy nienormalni.

Do tego dochodzi jeszcze glos przedstawicieli Kościoła, nie zawsze brzmiący jednoznacznie. Ta nieszczęsna tolerancja brzmi tak pozytywnie i tak politycznie poprawnie, że niemalże nie wypada nie być tolerancyjnym. Pewnym wywiadem udzielonym przez jednego z Dominikanów zajmę się w osobnym felietonie. Tu chciałem tylko podać pewien smutny fakt, związany z tolerancją homoseksualizmu.

Kościół w Stanach Zjednoczonych zapłacił już ponad półtora miliarda dolarów odszkodowań osobom skarżącym go o to, że kapłani praktykowali związki seksualne ze skarżącymi. W ponad 90 % przypadków były to związki homoseksualne. W większości przypadków z niepełnoletnimi chłopcami, ale z takimi, którzy nie byli już dziećmi. Prawo i psychiatria nie uznaje więc już takich dewiacji za pedofilię, ale właśnie za homoseksualizm.

Nie da się oddzielić tych dwóch faktów od siebie. Nie można równocześnie głosić, że homoseksualizm nie jest grzechem ani dewiacją i oburzać się na praktyki tych, którzy wprowadzają w życie to, czego tak bronimy. Księża nie spadają z księżyca, nie przylatują z Watykanu i nie rodzą się w zakonach. To są nasi synowie i bracia. W jakich domach się wychowali, taki system wierzeń przyjęli za swój. Gdy ktoś słyszy, że należy tolerować zachowanie gejów, a później sam mając skłonności w tym kierunku zostaje księdzem, nie dziwmy się, że ani nie będzie mówił na ten temat kazań, ani nie będzie żył w czystości.

Żeby nie było wątpliwości chciałbym dodać od razu, że problem związków homoseksualnych wśród kleru to nie jest jakaś wyłączność Kościoła Katolickiego. Nie powoduje tego też życie w celibacie. Inaczej każdy kawaler, wdowiec, czy choćby kierowca ciężarówki przebywający tygodniami poza domem musiałby być aktywny seksualnie, a nie jest to prawdą. Statystycznie nawet więcej problemów mają inne denominacje. Także inne zawody, takie jak nauczyciele, trenerzy czy liderzy skautów i harcerzy procentowo częściej mają te same problemy. Wynika to z prostego faktu: Osoby chore szukają właśnie takich zawodów, które umożliwiają kontakt z młodymi mężczyznami i w których niejako z natury rzeczy są oni autorytetami i wzbudzają zaufanie.

Nie zmienia to jednak faktu, że to właśnie tolerancja, przymykanie oczu na problem, opory przed nazywaniem rzeczy po imieniu, spowodowały, że już parę diecezji musiało ogłosić bankructwo i że teraz ofiara na Kościół staje się trochę dwuznaczna. Co prawda odszkodowania wypłaca przynajmniej częściowo ubezpieczenie, ale składki ubezpieczeniowe także poszły drastycznie w górę. Trudno jednak odrzucić z tego powodu obowiązek łożenia na Kościół, gdyż ten ciągle musi funkcjonować i ciągle pomaga wielu potrzebującym na całym świecie.

Nie powinno też dziwić, że największe problemy mają te diecezje, które są najbardziej liberalne. Jak Boston czy San Francisco. Jest to logiczne. Tak, jak logiczne jest to, że właśnie z archidiecezji Bostońskiej pochodzą tacy "katoliccy" politycy, jak Kerry czy Kennedy. Tych spraw nie można oddzielić, bo są zawsze ze sobą zazębione.

O tym, czego naprawdę uczy Kościół napiszę w następnym felietonie, widocznym poniżej. Będzie to przy okazji wywiadu, jakiego udzielił Gazecie Wyborczej ojciec Tadeusz Bartoś, dominikanin. Nie ze wszystkim się zgadzam z ojcem Bartosiem i o tym niedługo napiszę.
Ostatnio zmieniony 24-04-10, 03:58 przez hiob, łącznie zmieniany 2 razy.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11136
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Ojciec Tadeusz Bartoś, aktywizm homoseksualistów i miłość b

Post autor: hiob » 13-06-05, 01:00


Szukając jakiś wiadomości w Internecie o "Paradzie Równości" natrafiłem na pewien tekst. Jest to opis wywiadu udzielonego przez dominikanina, ojca Tadeusza Bartosia. Chciałem podzielić się swoimi uwagami na jego temat. Cytaty z artykułu w "Gazecie" będą w innym kolorze. Zapraszam do czytania.

<font color=purple> "Mnie parada gejów i lesbijek aż tak bardzo nie interesuje, dopóki nikt nie stara się bez powodu jej zakazać. Kościół przeciwstawia się wszelkim przejawom dyskryminacji homoseksualistów" - mówi "Gazecie Wyborczej" o. Tadeusz Bartoś, dominikanin z Warszawy.

Na pytanie, czy prezydent Warszawy Lech Kaczyński dobrze zrobił, zakazując Parady Równości, dominikanin odpowiada: "Nie. Jego decyzja bardzo mnie niepokoi. Argumenty, które przedstawił, są niezgodne z podstawowymi prawami obywatelskimi w demokratycznym państwie. Polska przez wiele lat walczyła o wolność słowa i swobodę manifestowania poglądów".

Ciekawa opinia. Czy znaczy to, że zdaniem ojca Bartosia Kościół nie przeciwstawiałby się demonstracjom neonazistów? Członków Ku Klux Klanu? Czy każda grupa społeczna ma prawo do marszów i propagowania swych poglądów? A co z tymi, którzy maszerowaliby w celu uchwalenia praw nakazujących delegalizację Kościoła? Rzucania chrześcijan lwom na pożarcie? Dalej ojciec Bartoś byłby zwolennikiem takiej parady? <font color=purple>

"Gazeta Wyborcza" pyta, czy Kościół nie uważa homoseksualizmu za zło. "To zbitka myślowa, która powoduje wiele szkody. Kościół broni osoby homoseksualne, przeciwstawia się wszelkim przejawom ich dyskryminacji. Mówi o tym wyraźnie Katechizm. Co więcej: wcale nie wychodzi z założenia, że homoseksualizm jest chorobą czy dewiacją. Czytamy w nim, że wiele osób ma głęboko zakorzenioną i skłonność homoseksualną, a więc nie ma tam mowy o nakłanianiu gejów i lesbijki do leczenia" - podkreśla o. Bartoś.

