FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
 Ogłoszenie 
Bezpieczna strona Zapraszam na forum http://katolik.us i do zapoznania się z REGULAMINEM FORUM oraz FAQ
                      Forum wykorzystuje ciasteczka jeżeli się nie zgadzasz opuść tę stronę!
Święty Michale Archaniele, wspomagaj nas w walce,
a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź naszą ochroną.
Niech go Bóg pogromić raczy - pokornie o to prosimy.
A Ty, Wodzu Niebieskich Zastępów, szatana i inne złe duchy,
które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą
mocą Bożą strąć do piekła.
Amen.
Charlotte
Warszawa


Poprzedni temat «» Następny temat
Post o chlebie i wodzie - pytania techniczne
Autor Wiadomość
Władysław 

Dołączył: 04 Kwi 2014
Skąd: Warszawa
Wysłany: 02-03-15, 11:07   

Hiobie zrobisz jak będziesz chciał, ja tylko zwróciłem Tobie uwagę na dwa aspekty takiego postu. Choć raczej ja bym to już nazywał dietą, albo sposobem żywienia (ze względu na jego długość).

Skoro się badasz to poproś lekarza następnym razem o sprawdzenie stanu Twoich mięśni i kości. Jeżeli te wyniki wyjdą dobrze to nie ma problemu i się nie czepiam ;-)

Widzę Hiobie, że mało znasz się na zwierzakach. :-P

Te które jedzą cały czas trawę i zioła pozyskują niezbędne składniki odżywcze poprzez wchłanianie ich z ogromnej ilości roślin. Taka przykładowa krowa naprawdę musi zjeść sporo zielska, żeby uzyskać z niego potrzebne substancje, a i tak np. sól podaje się dodatkowo w solankach do lizania. A mleko to wydzielina gruczołów, które tworzą super wartościowy płyn odżywczy dla cielaka. Dlatego to wszystko co krowa uzyska z dużej ilości zielska idzie dla niej i dla produkcji mleka.

Świnia jest bardzo podobna do człowieka. Tylko Twoje twierdzenie jest wadliwe w samym założeniu. Czemu? Bo świnie hodowlane długo nie żyją. Dlatego karmiło się je najtańszymi ziemniakami zmieszanymi z ospą (przemielone ziarna zbóż i plewy) i czasem jakimiś mieszankami witaminowymi i resztkami z ludzkiego stołu. Świnie karmiło się ziemniakami też w innym celu... od takiej ich ilości, pryz minimalnym ruchu świnia tyła. A jej słonina potrafiła być gruba na długość kciuka. Przez wiele lat, ten tłuszcz był bardzo cenną rzeczą na równi z mięsem.

Natomiast w stanie dzikim świnie i dziki mają zdecydowanie inną dietę. Szamią wszystko co znajdą w lesie i na łące. Żołędzie, korę, trawę, liście, robaki, małe zwierzęta, jaja ptaków, bulwy roślin, grzyby itd. Jak się dorwą do pola ziemniaków to też trochę ich zjedzą, ale mniej niż w hodowli.


Ziarna zawierają składniki odżywcze... ale jest ich dość mało. Głównie są to jednak cały czas złożone cukry. Byś musiał zjeść ich kilkadziesiąt kilko dziennie, aby uzyskać to samo co w normalnej diecie.

I nie radziłbym się porównywać do takich zwierząt. Bo im większość przypadłości i schorzeń po prostu nie zagraża, bo żyją za krótko by je odczuć.

PS. Chyba wiem czemu się lepiej czujesz w poście. Nie jesz produktów wzbogacanych w USA o dziadowski syrop kukurydziany i białko sojowe. Jadłem produkty spożywcze z USA i coś mi w ich smaku nie pasowało. To samo stwierdził kolega, który był tam u rodziny kilka miesięcy. Jak ktoś się przyjrzy na składy produktów w sklepach to zobaczy, że prawie wszystko tam jest z dodatkiem syropu kukurydzianego i białka sojowego. A potem się dziwią skąd taka plaga otyłości :shock:
_________________
Łowca trolli internetowych, biczownik gimbo-ateistów, pogromca głupoty w internecie.
 
 
hiob 


Dołączył: 24 Paź 2007
Skąd: Północna Karolina, USA
Wysłany: 02-03-15, 15:08   

Władysław napisał/a:
Jak ktoś się przyjrzy na składy produktów w sklepach to zobaczy, że prawie wszystko tam jest z dodatkiem syropu kukurydzianego i białka sojowego. A potem się dziwią skąd taka plaga otyłości :shock:


Plaga otyłości dotyczy także Niemców i Brytyjczyków i w ogóle wszystkich, którzy po prostu jedzą zbyt dużo. Jedzenie w Ameryce jest smaczne, tanie i zdrowe. Jeśli ktoś się nie przejada, żyje zwykle długo i w dobrym zdrowiu. Mamy tu zdumiewająco dużo sprawnych i zdrowych dziewięćdziesięciolatków, na co dzień jeżdżących samochodami, sprawniejszych, niż przeciętny 50-letni rencista z czasów PRL-u. Nikt mi nie powie, że bułka z Macdonalda, z frytkami, z koktajlem owocowym (tak, tak, z cukrem kukurydzianym) jest mniej zdrowa od tradycyjnego polskiego sznycelka z gotowaną kapustą. Problemem nie jest to, co Amerykanie jedzą, ale to ile tego jedzą.

Kończąc - dziękuję za Twoją troskę. Nie muszę chyba Ci mówić, że wszystkie te rady, jakich mi udzielasz słyszałem już setki razy. Zatem, proszę, daj spokój i zamiast mi radzić, pomódl się w mojej intencji. A ja pozostanę przy tym, co, moim zdaniem, jest dziś bardzo ważne i dla mnie i dla mych przyjaciół.

Uważam, że w czasach, gdy zapomnieliśmy o poście, potrzebne jest takie świadectwo. Uważam, że jeśli będę mógł pokazać, że tak intensywny post nie ma żadnego negatywnego wpływu na organizm, to wytrącę wszelkie argumenty tym,. którzy twierdzą, że nie mogą pościć nawet jeden dzień w tygodniu, bo... ( i tu mamy całą masę argumentów udowadniających rzekomą niemożność poszczenia). Uważam też, że prosząc Boga o ekstremalne łaski, trzeba Mu dać też coś więcej, niż np. wstrzymanie się od czekoladek. A przypomnę, że post ten się wziął od tego, chciałem (i nadal chcę) przebłagać Boga o łaskę nawrócenia dla najbardziej proaborcyjnego polityka w USA.

Zatem jeszcze raz dziękuję i za troskę i za rady, ale z tych ostatnich nie skorzystam. Zaufam raczej Bogu i mojemu lekarzowi.
_________________
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)
Ostatnio zmieniony przez hiob 02-03-15, 15:10, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Władysław 

Dołączył: 04 Kwi 2014
Skąd: Warszawa
Wysłany: 03-03-15, 15:38   

Cytat:
Jedzenie w Ameryce jest smaczne, tanie i zdrowe.


Tania, smaczna i zdrowa to jest chyba tylko wołowina. Czytałeś składy produktów dostępnych w sklepie? Producenci tam dodają prawie do wszystkiego ten syrop kukurydziany. To się zresztą wyczuwa w smaku, większość produktów z USA jest ostro dosładzana. Uwierz mi produkty z USA są najczęściej przeraźliwie słodkie. Przykładowo chleb tostowy (normalnie tego nie jem ale spróbowałem) smakował jak drożdżówka.

Na temat szprycowania jedzenie syropem kukurydzianym, z tego co wiem, było już w stanach kilka akcji informacyjnych i chyba jakieś protestacyjne nawet. Sam możesz to zobaczyć czytając etykiety produktów dostępnych w zwykłych sklepach.

I to jest często główna przyczyna otyłości, bo ludzie jedząc wydawałoby się normalne produkty pochłaniają olbrzymie ilości cukru. Do tego brak ruchu i katastrofa gotowa.


W krajach Europy Zachodniej robią już też podobnie. Sporo produktów jest dużo słodszych niż polskie. Miałem okazje porównać to osobiście na przykładzie czekolady. Produkt tej samej firmy z Wielkiej Brytanii był przynajmniej dwa razy słodszy, niż produkt tej samej firmy z Polski.
_________________
Łowca trolli internetowych, biczownik gimbo-ateistów, pogromca głupoty w internecie.
 
 
bonaldo 

Dołączył: 29 Kwi 2014
Skąd: o/Krakowa
Wysłany: 03-03-15, 21:54   

Władysław to co mają w tej Ameryce jeść? Chleb z "piekarni" Hioba z wołowiną? Czy to na pewno zdrowe?
 
 
hiob 


Dołączył: 24 Paź 2007
Skąd: Północna Karolina, USA
Wysłany: 06-03-15, 09:54   

Władysław napisał/a:

Tania, smaczna i zdrowa to jest chyba tylko wołowina.


:shock:

Cytat:
Czytałeś składy produktów dostępnych w sklepie? Producenci tam dodają prawie do wszystkiego ten syrop kukurydziany. To się zresztą wyczuwa w smaku, większość produktów z USA jest ostro dosładzana. Uwierz mi produkty z USA są najczęściej przeraźliwie słodkie. Przykładowo chleb tostowy (normalnie tego nie jem ale spróbowałem) smakował jak drożdżówka.