Właśnie. Co tak wyraźnie mówi Katechizm? Bo z tej wypowiedzi wynika niemalże, że homoseksualizm to absolutnie nic złego. Jeżeli nie jest to dewiacja ani choroba, to co zatem? Zacytuję wszystkie trzy paragrafy z Katechizmu dotyczące homoseksualizmu:

Czystość i homoseksualizm

2357 Homoseksualizm oznacza relacje między mężczyznami lub kobietami odczuwającymi pociąg płciowy, wyłączny lub dominujący, do osób tej samej płci. Przybierał on bardzo zróżnicowane formy na przestrzeni wieków i w różnych kulturach. Jego psychiczna geneza pozostaje w dużej części nie wyjaśniona. Tradycja, opierając się na Piśmie świętym, przedstawiającym homoseksualizm jako poważne zepsucie, zawsze głosiła, że "akty homoseksualizmu z samej swojej wewnętrznej natury są nieuporządkowane". Są one sprzeczne z prawem naturalnym; wykluczają z aktu płciowego dar życia. Nie wynikają z prawdziwej komplementarności uczuciowej i płciowej. W żadnym wypadku nie będą mogły zostać zaaprobowane.

2358 Pewna liczba mężczyzn i kobiet przejawia głęboko osadzone skłonności homoseksualne. Skłonność taka, obiektywnie nieuporządkowana, dla większości z nich stanowi ona trudne doświadczenie. Powinno się traktować te osoby z szacunkiem, współczuciem i delikatnością. Powinno się unikać wobec nich jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji. Osoby te są wezwane do wypełniania woli Bożej w swoim życiu i &#8211; jeśli są chrześcijanami &#8211; do złączenia z ofiarą krzyża Pana trudności, jakie mogą napotykać z powodu swojej kondycji.

2359 Osoby homoseksualne są wezwane do czystości. Dzięki cnotom panowania nad sobą, które uczą wolności wewnętrznej, niekiedy dzięki wsparciu bezinteresownej przyjaźni, przez modlitwę i łaskę sakramentalną, mogą i powinny przybliżać się one &#8211; stopniowo i zdecydowanie &#8211; do doskonałości chrześcijańskiej.

Jeżeli więc Katechizm uczy, że akty homoseksualne są z samej swej natury nieuporządkowane, że są sprzeczne z prawem naturalnym, że nie będą mogły zostać zaaprobowane w żadnym wypadku, że osoby mające takie skłonności są wzywane do życia w czystości, to jak to pogodzić z intencjami marszu, mającego cele zupełnie przeciwne? <font color=purple>

"Oczywiście Kościół nie powstał dzisiaj, a co za tym idzie, nadal jest w nim tradycja biblijna, która praktyki homoseksualne nazywa grzechem. Podkreślam - praktyki. Oznacza to, że Kościół zachęca homoseksualistów, którzy są wierzący, do czystości. Ale o potępieniu homoseksualistów nie ma nigdzie mowy" - dominikanin zapewnia "Gazetę Wyborczą".

Czyżby ojciec Bartoś sugerował, że termin ważności Biblii już minął? Nauka Kościoła się zestarzała i powinna odejść na emeryturę? Co ma oznaczać takie sformułowanie: "Oczywiście Kościół nie powstał dzisiaj, a co za tym idzie, nadal jest w nim tradycja biblijna&#8230;" Czy z tego ma wynikać, że gdyby ten Kościół powstał dzisiaj, nie byłoby w nim tej tradycji?

Jeszcze uwaga na temat tego, że ojciec Bartoś zauważył, że to praktyki homoseksualne Kościół uważa za grzech. A co ma uważać? To właśnie praktyki, to co robimy, jest, albo nie, grzechem. Preferencje teoretyczne nie są grzechem. Pociąg do osób tej samej płci, jeżeli nie jest praktykowany, jest tak samo moralnie neutralny jak pociąg do blondynek, czy Murzynek, aktorek filmowych, czy też zupełny brak tego pociągu. Nie może być grzechem i nie jest nim coś, na co nie mamy wpływu. Nikt więc mówi tu o gejach, którzy trzymają swe preferencje seksualne w tajemnicy. Nikt tych też nie prześladuje. Nie mają oni wypisane na czole, że są gejami. Problem polega na tych wojujących aktywistach, obnoszących się ze swymi preferencjami i grzesznymi praktykami i żądającymi od nas naszej akceptacji dla ich sposobu życia. <font color=purple>

"Katechizm podkreśla, że homoseksualizm na ogół nie jest niczym zawiniony. Po prostu człowiek w okresie dojrzewania odkrywa pociąg do osób tej samej płci. Tak przeżywa własną seksualność i tak będzie ją przeżywał do końca życia. Trzeba to przyjąć do wiadomości i nie wolno ich za to dyskryminować."