Ja Ci nie muszę "wierzyć", ja mieszkam i jem w USA od 33 lat. I wiem, że opowiadasz bzdury. Chleb tostowy ma 3 gramy cukru na porcję, czyli dwie kromki ważące 50 gramów. Czyli na 120 kalorii 10% pochodzi z cukru. Trzeba by zjeść kilkanaście porcji takiego chleba, 20-30 kromek, by przekroczyć zdrową ilość cukru dla organizmu.

Oczywiście problemem jest to, że jemy także inne rzeczy, także "zdrowe", które nie zawsze są zdrowe do samego końca. Jogurty, czy kefiry owocowe zawierają sporo cukru, nawet szynka w Stanach bywa przyrządzana na słodko (choć nie każda, nie każda). Ale nie oznacza to, że wszystko w Stanach jest niezdrowe. Powtórzę jeszcze raz: Typowy posiłek w McDonaldzie jest zdrowszy od tradycyjnego polskiego mielonego z kapustą, czy bigosu, czy fasolki po bretońsku.

Jest bardzo prosty sposób na sprawdzenie, czy jakieś społeczeństwo jest zdrowe. Jest to średnia długość życia. W USA wynosi ona niemal 80 lat, w Polsce nieco ponad 77 lat. Gdy do tego dodamy fakt, że średnio biali w USA żyją ponad 3 lata dłużej od Murzynów, to mamy całkiem pokaźną różnicę na korzyść tych, którzy jedzą tę "przesłodzona, niezdrową żywność".

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to nie tylko od naszej diety zależy nasza długowieczność, ale nie lubię, gdy ktoś stara się na siłę udowadniać jak niezdrowe jest jedzenie w Ameryce, bo po prostu nie jest to prawda. Są tu rzeczy mniej i bardziej odpowiednie dla naszych organizmów, tak samo jak w każdym innym kraju świata. Znacznie większym problemem jest to, że tu się je za dużo, a nie to, co się je. I warto też sobie uświadomić, że za sam tylko okres mojego pobytu w USA, za ostatnie 30 lat, spodziewany czas życia w USA wydłużył się o blisko pięć lat. Zatem nie przesadzajmy, kolego Władysławie, nie jest tak źle z tą dietą Amerykanów.

Myślę też, że czas już zakończyć ten offtopic, bo nie ma on zbyt wiele wspólnego z tematem tego wątku.
_________________
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)
 
 
 
Joannica 

Dołączyła: 13 Lut 2015
Skąd: Olsztyn
Wysłany: 06-03-15, 14:13   

Drogi Hiobie, nie wypowiadam się na temat żywności w USA bo jej nie znam, ale akurat tzw. polskie dania, które wymieniłeś, jeżeli przygotowuje się z dobrej jakości produktów, z dobrymi naturalnymi przyprawami, z tłuszczem w minimalnej ilości są bardzo zdrowe, sama je robię i wiem co tam jest :) Długość życia, to owszem także dieta ale przede wszystkim służba zdrowia, profilaktyka i diagnostyka. W Polsce od lat jest z tym duży problem, amerykanie od wielu lat nie przechodzili wojen na swoim terenie, i innych problemów (typu komuna itd.) to wszystko umożliwiło swobodny rozwój, wypracowanie jakichś systemów, ludzie mieli pod tym względem pewien spokój. Część chorób jest dziedziczna, diagnostyka fatalna, co widzę po starszych osobach w rodzinie ale nie tylko, ludzie wiele lat żyją z chorobami, i trzeba mieć dużo samozaparcia (pieniędzy) aby doprowadzić do trafnej diagnozy i leczenia. Wydłużenie życia to też proces długotrwały, musi zaskoczyć wiele czynników aby realnie przełożyło się to na sytuację. Co do jedzenia, w dzieciństwie pamiętam, wszystko było naturalne, wędliny, warzywa owoce, ktoś tam mówił, że w USA to co my mieliśmy na co dzień trzeba było kupować w sklepach ze zdrową żywnością, miałam rodzinę na wsi wśród lasów i jezior, kurczaki, perliczki, gęsi, jajka, marchewka ... wspomnienia :) babcia i dziadek dożyli prawie setki :) ale w drugiej rodzinie wszyscy szybko wymarli na nowotwory, bo były późno diagnozowane i źle leczone (u babci nowotwór żołądka wykryto tuż przed śmiercią a latami chodziła po lekarzach i leżała w szpitalach). Dzisiaj wiedzę też inne problemy masa chemii, cukru i złego tłuszczu w żywności, dodają wszędzie. Pośpiech, stresy, choroby cywilizacyjne i fatalna służba zdrowia. Najlepsze ośrodki mają super osiągnięcia w przeszczepach itd. a na co dzień ludzie umierają z banalnych powodów. Tak mi się zebrało chociaż wiem, że nie w temacie :)
 
 
hiob 


Dołączył: 24 Paź 2007
Skąd: Północna Karolina, USA
Wysłany: 09-03-15, 14:36   

Joannica napisał/a:
...akurat tzw. polskie dania, które wymieniłeś, jeżeli przygotowuje się z dobrej jakości produktów, z dobrymi naturalnymi przyprawami, z tłuszczem w minimalnej ilości są bardzo zdrowe, sama je robię i wiem co tam jest :)


Jasne, że jak się samemu coś zrobi, to ma się zazwyczaj tylko to, co się chce. Ja jednak nie mówiłem o Twojej kuchni, ale o tej tradycyjnej, PRL-owskiej, na której się sam wychowałem. Realia były takie, że oboje rodzice pracowali, a ja żywiłem się w różnych stołówkach i te mielone sznycelki, befsztyki, brizole i inne rumsztyki, które niczym poza nazwą się nie różniły, zawierały w sobie różne cuda. Poza tym, obiektywnie, kiszona kapusta z ziemniakami i mielonym nie ma zbyt wielu wartości odżywczych. Nie jest to przykład diety, którą ktokolwiek by polecał na co dzień.

Cytat:
Co do jedzenia, w dzieciństwie pamiętam, wszystko było naturalne, wędliny, warzywa owoce, ktoś tam mówił, że w USA to co my mieliśmy na co dzień trzeba było kupować w sklepach ze zdrową żywnością, miałam rodzinę na wsi wśród lasów i jezior, kurczaki, perliczki, gęsi, jajka, marchewka ... wspomnienia :) babcia i dziadek dożyli prawie setki :) ale w drugiej rodzinie wszyscy szybko wymarli na nowotwory, bo były późno diagnozowane i źle leczone (u babci nowotwór żołądka wykryto tuż przed śmiercią a latami chodziła po lekarzach i leżała w szpitalach).


Z tą zdrową żywnością w PRL-u to też tylko legenda. Być może gdy ktoś mieszkał w środku puszczy, to tak, ale moja rodzina pochodzi z okolic leżących między Skawiną a Wadowicami. Skawina truła na potęgę, a Śląsk też wcale daleko nie był. Zawartość ołowiu w benzynie powodowała, że wszystkie uprawy w sąsiedztwie dróg były skażone, a kultura nawożenia była w powijakach. A nawoziło się wtedy na potęgę. Coś o tym wiem, bo tata pracował w branży. Moi dziadkowie ze strony mamy zmarli mając niewiele ponad 60 lat, a wyglądali na stuletnich staruszków. Dziadka ze strony taty nie pamiętam, tylko mama taty dożyła osiemdziesiątki.

Pewnie, że to też była kwestia służby zdrowia i jej błędów. Babcia zmarła na zapalenie płuc, ewidentne "olanie" jej przez szpital, w którym była. Na pewno też dzisiaj nie jest wszystko idealne w naszej diecie i nie każdy dodatek do jedzenia jest zdrowy, ale trzeba też pamiętać, że to jest z jakiegoś powodu. Dodatki powodują to, że jedzenie się nie psuje, a zepsute jedzenie też zdrowe nie jest. Zatem mamy alternatywę i musimy wybrać mniejsze zło. To dzięki zdobyczom nauki w ostatnich latach mamy dziś więcej żywności, niż kiedykolwiek w historii i gdybyśmy powrócili do całkowicie naturalnych metod uprawy roślin, konsekwencją byłyby wysokie koszty, niskie plony i głód na świecie.
_________________
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)
 
 
 
Władysław 

Dołączył: 04 Kwi 2014
Skąd: Warszawa
Wysłany: 10-03-15, 12:22   

Cytat:
To dzięki zdobyczom nauki w ostatnich latach mamy dziś więcej żywności, niż kiedykolwiek w historii i gdybyśmy powrócili do całkowicie naturalnych metod uprawy roślin, konsekwencją byłyby wysokie koszty, niskie plony i głód na świecie.


:shock:

Hiobie z całym szacunkiem, o sprawach religii wiesz dużo, ale rolnictwo słabo znasz.