Hmmm&#8230; Katechizm mówi, cytuję: "Jego (homoseksualizmu) psychiczna geneza pozostaje w dużej części nie wyjaśniona." Nie jest to zupełnie to samo, co podkreślenie, że homoseksualizm na ogół nie jest niczym zawiniony. Co więcej, ten sam Katechizm podaje ciekawy fakt: "Przybierał on (homoseksualizm) bardzo zróżnicowane formy na przestrzeni wieków i w różnych kulturach." Z czego wynika, że jest on zależny od wpływów kulturowych. Zresztą lekarze znają dość dobrze mechanizmy powstawania tego zaburzenia. Nie mówię, że wszystkie, sprawa jest skomplikowana, ale też nie jest prawdą, że homoseksualistą powstaje się bez żadnej przyczyny i że te przyczyny nie są znane psychologom. <font color=purple>

"Homoseksualiści, szczególnie w Polsce, a zwłaszcza na prowincji, są narażeni na wiele krzywd i upokorzeń. Muszą się ukrywać. Są to ludzie często dotkliwie poranieni przez okrucieństwo swego środowiska. Kościół powinien stawać w ich obronie. Nie twierdzę, że kultura homoseksualna powinna dominować we wszystkich przekazach medialnych, ale uważam, że ci ludzie mają prawo żyć publicznie, zachowywać własną tożsamość i nie być za to potępiani" - dodaje o. Bartoś w "Gazecie Wyborczej". (PAP)

Znowu pomieszanie z poplątaniem. Przede wszystkim nikt nie powinien wiedzieć, tak na prowincji jak i w Warszawie, czy ktoś jest, czy nie, praktykującym homoseksualistą. A jeżeli nikt nie wie, to też nie muszą się obawiać o to, że spotkają się z niechęcią. Wyobraźmy sobie sytuację, gdy nasza sąsiadka jest prostytutką. Gdy będzie prowadziła dyskretny tryb życia, pracowała poza domem, to fakt, że jest ona prostytutką nie będzie nam przeszkadzał. Nie będziemy po prostu o tym wiedzieć. Gdy jednak przez jej mieszkanie będą się przewijali co chwilę jacyś faceci i po godzinie wychodzili dopinając spodnie, to możemy nagle zacząć ją "dyskryminować" i patrzyć na nią spode łba.

Kościół ma obowiązek bronić wszystkich prześladowanych. Wszystkich, którym wyrządzana jest krzywda. Ale nauka Kościoła opiera się między innymi na tych słowach Jezusa:

Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować. Jeżeli moje słowo zachowali, to i wasze będą zachowywać. (J 15, 20b)

To prześladowanie wynika jednak z tego, że my, słudzy Jezusa, zachowujemy Jego słowo. Prześladowania homoseksualistów wynikają z zupełnie innej, odwrotnej przyczyny. Ciągle nie znaczy to, że są dopuszczalne. Ciągle w każdym z tych grzeszników musimy dojrzeć Jezusa i pomóc mu. Ale pomoc nie może polegać na organizowaniu im marszów propagujących ich grzeszny styl życia. Pomoc ta musi polegać na pokazaniu im Drogi:

Wchodźcie przez ciasną bramę. Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują. Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. (Mt 7,13-15)

Obraz ojca Bartosia, jaki ja uzyskałem z tego artykułu przypomina mi właśnie fałszywego proroka. Jego stosunek do homoseksualizmu przynosi moim zdaniem więcej szkody niż pożytku. Ale zobaczmy co <a href="http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,2761347.html "target="_blank"><u> sam wywiad </u></a> nam mówi. Opuszczę te fragmenty, którymi zajął się w miarę wiernie sam artykuł, ale jest tam kilka innych aspektów pominiętych w opracowaniu. <font color=purple>

Kościół nie zachęca gejów do leczenia?

- Nie, choć tak twierdzą niektórzy duchowni. Jak można leczyć homoseksualizm, skoro nie znamy jego przyczyn? Można robić im pranie mózgu, próbować ich przeprogramowywać na orientację heteroseksualną, ale to nie jest przecież leczenie. Hasła typu: "Homoseksualizm trzeba leczyć" przywodzą na myśl masowe reedukacje obywateli w systemach totalitarnych.

Ciekawe. Przede wszystkim znamy wiele przyczyn homoseksualizmu. Po drugie, jeżeli Kościół uczy, że osoby skłonne do homoseksualizmu powinny pozostać czyste, powstrzymać się od praktyk seksualnych, nie byłoby naturalne zachęcanie ich do wyleczenia się ze swej dewiacji? Ja wiem, że ojciec Bartoś uważa, że homoseksualizm dewiacją nie jest. Ale za taką uważany był on zawsze, także przez psychologów. To zmiany społeczne, nie odkrycia naukowe, doprowadziły do kilkakrotnych zmian definicji tego, czym jest homoseksualizm.

Jest wiele organizacji pomagających gejom zmienić orientację seksualną. Nie wiem, czy jest to pranie mózgów. Każda terapia psychologiczna jest, być może, praniem mózgów według ojca Bartosia. Wiem natomiast, że organizacje te odnoszą duże sukcesy. Coraz większe, bo jest to relatywnie nowa dziedzina psychologii i ciągle się uczą. Są też agresywnie zwalczani przez aktywistów gejowskich, które nie chcą, żeby prawda o możliwości zmiany orientacji seksualnej wyszła na światło dzienne. Jedną z katolickich, amerykańskich organizacji pomagających gejom jest <a href="http://couragerc.net/ "target="_blank"><u> "Courage" </u></a>. Są też organizacje prowadzone przez protestantów i "Evangelical Christians".

<font color=purple> Czy homoseksualista może być dobrym katolikiem?

- Wobec Boga każdy jest równy, niezależnie od tego, czy jest hetero, czy homoseksualistą. Dla geja, który jest katolikiem, jego orientacja jest potwornym dodatkowym brzemieniem, ponieważ nauczanie moralne Kościoła nakazuje im seksualną wstrzemięźliwość. Dlatego uważam, że jest głęboki sens w tworzeniu specjalnych duszpasterstw dla osób homoseksualnych. Oni powinni czuć, że w Kościele jest dla nich miejsce, że Kościół ich nie odrzuca.

Pod tym mogę się tylko podpisać. Ale parada gejów miała konkretny cel. Tym celem było uznanie ich stylu życia za normalny. Im nie chodzi o to, żeby żyć w czystości. Im chodzi o to, żeby społeczeństwo i Kościół uznali, że nie ma nic złego w praktykowaniu ich grzesznego sposobu życia.

Nie wiem, Czy ojciec Bartoś jest naiwny, czy też nie może zrozumieć pewnych rzeczy z innych powodów. Takie parady są organizowane przez pewne organizacje światowe, formalne lub nie, a celem są zawsze pieniądze. Duże pieniądze. Propagowanie takiego stylu życia jest nieodłącznie związane z przemysłem pornograficznym, z penetracja środowisk młodzieżowych i propagowaniem tam tego stylu życia, z "unormalnianiem" tego, co nie jest normalne.

Ojciec Bartoś pisze, że nie są znane przyczyny homoseksualizmu. Wszystkie na pewno nie, ale niektóre są znane aż za dobrze. Jedną z nich tu przedstawię. Jeżeli ktoś jest uzależniony od pornografii, która teraz dostępna jest praktycznie wszędzie, jeżeli ktoś próbuje wszystkiego, co zobaczy, to bardzo szybko ma pewien problem. Musi szukać coraz bardziej wyszukanych praktyk seksualnych, gdyż dotychczasowe nie dostarczają mu już wystarczających podniet. Gdy do tego wszędzie naokoło słyszy, że homoseksualizm jest "normalny", to już krok tylko od tego, żeby samemu spróbować. Takie marsze, jak ten w Warszawie nie mają na celu spowodowania tego, że zmienimy nasz stosunek do osób zmagających się z pokusami. Ci cieszą się naszą sympatią i wspomagani są naszymi modlitwami. Ja sam od lat mam na swej stronie <a href="viewtopic.php?t=498"target="_blank"><u> świadectwo Rafała, </u></a> wyleczonego homoseksualisty. Ale celem takich marszów jest przekonanie społeczeństwa, że nie ma w ich praktykach niczego grzesznego, czy nienormalnego. <font color=purple>

Zwłaszcza że problem homoseksualizmu może dotyczyć również księży.

- To prawda. Z badań na duchowieństwie amerykańskim z lat 60. wynika, że liczba osób homoseksualnych wśród duchownych jest kilka razy większa niż średnia w społeczeństwie. To zresztą logiczne. Osoba wierząca o skłonnościach homoseksualnych wie, że i tak nie założy rodziny, więc często znajduje powołanie w życiu konsekrowanym.

Moja interpretacja tego faktu jest, jak już pisałem wcześniej, trochę inna. Zwłaszcza, że liczba homoseksualistów wśród duchownych tych wyznań, które nie praktykują celibatu jest nie mniejsza, niż wśród katolików. Motywacją nie jest tu powołanie, ale możliwość dotarcia do osób, które są w kręgu zainteresowania homoseksualistów.

Nie twierdzę tu bynajmniej, że żaden kapłan o skłonnościach homoseksualnych nie ma powołania do kapłaństwa, czy że wszyscy planują grzeszne praktyki. Uważam tylko, że pewien procent z nich, trudno mi tu powiedzieć konkretnie jaki, świadomie lub nie, kieruje się taką motywacją.

Także sceptycznie muszę się odnieść do badań na temat seksualności z lat 60. Wiele z nich okazało się później zwykłą propagandą, nie mającą nic wspólnego z naukowymi badaniami. Nie wiem, jakie badania konkretnie ma na myśli ojciec Bartoś, ale wiem, że nie wszystkim wynikom badań można wierzyć. <font color=purple>

W zeszłym tygodniu ks. Dariusz Oko na łamach "Gazety" wygłosił przeciwny pogląd.

- Ten artykuł był dla mnie zaskakujący. Znam ks. Oko i pamiętam jego dawne poglądy w zupełnie innym duchu. To, co teraz on głosi, można określić mianem nagonki i denuncjowania homoseksualistów. Stara się ich skojarzyć z czymś jak najgorszym, posługując się tak zwaną wiedzą potoczną. Abstrahując od nieprawdziwych twierdzeń, np. że homoseksualizm jest równy nekrofilii, czy większej skłonności gejów do przestępstw na tle seksualnym, to język ks. Oko nie jest językiem Ewangelii. Ten artykuł był dyskryminujący i bardzo mnie zabolał.

Ja nie widziałem tego artykułu, więc trudno mi się ustosunkować do niego. Nie wiem, czy nekrofilia jest grzechem większym, czy mniejszym od aktu homoseksualnego. Z tego co wiem, jeden i drugi grzech może być grzechem ciężkim, prowadzącym do utraty zbawienia. W tym sensie obydwa są równie okropne. Sugerowanie, że akt homoseksualny jest jakimś "mniejszym złem" nie jest wcale objawem miłości. Wprost przeciwnie. <font color=purple>

Nie boi się Ojciec, że głosząc takie poglądy, narazi się innym księżom?

- Nie, bo zdrowy rozsądek nie jest w Kościele aż tak rzadkim zjawiskiem. Przecież są różne idee, które ludzie mają prawo głosić, choć nie są to poglądy przeze mnie podzielane. Mnie parada gejów i lesbijek aż tak bardzo nie interesuje, dopóki nikt nie stara się bez powodu jej zakazać.

Co zdrowy rozsądek ma tu wspólnego z czymkolwiek? I czy naprawdę ludzie mają prawo głosić wszystkie idee? Co Święty Paweł mówi na temat takiej, źle pojętej wolności?

Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę. (1 Kor 6,12)

I dalej:

Wszystko wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko wolno, ale nie wszystko buduje. (1 Kor 10,23)

Źle pojęta wolność prowadzi do niewoli grzechu. Nie można bezmyślnie powtarzać sloganów o wolności słowa, bo słowa też mogą ranić i zabijać. Święty Jakub także przed tym nas ostrzega:

Tak samo język, mimo że jest małym organem, ma powód do wielkich przechwałek. Oto mały ogień, a jak wielki las podpala. (Jk 3,5)

Oczywiście można te słowa odnieść także w stosunku do tych, którzy namawiają do nienawiści w stosunku do gejów. I słusznie. Ale to zupełnie inne zagadnienie i nie o tym tu piszę. Problem nienawiści, z jakiegokolwiek powodu, jest innym problemem i nie przeciwko temu protestowali geje.

Słowa te także nas uczą odpowiedzialności w nauczaniu. Święty Paweł uczy młodego biskupa, Tymoteusza:

Zaklinam cię wobec Boga i Chrystusa Jezusa, który będzie sądził żywych i umarłych, i na Jego pojawienie się, i na Jego królestwo: głoś naukę, nastawaj w porę, nie w porę, /w razie potrzeby/ wykaż błąd, poucz, podnieś na duchu z całą cierpliwością, ilekroć nauczasz. Przyjdzie bowiem chwila, kiedy zdrowej nauki nie będą znosili, ale według własnych pożądań - ponieważ ich uszy świerzbią - będą sobie mnożyli nauczycieli. Będą się odwracali od słuchania prawdy, a obrócą się ku zmyślonym opowiadaniom. (2 Tm 4,1-4)

Jaka jest zatem prawda? Czego uczy nas Kościół, Biblia, Jezus? Pozwólcie, że zamieszczę kilka cytatów z Nowego Testamentu:

Przeto, co do mnie, gotów jestem głosić Ewangelię i wam, mieszkańcom Rzymu. Bo ja nie wstydzę się Ewangelii, jest bowiem ona mocą Bożą ku zbawieniu dla każdego wierzącego, najpierw dla Żyda, potem dla Greka. W niej bowiem objawia się sprawiedliwość Boża, która od wiary wychodzi i ku wierze prowadzi, jak jest napisane: a sprawiedliwy z wiary żyć będzie. Albowiem gniew Boży ujawnia się z nieba na wszelką bezbożność i nieprawość tych ludzi, którzy przez nieprawość nakładają prawdzie pęta. To bowiem, co o Bogu można poznać, jawne jest wśród nich, gdyż Bóg im to ujawnił. Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty - wiekuista Jego potęga oraz bóstwo - stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła, tak że nie mogą się wymówić od winy. Ponieważ, choć Boga poznali, nie oddali Mu czci jako Bogu ani Mu nie dziękowali, lecz znikczemnieli w swoich myślach i zaćmione zostało bezrozumne ich serce. Podając się za mądrych stali się głupimi. I zamienili chwałę niezniszczalnego Boga na podobizny i obrazy śmiertelnego człowieka, ptaków, czworonożnych zwierząt i płazów. Dlatego wydał ich Bóg poprzez pożądania ich serc na łup nieczystości, tak iż dopuszczali się bezczeszczenia własnych ciał. Prawdę Bożą przemienili oni w kłamstwo i stworzeniu oddawali cześć, i służyli jemu, zamiast służyć Stwórcy, który jest błogosławiony na wieki. Amen. Dlatego to wydał ich Bóg na pastwę bezecnych namiętności: mianowicie kobiety ich przemieniły pożycie zgodne z naturą na przeciwne naturze. Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie. A ponieważ nie uznali za słuszne zachować prawdziwe poznanie Boga, wydał ich Bóg na pastwę na nic niezdatnego rozumu, tak że czynili to, co się nie godzi. Pełni są też wszelakiej nieprawości, przewrotności, chciwości, niegodziwości. Oddani zazdrości, zabójstwu, waśniom, podstępowi, złośliwości; potwarcy, oszczercy, nienawidzący Boga, zuchwali, pyszni, chełpliwi, w tym, co złe - pomysłowi, rodzicom nieposłuszni, bezrozumni, niestali, bez serca, bez litości. Oni to, mimo że dobrze znają wyrok Boży, iż ci, którzy się takich czynów dopuszczają, winni są śmierci, nie tylko je popełniają, ale nadto chwalą tych, którzy to czynią. (Rz 1,15-32)

Czyż nie wiecie, że niesprawiedliwi nie posiądą królestwa Bożego? Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego. (1 Kor 6,9-10)

A jeśli chcesz osiągnąć życie, zachowaj przykazania. Zapytał Go: Które? Jezus odpowiedział: Oto te: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, czcij ojca i matkę oraz miłuj swego bliźniego, jak siebie samego! (Mt 19,17b-19)

Słyszeliście, że powiedziano: Nie cudzołóż! A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa. Jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła. I jeśli prawa twoja ręka jest ci powodem do grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało iść do piekła. (Mt 5,27-30)

Ojciec Bartoś być może uważa, że czasy się zmieniły, ale ja uważam, że Słowo Boże jest niezmienne i nauka, którą głosił Jezus i potwierdził Paweł nadal nas obowiązuje. Praktykowanie stosunków homoseksualnych prowadzi do utraty zbawienia. Kościół ma obowiązek tego nauczać. Popieranie marszów mających na celu propagowanie stylu życia niezgodnego z nauczaniem Kościoła nie jest wyrazem miłości, ale głupoty. Albo jeszcze czegoś gorszego.

Jeżeli naprawdę chcemy pomóc naszym braciom o odmiennych skłonnościach seksualnych musimy im uświadomić dlaczego tak ważne jest pozostawanie w czystości. Musimy im pomóc znaleźć lekarzy, psychologów, którzy pomogą tym, którzy chcieliby odmienić swe preferencje seksualne i założyć rodziny. A przede wszystkim musimy skończyć z mówieniem, że homoseksualizm jest normalny.