Obecnie produkcja żywności owszem jest na wysokim poziomie ilościowym, ale:
- produkcja jest tak wysoka ze względu na zastosowanie bardzo dyskusyjnych metod uprawy i hodowli. Często mamy czyste przykłady bestialstwa wobec zwierzaków.
- na produkcję rolną narzucane są odgórne limity.
- przy produkcji ponad limity producent jest karany grzywnami
- żywność ponadlimitową niszczy się.


Wiele osób sobie z tego nie zdaje sprawy, ale - jeżeli dobrze pamiętam - gdyby zlikwidować limity produkcyjne to SAMA Europa by była w stanie wyżywić siebie i WSZYSTKIE kraje w których występuje głód.

W chwili obecnej w państwach rozwiniętych mamy problem z za dużą produkcja rolną. Nie wiem czy słyszałeś, ale w Polsce w wielu gospodarstwach przez ostatnie lata był taki nadmiar zboża, że część rolników paliła ziarnem w piecach - bo zboże było tańsze niż węgiel. Powodowało to duże rozterki moralne bo to widziano w kategorii grzechu. Obecnie chyba po prostu części pól nie obsiewają. Gdyby powrócić do naturalnych sposobów uprawy i hodowli to ta produkcja by się zmniejszyła tylko trochę, najprawdopodobniej wyrównując się z ilościami potrzebnymi dla wyżywienia społeczności. Czyli produkcja rolna w pełni zaspokoiła by potrzeby.

Powrót do naturalnych metod uprawy i hodowli to też likwidacja zagrożeń chorobami wynikającymi z debilizmy naukowców. Bo pomysł by karmić bydło mączką ze sproszkowanych kości bydła był debilny i wbrew naturze. Jego konsekwencją było powstanie choroby "wściekłych krów". A od momentu wykrycia tej choroby w zachodniej Europie polska wołowina uzyskiwana najczęściej w bardzo naturalnych i ekologicznych warunkach, jest tam sprzedawana w każdych ilościach.


A co do tego zdania:
Cytat:
mamy dziś więcej żywności, niż kiedykolwiek w historii
to prawda, ale wynika tylko z tego, że wcześniej ludzkość częściej myślała nad sensem swojej pracy. Dziś produkujemy żywności za dużo i albo spada ostro jej cena, albo jest ona niszczona.

Wcześniej ludzie uprawiali tyle ziemi ile było im potrzebne plonów. Czyli, jeżeli ktoś miał 40 hektarów dobrej ziemi i wiedział, że plon z 20 ha wyżywi jego rodzinę, to pozostałe uprawiał na sprzedaż. A jeżeli się okazało, że nie może tego plonu sprzedać, ani na nic wymienić to najzwyczajniej w świecie nie obsiewał tej ziemi. Dzięki temu nie tracił ziarna na zasiew, swojego czasu i swojej energii. Mało kto produkował ponad miarę... bo po co?

Obecnie ludzie mają jakąś chora manie pogoni za kasą i wielką produkcją. Nie potrafią powiedzieć STOP - tyle mi wystarczy.
_________________
Łowca trolli internetowych, biczownik gimbo-ateistów, pogromca głupoty w internecie.
 
 
Joannica 

Dołączyła: 13 Lut 2015
Skąd: Olsztyn
Wysłany: 11-03-15, 12:52   

Hiobie z całym szacunkiem, ale skoro mnie wywołałeś do tablicy to będę broniła kiszonej kapusty, ziemniaków i kotleta. :lol: Myślę, że w tej sprawie to Ty bazujesz na mitach. Nie wnikałam wcześniej w szczegóły ale utrwaliło mi się, że kapusta kiszona ma wręcz właściwości lecznicze, pamiętam o tym także z bardzo restrykcyjnej, leczniczej, popieranej przez Kościół jako post, diety Dąbrowskiej.

Mały fragment:
W XVII wieku ładunki kiszonej kapusty chroniły załogi statków przed chorobami. Ludzie nie wiedzieli wówczas, co to są witaminy, antybiotyki, dobroczynne enzymy czy bakterie, ale intuicyjnie jedli je w postaci kiszonki. Zapobiegała szkorbutowi oraz odmrożeniom, wzmacniała system odpornościowy, a okłady z soku pomagały na bóle reumatyczne i owrzodzenia. To wspaniałe źródło wapnia i potasu, a nade wszystko naturalny antybiotyk regulujący pracę układu trawiennego. Dzięki bakteriom, które podczas fermentacji wytwarzają dodatkowy kwas askorbinowy, ma więcej witaminy C niż surowa. Inny produkt tego procesu - kwas mlekowy - wspaniale oczyszcza przewód pokarmowy z bakterii gnilnych, za to stwarza idealne warunki do rozmnażania dobroczynnych bakterii jelitowych. (http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/kapusty-wlasciwosci-lecznicze_33947.html)
Nie chodzi o tę konkretną stronę, bo wszędzie o kapuście przeczytasz to samo.