Ja zdaję sobie sprawę, że pewna niewielka grupa ludzi ma tak silny pociąg do osób tej samej płci, że nie ma dla nich pomocy. Poza, rzecz jasna, pokazaniem im, że powinny prowadzić życie w czystości. Ale jest dużo większa grupa osób, dla których akt seksualny z osobą tej samej płci jest niczym innym tylko formą rekreacji. Robią to z osobami obu płci. Robią to dla zabawy. To takie osoby wprowadzamy w błąd mówiąc, że nie ma nic złego w homoseksualizmie.

Ten felieton i tak się rozrósł ponad miarę, więc nie będę go już dalej rozwijał. Zachęcam jednak do przeczytania faktów o środowisku gejowskim. O ich związkach z przemysłem pornograficznym. O tych setkach i tysiącach partnerów, jakich ma wielu z nich. O silnych naciskach na ustawodawców, aby obniżyć wiek osób, które mogą mieć legalne związki seksualne z dorosłymi. (W Stanach każdy związek seksualny osoby pełnoletniej z kimś, kto nie skończył piętnastu-osiemnastu lat, w zależności od Stanu, jest uważany za gwałt). Nie jest to wcale tak, że biedne, niewinne osoby, pokrzywdzone przez los, chcą walczyć o swe prawa.

Homoseksualiści mają wszystkie te prawa, jakie mam ja. Mogą glosować, kandydować, pracować, płacić podatki i brać zasiłki i emerytury. Ale oni nie maszerują w celu uzyskania "zwykłych" praw. Oni chcą specjalnych przywilejów. Przywilejów gloryfikujących ich grzeszne praktyki. Prawo już przecież chroni każdego człowieka. Bez względu na jego orientację seksualną. Dlatego też ja nie mogę się zgodzić z opiniami ojca Bartosia i uważam, że nie tak powinna się objawiać nasza miłość bliźniego w stosunku do tych osób.
Ostatnio zmieniony 15-07-09, 04:35 przez hiob, łącznie zmieniany 1 raz.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11136
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Czy jestem homofobem?

Post autor: hiob » 15-06-05, 01:00


Ponieważ już zostałem nazwany przez parę osób "homofobem" i ponieważ dwa poprzednie (poniższe) teksty są raczej dość długie, jak na standardy internetowych publikacji i wiem, że nie wszyscy przez nie szczegółowo przebrną, postanowiłem napisać króciutki felietonik jeszcze raz wyjaśniający jaki jest mój stosunek do osób mających problem z homoseksualizmem.

Uważam, że miłość bliźniego powinna polegać nie na tym, żeby nie zranić jego uczuć, ale na tym, żeby pomóc mu osiągnąć zbawienie. Uważam (wraz z Kościołem, który tego wyraźnie w dalszym ciągu naucza), że praktyki seksualne między osobami tej samej płci, tak jak każde inne praktyki seksualne poza sakramentalnym związkiem małżeńskim, są grzechem. Grzech ten może doprowadzić do utraty zbawienia.

W dzisiejszym, wtorkowym czytaniu słyszeliśmy słowa Jezusa z Kazania na Górze:

Jezus powiedział do swoich uczniów: Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski. (Mt 5,43-48)

Jeżeli więc doskonałość polega na tym, że kochamy nieprzyjaciół i mamy się za nich modlić, to z tego co napisałem powyżej może wynikać tylko jeden wniosek. Ani nie wolno nam być tolerancyjnym w stosunku do ich grzesznego trybu życia, ani ich ignorować i uważać, że żaden problem nie istnieje. Bez względu na to, jakie nami kierują uczucia, prawdziwa miłość chrześcijańska wymaga nie tylko abyśmy modlili się za nich. Wymaga ona także, abyśmy wskazali im uwagę na fakt, że praktykowanie tego, do czego odczuwają pociąg jest grzeszne. Jest śmiertelnie groźne zarówno dla duszy, jak i dla ciała, będącego Świątynią Ducha Świętego:

Strzeżcie się rozpusty; wszelki grzech popełniony przez człowieka jest na zewnątrz ciała; kto zaś grzeszy rozpustą, przeciwko własnemu ciału grzeszy. Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie? Za /wielką/ bowiem cenę zostaliście nabyci. Chwalcie więc Boga w waszym ciele! (1 Kor 6,18-20)

Zajmowanie się przeze mnie takimi tematami, jak homoseksualizm, aborcja, czy antykoncepcja nie wynika więc z tego, że nienawidzę kobiety czy gejów. Wprost przeciwnie. To z troski o ich zbawienie piszę o tym. Tym bardziej, że niewielu kapłanów uczy na ten temat w swych homiliach. Przynajmniej tu, w Stanach. Bo cel powinniśmy mieć wszyscy wspólny: osiągnięcie zbawienia. I obawa, że mówiąc coś zranimy czyjeś uczucia nie powinna, nie może nas przed głoszeniem prawdy powstrzymać. W tym samym Kazaniu na Górze Jezus powiedział:

I jeśli prawa twoja ręka jest ci powodem do grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało iść do piekła. (Mt 5,30)

Jeżeli jest to prawda, to o ile bardziej prawdziwe musi być stwierdzenie, że lepiej z urażonymi uczuciami osiągnąć zbawienie, niż z fałszywie dobrym samopoczuciem spędzić wieczność w piekle. Tym bardziej, że tam tego dobrego samopoczucia nikt długo nie utrzyma, a szatan jest ostatnim stworzeniem, które by się przejmowało ranieniem czyichkolwiek uczuć.

Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

Guerrillero

Homoseksualizm

Post autor: Guerrillero » 17-03-07, 18:13

Jest to kolejny oklepany do bólu temat jeżeli chodzi o duskusje wierzący-niewierzący. Więc zamiast niekończących się wywodów na temat homoseksualizmu mam krótkie pytanie do wierzących - Co byś zrobił gdyby pewnego pięknego dnia Twoje dziecko Ci oznajmiło: Tatusiu/mamusiu, jestem gejem/lesbijką. Próbowałbyś leczyć, wyrzuciłbyś z domu, kochałbyś dalej jak poprzednio?

papirus2
Przyjaciel forum
Posty: 122
Rejestracja: 24-10-07, 21:33
Lokalizacja: Polska

Re: Homoseksualizm

Post autor: papirus2 » 17-03-07, 20:46

Nie tego bym w zyciu nie zrobił poprostu niemiałbym sumienia wyrzucić własne dziecko z domu...
Nakłaniał bym ją/jego aby uczęszczł na leczenie...
Jeśli leczenie nic by nie dało lub dzieckiak by nie chiał na nie uczęszczać to nie przestał bym go kochać tak samo.

servus
Przyjaciel forum
Posty: 123
Rejestracja: 24-10-07, 21:35
Lokalizacja: Berlin

Re: Homoseksualizm

Post autor: servus » 17-03-07, 21:03

Ja tez bym nigdy nie wyrucil swego dziecka, ale modlil bym sie za nie i probowal o przeoknac ze jest to cos zlego. Wskazal bym na Jezusa, jako Tego, ktory moze mu pomoc. Poza tym uwazam, ze pomoc lekarska jest niezbedna.

Guerrillero

Re: Homoseksualizm

Post autor: Guerrillero » 17-03-07, 21:23

papirus2 pisze:Nakłaniał bym ją/jego aby uczęszczł na leczenie...
servus pisze:Poza tym uwazam, ze pomoc lekarska jest niezbedna.
No właśnie. Jak to jest z tym leczeniem homoseksualizmu, bo jeszcze się nie spotkałem z czymś takim? Jak to wygląda?

papirus2
Przyjaciel forum
Posty: 122
Rejestracja: 24-10-07, 21:33
Lokalizacja: Polska

Re: Homoseksualizm

Post autor: papirus2 » 17-03-07, 22:39

Dokładnie nie wiem ale pewnie ogląda się tylko "pisemka" z kobietami....
Niewiem dokładnie gejem nie jestem nie byłem i nie mam zamiaru być.

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11136
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Re: Homoseksualizm

Post autor: hiob » 18-03-07, 05:41

Guerrillero pisze: Co byś zrobił gdyby pewnego pięknego dnia Twoje dziecko Ci oznajmiło: Tatusiu/mamusiu, jestem gejem/lesbijką. Próbowałbyś leczyć, wyrzuciłbyś z domu, kochałbyś dalej jak poprzednio?
Guerrillero pisze:No właśnie. Jak to jest z tym leczeniem homoseksualizmu, bo jeszcze się nie spotkałem z czymś takim? Jak to wygląda?
papirus2 pisze:Dokładnie nie wiem ale pewnie ogląda się tylko "pisemka" z kobietami....
Dzieci się nie kocha za coś, czy dlatego, że są takie, a nie inne. Oczywiście, że bym je kochał tak samo. A pewnie nawet bardziej. I oczywiste jest także to, że starałbym się im pomóc.

Trzeba tu przy okazji odróżnić dwie rzeczy. Skłonności, atrakcyjność seksualna do osób tej samej płci i aktywne partnerstwo, że tak ogólnie się wyrażę. Same skłonności nie są grzechem, nie są niczym złym. Są, moim zdaniem, wielkim nieszczęściem, krzyżem.

Propaganda progejowska stara nam się przedstawić różowy obraz tego społeczeństwa, ale prawda jest taka, że jest to bardzo nieszczęśliwa grupa społeczna. Nie tylko nie są akceptowani przez większość społeczeństwa, to bardzo trudno odnaleźć im prawdziwą miłość, partnera na całe życie. Statystycznie mają oni wręcz dziesiątki, jak nie setki partnerów, a takie życie prowadzi nieuchronnie do tragedii, rozczarowań, złamanych uczuć, nie mówiąc już o chorobach wenerycznych.

Gdyby moje dziecko miało skłonności d osób tej samej płci, mówiłbym im dokładnie to samo, co im mówię teraz: Trzeba żyć w czystości. To znaczy do ślubu nic, a po ślubie wierność współmałżonkowi. A ponieważ geje nie są zazwyczaj zainteresowani małżeństwami, to pozostaje tylko jedna opcja: Celibat. I nie piszcie mi o "małżeństwach" osób tej samej płci. Obojętne co myślicie, taki związek nie jest małżeństwem.

Wiele osób pozostaje w stanie bezżennym. Ostatnio podobno coraz więcej. I nie ma znaczenia, jaką mają oni orientację seksualną, powinny zachować czystość. Związek z partnerem nie będącym współmałżonkiem jest grzechem niezależnie od tego, jakiej jest on płci. I oczywiste jest, że namawiałbym dziecko do leczenia. Takie leczenie jest możliwe i ma dość spore sukcesy. Nie stuprocentowe, ale niemal trzy czwarte osób próbujących leczenia odnosi sukces.

Zresztą sukces takiego leczenia zależy bardzo od tego, jak wcześnie się go zacznie. Człowiek bardzo młody, nastolatek może odnieść szybko trwały sukces, jak zamiast upewniania go, że jest gejem i że to jest OK., poszuka się mu dobrego psychoterapeuty, który wie, co robić. Bo nie leczy się tego przez oglądanie zdjęć z panienkami. Takie zdjęcia zresztą są ostatnią rzeczą, która by go interesowała. Tak samo, jak nie zrobicie ze mnie homoseksualisty, pokazując mi zdjęcia facetów. Co najwyżej mogą one spowodować we mnie odruch wymiotny. I pewnie podobnie homoseksualista reaguje na zdjęcia dziewcząt.

Problemem zazwyczaj są złe stosunki z ojcem. Często dodatkową rolę odgrywa "przygoda" z innym mężczyzną w bardzo młodym wieku, ale i to zazwyczaj jest konsekwencją złych układów z ojcem, albo braku ojca w rodzinie. Każdy chłopak ma potrzebę uzyskania aprobaty swego taty. Każdy ma potrzebę usłyszenia słów podziwu, pochwały. Każdy ma potrzebę uścisku, pocałunku taty, nawet, jak się do tego nie przyznaje. Gdy ojciec całe życie "dołuje" swego syna, poniża go, traktuje jak największy zawód swego życia, to chłopak podświadomie zaczyna szukać innych mężczyzn, którzy by go docenili, uścisnęli, ukochali, podziwiali. A szuka tego w złych miejscach i w zły sposób.

Oczywiście upraszczam tu sprawę, nie jest to aż takie proste. Psychologia to nie jest taka nauka jak matematyka. Nie da się przewidzieć wszystkiego do końca. Nasze ciała są niesamowicie skomplikowanymi organizmami i nie wiemy do końca jak zareagują. Podobnie zresztą jest, powiedzmy, z alkoholizmem. Nie da się powiedzieć, że jak ktoś od dziecka pije piwo, to za 10 lat będzie alkoholikiem. Jeden będzie, a drugi nie. Nie każdy, który miał złego ojca zostaje homoseksualistą. Ale ponieważ najprawdopodobniejszymi przyczynami jest właśnie wychowanie w domu dalekim od ideału, to proces taki można często odwrócić podczas dobrej, choć długiej i trudnej kuracji u psychologa.

Na mojej stronie jest parę tekstów na temat homoseksualizmu, są do nich linki w MENU, albo na stronie www.hiob.us można wpisać u góry w wyszukiwarkę słowo "homoseksualny", czy coś podobnego i powinna znaleźć wszystkie posty. Starsze są na stronie www.archiwumhioba.blogspot.com. Jest też świadectwo wyleczonego homoseksualisty. Spotkałem go na katolickim czacie, zaprzyjaźniliśmy się wirtualnie i poprosiłem go, żeby napisał swe świadectwo. Można je znaleźć TUTAJ. Zapraszam do przeczytania.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

papirus2
Przyjaciel forum
Posty: 122
Rejestracja: 24-10-07, 21:33
Lokalizacja: Polska

Re: Homoseksualizm

Post autor: papirus2 » 18-03-07, 17:03

a propo życia w celibacie pragnę zwrócić że coraz mniej osób żyje w celibacie.Homoseksualizm to dosyć "trudny"temat na twojej stronce hiob jest ciekawy felietonik o tym dlaczego jesteś nietolerancyjny.Tolerancja to trudne słowo i nie zawsze jest rozumiane przez każdego tak samo.dobra kończe bo zrobiłem trochę off topic :D

Awatar użytkownika
hiob
Administrator
Posty: 11136
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: Północna Karolina, USA
Kontakt:

Re: Homoseksualizm

Post autor: hiob » 18-03-07, 17:22

papirus2 pisze:a propo życia w celibacie pragnę zwrócić że coraz mniej osób żyje w celibacie.

Masz na myśli, o ile rozumiem, że ludzie nie będący księżmi czy zakonnikami coraz rzadziej żyją w czystości?

Homoseksualizm to dosyć "trudny"temat


Dlatego o tym piszę. Szkoda mi czasu na pisnie o rzeczach łatwych, oczywistych i banalnych. O takich piszą miliony innych ludzi.
na twojej stronce hiob jest ciekawy felietonik o tym dlaczego jesteś nietolerancyjny.Tolerancja to trudne słowo i nie zawsze jest rozumiane przez każdego tak samo.dobra kończe bo zrobiłem trochę off topic :D
Jak chcesz podyskutować na ten temat, albo na temat jakiegokolwiek tekstu na stronce, jest cały dział przeznaczony do tego. Zawsze mogę tam bronić stwierdzenia, że tolerancja jest wadą i że każdy chrześcijanin powinien być nietolerancyjny. Oczywiście odpowiednio rozumiejąc definicję słowa "tolerancja".
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)

papirus2
Przyjaciel forum
Posty: 122
Rejestracja: 24-10-07, 21:33
Lokalizacja: Polska

Re: Homoseksualizm

Post autor: papirus2 » 18-03-07, 17:30

Masz na myśli, o ile rozumiem, że ludzie nie będący księżmi czy zakonnikami coraz rzadziej żyją w czystości?
Tak właśnie to mam na myśli.

frostknight
Przyjaciel forum
Posty: 29
Rejestracja: 24-10-07, 21:28
Lokalizacja: jg/wr

Re: Homoseksualizm

Post autor: frostknight » 22-03-07, 11:33

Co miałbym zrobić? Moje dzieci bedą mieć swoje własne życie i bedą podejmowały decyzje za siebie, a ja te decyzje uszanuję. Tak mnie chociażby nauczyli moi rodzice i za to im serdecznie dziękuję. Nie ma takiej mozliwości bym z tego powodu wyparł się swego potomka. Poza tym o ile nie jest to jakieś szczeniackie zauroczenie własną płcią po ciężkim zerwaniu, a następnie uwiedzeniu przez kogoś wykorzystującego sytuację (to byłby jedyny przypadek, kiedy zareagowałbym ostro - delikwentowi lub delikwentce zwyczajnie kazałbym się od...czepic od mojego dziecka i nie krzywdzić go więcej, albo to ja zrobie mu krzywdę - jednak wtedy musiałbym być ABSOLUTNIE STUPROCENTOWO PEWNY że tak jest, bo nie wybaczyłbym sobie gdyby się okazało że się myliłem, a przy okazji zniszczylem mojemu dziecku zycie i nie chce mnie przez to znać) to siedzi to w genach (lub wykształca sie najpóźniej podczas życia płodowego - dlatego odradzam kobietom w ciąży kuracje hormonalne, jeśli urodzi się syn), a z tego to powodu nie da się tego leczyć. A na pewno nie takimi szamańskimi metodami jak proponuje np. papirus.
Rzeczywistość brutalnie gruchocze buńczuczne zapowiedzi...

ODPOWIEDZ