Ziemniaki: zabijamy ich właściwości poprzez złe przygotowanie i dodatki (sosy) ale:

Ziemniaki są lekkostrawne, a zawarte w nich związki są łatwo przyswajalne. Prawie nie zawierają tłuszczu (ok. 0,1 proc.) i dostarczają mało kalorii (średnio 77 kcal w 100 g). Do tego mają właściwości zasadotwórcze, dzięki czemu równoważą kwasotwórcze oddziaływanie na organizm mięsa, z którym je zwykle podajemy. Ziemniaki obfitują w potas obniżający ciśnienie krwi oraz magnez, który jest budulcem zębów i kości, poprawia przemianę materii, łagodzi stany zmęczenia i stres. Mają też nieco wapnia, żelaza i fosforu. Dostarczają także niemal wszystkich witamin – najwięcej jest w nich witaminy C. Szare bulwy mają nieco witamin A, B1, B2, B3, B6 i PP. Wprawdzie nie ma ich zbyt wiele, ale – jako że jadamy ziemniaki często i w sporych ilościach – są ich ważnym źródłem. Poza tym kartofle zawierają błonnik, który ułatwia trawienie, pomaga w walce z nadwagą i obniża poziom cholesterolu.

Kotlety to już sprawa z czego się robi, ja robię z odtłuszczonego mielonego mięsa z udźca indyka, dodaję dużo pietruszki. Na początku trochę podsmażam na niewielkiej ilości tłuszczu potem duszę, aby nie były suche i tłuste. Myślę, że cokolwiek tam macie mięsnego nie jest wcale o wiele lepsze zdrowotnie.

Oczywiście należy zachować umiar na talerzu i nie polecam tego zestawu na co dzień lecz jako jedna z form urozmaicenia obiadu, odnosząc się do Twojego stwierdzenia, że obiektywnie nie ma w tym nic zdrowego a ja uważam że jest ;-) .

Z jedzeniem (wolałabym uniknąć sformułowania PRL, bo to nie oni produkowali to co jadłam) to nie mit, ale faktycznie dużo zależało od miejsca. Dziadkowie mieszkali na terenie tzw. zielonych płuc Polski, w okolicy nie było żadnego przemysłu, nawozy tylko naturalne, to już były czasy gdy przeszli na emeryturę więc poświęcali się temu co zostało, ogródek, sad, zwierzęta na własne potrzeby, w okolicy lasy i jeziora. W pobliżu jedna asfaltowa jezdnia, po której jeździł PKS i samochody w ilości ok. 2 szt. na dobę :) To nie mity, Warmia i Mazury to spory obszar, tam wszyscy do pewnego czasu tak żyli, ludzi zresztą akurat w tamtych czasach nie było stać na nawozy. Dzidkowie, dożyli jak mówiłam wieku 98,97 lat, obydwoje byli aktywni do końca, dobrze wyglądali pomimo dwóch wojen (dziadek jako żołnierz brał udział w walkach potem był uwięziony w łagrze niemieckim, babcia sama z gromadą dzieci). Dziadek dopiero pod koniec życia pierwszy raz zachorował na coś w rodzaju grypy było to dla niego coś tak dziwnego, że myślał, iż umiera :) A umarł po prostu, przewrócił się po goleniu. Potem oczywiście zaczęło się zmieniać. Myślę, że takich rejonów było sporo (Podlasie), a Ty miałeś pecha bo faktycznie Śląsk słynął ze skażenia (tak ludzie mówili, bo tam nie byłam), a Skawina jak piszesz dokładała swoje, od nas ludzie czasem jeździli tam za pracą. My mieszkaliśmy w mieście, ale mieliśmy tzw. ogródek działkowy, wtedy każdy miał :-> sprowadzaliśmy nawóz ze wsi, sąsiedzi również. Miejsce z dala od dróg (co było też uciążliwe) i przemysłu. Oczywiście dzisiaj to wszystko by się nie sprawdziło ale a propo's Twojego stwierdzenia, że to legenda ;-)
Wiem, że to nie na temat więc już nie będzie wywodów o tym co było i nie wróci :)

Pozdrawiam wszystkich :->
Ostatnio zmieniony przez Joannica 11-03-15, 13:08, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
hiob 


Dołączył: 24 Paź 2007
Skąd: Północna Karolina, USA
Wysłany: 23-03-15, 16:44   

Władysław napisał/a:
Cytat:
To dzięki zdobyczom nauki w ostatnich latach mamy dziś więcej żywności, niż kiedykolwiek w historii i gdybyśmy powrócili do całkowicie naturalnych metod uprawy roślin, konsekwencją byłyby wysokie koszty, niskie plony i głód na świecie.


:shock:

Hiobie z całym szacunkiem, o sprawach religii wiesz dużo, ale rolnictwo słabo znasz.

Obecnie produkcja żywności owszem jest na wysokim poziomie ilościowym, ale:
- produkcja jest tak wysoka ze względu na zastosowanie bardzo dyskusyjnych metod uprawy i hodowli. Często mamy czyste przykłady bestialstwa wobec zwierzaków.
- na produkcję rolną narzucane są odgórne limity.
- przy produkcji ponad limity producent jest karany grzywnami
- żywność ponadlimitową niszczy się.


Wiele osób sobie z tego nie zdaje sprawy, ale - jeżeli dobrze pamiętam - gdyby zlikwidować limity produkcyjne to SAMA Europa by była w stanie wyżywić siebie i WSZYSTKIE kraje w których występuje głód.


:shock: To na czym polega Twoja krytyka tego, co ja napisałem? Napisałem, że "dzięki zdobyczom nauki w ostatnich latach mamy dziś więcej żywności, niż kiedykolwiek w historii", na co mi odpowiadasz, że się nie znam... i dalej potwierdzasz to, co ja stwierdziłem. W takim razie ja już nic z tego nie rozumiem. Dyskutujesz ze mną tylko po to, by dyskutować? Jak masz takie samo zdanie, to nie pisz, że ja się nie znam, bo z tego wychodzi, że Ty też się nie znasz. :-P

Cytat:
Wcześniej ludzie uprawiali tyle ziemi ile było im potrzebne plonów. Czyli, jeżeli ktoś miał 40 hektarów dobrej ziemi i wiedział, że plon z 20 ha wyżywi jego rodzinę, to pozostałe uprawiał na sprzedaż. A jeżeli się okazało, że nie może tego plonu sprzedać, ani na nic wymienić to najzwyczajniej w świecie nie obsiewał tej ziemi. Dzięki temu nie tracił ziarna na zasiew, swojego czasu i swojej energii. Mało kto produkował ponad miarę... bo po co?


Czyli robił to, co teraz nam nakazuje UE. :roll: Czemu zatem dawniej było to dobre, a dziś jest złe? :-D

I proszę, nie odpowiadaj mi - to jest pytanie retoryczne, a cała ta nasza dyskusja tutaj nie ma nic wspólnego z tematem tego wątku.

Joannica napisał/a:
Hiobie z całym szacunkiem, ale skoro mnie wywołałeś do tablicy to będę broniła kiszonej kapusty, ziemniaków i kotleta. :lol: Myślę, że w tej sprawie to Ty bazujesz na mitach. Nie wnikałam wcześniej w szczegóły ale utrwaliło mi się, że kapusta kiszona ma wręcz właściwości lecznicze, pamiętam o tym także z bardzo restrykcyjnej, leczniczej, popieranej przez Kościół jako post, diety Dąbrowskiej.

Mały fragment:
W XVII wieku ładunki kiszonej kapusty chroniły załogi statków przed chorobami...



Ależ ja nigdy nie wątpiłem w to, że kiszona kapusta jest zdrowa. Sam proces kiszenia jest doskonałym zabezpieczeniem żywności. Dawniej na statkach nie było chłodni, surowa kapusta bardzo szybko się psuła, a kiszoną można było zabrać w podróż dookoła świata. Jedyny problem polega na tym, że sznycelek z kapustą nie był już z tą zdrową, surową, ale zasmażaną, zlaną obficie tłuszczem, w knajpach często starym tłuszczem i z tych zdrowych właściwości niewiele tam już pozostawało.

Cytat:
Ziemniaki są lekkostrawne, a zawarte w nich związki są łatwo przyswajalne. Prawie nie zawierają tłuszczu (ok. 0,1 proc.) i dostarczają mało kalorii (średnio 77 kcal w 100 g)...


Znowu problem rozmijania się teorii z praktyką. Mają mało tłuszczu, dopóki się ich nie utopi w smalcu. Pozwól, że opowiem Ci pewną prawdziwą historię. Gdy Szwedzi przyjechali do Krakowa budować pierwszą Ikeę, nasza znajoma otrzymała kontrakt żywienia ich - wraz z bardzo konkretnymi wskazówkami co do diety. I tydzień, czy dwa później straciła ten kontrakt, bo kucharki "nie będą gotowały takiego jałowego jedzenia, bo jest niedobre" i lały kilogramy smalcu i oleju do sosów, na ziemniaki itp. Bo tak się w Polsce gotowało i dalej się tak gotuje. Ma być tłusto, bo wtedy jest smacznie! I kartofelek sam w sobie zdrowy, gdy jest utopiony w tłuszczu, staje się "przyczyną wielu groźnych chorób". :lol:

Cytat:
Kotlety to już sprawa z czego się robi, ja robię z odtłuszczonego mielonego mięsa z udźca indyka, dodaję dużo pietruszki...


Ale my tu nie mówimy o Twojej kuchni, ani o kotlecikach z indyka. My tu mówimy o mielonym z kapustą z baru, stołówki fabrycznej, czy restauracji IV kategorii.
_________________
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)
 
 
 
towas 


Dołączył: 18 Sty 2014
Skąd: Warsaw
Wysłany: 13-04-15, 13:57   

To może najprościej - jakikolwiek post, który będzie dla kogoś pewnym wyrzeczeniem, oderwaniem od przyjemności, zwłaszcza tych stałych, bedzie wartością w sensie duchowym. Ponieważ aktualnie poszukuję, staram się czasami podjąć post, czy raczej rezygnację z czegoś, by odszukać i by wiara byłaby mi bliższa. Różnie to wychodzi, właściwie udało mi się jedno - rok temu zrezygnowałem z lubianego serialu w tv na rzecz cotygodniowych odwiedzin u babci. Wyszło z tego same dobro rodzinne, babcia ma stały punkt w swoim spokojnym życiu, ja przy okazji tychże stałych odwiedzin czynię wszelkie czynności opiekuńcze - zakupy, sprzątanie, czasem dobre naprawy. I sam czuję, że w jakiś sposób jest to miłe Panu Bogu. Wiem, że w porównaniu z postem Hioba to jedynie małostka i być może duchowe przedszkole, ale ja właśnie od tego zacząłem.
_________________
"Ja zaś zaufałem Twemu miłosierdziu;
niech się cieszy me serce z Twojej pomocy,
chcę śpiewać Panu, który obdarzył mnie dobrem."
Ps 13, 6.
 
 
hiob 


Dołączył: 24 Paź 2007
Skąd: Północna Karolina, USA
Wysłany: 13-04-15, 14:34   

towas, Bóg nas nie będzie do nikogo porównywał i całkiem możliwe, że Twoja ofiara, Twoja miłość do Babci w oczach Boga jest czymś piękniejszym od mojego postu. Bóg nie oczekuje od nas jakiś heroicznych dokonań, ale tego, byśmy w każdym człowieku widzieli "drugiego Jezusa". I to właśnie miłość jest tu kluczem - post może być narzędziem kształtującym naszą wolę, może być środkiem do celu, może być ofiarą złożoną Bogu, ale jeśli nie ma w tym miłości, to nie ma też żadnej wartości.
_________________
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)
 
 
 
towas 


Dołączył: 18 Sty 2014
Skąd: Warsaw
Wysłany: 13-04-15, 21:57   

Hiobie, masz rację. Ale to Ty masz tak głęboką wiarę, Ty otrzymujesz tyle łask. Nie sposób jakkolwiek tego umniejszać. Czegokolwiek bym w duszy swej nie uczynił, nie będzie to takie głębokie, jak u Ciebie.
_________________
"Ja zaś zaufałem Twemu miłosierdziu;
niech się cieszy me serce z Twojej pomocy,
chcę śpiewać Panu, który obdarzył mnie dobrem."
Ps 13, 6.
 
 
Andriej 

Dołączył: 12 Lut 2013
Skąd: Alpy
Wysłany: 13-04-15, 22:04   

Macie racje, ale i czasem nie macie ( tak i ja tez :oops: czasem mam, a czasem nie mam).
Co do smalcu - w sibirskom on musi byc - grzeje. Jak nie dasz smalcu, to dlugo nie pociagniesz. Nie tolko swinski, kazdyj tluszcz, bogatyj w holesterol. Na szarym mydle tez sie dobrze jedzie, ale nie calyj czas - tym prawdziwym, z tluszczu.
Post w sibirskom to ma sens bez tluszczu i miesa - wtedy naprawde czujesz, co to znaczy. Na jesiotry wtedy trzeba sie przerzucic, bo jak nic, fiber tak dowali, co tylko galy na wierzch wyjda i do ziemi.
Ale to juz innja historija.
 
 
hiob 


Dołączył: 24 Paź 2007
Skąd: Północna Karolina, USA
Wysłany: 14-04-15, 05:07   

Andriej, bo na Syberii trzeba troszkę innego postu - nie o chlebie i wodzie, ale post o smalcu i wódeczce. :lol: Dlatego ja się tam nie wybieram. :-D
_________________
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1a)
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

phpBB by przemo